Wacław Panek – Twórcy w czasach pogardy (opracowanie)

0
176

Wacław Panek (opracowanie)


TWÓRCY W CZASACH POGARDY!

Odezwa twórców i uczonych do Polaków

„Naród jest narodem dzięki kulturze”.
Józef Chałasiński (1904-79), socjolog kultury


Zbigniew T. Szmurło Czy obecny stan kultury polskiej i sytuacja społeczno-materialna, w jakiej znalazła się dziś nasza kultura, wynika tylko z postawy elit rządzących i wszechobecnych mediów, czy też ma w tym swój udział również pewna nasza specyficzna postawa ogólnospołeczna znajdująca odzwierciedlenie w cytowanym już w tym podręczniku powiedzeniu poety: „cudze chwalicie, swego nie znacie…”?

„Złą tradycją polskiego życia było zawsze niedocenianie własnych wartości. Kto, jak nie my sami, ma znać wartość naszego dorobku?”
/ Bogusław Schaeffer, „Dzieje kultury muzycznej” /

 


Obserwując zmiany zachodzące w III Rzeczypospolitej i mając świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie kultura polska, artyści i uczeni opublikowali w wielu mediach we wrześniu 2002 roku Oświadczenie Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Towarzystw Naukowych. Oświadczenie to jest swoistą formą odezwy do narodu, ostrzeżeniem i przypomnieniem o sprawach najistotniejszych:


»Stan kultury polskiej po kilkunastu latach, jakie upłynęły od przełomu
4 czerwca 1989 roku, przynagla nas do krytycznej i wyraźnej oceny sytuacji. Nasz głos kierujemy nie tylko do tych, którzy sprawują dziś władzę, zwracamy się do całego społeczeństwa. To kultura zespala nas i nadaje sens życiu. Jej ostry kryzys zagraża wszystkim. Kryzys jest faktem, zabieramy głos, aby określić jego przyczyny i szukać dróg poprawy. Na początek jednak rzecz wypada nazwać po imieniu – transformacja rynkowa stworzyła gospodarkę kulturalnego niedoboru,  a praktyka  demokratycznych rządów nie zdołała temu zapobiec.

Przyczyną jest nie tylko brak środków, także uwikłanie kultury w konflikty społeczne, także postawy rządzących i rządzonych i sposób, w jaki media opisują polską rzeczywistość.


Pogarda i kłamstwo. Od początku przemian ustrojowych w Polsce powraca
w mediach i życiu publicznym temat końca inteligencji. Przygotowywanie opinii do ostatecznego pogrzebu tej warstwy łączy się z powierzchowną i arogancką oceną tradycji inteligenckiej w kulturze. W konsekwencji niszczy to szacunek dla samej kultury, dla jej twórców, neguje potrzeby kulturalne społeczeństwa.


Pogarda dla pojęcia kultury jako sposobu życia, a nie tylko konsumpcji, wiąże się z uznaniem kultury za „towar jak każdy inny” (…). To zafałszowanie istoty kultury służy w Polsce za uzasadnienie ograniczania wydatków na kulturę z budżetów państwowych i gminnych, za uzasadnienie zaniedbań uregulowań prawnych mecenatu prywatnego. Pochodną tego hasła jest dyktat reklamodawców w mediach przesądzający ograniczanie i psucie ich roli nośnika kultury.


Kłamstwo redukujące kulturę do towaru godzi zarazem w niechciane elity kultury, w środowiska inteligenckie. Inteligenckiemu stylowi życia kulturą, wspomagania i szanowania jej twórców, przeciwstawia się postawę lumpa, dzielącą społeczność na „ludzi” i „frajerów”. To z tej perspektywy widzi się elity kultury jako żebracze, przekupne, niepotrzebne.


Dwa bieguny strat. Obraz społeczeństwa dzielącego się na „ludzi” i „frajerów” wydaje się od lat podtekstem zarządzania w dziedzinie kultury. Wiele partii politycznych III Rzeczypospolitej łączył instrumentalny stosunek do kultury i lęk przed jej moralnym autorytetem. Owocowało to stanem chaosu prawnego w finansowaniu kultury, przyzwyczajeniem urzędników do niefrasobliwego traktowania kultury. Kulturą posługiwano się dla uświetniania rządców, marnowano skąpe fundusze na propagandową lipę. Nikomu już nie przychodziło do głowy, że kulturze trzeba służyć, bo ona służy wszystkim. Odkładanie spraw finansowania kultury na potem, na nieokreślony w czasie okres prosperity było zawsze szkodliwym brakiem perspektyw. Im trudniej, tym pilniej potrzebna jest kultura. Bez kultury ogólnej nie ma kultury politycznej, nie ma kultury prawnej, nie ma kultury codziennego życia rodziny, ulicy, gminy. W tych kategoriach nasza klasa polityczna nie potrafiła dotąd myśleć.  W ten sposób rozwinął się mechanizm politycznej akumulacji strat kulturalnych.(…)


U nas zamiera obieg myśli, wzruszeń, wartości właściwych kulturze, gdy więzy łączące twórców i odbiorców ulegają zablokowaniu tandetą, zerwaniu przez lekceważącą negację.


Pełne blasku oderwane wydarzenia, pojedyncze objawy talentu nie zastąpią bogatego, stale podtrzymywanego życia kulturalnego. Szczególnie niepokoi sytuacja współczesnego piśmiennictwa – słowo jest krwiobiegiem kultury, książka daje społeczeństwu samowiedzę i język dialogu. A tymczasem upada księgarstwo, biednieją i zamykają się biblioteki, ubywa czasopism kulturalnych. Ubywa też placówek teatralnych i muzycznych, znikają galerie, brak pieniędzy na koncerty, przedstawienia, wystawy, muzea, ochronę zabytków.
Nie można całej winy za to składać na środowiska twórcze. Dramatycznie biedniejący i niesprawiedliwie lekceważeni twórcy, to zaledwie mała cząstka społecznego dramatu. Naprawdę tragiczne są skutki szerzącej się pustki kulturowej, malejącego kręgu odbiorców sztuki mobilizującej do refleksji, próbującej dokonywać syntezy, podejmującej ocenę cywilizacji.


Naprawdę tragiczne jest to, że w tej pustce ludzie nie mogą się uczyć stawiania wielkich pytań. Ta niby-kultura, która jest dostępna poprzez skomercjalizowane media i komercyjną rozrywkę, sugeruje, że takie pytania stawiają sobie „frajerzy”. A tymczasem to kultura jest gwarantem ludzkiej godności, obroną przed beznadziejnością, nudą, degradacją społeczną.  Zerwanie kontaktu kulturalnego między środowiskami twórczymi a społecznościami lokalnymi i ich inteligencją, nie jest winą ani twórców, ani odbiorców. Zawiniło zniszczenie infrastruktury. Musi ona być odbudowana, bo jest potrzeba kultury, narasta głód wykształcenia. Troski o infrastrukturę nie zastąpi praca ponad siły ciągle jeszcze licznych entuzjastów.


Młodzi szukają w edukacji i kulturze ucieczki przed marginalizacją i zapaścią cywilizacyjną grożącą całym regionom,  w których coraz częściej ramy życia wyznacza dziedziczna nędza i masowe bezrobocie.


Poza kulturą – agresja i chaos. Utrzymujący się pęd do wykształcenia w warunkach szybko rosnącego bezrobocia absolwentów wyższych uczelni niesie
w sobie nowe zagrożenie – zwłaszcza gdy wykształcenie nie wiąże się z udziałem  w kulturze.


W warunkach frustracji, dyktatu reklamy, malejącego zaufania do mechanizmów demokratycznych i spadku autorytetu polityków łatwo powstać może zbiorowość w pełni świadoma swej zbędności w państwie i życiu publicznym, anarchiczna  w przekonaniach, szukająca przywództwa poza normą polityczną.  Taka młodzież wychowana poza kulturą i w świadomości upadku kultury rzekomo anachronicznej i tradycyjnej łatwo da się przekonać do każdej hałaśliwej  i nihilistycznej nowoczesności.


Pozostając w lumpowskich schematach podziału na „ludzi” i „frajerów”, taka społeczność może łatwo uznać za sprawę „frajerów” nie tylko kulturę, lecz również prawo i zasady demokracji. Obserwując już dziś narodziny takich grup i postaw, tym usilniej zabiegać musimy o przywrócenie kulturze należnego jej miejsca w świadomości społecznej i polityczno-prawnym systemie państwa «.

Od opublikowania tego Oświadczena upłynęło wiele lat. W tym czasie diagnoza twórców nabrała dalszych, nowych, dziś już wręcz tragicznych dla kultury polskiej wymiarów. Dodajmy, iż patrząc na życie kulturalne w III RP zauważymy, że w zatrważająco szybkim tempie ubywa utworów polskich z repertuaru teatrów, oper, kin i filharmonii. Tym samym zaczyna zatracać się poczucie kontynuacji tradycji kulturowej, bowiem polska kultura narodowa jest systematycznie usuwana ze świadomości zbiorowej.


Chcąc przetrwać jako naród, zachować własne kulturowe oblicze i pewnie stąpać po ziemi – musimy się przeciwstawić zgubnym procesom sygnalizowanym w tej odezwie twórców. Kultura narodowa jest nam niezbędna do poczucia bezpieczeństwa.

(opracował: Wacław Panek)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko