Andrzej Wołosewicz: Dziewięć grzechów konkursów poetyckich

0
61

Andrzej Wołosewicz


Dziewięć grzechów konkursów poetyckich


Robert DudekNie ma Świętej Góry poetów, dzięki której moglibyśmy zobaczyć, który wspiął się wyżej. Na szczęście. Mamy raczej wiele pasm górskich, po których hasają poeci, których czytamy. Zostaje nam więc jedynie względne porównania, względne tzn. takie, w których porównujemy nasze czytelniczo-odbiorcze czy odbiorczo-krytycznoliterackie argumenty na przykład twierdząc, że Różewicz jest językowo i myślowo bogatszy niż zdominowany przez etyczność (ba, życzyć sobie takiego zdominowania!) Herbert, czy też upierając się, że nasza Noblista to ledwie konfekcja poetycka i didaskalia wobec obu wcześniej wymienionych. A jestem jeszcze w stanie postawić dolary przeciw orzechom, że Wiesław Sokołowski, Krzysztof Gąsiorowski czy z młodszych Małgosia Lebda, Patrycja Klary itd. Nie o tym jednak chcę pisać. Chcę pisać o konkursach poetyckich., bo i startowałem w wielu a teraz mam własne doświadczenia jurorskie.


Najpierw pozytywy. Cenię konkursy, nawet te o zatrważająco słabym poziomie (np. branżowe), bo upieram się, że lepiej, gdy ludzie trzymają w ręku pióro czy długopis niż kij bejsbolowy. Nadto widząc jak marnieje nasz język w codziennym swym użyciu z radością witam każdą próbę mierzenie się z językiem wykraczającym poza emaile i SMS-y. Trzecia wartość to ta, że w wypadku konkursów poetyckich aktywności te skutkują spotkaniami żywych ludzi w żywiole żywego języka dając stosowny ferment wielu lokalnym środowiskom i – po czwarte – dając nam starym cudowne doświadczenie innego języka, języka naszych dzieci czy wnucząt. To naprawdę pouczające lekcje wrażliwości, której inaczej byśmy nie doświadczyli.


Teraz o tym, co w konkursach zgrzyta i co można by z tym zrobić. Swego czasu Leszek Żuliński napisał dekalog dobrego wiersza, więc marzy mi się „ilośkalog” dobrego konkursu. Dlaczego? Dlatego, że natykam się na problemy, nad którymi spuściłbym zasłonę milczenia, gdyby nie ich drażniąca powtarzalność. Część z nich dotyczy uczestników, część zaś jurorów. Wypunktujmy je.


1. Uczestnicy łamią regulamin ignorując dopuszczenie tylko jednego zestawu jednego autora. W ten sposób próbują oszukać swoich rywali licząc, że któryś zestaw załapie się do nagród a inne przemkną niezauważone. A – pisząc już tak czysto interesownie – co będzie, gdy jury dostrzeże jako dobre także pozostałe? Nie szkoda? Naprawdę nie wypada, dajmy na to wysyłać 3 zestawy sygnując je „macierzanka”, „pokrzywa”, „pruski” czy „rzymski”, gdy za wszystkimi kryłbym się tylko ja, nawet jeśli mieszkam w Łodzi. (Przykład jest stricte teoretyczny, bo nie mieszkam w Łodzi).I nie warto manipulować organizatorami pisząc epistołę, aby – w razie nagrodzenia – nie publikować wierszy w pokonkursowym almanachu. Takie zastrzeżenia dotyczą chyba tego, by „nie spalić” drukiem zauważonych wierszy, gdy niektóre konkursy zastrzegają, że nie przyjmują wierszy już drukowanych. Jeśli komuś uwierają różne konkursowe regulacje, to przypominam, że udział w nich jest dobrowolny. Rozwiązanie tego kłopotu jest proste, choć wymagające dodatkowej roboty od organizatorów: po werdykcie otwierać wszystkie koperty z godłami.


2. Uczestnicy potrafią przysyłać wiersze już publikowane. Czasami, mimo wyszukiwarek, trudno to sprawdzić. Rozumiem też dylemat uczestników, gdy chcą dać szansę rywalizacji swoim wierszom w kilku nakładających się czasowo konkursach. Rozwiązaniem honorowym, choć chyba kłopotliwym dla organizatorów, byłoby zgłoszenie typu: cieszę się, że moje wiersze zostały dostrzeżone jednak równolegle wiersz X, Y czy Z zyskał uznanie u jurorów innego konkursu. Albo dać jakąś czasową (miesięczną?) tolerancję dla wierszy startujących w konkursach czasowo na siebie zachodzących. To wszak dobre doświadczenie dla nas wszystkich, gdy jedno gremium zauważy i nagrodzi wiersze A, B, C a inne ich nie zauważy w ogóle, bo to otwiera pole do namysłu, dysput, wyjaśnień i sporów, słowem pole do wartościowej roboty krytyczno-literackiej.


3. Pisanie tytułów własnych wierszy w cudzysłowie. Przecież, drogi Autorze, dla Ciebie to nie są cudze słowa. Widzieliście kiedyś tomik, w którym tytuły wierszy są w cudzysłowie? Ja nie widziałem.


4. Graficzne stosowanie denerwującej choinki. To w większości niczemu nie służy, raczej przypomina styl niektórych kartek imieninowo-świątecznych. A gdy 20-30% wierszy na konkurs otrzymuję w tej manierze, to nóż się w kieszeni otwiera, a przecież zaczynałem tekst od pokojowych apeli, że literatura to nie bitwa. Zdarzało mi się czytać dobry wiersz, który jednak w formie „choinki” bronił się znacznie gorzej, bo denerwował przy lekturze, a z emocjami, także jurorskimi walczyć nie warto.

Teraz uwagi dotyczące jurorów.

5. Jeśli słyszę, że konkurs z zacnym patronem, w którym na dodatek udział jest płatny, oceniany jest po części na chybił trafił, bo nie czyta się wszystkich wierszy, to co mam o tym myśleć? Że za kasę, która spłynęła nie chce się nawet przeczytać wszystkiego? Ja oczywiście wiem, że praca jurorska jest zajęciem niebezpiecznym, że jest pracą, w której powinien obowiązywać dodatek za robotę w szkodliwych warunkach (idzie mi o żenujący poziom części wierszy wskazujący, że ich autorzy rozminęli się z samokrytycyzmem o lata świetlne), ale niestety wiemy o tym dopiero, gdy te słabe wiersze także przeczytamy, nigdy wcześniej.


6. Jeśli słyszę utyskiwania uczestników, że w konkursie nagrody zgarniają wiersze, które wcześniej były na warsztatach literackich przedmiotem obróbki i „naprawy”, to nawet, jeśli nie dotyczy to wypadku, gdy oceniają jurorzy, którzy prowadzili owe warsztaty naprawcze, sytuacja jest ambarasująca. Dla jasności: same warsztaty i tego typu imprezy są niezwykle cenne, warto korzystać z nich biorąc uwagi do siebie, ale żeby wysyłać wycyzelowane tam wiersze na konkursy? |Skorzystać z rad i napisać podług nich kolejne wiersze, to tak.


7. Pośpiech jurorski. Sam miewam tu niedosyt. Ponieważ rzadko jest tak, by jurorzy zauważali te same wiersze a nadto ustawili je w tej samej kolejności, trzeba wypracowywać kompromis. Dobrze, jeśli wśród 20% (tyle na ogół zostawiam po kilkukrotnej lekturze i kilkuetapowej selekcji) wybranych przez każdego jurora znajdzie się pole wspólne, jednak na ogół gradacji do nagród trzeba dokonywać na gorąco podczas ostatecznego posiedzenia.  Wtedy najlepszym roboczo sposobem jest głośne czytanie poszczególnych propozycji i dyskusja nad ta lekturą. Tylko, że wtedy obrady nie zamkną się w 2-3 godzinach przeznaczonych na tą procedurę. Pośpiech jest złym doradcą, sam go często doświadczałem. Nie mam tu dobrej rady, bo dobrą acz niepraktyczną byłyby odpowiednio długie obrady.


8. Preferowanie przez jurorów lokalnych twórców – częsty niepisany wymóg związany z darczyńcami, którzy niekoniecznie znają się na literaturze, ale chcą nagradzać tubylców. Może lepiej od razu dodawać kategorię „tubylczości”?


9. Patrząc na wiersze nagradzane i swoistą wędrówkę tych samych autorów okupujących liczne konkursy (wolno im) twierdzę też – mając tu pretensje także do samego siebie – że brakuje nam odwagi. Wypośrodkowując, z natury i logiki jurorskiego procesowania, nasze wyroki obcinamy skrajności, skrzydła, wyraźną odmienność, wszelkie (sensowne) odloty, jak zwał tak zwał.  Podług takich kryteriów nie przebije się żaden nowy Ratoń ani nie dostanie nagrody ktoś taki jak Agnieszka Syska. Receptę jednak na ocalenie takich wierszy i takich autorów widzę w pomyśle, który zamierzam realizować na dostępnych mi stronach redakcyjnych, także internetowych a mianowicie w publikowaniu (za zgodą autorów oczywiście) czegoś w rodzaju rubryki wiersze „niesłusznie” pominięte. „Niesłusznie” daję w cudzysłowie dla podkreślenia, że nie odcinam się od werdyktów, w które bywam zamieszany, choć korci mnie nazwa jurorskie wotum separatum.


Nie sądzę, że dotknąłem wszystkich ułomności związanych z konkursami, chętnie usłyszę o innych, ale jeszcze chętniej o możliwych pomysłach naprawczych, których część wskazałem.  Napisałem ten tekst, by uruchomić ruch uzdrawiania kondycji konkursów tam, gdzie ona faktycznie marnieje.


I jeszcze jedno, o czym warto pamiętać – nie ma prostej zależności a tym bardziej automatyzmu między udziałem i byciem nagradzanym w konkursach a drukowalnością i miejscem w literaturze. Na szczęście.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko