Krystyna Habrat: Kto pomoże? Kto doradzi?

0
52

Krystyna Habrat

 

Kto pomoże? Kto doradzi?

 

Zbigniew BrzozowskiOd kilkunastu dni jesteśmy poruszeni tragedią matki i dziewczynki z Sosnowca. Z oporami włączam kolejne wiadomości, bo serce się kraje na wciąż powtarzane tam szczegóły.

W tym jeden ważny, że matka dziecka była sama ze swym problemem i nie miała się do kogo zwrócić o pomoc. Zostawmy tę historię, bo to nieszczęście wymaga większej dyskrecji i współczucia, a zastanówmy się ile razy każdemu z nas potrzeba jakiejś dobrej rady i pojęcia nie ma, gdzie ją uzyskać?

Najpierw roztaczają nad nami opiekę rodzice. Tu wtrącę coś prywatnego. Za tydzień miną trzy lata od śmierci mojej mamy, a ja kilka dni wcześniej dzwoniłam do niej po radę, czy   zrobić kieszenie w futrzanej kurtce, bo kuśnierka odradzała. Mama stwierdziła, że kieszenie są potrzebne, żeby włożyć tam chusteczkę, i zagrzać ręce. Tak zamówiłam. Po odebraniu kurtki, chciałam mamę powiadomić, że uszyta według jej sugestii i wyszło to fajnie, ale nie zdążyłam…  

   Często nie wiemy, jak rozwiązać jakiś problem, a brakuje nam podpowiedzi. Borykamy się z   gąszczem przepisów, które się jeszcze komplikują w miarę bliższego z nimi kontaktu. Boimy się, że tu i tam nas wykiwają. Boimy się szpitala, sadu, urzędu… Kiedyś przestrzegano: Bodajbyś się do sądach nie włóczył. Teraz jesteśmy szczęśliwi, póki nam to nie zagraża. Są jednak problemy, których sami nie rozgryziemy. Dobrze znane odwieczne i niezniszczalne instytucje, jak: plecy, poparcie, koneksje, rozwiązuję niejedno i niejednemu załatwiają prostą drogę do kariery, ale i to nie zawsze wystarcza. Przychodzi chwila, gdy i plecy okazują się za małe. Czasem wychuchany synalek na stanowisku, które tatuś mu załatwił, po prostu sobie nie radzi i się załamuje. Nie nauczony przezwyciężania trudów, może z brakami ze studiów, popada w pijaństwo, narkotyki. Ma za swoje – myślą z satysfakcją, ci, co nie mają takich chodów. Ci zdani są tylko na własne siły. Potrafią pokonywać trudy? Nie zawsze.

Wracajmy do szarych obywateli, którzy na co dzień zmagają się z trudami życia. Nawet bliscy nie we wszystkim mogą pomóc, doradzić. Dokąd się wtedy udać?  

          Do niedawna   różne poradnie pomagały w wychowywaniu dzieci, w przezwyciężaniu ich trudnościom w szkole, w wyborze zawodu. Były poradnie rodzinne, gdzie mogły uzyskać wskazówki rodziny zagrożone rozkładem i kobiety w sytuacji kryzysowej. Można było napisać do czasopisma kobiecego i poprosić o radę, a nawet interwencję.   ZWIERCIADŁO, kiedyś tygodnik, później miesięcznik, latami prowadziło poczytną rubrykę: „Serce w rozterce”, gdzie porad dla nieszczęśliwie zakochanych i samotnych, zakompleksionych, udzielała autorka znanej powieści: „Samotność” Zofia Bystrzycka, a potem psycholog Zuzanna Celmer.

Przeciętny obywatel miał poczucie, że gdzieś tam jest ktoś, kto zna się dobrze na sprawie, z którą on nie może sobie poradzić, i udzieli mu rady. To dawało pewne poczucie bezpieczeństwa przynajmniej w sprawach psychologiczno-rodzinnych.

          Teraz tego brakuje, bo mamy wkoło dużo więcej bezradności: bezrobotni, bezdomni, zbłąkani nałogowcy, zagubieni zwykli obywatele, zawiedzieni…

           Po transformacji ustrojowej należało wziąć swój los we własne ręce i nie każdy okazał się wystarczająco zaradny. Nikt nie wie, czy firma, jaką ktoś sobie wymyśli, nie splajtuje. Nie wiemy, czy osoba, z którą coś załatwiamy, nie wywiedzie nas w pole. Cwaniacy i oszuści czyhają wszędzie. Mamy nawet trudności z wyborem najlepszego produktu z półki w supermarkecie, gdzie stoi podobnych cała masa. Co robić z tym wszystkim?

          Niby mnożą się instytucje, powoływane w celu pomagania nam, doradzania, ale, czy o nich wiemy? Czy darzymy ich zaufaniem? W dobie epidemii nienawiści zaginęły autorytety. Jak darzyć kogoś zaufaniem, jak mu wierzyć, gdy ktoś inny, często z pobudek politycznych, podrywa jego dobre imię. Komu zatem wierzyć?

          Jesteśmy sami. I bezbronni. Nie wiemy nawet, jak sobie poradzić, kiedy lekarz po wypisaniu nam łaskawie długiej recepty przybija na końcu pieczątkę: „Leki wg uznania NFZ”, bo on nie będzie sprawdzał, na który jaka zniżka. I co, wykupić je za kilkaset złotych? Czekać aż strajk w służbie zdrowia się zakończy? Ja tak czekam. Nie wykupiłam leków na serce. Zresztą nie bardzo wierzę, że one wszystkie mi niezbędne, i że pomogą. Nie ufam lekarzowi? Tego nie powiem, ale odzwyczaiłam się od ufania komukolwiek, oprócz rodziny. Dlatego może to mój ostatni felieton. Przez tą receptę. Ale wierzę w swoją szczęśliwą gwiazdę.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko