KRYSTYNA HABRAT – KIEDY WRESZCIE PORA NA SZCZĘŚCIE?

0
265

KRYSTYNA HABRAT


KIEDY WRESZCIE PORA NA SZCZĘŚCIE?

 

 Jan Cybis   Kiedy prezydent Ronald Reagan odwiedził pewien wielki kraj powiedział do rozmawiających z nim dziennikarzy i zwykłych –chyba – ludzi coś takiego: patrzę teraz na waszą gwiazdkę (była widoczna na szczycie wysokiej budowli) i wiem, że świadczy ona o waszej potędze, o sukcesach waszego ustroju, o zwycięstwach, ale my też mamy gwiazdkę, bo nadchodzi Boże Narodzenie. Nasza gwiazdka oznacza ludzką radość, szczęście i to jest to, na czym w naszym kraju zależy nam najbardziej: żeby ludzie byli szczęśliwi.

    Przypominam sobie to czasem, kiedy jestem zmęczona nieustanną batalią w mediach, o coś, z kimś, przeciw komuś, i nie widać tego końca. Starzy ludzie jeszcze pamiętają, jak po wojnie odbudowywaliśmy kraj, cała Polska budowała Warszawę, ale przy tym byliśmy wzywani do zwalczania kułaków, sabotażystów, stonki, zachodnich imperialistów, chuliganów i bikiniarzy. Trochę już tych epitetów się zapomniało, ale walczymy nadal, choć od wojny minęło blisko 70 lat. Z kim walczymy obecnie? Trudno powiedzieć, ale czuje się to w języku agresji, jaki panuje. Nawet uśmiechnięty na zdjęciu felietonista wyciąga potężną armatę na komara, bo pewien sportowiec przy okazji Euro powiedział nie to co trzeba o naszej (nie)zwycięskiej drużynie. Trzeba mu więc dołożyć. Podobne przykłady agresywnego zwalczania tych, którzy myślą inaczej, widzimy na kazdym kroku. Do tego mamy permanentny kryzys. Nikt nie ogłasza, kiedy kończy się jeden, choćby ten po zimie 78/79, po kryzysie paliwowym, a znowu kolejny. Do niedawna miałam jeszcze z tamtego czasu wycinki z prasy kobiecej, gdzie radzono, jak prać męskie koszule w papce z kasztanów, albo w ziele o nazwie mydlnica (o ile pamiętam, bo nie próbowałam). I żeby przykrywać gotująca się wodę, ale nie solić, bo wtedy zużywa się mniej gazu. Już te porady wyrzuciłam, bo mam po wyżej uszu ciągłego oszczędzania, biedowania, i przebiegłości.

    Kiedy wreszcie przyjdzie czas, że będziemy po prostu szczęśliwi?

   Niby powinniśmy tacy być, bo mamy wolność i pełne półki sklepowe. Ale wcześniej nie było takiego bezrobocia i lęku, że nas zwolnią z byle powodu, że zlikwidują nam zakład pracy i zwolnią… No, ale mamy coraz większy postęp w medycynie, przeszczepiają serca, przyszywają obcięte ręce, prawie uleczają raka. Tylko coraz dłużej trzeba czekać na termin wizyty u specjalisty. Na moim kilkudziesięciotysięcznym osiedlu powoli likwidują przychodnię. Nie ma już kardiologa, laryngologa. Z okulistą bywa różnie, czasem trzeba płacić. Podobnie za zabiegi na fizykoterapii. Starzy ludzie, którym przychodnia najbardziej potrzebna, muszą jeździć daleko, a tam czekać np. 8 miesięcy na kardiologa i nikt im wcześniej nie zrobi kardiogramu. Widziałam ostatnio, jak taka pani po kilkumiesięcznym czekaniu, już w przychodni zasłabła.

    Niestety ciągle słyszy się o braku pieniędzy na służbę zdrowia, szkolnictwo, kulturę. Lekarze straszą znów strajkiem receptowym. Zupełnie tego nie rozumiem. Czy jest ktoś ubezpieczony powinno być sprawdzone już w rejestracji, bo jakiś dokument pacjent musi okazać, żeby się do lekarza zarejestrować. Na Śląsku problem jest dobrze rozwiązany, bo każdy ma kartę czipową i za jej pomocą rejestratorka wchodzi szybko do komputerowego rejestru, gdzie jest wszystko co potrzeba. Ale był czas, gdy postronni ten system rejestrowania krytykowali i chcieli pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy to ułatwienie wprowadzili. Na szczęście ucichło z tym. Mimo to nie wiem, dlaczego w styczniu dostawałam na recepcie pieczątkę, że leki wg uznania NFZ-u, bo lekarz nie wie, jaki % ma wpisać? Tłumaczył, że nie chce tracić czasu na szukanie. Ale nie tracił też za dużo czasu na rozmowę ze mną o chorobie, zaleceniach, czy doborze leków. Wielu jednak robi to z oddaniem.

    Z innej beczki. Kiedyś miałam na każdym kroku księgarnię, gdzie kupowałam wiele książek o wysokich wartościach artystycznych i poznawczych. Teraz księgarnie te polikwidowane, a w internecie i markecie, wybór pośród pozycji o dużych walorach poczytności, jakie mnie nie bardzo odpowiadają. Perełki są i tu, ale niełatwo je znaleźć. Nie ma też niegdysiejszej akcji: „Maj miesiącem książki” z kiermaszami na ruchliwych ulicach i placach. Tego typu promocje książek podobno nieopłacalne. Ale widziałam takie święto książki w stolicy Szkocji i tam ponoć czytelnictwo kwitnie. Opłaca się więc, czy nie opłaca? I komu się ma to opłacać, gdy wszystko się prywatyzuje? Prywatnemu księgarzowi, wydawcy czy przeciętnemu obywatelowi, który czyta i staje się bardziej światły i z wyrafinowanym gustem? Czy nie o to chodzi?

   A w telewizji. za PRL-u w poniedziałek po wiadomościach był zawsze teatr, we wtorki i piątki o tej porze dobry serial, często ekranizacja światowej literatury: np. Saga rodu Forsythe’ów (czarno-biała, ale świetna), Rodzina Pallisserów, albo wieloodcinkowy o muzycznej rodzinie Straussów itd. W czwartki szedł kryminał, dawno temu „Kobra”, w soboty i niedziele obowiązkowo film o wysokich walorach artystycznych. Ale było to jeszcze przed erą filmów brazylijskich. Teraz seriali mamy więcej…

    I więcej samochodów. Pod samymi oknami mam teraz parking na 30 samochodów. Wycięto wcześniej cichcem drzewa, niby topole, ale niektóre szlachetne, nie sypiące pyłem, ale i inne gatunki oraz krzewy. Zlikwidowano wielki płać trawy, żywopłoty i kwietniki. Wszystko wybrukowano i już w tej szarości stoją sobie samochody. Postęp cywilizacyjny nie idzie w parze z naszym zdrowiem i odpoczynkiem. Zamiast relaksu na świeżym powietrzu zaleca się siłownię. Ktoś musi na tym zarobić.

    Nadchodzi gorące lato. Pora uciec od wszystkiego co martwi, niepokoi i znaleźć sobie gdzieś przytulny zakątek pośród zieleni i patrzeć w obłoki, słuchać śpiewu ptaków. Jeśli nie ma się własnej działki, to o taki zakątek trudno. Brzegi rzek kiedyś dostępne w 6-metrowym pasie dla wszystkich, teraz poogradzane, prywatne, płatne, albo obok głów leżących na kocach ludzi, ustawiają się kolejne samochody i dymiące grille.

    Gdzieś jednak miejsce do relaksu trzeba znaleźć. Nawet jeśli to będzie kawałek plaży odgrodzony parawanem od leżących obok. Wtedy patrząc w bezmiar nieba i wody można   poczuć się szczęśliwym. Tego wszystkim życzę.

Krystyna Habrat

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko