Krzysztof Lubczyński – Silva rerum Pilcha

0
147

Krzysztof Lubczyński


Silva rerum Pilcha


Czy dziennik pisany na zamówienie, z myślą że będzie wydany za kilka, kilkanaście miesięcy, jest jeszcze tą formą, która od dziesięcioleci ma taką renomę jako gatunek pisarstwa, jaką utorowali jej Gombrowicz, Dąbrowska, Nałkowska, Iwaszkiewicz, Kijowski, a ostatnio Mrożek czy Białoszewski? Czy jest jeszcze tą samą formą która powstaje przez dziesięciolecia, czasem nie pomyślana do druku, ujawniana wiele lat po śmierci pisarza.Czy dziennik pisany przez niespełna dwa lata, w epoce szybkiego druku, pisany przez modnego autora jest ta samą formą, która powstawała przez kilkadziesiąt lat (jak n.p. „Dziennik” Juliena Greena obejmujący okres od lat trzydziestych do roku 1970?). Czy, jeśli w dzienniku nie ma słojów czasu, nie ma śladów wieloletniego zmagania się autora z życiem i z własnym pisaniem, nie ma passusów błahych, banalnych, nudnych, nie ma szumu mijającego czasu, to czy to jest jeszcze dziennik?


Moim zdaniem nie i dlatego nie jest dziennikiem „Dziennik” Jerzego Pilcha, tak ja nie jest dziennikiem „Nocnik” Andrzeja Żuławskiego ani „Codziennik” Daniela Passenta.


Pilch świadom rychłego czytelniczego odbioru pod ten fakt kroi swoją materię. Co nie znaczy, że rzecz – nie będąc gatunkowo Dziennikiem, nie jest warta lektury. Pilch pokazuje nam swoje lustro czasu polskiego i czasu Pilcha między 21 grudnia 2009 a 21 listopada 2011. Niektórych czytelników Pilcha może zaskoczyć, a może nawet rozczarować brak charakterystycznego pilchowego stylu, który tak uwielbiają. W „Dzienniku” Pilch jest poważny, solenny, unikający efektownych fajerwerku swego stylu. To zrozumiałe. Przecież dziennik, to nie felieton. Dziennik to owoc namysłu, forma poważna. Ten to raczej esej za dziennik przebrany. A o czym pisze Pilch? Przypomnijmy sobie co się ostatnimi czasy działo w Polsce i już będziemy wiedzieć. Tak czy owak, mimo zastrzeżeń co do prawomocności gatunkowej „Dziennika” i mimo rezygnacji Pilcha z jego charakterystycznej frazy – rzec jest w lekturze pyszna. I w sam raz dla kibiców o czytelniczym zacięciu (na pewno takie rodzynki są), bo o piłce nożnej, Cracovii i innych sprawach tam dużo. Czyli lektura na czas Euro 2012.


Jerzy Pilch – „Dziennik”, Wielka Litera, Warszawa 2012

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko