Rafał Sulikowski: W wierszu Wisławy Szymborskiej

0
398

Rafał Sulikowski


W wierszu Wisławy Szymborskiej

 

Krypto-metafizyczność w poezji Wisławy Szymborskiej. Na przykładzie wiersza „W rzece Heraklita”.

 

 

Utwór W rzece Heraklita jest znany powszechnie badaczom i miłośnikom poezji Wisławy Szymborskiej. Wielokrotnie interpretowany, nie ma – wydawałoby się – szans na ukrycie przed badaczem jakiejś tajemnicy czy objawienie sfery wieloznaczności. Dialogowa i polifoniczna poezja Szymborskiej, negująca gotowe schematy poznawcze, klisze i kalki myślowe, nie daje się jednak czytać jednoznacznie i definitywnie. Z narażeniem na ryzyko nadinterpretacji (przy okazji: czy z dwojga złego mniej szkodliwe jest nad – niż nie-dointerpretowanie każdego wielkiego dzieła literackiego?) spróbujemy podjąć raz jeszcze problem wiersza znanego, przeczytanego (rzekomo) do samego rdzenia i nie kryjącego w sobie już żadnych zagadek. Uważna lektura tegoż liryku, pełnego filozoficznej zadumy, pozwala jednak – jak się okazuje – dostrzec pewne aspekty słabo dotąd – jeśli w ogóle – dostrzegane i wyeksponowane. Dla przypomnienia zacytujmy cały utwór:

 

W rzece Heraklita

ryba łowi ryby

ryba ćwiartuje rybę ostrą rybą

ryba buduje rybę, ryba mieszka w rybie

ryba ucieka z oblężonej ryby.

 

W rzece Heraklita

ryba kocha rybę

twoje oczy – powiada – lśnią jak ryby w niebie,

chcę płynąć razem z tobą do wspólnego morza,

o najpiękniejsza z ławicy.

 

W rzece Heraklita

ryba wymyśliła rybę nad rybami,

ryba klęka przed rybą, ryba śpiewa rybie,

prosi rybę o lżejsze pływanie.

 

W rzece Heraklita

ja ryba pojedyncza, ja ryba odrębna

(choćby od ryby drzewa i ryby kamienia)

pisuję w poszczególnych chwilach małe ryby

w łusce srebrnej tak krótko,

że może to ciemność w zakłopotaniu mruga?[1]

 

 

Wiersz pochodzi z tomu Sól z roku 1962, drugiego po przełomie artystyczno-ideowym, jaki dokonał się w poezji Szymborskiej w tomiku Wołanie do Yeti (1957), a czwartego licząc od początku twórczości, znaczonego zbiorami utrzymanymi w konwencji socrealistycznej.

     Wiersz nas interesujący jest mini-traktatem filozoficznym: ontologicznym i metafizycznym. Ciekawie zbudowany. Oto cztery strofy nieregularne, białe, z powtarzającym się niczym refren incypialnym zwrotem tytułowym, co nadaje wierszowi pewien rytm wypowiedzi, a także złudzenie monotonności płynącej rzeki, zawierają spory ładunek intelektualny. Wiersz ten stanowi prawdopodobnie skrót historii rozwoju człowieka i cywilizacji przez niego zbudowanej: początkowo jest środowisko wodne (rzeka, morze – jego symbolika jest również wymowna), w którym rodzi się wszelkie życie, następnie jest okres łowiectwa, potem myśliwstwa (ryba „łowi”, „ćwiartuje”, a więc istnieją już narzędzia potrzebne do wykonywania obu czynności). Człowiek buduje następnie domy (wyjście z jaskiń), wreszcie – ucieka z oblężonej twierdzy, czyli grodu, wreszcie – miasta. W rozwoju człowieka pojawia się kolejno sfera emocji, uczuć wyższych – miłość, uczucia mistyczno-religijne; wreszcie liryka miłosna, i szerzej – sztuka, operująca wyszukanymi porównaniami („twoje oczy – powiada – lśnią jak ryby w niebie”), istnieje więc już poetycka „mowa święta”. Trzecia partia Rzeki jest ważna dla tematu podjętego w niniejszym tekście: oto na horyzoncie pojęciowym człowieka pojawia się religia, stwarzająca Boga na obraz człowieka (religia naturalna, mit) – „rybę nad rybami”. Oczywiście zwrot ukuty został na wzór biblijnej „Pieśni nad pieśniami” czy zwrotu „Król królów, Pan panów” z psalmów. Religia polega tu na potrzebie psychologicznego oparcia w transcendencji, której domniemana obecność powoduje uczucie lekkości bytu, lżejszego pływania – życia. Jednak religia w szkicowanej historii idei nie jest ostatnim słowem ludzkości – twierdzi poetka. Jest nim jak na razie – uzyskanie tożsamości, poprzez odrębność, godności podmiotowej płynącej z personalistycznego nastawienia jednostki względem siebie, innych i wykonywanego powołania, tu poetyckiego. Ryba pojedyncza – oczywiście cząstka natury, wynik naturalnej ewolucji – mówi, wbrew obiegowemu powiedzeniu o niemocie ryb, i w dodatku pisuje (rzadko, tylko wtedy, gdy coś ważnego ma do powiedzenia) ryby, czyli wiersze. Otwiera się tu pole interpretacji w dwojakim sensie: po pierwsze więcej mamy pytań (np. rola tautologii) niż odpowiedzi (utwór wieńczy pytanie), a po drugie: ostatnie dwa wersy brzmią tajemniczo, by nie rzec: hermetycznie. Wyraźnie spersonifikowana ciemność (bo „zakłopotana” i dlatego „mrugająca oczami”) mruga – po co? Nie chodzi chyba o banalne stwierdzenie krótkości wierszy czy ich rzadkiej częstotliwości ukazywania się w obiegu literackim, w nurcie rzeki. Więcej tu też niedopowiedzeń: wyraźnie abstrakcyjna rzeka, co jest niezwykłe w konkretnej zwykle poezji Szymborskiej, rzeka nie wiadomo gdzie istniejąca i kiedy, co potwierdza wcześniejszą interpretację, z której wynika, że chodzi o ukazanie linii rozwoju naturalnego i kulturalnego ludzkości, od łowiectwa począwszy na uzyskaniu przez człowieka (i narody) podmiotowości i samoświadomości skończywszy.

        Generalne odczytanie poezji Szymborskiej idzie w kierunku jej materializmu i agnostycyzmu, zmierzającego raczej w lewo, w kierunku postawy ateistycznej, wykluczającej prawdziwość dogmatów wiary czy intuicji religii pierwotnych. Ta postawa wewnętrzna wynika ze świadomości p o, o czym pisał w związku z poezją Szymborskiej Czesław Miłosz: „’My’ w poezji Szymborskiej oznacza nas wszystkich żyjacych na tej planecie w tym samym czasie, złączonych tą samą świadomością, która jest świadomością p o: po Koperniku, po Newtonie, po Darwinie, po dwóch wojnach światowych, po wynalazkach i zbrodniach dwudziestego wieku.”[2] Nie przekreśla to wszakże metafizycznego nachylenia tej poezji, co podkreślają badacze szczególnie w związku z tomem Koniec i początek (1993). Edward Balcerzan określił kiedyś poezję Szymborskiej jako „poezję wielkich pytań”.[3] Tom Chwila (2002) również ujawnia wrażliwość metafizyczną w sensie ogólnego pytania o byt, jego podstawy i istotę.[4] Rzadko pojawia się w poezji Szymborskiej problematyka religijna (expressis verbis właściwie wcale) lub sztafaż religijny; przykładem-wyjątkiem może być choćby utwór Upamiętnienie[5], gdzie litanijny zwrot modlitewny „zmiłuj się nad nimi” kierowany jest nie do Boga czy świętych, lecz do jaskółki, będącej świadkiem miłosnej sceny dwojga „ludzienkow”. Oczywisty kontekst filozoficzny Rzeki stanowi filozofia Heraklita i jego przekonanie, że „nic dwa razy się nie zdarza” (tytuł najbardziej chyba znanego wiersza Szymborskiej, wykonywanego też muzycznie), bo nie sposób wejść do tej samej rzeki, skoro „wszystko płynie” (panta rei). Ale u Szymborskiej – co trafnie zauważono[6] – właściwie nic nie płynie, lecz stoi w miejscu, niczym eleacka strzała Parmenidesa, albo żółw Achillesa. Od stuleci biegu historii naturalnej powtarza się wciąż niezmienny cykl narodzin, wzrostu i schyłku, śmierci (wspólne morze – to tyle, co wspólny wszystkim żyjącym los odejścia ze środowiska naturalnego, nota bene ryby słodkowodne nie mogą żyć w wodzie słonej, więc ich spływ do morza jest obrazem śmierci). Szymborska ze stoickim spokojem opowiada historię historii, swoistą poetycką „metahistorię” o złudzeniu postępu i mrzonkach transcendencji. Tautologiczność wiersza – powtarzające się słowo „ryba” (bez odniesień wczesnochrześcijańskich) – wzmacnia jeszcze poczucie rytmu przyrody, jej constans.

        Jednak warto rozważyć istnienie w wierszu drugiego dna znaczeniowego, wynikającego logicznie ze struktury ukształtowanego w języku świata poetyckiego i sytuacji lirycznej, poetyckiego opisu, pełnego luk i miejsc niedookreślenia (termin Romana Ingardena). Oto człowiek-ryba zamieszkujący rzekę żyje w złudzeniu skończoności własnego środowiska, które szczelnie, niczym niebo z innego wiersza[7], zamyka wszystkie możliwe horyzonty poznawcze. Płynąca z nurtem rzeki ryba (co pokazuje tyleż prawo, co konieczność – ryby zdrowe płyną pod prąd, to kolejne uruchomione obiegowe porzekadło, które Szymborska ironizuje), nie wie o istnieniu innego świata, świata lądu, na którym na zasadzie proporcji istnieją ludzie-bogowie. Niewiedza o istnieniu innego świata nie przeszkadza wszakże jego istnieniu, tak jak nie przeszkadza ludziom fakt, że ziarnko piasku nic nie wie o istnieniu ludzi. Szymborska, podobnie jak Stanisław Lem, ukazuje miałkość antropocentryzmu, kształtującego byty niepotrzebne, a zarazem redukującego rzeczywistość do własnych wymiarów. Negacja postawy antropocentryzmu opisana została przez badaczy, jednak nie doszło nigdzie do wyartykułowania tezy o krypto-transcendencji, transcendencji ukrytej w wierszu Rzeka. Z perspektywy ryb nie ma świata ludzkiego, w którym ryby żyć nie mogłyby. Podobnie może być z aspiracjami ludzkimi – rzeczywistość transcendentna istnieje rzeczywiście, ale wygląda zupełnie inaczej niż wyobrażenia ludzkie, poza tym – na zasadzie analogii – nie nadaje się do zamieszkania przez ludzi. Nie sposób oddychać boskim powietrzem. Świat jest stworzony racjonalnie, a jego ład nie wynika z wypędzenia z raju. Nie istniał nigdy stan przed grzechem – od początku człowiek się rozwijał, nie wygnano go raju, lecz wyszedł z jaskiń. Nieprzypadkowo motyw małp zajmuje tyle miejsca w wierszach Szymborskiej. Świat zatem posiada naturalną hierarchię, nie będącą – inaczej niż twierdzili gnostycy – wynikiem żadnego skażenia, czy nieposłuszeństwa. Manicheizm, oddzielający sztucznie ciało i duszę, lokując tę drugą w zaświatach, obcy jest zupełnie poezji autorki Soli.

       Dyskretnie zasygnalizowana sfera transcendencji została dobrze przemyślana przez autorkę. Charakterystyczne jest nie narzucanie odbiorcy interpretacji przez poetkę. Można w lekturze analizowanego obecnie utworu zatrzymać się na poziomie odczytania wiersza jako poetyckiej „metahistorii” człowieka. Zwracamy wtedy uwagę na antropologiczny wymiar poezji. Ale sądzić należy, że przeczucia metafizyczne i więcej – eschatologiczne, czego dowodem uroczy Kot w pustym mieszkaniu – należy tutaj wyeksponować, ponieważ ich zapoznanie zubażałoby sensy, mnożone w wieloznacznym i opalizującym semantycznie, migotliwym, niczym owa „mrugająca ciemność”, wierszu Rzeka. Każde wielkie dzieło literackie posiada ukryty wymiar pionowy, który trzeba nieraz odczytywać w trudzie. W przypadku Szymborskiej trudność wynika z faktu zaklasyfikowania jej poezji jako bazującej na racjonalizmie oświeceniowym, karmiącej się uczuciem rozpaczy i odległej od wszelkiej spekulacji. Faktycznie metafizyczność tej poezji nie jest dyskursywna, ani tym bardziej – spekulatywna. Jest obrazowa, można rzec – poglądowa. Ale istnieje w sferze intertekstu czy pod-tekstu.

         Zaprezentowane odczytanie skupia uwagę na samym wierszu. W kontekście poezji Różewicza, którego jawny ateizm jest wynikiem grozy wojny i wprost deklarowany, czy widocznych wahań religijnych Herberta, można rzec, że interpretację powyższą wzmacnia fakt, że nigdzie Szymborska nie zadeklarowała wprost ateizmu. Bliższa raczej sceptycyzmu czy najwyżej – agnostyckiemu „nie znamy i nie poznamy”, bo język bogów jest zakryty, a ludzki wystarcza do komunikacji w czasoprzestrzeni realnej, w prześwicie międzywersowym (jej poezja przecież „ile przemilcza, tego nie wypowie”) ukazuje perspektywy dalsze, uwalniające od myślenia magicznego, życzeniowego i porządkujące strefę doświadczenia religijnego.

       Skoro zatem człowiek nigdy w raju nie był (bo raj nie istniał w przestrzeni ziemskiej jako ogród, zgodnie z powielanymi schematami religijnymi ), więc i do raju nie ma po co i, co ważniejsze, jak powrócić. Istnieje pewnie inny wymiar – zdaje się dowodzić poetka, ale nie nadaje się on do poznania, a tym bardziej – życia, które zamykają daty równie ważne, co 16 maja 1973 (to tytuł wiersza), czyli narodzin (wrzucenia w świat, a nie przyjścia, które zakłada jakąś pre-egzystencję) i śmierci (nie będącej wcale odejściem, zakładającym jakiś ciąg dalszy). Można pokusić się o tezę o niekompatybilności dwóch porządków ontycznych: boskiego i ludzkiego, podobnie jak to ma miejsce w stosunku człowieka do wszelkich „innobytów” (termin Stanisława Balbusa): Yeti, małp, roślin (Tarsjusz), kamienia, ziarenka piasku, itd. Człowiek nie jest stworzony do życia wiecznego, bo jest skończony. Tylko nieskończony Absolut, nieobecny w czasie historycznym, mógłby istnieć poza rzeką czasu. I tu leży sedno metafizyki Szymborskiej – problem czasu. Od wieków ukazywany metaforycznie, jako wąż zjadający ogon (w baroku, chętnie eksploatowanym przez Szymborską). Rzeka czasu powoduje, że pływanie może się odbywać normalnie. Nie ma rzek stojących, bezczasowych. Poza rzeką rozciąga się już domena ludzi-bogów (jak w Starym Testamencie). Relacja ludzi-ryb i ludzi-bogów (czy aniołów) jest asymetryczna – tylko byty wyższe mogą poznać byty niższe, nie na odwrót. O nas wiedzą – zdaje się mówić poetka – „wyżsi” rangą ontyczną, ale my o nich nic nie wiemy, więc wypełniamy tę niewiedzę schematami wyobrażeniowymi. I tak jest dobrze – życie zaplanowane zostało docelowo jako właśnie ziemskie, a śmierć nie jest tu żadnym skandalem, ale naturalną koleją rzeczy. Śmierć mimo, że nie polega na odejściu, i definitywnie jest końcem „bytu ku śmierci” (Heidegger), nie implikuje ani nutki tragizmu, lecz pogodną zgodę, pokorę wobec natury, która „wie”, co robi, zabierając dane jeden jedyny raz życie.

O monadologii Leibniza w kontekście omawiania Rzeki pisał Stanisław Balbus.[8] Hunia Fryderyk pisał w swym ciekawym szkicu, że u Szymborskiej Bóg dziś milczy.[9] Z całkowitą pewnością brak tu jakiejkolwiek teologii, nawet nieusystematyzowanej, artystycznej czy poetyckiej. Jednak podskórnie udało się – miejmy nadzieję fortunnie – ukazać istnienie transcendencji ukrytej. Ową zasłoniętą, implikowaną w zarysie świata przedstawionego transcendencję nazwałbym: krypto-transcendencją, bowiem jej istnienie jest jedynie presuponowane. Wszystko wskazuje na to, że Autorka świadomie założyła taki możliwy odbiór swego wiersza, jaki został wyżej zaproponowany, ponieważ przemilczenie – jak dowodzi Dorota Wojda[10] – stanowi istotny trop interpretacyjny w opracowywaniu zasad hermeneutyki poezji Wisławy Szymborskiej. Jeden z wierszy wieńczą znane słowa: „ile przemilczam tego nie wypowiem”, co jawnie tłumaczy zastosowaną strategię ascezy słowa i powściągliwości w wyciąganiu ostatecznych wniosków, zarówno ze strony wyników poznania naukowego, jak i humanistycznego, którego składnikiem jest także dyskurs metafizyczny czy pytania natury religijnej.

Podsumowując powyższe rozważania, chcemy powiedzieć, że wiersze Szymborskiej już od swego właściwego debiutu świadczą o stawianiu pytań metafizycznych.[11] Jednak metafizyka taka nie narzuca odbiorcy własnego, ani w ogóle żadnego punktu widzenia. Bowiem raz ukąszona boleśnie żądłem socjalizmu, wyrzeka się poetka jakiegokolwiek dogmatyzmu, upraszczających schematów czy zawsze szkodliwego w poezji redukcjonizmu, a z drugiej strony – tak samo szkodliwego mnożenia bytów ponad potrzebę chwili. Metafizyka pozornie nieobecna, zawieszona czy metafizyka a rebours: metafizyka negatywna, afirmująca pośrednio, poprzez zaprzeczenie.[12] Wątki krypto-transcendentne stanowią zatem żywy nurt w poezji Wisławy Szymborskiej, powodując, że każde odczytanie odbywa się na wielu poziomach semantycznych, nigdy nie będąc odczytaniem definitywnym. Nieskończona gra znaczeń, zaprzeczeń, niby-redukcji, ironii i humoru sprawia, że jest to tak zaskakująca poezja, nawet w którejś tam z kolei lekturze. Co bywa cechą tylko wielkiej twórczości.



[1] W. Szymborska, W rzece Heraklita. W: tejże, Widok z ziarnkiem piasku. 102 wiersze. Poznań 1996, s. 29.

[2] Cz. Miłosz, Poezja jako świadomość. W: Radość czytania Szymborskiej. Wybór tekstów krytycznych. Oprac.S. Balbus i D. Wojda, Kraków 1996, s. 32.

[3] Tamże, s. 40.

[4] Por. S. Balbus, Świat ze wszystkich stron świata. O Wisławie Szymborskiej. Kraków 1996, s. 28.

[5] W. Szymborska, Upamiętnienie, w: taże, Widok z ziarnkiem piasku, dz. cyt., s. 14.

[6] Tamże, s. 94.

[7] W. Szymborska, Niebo. W: Widok…, dz. cyt., s. 140.

[8] Por. S. Balbus, dz. cyt., s. 71.

[9] Por. F. Hunia, Dlaczego Bóg dziś “milczy”. Medytacja nad „Kamieniem” Wisławy Szymborskiej. „Znak” 1994, nr 7.

[10] Por. D. Wojda, „Spisane na wodzie babel” (Przemilczenie a strategie retoryczne Wislawy Szymborskiej). W: Radość czytania Szymborskiej. Wybór tekstów krytycznych. Oprac. S. Balbus i D. Wojda, Kraków 1996, s. 201-211.

[11] Już drugi tomik, utrzymany jeszcze w poetyce socrealnej zatytulowano znacząco: Pytania zadawane sobie. (1954).

[12] Zob. A. Skrendo, Tadeusz Różewicz i granice literatury. Szczecin 2002, passim.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko