Ryszard Częstochowski – KOTAN

0
319

Ryszard Częstochowski – KOTAN

 

NON OMNIS MORIAR – wspomnienie o MARKU KOTAŃSKIM w 10 rocznicę śmierci                                

                                        

 Trudno uwierzyć , że w roku 2012 mija 10 lat od śmierci Marka Kotańskiego , który zginął niemal symbolicznie w tragicznym wypadku samochodowym w wieku lat 60 na wiejskiej drodze w ciemnościach .Mam w pamięci obraz konduktu żałobnego liczącego tysiące ludzi odprowadzającego Kotana kilka kilometrów z kościoła do alei zasłużonych na warszawskich Powązkach. Odprowadzali go wszyscy najważniejsi ludzie w Polsce zajmujący się pomocą bliźnim, a poza tym muzycy rockowi , artyści ,aktorzy ,politycy.Marek w tamtym czasie był tak samo znany jak dzisiaj Jurek Owsiak czyli nie było nikogo w kraju kto by nie wiedział kto to jest Kotański. Niemal przez 20 lat byłem świadkiem i obserwatorem jego niezwykle intensywnego życia , a przez ileś lat byliśmy blisko zaprzyjaźnieni w czasie dwóch kadencji ,kiedy to raz byłem w ścisłym gronie ZG MONAR, a raz członkiem komisji rewizyjnej ,gdy widzieliśmy się prawie raz w miesiącu na Hożej i każde spotkanie kończyło się wartościową dyskusją . Marek bardzo mi ufał w tamtym okresie i dopuścił mnie do najbliższego grona swoich doradców . Miałem niewątpliwy komfort spotykania się z szefem od czasu do czasu , którego nie mieli ci pracujący z nim w Warszawie na co dzień , bo ogólnie wiadomo było   ,że Marek był człowiekiem niezwykle dynamicznym i mówiąc eufemistycznie emocjonalnym .Natomiast nasze rozmowy były niemal ściszone i merytoryczne , co zaowocowało m.in opublikowaniem pod moją redakcją pierwszego wydania książki „Sprzedałem się ludziom „ w roku 1993 .

               Miałem okazję poznać Kotańskiego z trzech punktów widzenia . Najpierw jako narkoman przypatrujący się na spotkaniu w Emiku jego nakłanianiu obecnych do działania na rzecz przeciwdziałania narkomanii i wtedy mi się wydał bardzo osamotniony w swym wołaniu o aktywność , bo polskie społeczeństwo żyło w letargu stanu wojennego i trudno było wyrwać ludzi z inercji.

               Potem , gdy odbywałem własną psychoterapię w jego ośrodku w Głoskowie wydał mi się genialnym psychologiem intuicjonistą. Momentami podejrzewałam go o jasnowidzenie , bo nigdy się nie mylił w tych wielogodzinnych seansach terapeutycznych , w których brałem udział. Nigdy nie krzywdził krytyką tych co nie zasłużyli na to, natomiast ci , którzy zawiedli drżeli na dźwięk jego trafnych słów , bo wiedzieli , że postąpili wbrew regułom grupy terapeutycznej. Terapie z jego udziałem przypominały mi warsztaty teatralne u takich demiurgów teatru jak Grotowski czy Kantor .Można powiedzieć ,że miałem szczęście uczyć się od mistrza , który sam osiągnął mistrzostwo , bo nikt takiego talentu jaki posiadał nie był go w stanie nauczyć. Jak potem mi mówił ,że jestem jego uczniem byłem dumny , ale miałem do tego komplementu dystans , ponieważ , mógłbym Markowi jedynie buty czyścić z buddyjska pokorą . W tym też legendarnym Głoskowie w roku 1984 braliśmy udział w realizacji filmu Trzosa-Rastawieckiego „…jestem przeciw” . Kotańskiego grał Daniel Olbrychski , ś.p dr Małgorzatę Geysmer-Porter grała Ewa Dałkowska , ojca głównego bohatera grał Zbigniew Zapasiewicz , a poza tym cała masa świeżo upieczonych absolwentów warszawskiej PWST .Film mimo gwiazdorskiej obsady i niezwykle nośnego tematu polskiej opiatowej narkomanii niestety udał się połowicznie . Olbrychski nie udźwignął roli Kotana .Mimo ,że bywał u nas często i rozmawiał z nami i Kotańskim wypadł nienaturalnie .Geniuszu Kotana nie dało się pokazać .Natomiast nadal jest to jeden z niewielu polskich filmów podejmujących w sposób poważny tą tematykę .Mam w tym filmie też swój drobny epizod , bo wypowiadam w nim tytułową kwestię jak się okazało później , bo film miał mieć tytuł „Ziarnka maku”, a potem reżyser to zmienił i opatrzył słowami , które wypowiadam na ekranie czyli jestem przeciw .Jeszcze później jako działacze Stowarzyszenia   zostaliśmy z Kotańskim ,jego córką i obecnie znanym politykiem warszawskim Andrzejem Golimontem zaproszeni na tydzień psychologii i sztuki na Węgry , prezentowaliśmy ten film i pomagaliśmy w tworzeniu tam podobnego ruchu na rzecz przeciwdziałania narkomanii.

         Gdy byłem już pracownikiem MONAR-u i założyłem bydgoską poradnie w roku 1985 z Markiem spotykaliśmy się również prywatnie i tu poznałem drugą stronę medalu Kotana , która przeszła do wielu anegdot, ale tu nie miejsce by je opisywać , bo Marek był człowiekiem z krwi i kości (do legendy przeszła jego kolekcja skór i skłonności nieco hedonistyczne , ponieważ strasznie kochał życie w każdym przejawie chłonął je z ogromną ekspresją) i wcale nie był świętym , bo do świętości nie aspirował , a chciał jedynie DAĆ SIEBIE INNYM…co tak naprawdę każdy człowiek powinien czynić dla bliźniego…

             

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko