Stefan Jurkowski – O poezji Elżbiety Musiał

0
114

Stefan Jurkowski

Skazana na różę


Jan StępieńKto sięga po wiersze Elżbiety Musiał niech nie liczy na lekturę łatwą. Spotka się bowiem z poezją niezwykle skondensowaną, balansującą na granicy filozofii i mistyki. Bo przecież inaczej być nie może, skoro poetka porusza problemy egzystencjalne, stara się dojść do sedna wszechrzeczy, wyjaśnić – przede wszystkim sobie – wszelkie skomplikowania i mechanizmy rządzące ludzkim życiem. Ale jak je wyjaśnić? Jak wyjaśnić to, co nie da się wypowiedzieć wprost? Elżbieta Musiał podejmuje więc trud dwojaki: znalezienia odpowiedniej definicji oraz stworzenia precyzyjnego i nośnego języka, który byłby dostatecznie ekspresyjny, odkrywczy i adekwatny do przekazywanych treści.


Jak się rzekło, musi to być język precyzyjny, a więc – to zabrzmi jak paradoks: odpowiednio jednoznaczny w swej wieloznaczności. Jak to zrobić? Poetka znalazła złoty środek. Operuje obrazem, niedopowiedzeniem, metaforą. Język tej poezji jest pełen niepokoju; niepewności, a zarazem siły. To paradoks następny. W delikatnej poezji Elżbiety Musiał kryje się moc.


Tę moc daje poetce zastana rzeczywistość. Twórczość Elżbiety Musiał, to ustawiczne pasowanie się z ową rzeczywistością zewnętrzną, która atakuje jej własny świat, chce go zniszczyć i zuniformizować. Z tego właśnie zderzenia, z tej walki, powstają najlepsze jej utwory.


Jestem w drodze.

Jestem w drodze z braku miejsca.

Banita musi przyjąć obecność rozpoznawalną,

skrojoną nie na miarę własnej skóry,

z której ocala jedynie wyblakła sytuacja;

pęknięte szkiełko.


A więc umowność; nie możemy orzekać o niczym w sposób ostateczny. Jesteśmy banitami. Z raju? Z krainy możliwości poznania wszechrzeczy? Wreszcie z siebie samych? Obracamy się w kręgu nazw i pojęć, które stają się coraz mniej potrzebne i zrozumiałe, choć ich desygnaty nie tracą swoich znaczeń i odrębności.


Czyżby więc świat według Elżbiety Musiał stawał się zjawiskiem niedostępnym poznaniu? Ależ nie. On się doskonale daje rozpoznawać, lecz wyłącznie w swojej warstwie nazwijmy to: powierzchniowej. Ale na tej powierzchni (choć jej dotyka) nie zatrzymuje się poezja Musiał. Ona drąży w głąb. To, co widać, co daje się opisać, poetki nie interesuje. Ją fascynuje to, co nieuchwytne; to, co daje się wykreować, a choćby tylko zasygnalizować.

Co prawdą jest wiersza, a co tylko

cząstką nas? Kto ani liściem,

przez który przecieka wiersz.

Ponieważ w wersie niedostatek chwili.

Ponieważ doskonałość rany.


Tak. To jakby kwintesencja przesłania wierszy Elżbiety Musiał. Z jednej strony ludzka niedoskonałość, a przecież w niej właśnie, w tej naszej ułomności, tkwi potencjał poznawczy; swoisty katalizator przyśpieszający wewnętrzną reakcję. Ten swoisty antynomiczny dualizm daje się zauważyć w przedstawionym przez poetkę świecie. Jest bowiem owa „powierzchnia” świata, ale istnieje także jego utajona postać, która domaga się opisu. Bez tego opisu świat jest według poetki niepełny. Rolą poezji jest pokazanie tego, co niewidoczne, czego od razu nie postrzegamy; co umyka naszej potocznej uwadze.


Już dnieje.

Co mogę wziąć z dnia, który już przy mnie,

ja, skazana na różę,

której ofiarowano horyzont,

nie dając perspektyw


Poetka jest świadoma, że ów horyzont jest jej dany, ale nie otrzymała stosownych perspektyw. Postawiła więc sobie za zadanie zdobycie owych perspektyw. To przede wszystkim odpowiedni język, sposób obrazowania, odwoływanie się do własnej poetyckiej intuicji, bo przecież wszystkiego zracjonalizować się nie da. I powiada:


Grabię liście w ogrodzie. Narzędziem prostym

jak nóż; co było – od nowego pora odciąć.


Zauważmy, że w pracach w swoim „poetyckim ogrodzie” Elżbieta Musiał posługuje się rzeczywiście narzędziami prostymi. Bo cała rzecz nie w samych narzędziach, ale w odpowiednim odcinaniu tego „co było” od „nowego”. Na tym właśnie polega kreowanie świata osobnego, własnego języka, a także zawierzenie wyobraźni.


Resztki uniesień.

Czym są, jeśli nie tchnieniem

dla kolejnego oddechu? Wciąż go

ubywa

– jak dni, jak dnia, jak człowieka.


Są to wiersze pełne niepokoju, poczucia owego „ubywania”. Przemijanie, względność uczuć, egzystencjalna niepewność, a jednocześnie mgliste przeczuwanie metafizycznej rzeczywistości, wiara w to, że da się „oswoić” chociaż jakiś jej fragment – to tematyka tych wierszy, które trzeba przeczytać kilkakrotnie, a potem na wyrywki, aby w tych wszystkich niedopowiedzeniach, znakach zapytania, paradoksach, znaleźć istotne przesłanie. Ono i tak tutaj zdefiniować się nie da. To lęk i bezpieczeństwo zarazem, to pełne nadziei poszukiwanie przy jednoczesnym poczuciu daremności. To wreszcie ustawiczne budowanie języka, który wydaje się być tu jednym z najistotniejszych punktów odniesienia.


W drugiej części tego tomu mamy wydany już wcześniej w osobnej książce, a teraz powtórzony, poemat „Na śmierć zegarka przejechanego zimą przez samochód”. W nim również ogniskują się cechy poezji Elżbiety Musiał, omówione powyżej.


Jest to z kolei swoiste studium czasu, w którym zastanawia się poetka nad jego względnością, nad destrukcyjnym działaniem; nad jego ciągłą obecnością w naszym życiu. Czas jest pojęty tutaj niczym pan wszechrzeczy. To on jest w stanie nas zniszczyć, ale jednocześnie ocalić. On unosi nas, czuwa nad nami, odbiera nam samych siebie.


Oto znaleziony w śniegu damski zegarek powoduje taką refleksję: ktoś zgubił go, ale tym samym nie pozbył się czasu. Żyje dalej, wykonuje najrozmaitsze czynności, zmierza do swojego kresu. Trwa wciążj w nieuniknionym, jest determinowany przez ów czas, który umyka wszelkim pomiarom, nie da się uchwycić, jest inny dla każdego.


O choćby: powtórzyła czy też nie

wyuczoną regułę dni

bez swojego zegarka na ręku,

czy zdążyła tam,

gdzie miała zdążyć,

zmierzając do niewiadomego?

Ale równie dobrze mogło być tak:

to bez niej

pociąg odjechał z turkotem,

a ona spóźnienie przyjęła

jak punktualność,

która właśnie nadeszła.


Spóźnienie można więc przyjąć jako punktualność, a punktualność jako spóźnienie. Czym wobec tego jest jedno, a czym drugie? Akcja całego poematu rozgrywa się, rzec by: po drugiej stronie tarczy zegara. Tu czas jest wielowymiarowy (wieloznaczeniowy?). W każdym razie nie ma charakteru linearnego. Jego trwanie, kres, nasza śmierć, nasze przemijanie, upływanie czasu, są obecne w wielu miejscach naraz. Autorka przedstawia tutaj czas w sposób panoramiczny, może i względny z naszego punktu widzenia, ale przecież tak na prawdę niepoznawalny. Czas, to tajemnica. To rzeczywistość, która nas determinuje, na którą nie mamy wpływu. Nawet nasze zegary nie są w stanie go uchwycić, zmienić jego toku, zatrzymać lub przyśpieszyć. On jest. A czy istnieje poza człowiekiem? Przecież czas powoduje, że są, że będą, miejsca po nas…To również wielka, ciągle fascynująca i wstrząsająca tajemnica.


Faktem natomiast jest, że wszystko rozgrywa się także w czasie pojmowanym potocznie, a nawet konwencjonalnie. Życie jednostkowe i zbiorowe. Sztuka, literatura, wielkie religie świata. Nawet Absolutu nie bardzo możemy wypreparować z czasu – takie są przypadłości (kalectwa?) naszego umysłu. Stąd użyłem słowa „także”.


Znaleziony damski zegarek w koleinie wygniecionej w śniegu przez samochód… Czyjaś zguba; zegarek zagubiony… w czasie! To dało asumpt do głębokich refleksji nad ludzką egzystencją, jej sensem, kontekstami kulturowymi – wiele tu odniesień do literatury. Mamy więc poemat o czasie, a jednocześnie daleko poza ów czas wykraczający. Poezja ta odwołuje się do wrażliwości, wyobraźni, wprowadza czytelnika w swoisty świat nowych pojęć, nowego świeżego języka, pomysłowych, zaskakujących obrazów, celnych i śmiałych metafor – bo tylko w ten sposób można przedstawić całe skomplikowanie zagadnienia, nie popadając jednocześnie w banał, chroniąc się przed naskórkowym opisem. Ostrość widzenia, która charakteryzuje wszystkie utwory Elżbiety Musiał potęguje ich ekspresję i zarazem uwiarygodnia wizje poetyckie.


Książka ta jest w całości zaproszeniem do wielkiej, intelektualnej przygody; do świata osobnego poetki, jakże ciekawego. Choć bywa to niekiedy świat ciemny, warto go zwiedzać, bo właśnie z tej „ciemności” możemy w konsekwencji wynieść wiele światła…


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko