Z. Marek Piechocki – Zanim do filharmonii (np. gorzowskiej)

0
199

Z. Marek Piechocki 


Zanim do filharmonii (np. gorzowskiej)

 

Rok 1811. Wojennie w Hiszpanii. Wszak to czas wojen napoleońskich (1798 – 1815). Nie znaczy to, że w Europie nic się nie działo w dziedzinie kultury. Pisarze pisali, kompozytorzy komponowali, orkiestry grały. W Polsce otwarto Szkołę Dramatyczną przy Teatrze Narodowym… Były też (oprócz wojen, bitew, upadków państw) bolesne indywidualne tragedie – bo oto np. w Reszlu w sierpniu 1811 roku została spalona na stosie Barbara Zdunek (ponoć ostatnia czarownica Europy). Jak się później okazało, poza oskarżeniami o czary zwalono na nią winę za działania (podpalenia) żołdaków armii francuskiej. Zresztą to również oni spalili dwór hrabiostwa Skarbków w Żelazowej Woli.Ostała oficyna, w której urodził się Fryderyk Chopin. Podkreślam – OFICYNA – nie dworek… ale o tym może innym razem!

 

Rok 1811. Dla mieszkańców Austrii nie był zbyt „przyjemnym”. Spłata nałożonej przez Napoleona ogromnej kontrybucji (przelicza się dzisiaj, że było to około 100 milionów dolarów) spowodowała znaczne zubożenie kraju. Zwłaszcza warstw

biedoty miejskiej. Także artystów, nauczycieli, muzyków, urzędników… Do tej grupy, zależny od honorariów za swoje kompozycje, należał również Ludwig van Beethoven. Zamówień na „muzykę” było niewiele. Zresztą ten okres twórczości Ludwiga nie należał do najbardziej płodnych. Ale przecież nie bez perełek muzycznych – z tego okresu choćby V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73, zwany „Cesarskim”, dedykowany arcyksięciu Rudolfowi. Pierwsze wykonanie miało miejsce 28 listopada 1811 roku.

 

Rok 1811. To także inne kompozycje, jednak nie takie, jak piszą biografowie,

„z których Beethoven mógłby być lub byłby dumny”. (Piszę o kompozycjach do dramatów).A było tak: z powodów toczących się wojen zatrzymano budowę teatru w Budapeszcie. Kiedy zapanował jako taki spokój, Cesarz Franciszek polecił dokończenie budowli. Należało więc zamówić stosowną na otwarcie muzykę, sztukę teatralną. Dramat miał napisać Heinrich Joseph Collin (177 – 1811), niestety, zmarł tuż po przyjęciu zamówienia. Tak więc (w końcu) sztukę napisał dramaturg niemiecki August von Kotzebue (1761 – 1819). Nawiasem mówiąc, postać niezwykle barwna. Zginął, zamordowany przez niemieckiego studenta. Ale to już historia polityczna i nie na dzisiejszy temat. Tytuł sztuki zmieniano kilkakrotnie (również ze względów politycznych) by w końcu nazwać ją „Król Stefan, czyli pierwszy dobroczyńca Węgier”. Opowiada ona o losach i heroicznym życiu pierwszego węgierskiego władcy koronowanego na króla, ba, uznanego po latach za świętego Kościoła Katolickiego. Trochę to dziwny święty, który dla podporządkowania sobie i chrystianizacji kolejnych terenów wyłupiał oczy przeciwnikom, ale Węgrzy uwielbiają i czczą go do dzisiaj.

I niech tak będzie!

 

Tak czy inaczej Ludwig van Beethoven napisał muzykę do tego dramatu, który nie wiem, czy w ogóle jest dzisiaj grany. Owszem, od czasu do czasu właśnie Uwerturę do niego można usłyszeć. I tu może jeszcze jedna ciekawostka. Otóż żył i tworzył w tamtych czasach bardzo znany, lubiany skrzypek i kompozytor, wywodzący się z węgierskich Cyganów – János Bihari (1764 – 1827). On to właśnie ze swoją pięcioosobową kapelą (w składzie cymbały i skrzypce) występował również w Wiedniu. Zespół wykonywał utwory własne Bihariego. Jeden z nich wykorzystał Ludwig w swojej uwerturze do „Króla Stefana”.

 

Rok 1811. To jeszcze kilka innych kompozycji Ludwiga van Beethovena. Inny dramat

również napisany przez Augusta von Kotzeube – „Ruiny Aten” zyskał muzykę Mistrza. Z bardziej znanych, lubianych i mistrzowskich to opus 97 – Trio fortepianowe nr 7 B-dur, zwane „Arcyksiążęcym”, i cały zestaw szkiców przyszłych wielkich dzieł – zwłaszcza siódmej i ósmej symfonii. A nawet znajdują się zapiski (w szkicowniku kompozytora) świadczące o planach „Dziewiątej”, choć do czasu jej napisania upłynęło jeszcze dwanaście lat.

 

Ale, ale… przecież jeszcze zanim do filharmonii to jeszcze od dwóch dziełach

Ludwiga, które w programie.

 

Lata 1784-1801.Oto więc II Koncert fortepianowy B–dur op. 19. Mimo stosowanej dzisiaj numeracji był pierwszym koncertem fortepianowym, jaki Ludwig van Beethoven skomponował. A historia tej kompozycji? Zaczął ją pisać w roku 1784 (miał wtedy 13 lat). Po przyjeździe do Wiednia (w 1793 roku) wznowił pracę, doskonalił utwór i grywał na prywatnych koncertach. Pierwszą wersję Koncertu zaprezentował 29 marca 1795 roku w Wiedeńskim Hofburgtheater – nagrodzona została owacją na stojąco. Dodam – występ miał charakter dobroczynny – wspomagano w ten sposób wdowy i sieroty po członkach „Stowarzyszenia Muzyków”. Jednak Ludwig z Koncertu nie był   zadowolony. Poprawił, przekomponował niektóre fragmenty i w tej wersji przedstawił (również w Wiedniu) w grudniu tegoż roku, a następnie w Pradze w roku 1798. Ostatecznej wersji i wydania w opus 19 Koncert doczekał się w roku 1801.

 

Rok 1929. Miasteczko Heilbad Heiligenstadt z przyczyny odkrytych tutaj złóż wód mineralnych i solankowych otrzymało status uzdrowiska. Ludwig van Beethoven ponad sto lat wcześniej przyjeżdżał tutaj, by odpoczywać, w spokoju komponować.

I to właśnie głównie podczas pobytów w H.H. została skomponowana II Symfonia

D-dur op. 36. Premiera miała miejsce 5 kwietnia 1803 roku w Wiedniu.

W Wiedniu, w którym z powodu wielkiego ruchu pojazdów zaprzęgowych – historycy piszą o liczbie dziewięciuset fiakrów, trzystu powozach do wynajęcia które jeżdżąc ulicami, „podnosiły straszliwy kurz, który wisiał w powietrzu przez całe lato, a nawet część zimy… wyglądało to jak brudna mgła”. Kurz dostawał się do płuc, powodował ich choroby, także gruźlicę. Tak więc Ludwig nadzwyczaj cenił swoje wyjazdy do przyjaciół, znajomych, gdzie tereny zielone, rzeka… Uwielbiał spacerować. Współcześni pisali w swoich pamiętnikach o tych jego przechadzkach, podczas których często nucił, podśpiewywał… Może z tych „piosenek” i II Symfonia? To jedna z najbardziej radosnych w jego dorobku. Skrząca się dowcipem, rozbawieniem. Jest wesoła, ale nie znaczy to, że pozbawiona momentów dramatycznych, melancholijnych… To już wtedy zaczęły się poważne kłopoty kompozytora ze słuchem. Cztery części II Symfonii: Adagio molto, Larghetto, Scherzo Allegro, Allegro molto, na pewno rozradują, na pewno wprowadzą nastrój spokoju, zadumania.

O czym zapewniam.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko