Marek Jastrząb: Recenzja pewnego dzieła

0
52

Marek Jastrząb


Recenzja pewnego dzieła

Fot. Paweł KęskaStaraniem entuzjastów „Wiedzy Chodnikowej” powstała na naszym wydawniczym rynku nowa, lecz już obiecująca oficyna. Nazywa się ona Biblioteka Problemów Niepotrzebnych. Jej założeniem jest maksymalna popularyzacja nauki uważanej dotąd za odpadową.

Już pierwsza jej pozycja wzbudziła zainteresowanie czytelników. Jest to historyczny przewodnik po królestwie zwierząt. Ale myliłby się ten, kto by chciał znaleźć w nim opis zwierząt standardowych. Tego rodzaju stereotypowe organizmy są umieszczone w słownikach i encyklopediach innych wydawnictw.  Autorzy  omawianej pracy koncentrują się na formach niebanalnych, ze wszech miar dziwnych i jakże mało poznanych. Np. na wniknięciu w ekscentryczne losy Kangura Plecakowatego.

 

To oni – w wyniku długoletnich badań – rozszyfrowali język Kangura P. i dokonali jego rozwarstwienia na zwyczajny, używany w trakcie mózgowej erekcji i nadzwyczajny, stosowany po. To z tego podręcznika dowiedziałem się o Tąpielicach Sromotnikowych, jednoskrzydłych owadach  mających swoje wypadowe bazy za kaloryferami. To dzięki nim otworzyły mi się oczy na rzeczywisty świat Makrelownic Zbrojnych. Im też zawdzięczam poznanie tajników życia Beznosych Słonic. A także poznanie przypuszczalnych faktów z życia zwierząt występujących poza najdalszą galaktyką.

Naukowcy zatrudnieni przez wspomnianą oficynę ustalili, że Kangur P. nawiedził  nasze strony przybywając w towarzystwie Kwarcianych Ziemniaków.  Jak o tym świadczą zagubione zdjęcia satelitarne oraz inne źródła, wzrostu był wielgachnego, futro miał gęste, a dolne kończyny wykończone gustownym kopytkiem. Z powodu nieprzystosowania do życia na małym terenie, zmniejszył swój wygląd, bo gdzie się nie położył, tam zewsząd wystawał. Sprytnie zaadaptował się do nowych warunków i na dzień dzisiejszy nosi na brzuchu zminiaturyzowany plecak. Jest to urządzenie dość podobne do sakwy na przychówek.

Początkowo zamieszkiwał w lesie. Ale że las dostarczał mu pożywienia w głodowych ilościach i że po raz pierwszy pojawił się jego odwieczny wróg naturalny, czyli Mrówka Falista, stworzonko wyjątkowo wstrętne, ledwo widoczne i wąsate przy gardle, opuścił go i teleportował się do knurnych chat naszych pradziadów. Zrazu przeszkadzał mu dym z ogniska, lecz wkrótce przystosował się i do tej niewygody. Teraz egzystuje w szparach podłóg żerując wyłącznie w księżycowe noce i nadal nie cierpi Mrówek Falistych, które – ze złośliwą zawziętością – niszczą mu zapasy na zimę.

Co prawda nie da się stwierdzić zalet z tego kręgowca, lecz wśród uczonych i na ten temat rozgorzały spory. Jedna frakcja była przeciwna jakiemukolwiek przesądzaniu sprawy i mówiła, że pożyteczność Plecakowatych jest przyszłościowa i że uwidoczni się z biegiem wieków. Twierdziła, że tak bardzo wyprzedziły one ewolucję, że zanim Człowiek dorośnie do ich poziomu i będzie mógł należycie docenić ich walory, miną setki stuleci.

Frakcja druga wolała schować głowę w piasek i orzekła, że skoro na razie nie można przyznać słuszności tej hipotezie, najrozsądniej będzie poczekać na rozwój wypadków. Namawiała do uzbrojenia się w cierpliwość, a poczekania do czasów, gdy za trywialne parę milionów lat sprawa rypnie się sama.

Trzecia, nietolerancyjna i faszyzująca, była za wytępieniem całego gatunku, ale do głosu doszła Liga Obrony Plugastwa, a z nią żartów nie ma: rozprawiła się zarówno z jednymi jak z drugimi, opowiadając się za Prawami Futrzaka Do Plecaka. Pod hasłem Kangur też Człowiek, odbyły się liczne parady i manifestacje. Ich natychmiastowym rezultatem było kategoryczne uznanie Torbacza za skrzywdzoną i szykanowaną niesłusznie podosobę. Efektem następnym, było sporządzenie memoriału uwypuklającego dotychczasowe zaniedbania i uchybienia na odcinku Odzwierzęcej Sprawiedliwości i w memoriale zawarto postulat odnośnie należytego traktowania Gatunków Chwilowo Nieprzydatnych.

Musimy to sobie jasno powiedzieć: nie kto inny, tylko człowiek ponosi winę za ich nieprawidłowy tryb życia. Tępione na każdym kroku, nie miały zapewnionych bezpiecznych warunków do swobodnego rozrodu i zmuszone były do spółkowania doraźnego, przyspieszonego i powierzchownego, co doprowadziło je do lękliwej postawy wobec otoczenia, a także do przymusowych drgawek i nieuzasadnionych tików.

Karygodne zjawisko to, zwłaszcza z punktu widzenia psychologii zwierząt torebkowych, zostało przedstawione w sprawozdaniu z ostatniego Kongresu Hodowców Niczego (punkt U łamane przez prim zagięte przez b), które to sprawozdanie umieszczono na przedostatniej stronie omawianej tu książki.

W tym miejscu autorzy zwracają naszą uwagę na niesłychaną elastyczność Kangura P. Zależnie od sytuacji, potrafi on stanąć oko w oko z przeszkodami. My, ludzie, nie tylko powinniśmy się wzorować na jego umiejętnościach i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.  Autorzy proponują by przyznać mu tytuł pierwszego zwierzęcia obdarzonego inteligencją.

Oto dowody. Niemodną i mało praktyczną torbę na brzuchu zastępuje eleganckim plecaczkiem, co mu ułatwia żerowanie i sprawia, że potomstwo nie dynda mu z przodu. Kaliber naszego terytorium spowodował skarlenie Kangura P. Dym, że Matka Natura zaopatrzyła go w gruczoły wentylacyjne.

Przykłady te, skonfrontowane z definicją naukowców, którzy dokonali epokowego podziału inteligencji na przedsiębiorczą i nierealną,  przykłady te niezbicie wskazują, że przed Kangurem P. stoją niewiarygodne możliwości i że w tej materii nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Czy znajdzie się wśród nas śmiałek, który zaryzykuje twierdzenie, że jego plecak nie zmieni się wkrótce w saszetkę? Albo czy kto zaręczy, że w swoim rozwijaniu się nie dojdzie aż do pugilaresu? Tak, czy siak, inteligencja, której jednym z przejawów jest adaptacyjna umiejętność życia w określonym środowisku, należy nie tylko do nas i z tym faktem przyjdzie nam się pogodzić.

Niemal na naszych oczach wali się ostatni bastion dumy. Nie tak dawno temu jakiś uczony podważył oficjalne stanowisko o obrotach ciał niebieskich. Bałamutna bzdura ta uzyskała posłuch, ale, mówiąc sumarycznie, odkrycie to podeptało nam samopoczucie, bo okazało się, że centrum nie ma, lecz w zamian za to wszędzie mamy zadupie. Potem kolejny bęcwał gwizdnął nam człowieczeństwo i wywiódł nasz herb od małpy. Teraz inteligentny kangur zaczyna wypierać nas z pychy. Do czego dojdziemy, gdy wszystkie zwierzęta sprężą się i zaczną nas tykać? Niestety, na to pytanie książka nie udziela odpowiedzi. Prawdopodobnie znajdzie się ona w drugim, już drukowanym i poszerzonym wydaniu tej frapującej cegły.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko