Z lotu Marka Jastrzębia – Postrzeczywistość

0
82

Z lotu Marka Jastrzębia 

Postrzeczywistość


NikiforCzekając na łatwiejsze dni, może nie warto wspominać minionych; czas pędzi nie w tą stronę, co my i choć wydaje się nam, że jesteśmy w stanie pokierować nim, ulegamy złudzeniu. Bo złudzeniem jest myśl o nieskażonych powrotach do tego, co przeszło, ponieważ nawet jeśli nastąpi cud i nagle stanie się tak, jak sobie wymarzyliśmy w najśmielszych snach, rzeczywistość będzie miała już dla nas inną formę i czego innego będziemy od niej oczekiwać.

*

Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale za dawnych lat byłem – młody. Jak przez mgłę pamiętam, że też nosiło mnie na kawiarniane barykady i też sprzeciwiałem się zastanym porządkom w literaturze. Zatem mniej więcej wiem, że jak kogo przyciśnie samochwalstwo, to obala co popadnie i wywija poglądami na każdy temat. A teraz, kiedy patrzę na zanikanie onegdajszych znaczeń i kiedy dostrzegam, jak na ich miejscu powstają nowe, ogarnia mnie żal i młodopolska tęsknica, bo nie umiem rozgryźć, dlaczego tak jest, iż zmiany idą w gorszą, a nie zmierzają w lepszą stronę.

 

Niby opisano już wiele. Indywidualne lub zbiorowe przeżycia. Rozmaitego kształtu stany. Wzruszenia pomagające uwierzyć w człowieka. Albo i nie. Złe, czy klawe dzieciństwo. Skarby mitów. Upadki, wzloty. Gorzej czy lepiej utrwalono każdą figurę problemu. Jednak za każdym razem pragnę uchwycić świat za pysk, wejść w buty pedantycznych uporządkowań, zmierzyć się z jego schematami po to tylko, by popaść w nowe. Które – mam tego świadomość – tak samo zostaną zakwestionowane przez następne pokolenia.

 

Zatem patrzę, jak moje ideały tracą znaczenie, jak są niszczone, modyfikowane przez usta karłowatych intelektualistów, dostosowywane do rzeczywistości, jak stają się najeżone wątpliwo­ściami, zastrzeżeniami, spłyceniami, jak dążą do zagłady i cuchną zredukowane do relatywistycznej padliny. Patrzę, lecz nic nie może zapobiec moim natręctwom, moim postępującym procesom cynizmu. Z pewnością istnieje rozsądne wytłumaczenie tego faktu, ale sęk w tym, że nie jestem rozsądny, a raczej przeciwnie: argumenty za zmianą na gorsze przechodzą mi obok mózgu.

*

W atakach na stare prawidła, prym wiodą młode pokolenia, co jest oczywiste. Postanowiłem więc przeczekać lepsze czasy. Czasy triumfu pychy i zaprzeczeń logice. Niech inni nadstawiają karku, bawią się we wrażliwość, reagują na zło, krzywdę, grają w cymbergaja z głupotą. Ja z tym skończyłem. Wypisałem się z aktywności, z zaangażowania w cokolwiek. Pragnę żyć jak reszta. Jak reszta być kibicem, bezstronnym obserwatorem, który ma wiele do powiedzenia, a niczego do roboty. Wziąłem głęboki oddech i rzekłem sobie, że już nie mam zamiaru bredzić o szlachetności, honorze i pozostałych błahostkach.

Nudzi mnie życie, nic już nie cieszy i tak przecieka kolejny dzień. Dzień wolny od perspektyw, od nadziei, pochmurny i gradowy. Tu puknęło, huknęło i trzasnęło mnie przeczucie, że chyba mam depresję. Jakby było tego mało, odcięli mi aparat. Och, jaki ze mnie biedaczłowiek, pomyślałem, telefon nie działa, wyjść nie mam dokąd, a na ziewanie zabrakło mi pary!

I zaniosłem się płaczem. Lecz że nie zwykłem był płakać bez publiki (co to za przyjemność rozpaczać do czterech ścian!), zadecydowałem, że w razie gdyby nastąpił sezon na wrażliwe odbieranie świata, będę podręcznikowy jak jasna cholera, uczynny, wnikliwy, przepojony braterstwem i te pe. Tymczasem jest jak jest i nie ma rady. A że jest nie za dobrze, czekam na inną dekorację, nowe wdzianko do przespania doniosłych zmian.

*

Nadeszła nowa era pod nazwą komputerowe myślenie i zaczęły nieznane przedtem sposoby międzyludzkiej komunikacji. Do czego przyczyniło się powstanie sieci, która wymogła na czytaczach pobieżny odbiór tekstów. Między innymi – literackich; zbyt długie nie cieszyły się powodzeniem. Ciężko sobie wyobrazić publikację w Internecie dzieła o objętości „Chłopów”. Preferowane są zatem krótkie, a zwłaszcza nie zmuszające do długiego myślenia. Powodem jest obfitość interesujących materiałów, z którymi warto się zapoznać. No i fakt, że jeszcze nie wynaleziono gumowego czasu. Zgodne to jest z niepisanym cyberprawem: liźnij okiem i leć dalej. Podobnie z lawiną oferowanych informacji. Co znalazło odbicie w precyzyjnym rozumieniu ich treści; są odczytywane bezrefleksyjnie i przeważnie cząstkowo. Po części, gdyż wedle badań Instytutu Jakości Czytelnictwa okazuje się, że przeciętny konsument słowa pisanego jest kumaty w sposób niezgodny z europejskimi normami, ma kłopoty ze zrozumieniem sensu poszczególnych słów, nie lada wyczynem jest dla niego uchwycenie istoty artykułu. W tym momencie trzeba zadać sobie pytanie: czy ktoś przymało lotny w czytaniu tekstów dłuższych od SMS może wytyczać nowe szlaki w literaturze?

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko