Z. Marek Piechocki: „Oficjalna wdowa” po Fryderyku Chopinie

0
152

Z. Marek Piechocki

 

 

„Oficjalna wdowa” po Fryderyku Chopinie

 

     Na niecałe dwa lata przed śmiercią Fryderyka Chopina została jego protektorką, opiekunką, pielęgniarką. Niektórzy sądzą, że kochanką, co w rzeczywistości stanu zdrowia, a także jego do niej i jej siostry Erskine nastawienia, nie wydaje się możliwe. Jednak dzięki niej czas choroby, powolnego odchodzenia z tego świata nie był tak uciążliwy już choćby dlatego, że nie musiał martwić się o doczesne sprawy. Zwłaszcza finansowe. Wiele wskazuje na to, że większość rachunków z ostatnich miesięcy kompozytora zapłaciła ona. Ale też i inni, np. księżna Natalia Oberskow – połowę czynszu za przedostatnie mieszkanie na rue Chaillot 74 na wzgórzach Passy. Rzecz jasna, Chopin nie wiedział o kulisach finansowania swojego bytowania albo w swojej dumie, o której tak ładnie napisał Berlioz, i melancholii ostatnich miesięcy rozmawiać nie chciał. Trochę się jednak izolował od świata. Tego materialnego. Od ludzi nie. I całe rzesze mu oddanych wokół niego były do końca. Prym wiodła ta, której winniśmy wdzięczność i szacunek za to, co zrobiła dla Fryderyka nie tylko za jego życia ale też i po śmierci.

 

     Jane Wilhelmina Stirling i – należy tutaj dodać – jej starsza siostra Erskine, wdowa, „moje bogate Szkotki”, jak o nich mówił, odegrały znaczącą rolę w życiu Fryderyka Chopina. Rzecz jasna, ta pierwsza bardziej, ale, że często w swojej korespondencji Fryderyk wymieniał obie (np. z Anglii, gdzie go fetowały, ochraniały, leczyły, bawiły, organizowały recitale, ba, nawet nauczały z Biblii aż „do znudzenia”, wspominam i Erskine).

 

     Jane, starsza od Fryderyka Chopina o sześć lat, zamożna najmłodsza córka edynburskiego bankiera, pojawiła się w Paryżu w 1832 roku. Jej jednostronna i dozgonna miłość do Fryderyka wtedy miała swój początek. W roku 1843 została jego uczennicą. Uczucie, którym zapałała ,nigdy nie zostało odwzajemnione, ba, wiele razy można wyczytać w listach muzyka, że męczył go niekiedy ten nadmiar zainteresowania, pomocy, dbania o niego, co oczywiście nie przeszkadzało mu korzystać ze wszystkich ofiarowywanych dobrodziejstw. Szczególnie podczas pobytu w Anglii i Szkocji, gdzie nawet papier listowy, nutowy ze swoimi inicjałami na biurku zastawał. Można powiedzieć, że marzenie Jane o co najmniej byciu obok Chopina spełniło się. Czekała na nie 15 lat, cierpliwość została nagrodzona i „miejsce” po George Sand zajęła ona – Jane Stirling. Owszem, roli Sand nie przejęła (pomijając oczywiście zajęcia czysto pielęgniarskie, do których obie miały zdolności i dzięki którym jakoś funkcjonował).Jej taktowne, ale i nieodstępne towarzystwo stało się powodem plotek o ich planowanym małżeństwie. Kiedy pytano o to Chopina, odpowiadał rozbawiony, mając na myśli swój fizyczny wtedy stan, że „równie dobrze mogłaby śmierć poślubić”, a z powodu jej do niego podobieństwa – oboje mieli podobną budowę nosów – „jakże się z sobą samym całować”.

 

     Nie wiadomo, jakimi kryteriami kierował się Fryderyk Chopin dedykując swoje utwory. Niektórzy twierdzą nawet, że dedykacje miały na celu osiąganie korzyści np. towarzyskich, niekiedy były przypieczętowaniem przyjaźni lub podziękowaniem. Nigdy miłość. George Sand nigdy nie dostąpiła takiego wyróżnienia. Dlatego zapewne dziwi fakt, że już w 1844 roku, a więc po dość krótkiej znajomości, najpierw w styczniu daje Chopin autograf na tekście Nokturnu Es-dur op. 9 nr 2 (napisanego w 1831 roku) i jeszcze w tym samym 1844 dedykował Jane Stirling dwa przepiękne, bardzo sentymentalne nokturny wydane w opusie 55. Oba napisane czwartego lata w Nohant: f-mol i Es-dur stały się relikwiami adoratorki kompozytora. Czyżby to jakże wczesne wywdzięczenie się, podziękowanie za późniejszą opiekę, zadbanie o to wszystko, co zostawił ?

 

     Na dwa dni przed śmiercią Chopin miał powiedzieć Augustowi Franchomme’owi, że George Sand „obiecała mi, że umrę w jej ramionach”. Cóż, ani jej ani też Jane Stirling nie było koło drugiej w nocy 17 października 1849. Dzisiaj już nikt nie docieknie prawdy, ale niektórzy wspominają w swoich dziennikach, że dziko zazdrosna Jane nie dopuściła nawet do odwiedzin Sand na Place Vendôme. Ale to ona właśnie prowadziła dom umierającego kompozytora. Troszczyła się dosłownie o wszystko, począwszy od dostarczania jedzenia po ozdabianie pokoi ulubionymi fiołkami sprowadzanymi z Palmy. Najprawdopodobniej płaciła w całości lub częściowo czynsz za mieszkanie i pokrywała część kosztów utrzymania. (Biografowie piszą również o wielkiej pomocy finansowej okazanej przez szwedzką śpiewaczką operową, której głos Fryderyk uwielbiał, Jenny Lind). Podobno Jane i jej siostra wyłożyły pięć tysięcy franków, żeby pokryć koszty pogrzebu, i co pewne, pożyczyły pieniądze siostrze Fryderyka – Ludwice na powrót do Warszawy z sercem brata. Biografka Jane, Audrey Bone pisze, że „stała u boku swojego udręczonego Chopina, kiedy już niewiele zostało z jego uroku i poczucia humoru” i „jej wielkoduszność uchroniła Chopina przed śmiercią nędzarza”. No, może nie tak do końca, ale na pewno coś w tym jest.

 

     Jane Stirling zaprzyjaźniła się z siostrą Chopina, Ludwiką Jędrzejwicz, kiedy ta ostatnie miesiące życia ukochanego brata spędzała w Paryżu, u jego boku. To one we dwie szły bezpośrednio za trumną Fryderyka od kościoła św. Magdaleny do grobu na P`ere- Lachaise. Wydaje się być pewnym, że wiele osób, w tym także rodzina kompozytora zaakceptowały wiodąca rolę Jane w prawie do rozporządzania rzeczami pozostawionymi na Place Vendôme. Nie wiem, czy to zdanie nie nazbyt egzaltowanym, ale takie przeczytałem w książce o Fryderyku Chopinie, które napisał Tad Szulc: „Jane Stirling, ostatnia kobieta w życiu Chopina, należała na swój sposób do prywatnego świata jego smutku.

     Dzięki Jane, jak przedtem dzięki George, żył dłużej i w lepszej formie, niż można się było spodziewać”. Jane Stirling resztę swojego życia, aż do swej śmierci w 1859 roku, poświęciła sprawom Chopina. Trudno by wymienić wszystkie jej dokonania. Na pewno należy do nich zaliczyć uratowanie wielu rękopisów utworów, uporządkowanie wszystkich „papierów”. Kiedy z Nowego Jorku powrócił Julian Fontana, przyjaciel i zaufany „pomocnik” Fryderyka, też pianista, poprosiła go wraz z siostrą Chopina, by zebrał pozostałe manuskrypty, doprowadził do porządku, znalazł wydawców itd.. Został Julian tym samym osobą decydującą o losie utworów pozostawionych bez opusów. Różne są opinie na temat jego pracy, decyzjach, ale o tym nie tym razem.

 

     Wspomnę jeszcze tylko o monumencie, jaki stanął na grobie Fryderyka Chopina. Wykonawcą pomnika był rzeźbiarz, mąż córki George Sand – Solange- Jean Clesinger. I zdaje się, że to jedyne jego znaczące dzieło – piękna statua muzy, której lira wysuwa się z dłoni. Zawdzięczamy ją tej niesamowitej Szkotce. Jak również arcydzieło sztuki, zamówioną przez nią rzeźbę – maskę pośmiertną oblicza Chopina.

 

     Bożena Weber ,biografka Fryderyka Chopina napisała w swojej o nim książce podsumowując znaczenie Jane Stirling „nie jesteśmy w stanie ciągle jeszcze w pełni rozeznać, ile należy zabiegom i jej przezorności zawdzięczać”.

     W listopadzie i grudniu 1999 roku w Collegium Maius UJ Bożena Weber prezentowała chopiniana z różnych kolekcji, wśród nich – Jane Wilhelmine Stirling. Wspólnie ze zbiorami ks. Marceliny Czartoryskiej i Zofii Rosengardt-Zaleskiej stanowią drugą co wielkości kolekcję w Polsce, po warszawskim Towarzystwie Fryderyka Chopina w Zamku Ostrogskich, który w czas swego pobytu w tym mieście odwiedzałem nader często już to dla samego Muzeum albo dla recitali, które tam bywają.

 

   

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko