Roman Śliwonik – Znad Wisły

0
109

 Roman Śliwonik


Znad Wisły

                                      Pośród wartości

   Ryszard Tomczyk  O nagrodach literackich pisałem już przy różnych okazjach. A jednak napiszę jeszcze raz z innej strony rzecz ujmując. Napiszę jak się je dostaje. Nie zawsze, ale coraz częściej. Jeszcze niedawno w Polsce wszystko zależało od tzw. partii czyli PZPR – czy się do niej należało, albo czy się miało jej poparcie (nie bezinteresowne). Myliłby się ten, kto by pomyślał, że teraz rozstrzyga wysoka jakość literacka czy myślowa. Najwięcej zależy od ilości „przyjaciół” w jury. Faktycznie więc niewiele się zmieniło. „Partii” niby nie ma, są jednak formacje polityczne: rzekomo liberalna i rzekomo wobec niej opozycyjna. Są też stowarzyszenia twórcze literatów: w jednym pono straszą duchy komuny, w drugim zapanowały dobre duchy wszelakiej prawości i wolności. Tak czy siak, po którejś stronie trzeba mieć „przyjaciół”.


     Tak się ułożyło, że sam jestem (byłem) częstym członkiem jury literackich zawodów. Czytałem stosy tekstów, wybierałem najciekawsze, dyskutowałem z innymi „sędziami”, broniłem bądź protestowałem. Aż raz przeżyłem moment, który kazał mi być jeszcze obserwatorem. Na jednym z konkursów, wchodząc na salę obrad, usłyszałem gdzieś z tyłu: „oho, burki już w komplecie”. Żachnąłem się. Idący obok juror wyjaśnił: „tak ich nazywamy; od ich przywódcy duchowego”. Tomasza Burka – to właśnie ów przywódca – słuchałem nieraz na spotkaniach autorskich. Miałem dobre wrażenie, choć drażniła mnie jakaś nuta pychy. Wiedza i gładkość wypowiedzi miały dawać wrażenie nieomylności sądów, które wygłaszał z dużą pewnością, zdecydowaniem. Bardzo inteligentnie kreował siebie na lidera. Wiedział kiedy mówić, żeby być przed, albo podsumować. Albo dać znak, że jest przeciw. Któregoś razu nieoczekiwanie wygłosił pochwałę pisarstwa Jana Pawła II, długo rozważał, czy papież nie jest największym poetą. A działo się to na wieczorze świetnego poety Krzysztof Karaska. O nim jednak się nie zająknął. Pomyślałem wtedy – cóż, pewnie jest trochę głuchy na poezję; żeby zrozumieć wiersz, trzeba czegoś więcej niż erudycja. Nie domyśliłem się, że tu idzie o znacznie więcej.


     W kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu są dwa związki literatów. Do obu należy wielu uznanych i utalentowanych twórców. Ja nie należę do żadnego. Nie mam takiego przymusu, ale chciałbym żeby się pogodziły. Znam przecież biografie prawie wszystkich, po obu „stronach”. I nie widzę przepaści. A co dla mnie ważniejsze – można mieć światopogląd własny, a nie nosić przed sobą szyldu związku, formacji, stowarzyszenia. Są dwa związki literatów, więc oba niewiele znaczą. Dają grać sobą. I walczą – między sobą. O wartości. A że to dobro raczej iluzoryczne, biją się, który zdobędzie więcej nagród. Nie dziwota. Koryto to wartość konkretna, a nagrody teraz wysokie.

                                                                 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko