Dariusz T. Lebioda: Norwid – Księga – Arcydzieło

0
440

Dariusz Tomasz Lebioda

KSIĘGA  CZY  ARCYDZIEŁO?

NAD DYLEMATAMI AKSJOLOGICZNYMI W POEZJI CYPRIANA NORWIDA

Najady rys. Cyprian Kamil Norwid Cywilizacje rozwijają się w cieniu i perspektywie ksiąg. To one są poblaskiem, odbiciem, refleksem kształtującej się kultury. Stanowią szczytowe jej osiągnięcie, ale zaraz potem zaczynają żyć swoim własnym życiem – mnożone w odpisach, modyfikowane i komponowane na nowo, przerabiane dla potrzeb kolejnych władców. Dlatego wielkie księgi kulturowe nie miewają autorów, albo ci autorzy są postaciami na poły autentycznymi, a na poły boskimi lub mitycznymi. Często takie księgi są wynikiem objawień, jakichś ponadnaturalnych przeżyć. Ich autorzy – czy istnieją, czy są przejawem świadomości zbiorowej – podkreślają, iż w pewnym momencie stali się przekaźnikami jakichś przedziwnych, dla nich samych niezrozumiałych, treści idealnych.

 

W najdawniejszych czasach księga utożsamiana była z eposem, a jego autor dawał zwykle na początku wykładnię i powód dla którego ów epos powstał. Tak było w jednym z najstarszych z nich – Gilgameszu. Kapłan, który przekazał do zapisania na glinianych tabliczkach ten twór tysiącleci1 nie omieszkał zaznaczyć na początku z jakich pobudek to uczynił: Który wszystko widział po krańce świata, poznał morza i góry przemierzył, w mrok najgłębszy zajrzał, z przyjacielem pospołu wrogów pokonał. Zdobył mądrość, wszystko widział a przejrzał, widział rzeczy zakryte, wiedział tajemne, przyniósł wieści sprzed wielkiego potopu. Kiedy w drogę daleką wyruszył, zmęczył się ogromnie, przyszedł z powrotem. Na kamieniu wyrył powieść o trudach.2 Ocalenie, chęć pozostawienia potomnym przekazu o czynach, dokonaniach i czyhających niebezpieczeństwach leżała najczęściej u podstaw tworzonych ksiąg kulturowych. Tak było gdy powstawała egipska Księga Zmarłych, Stary Testament, Księga z Kells, Księga światłości (Zohar) i wiele innych. W eposach babilońskich, ugaryckich, greckich i hinduskich autor i bohater księgi jest pochodzenia boskiego. W cudowny sposób posiadł on wiedzę niezbędną do spisania dzieła i przekazania potomnym tego, czego był świadkiem.3 Taka strategia pojawia się pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, a autor – jeśli istnieje realnie, jak na przykład Ferdousi – zakłada maskę bohatera kulturowego i stara się jakby rozmazać we wstępie swoją realność i pomniejszyć swój udział w powstaniu księgi, stara się ustawić w długim szeregu protoplastów: Cokolwiek powiem, już powiedziano przede mną, zebrano już wszystkie owoce rosnące w ogrodzie mądrości. (…) Była z pradawnych czasów pewna księga, a w niej powieści moc wielka.4 Funkcja ocalająca jest istotą księgi, a jej przechylenie w kierunku mitu ma nadać jej charakter mistyczny: Oto opowieść o tym, jak wszystko znajdowało się w zawieszeniu, w spokoju, w ciszy; wszystko nieruchome, ciche, a przestrzeń nieba pusta. Oto pierwsza opowieść, pierwsze opisanie. Nie było jeszcze człowieka ni zwierzęcia, ptaków, ryb, krabów, drzew, kamieni, pieczar, wąwozów, ziół ani lasów: jedno tylko niebo istniało. Nie ujawniło się oblicze ziemi. Było tylko spokojne morze i niebo w całej swej rozciągłości.5


Romantyzm przejął tego rodzaju mitologiczne i kulturowe rozumienie księgi, stworzył też własne teorie na ten temat. W rozległym dorobku poetyckim i eseistycznym Cypriana Norwida znajdziemy wiele zdań na temat pisania i komponowania dzieł. Spośród licznych terminów z tym związanych uwagę przyciąga swoją oryginalnością przede wszystkim arcydzieło i właśnie, różnie określana, różnie nazywana i różnie wartościowana księga. Zgodne to jest z szerszą tendencją romantyczną do wielkich powrotów, do zataczania koła w obrębie historii ludzkości i dziejów kultury. Księga staje się wtedy synonimem mądrości i ciągłości kulturowej, staje się symbolem i sacrum, tęsknotą i materializacją marzenia o doskonałości. Wszelkie wnioski i uwagi poetów romantycznych na ten temat wypływają z przekonania, iż nie pisarze pisarzy i nie artyści artystów sądzą, jeno dzieła ich.6


Księga

Księga jest dla Norwida synonimem mądrości, ale też i elementem kreowanego świata. Jest czymś wielkim i wspaniałym, ale daleko jej do idealności arcydzieła, ponieważ bywa też rekwizytem. Czymś błahym, czymś co trawi ogień, co zalewa woda i co nie przetrwa jeśli człowiek się tym nie zaopiekuje. Poeta nie kwestionuje faktu, że księga jest nośnikiem wielkich słów:


Sfera  s ł ó w – w i e l k i c h, jakich nieraz parę
Przez zgasły wieków przeplata dziesiątek
I wpierw uderza cię, niż dajesz wiarę,
Godząc – jak strzały ordzewionej szczątek –

Ktoś je lat temu wypowiedział tysiąc,
Lecz one dzisiaj grzmią – – i ty, za stosem
Ksiąg drukowanych, gotów byłbyś przysiąc,
Że – bliższe ciebie są myślą i głosem!7


Ale też – jak widać w drugiej z zacytowanych zwrotek – księgami zabudowuje kreowaną przestrzeń. Ta zabudowa jest tyleż symboliczna, co użytkowa; wszak  Jest pewna proporcja utylitarności, która jest warunkiem piękna.8 Taka proporcja obowiązuje w całej twórczości Norwida. Synonimem księgi jest dla poety Biblia, Iliada i Odyseja oraz Boska Komedia. Dlatego przestrzega czytelników: specjalności, które zaleciłbym w kształceniu się, to pogłównie dwie: przeczytanie Homera i Biblii9 To właśnie z tymi księgami pragnie stale obcować i stale czerpać z nich mądrość i natchnienie. Wszelkie objaśnianie i dopowiadanie niepotrzebnych treści wstępnych do tych ksiąg irytuje poetę. Mówi: Kiedykolwiek zdarzyło mi się wziąć do ręki Homera, a spostrzegłem kilka kartek „Wstępu”, wydawało mi się to więcej niż z a b a w n y m! To mi się wydawało tak, jak gdyby kto przy szerokiej szybie kryształowego okna stanąwszy, uczynił naprzód przemowę, że on chce otworzyć okno i okazać widok okolicy… Homer jest  n a t u r a l n y m … oto i wszystko!10 Równie naturalna i ważka jest według Norwida księga Dantego:


(…) Danta, wiesz, jak bardzo cenię,
Że nie stokrotne słodził mi frasunki,
Że zawsze ze mną był ten wielki człowiek:
To, ile razy wczytam się – a potem
Podniosę ręce dla przetarcia powiek –
Pod jego skrzydeł czuję się namiotem:
Obrazów tysiąc wkoło mnie się snuje,
I tysiąc pieśni słyszę wkoło siebie,
A rad bym wszystkie objąć tak, jak czuję,
(…)11


Księga jest tęsknotą poety, ale też elementem groteskowej gry, gdzie ironia i absurd sąsiadują z eschatologicznym patosem. Zwracając się do księgarza kreśli Norwid obraz świata pośród którego księgi są równe wagą grobowcom:


Żebym ja pisać umiał, mój kochany,
To bym napisał książkę w sześciu tomach,
I dałbym brzeg jej grubo wyzłacany
(Jak te odblaski żółte, co na słomach),
I posadziłbym ducha mego w bieli
Na onych bryłach ksiąg, jak nad grobowcem
Pozasmucani siadają anieli
Z cyprysem, palmą w ręku, lub jałowcem …12


Ten ton ironiczny w odniesieniu do ksiąg jest charakterystyczną cechą poetyckiej aksjologii w tym względzie. Poeta kładący całe swoje życie na szali, tęskniący do księgi ksiąg i stale przywołujący wielkie księgi ludzkości, nie potrafi nie wskazywać sytuacji komicznych, nie potrafi drwić z siebie i innych autorów wzdychających do księgi jak do jakiegoś niebiańskiego bóstwa. Dla Norwida niezwykle komiczna jest sytuacja, kiedy autor ma nadzieję, że stworzy coś wiekopomnego, a udaje mu się zaledwie napisać marną powieść. Poeta znakomicie ją potrafi wyłuskać spośród innych dzieł i dworuje sobie z niej bezlitośnie. Synonimem takiej złej księgi, złej książki jest dla niego powieść warszawska.     W niezwykłym liryku z 1879 roku podaje wręcz kulinarny Przepis na powieść warszawską:


Weź głupiej szlachty figur trzy – przepiłuj,
Będzie sześć – dodaj żydów z ekonomem,
Zamięszaj piórem albo batem wyłój,
I dolej wody, aż stanie się tomem –
Zagrzej to albo, gdy masz czas, umiłuj!…
Nareszcie pannę, zrumienioną sromem
Jak rzodkiew, zanurz – dla intrygi krótszéj
Dodaj wór rubli – zamięszaj – i utrzyj. 13


Te złe księgi uczestniczą w wielkiej chaotycznej bieganinie ludzkości. Są elementem i ornamentem, ale nade wszystko „puszą się”  niczym duchowni przed ołtarzem. Mówią niezrozumiałym językiem. Kiczowate, tandetnie pozłacane, zdawać by się mogło kryją między okładkami jakąś tajemnicę. Norwid odziera takie księgi z mistyki i umieszcza je w sąsiedztwie równie tandetnych atrap piękna:

„Księgi, w złoconych na grzbiecie ornatach,
Pozamykane na srebrne paznokcie,
Biusta z marmuru w wawrzynach i kwiatach,
Gwiazdy – i wstążek orderowych łokcie –
Strusich piór obłok, haftu błyskawica,
Biczów pioruny – kół złoconych grzmoty –
Powozów druga w ulicy ulica,
Zwroty, zawroty, powroty, wywroty…
14


Norwid kpi, bo szuka księgi prawdziwej, a tylko taka postawa pozwoli mu odrzucić sztuczność i obroni go przed fałszem ksiąg mistyfikowanych, tworzonych według określonego klucza, mających w sobie przewrotnie zakodowany jedyny scenariusz odbioru. Poeta czyni tak, bo wielokrotnie już zawiódł się czekając na pojawienie się księgi równie mądrej jak Biblia, równie wizyjnej jak Boska Komedia i równie pięknej jak dzieła Homera. Ze smutkiem, goryczą i bólem, ale też i nieodłączną ironią konstatuje:

Iluż? ja świeżych książek widziałem skonanie –
W samej wiośnie ich życia!… a nie były tanie,
I kiedy je składano, czekał świat, by wyszły,
Przewidując wzruszenie, albo oklask przyszły;
I kiedy je sznurówką zejmano w poszyty,
Świat szeptał, jak w alkowach przed balem kobiéty 15


Norwid kreśli tutaj sytuację jaka zdarza się, gdy czytelnicy czekają niecierpliwie na wcześniej anonsowane dzieło. Stają się wtedy jakby kibicami procesu produkcji, czekają z zapartym tchem i w kolejnych opowieściach, w kolejnych grupach ciekawskich dodają tej tworzonej księdze splendoru. Tak rodzi się fama, często inicjowana przez samego autora, tak rośnie „sława”. Niestety czas jest nieubłagany i zbliża się ten moment, kiedy pierwsi czytelnicy wezmą do ręki ten „cud”. Wtedy szybko mija zauroczenie i fama pęka jak bańka mydlana:

A w tydzień już się same okładki tych książek
Odchylają, jak krańce używanych wstążek,
Gdzieniegdzie i pył leci, jak w  p o p i e l n ą – ś r o d ę ,
Na niebotyczny u s t ę p , na skrzydlatą  o d ę ,
I słychać… że ktoś chyłkiem wzmiankował niechcący
O pewnej innej książce, wyjść wkrótce mającéj. .16


Tak kręcić się zaczyna kolejna giełda wydawniczo-literacka. Od czasów Norwida niewiele się zmieniło w tym względzie, może tylko narzędzia reklamy i autoreklamy są wykwintniejsze, elektroniczne, cyfrowe. Poeta pokazuje hipokryzję piszących i czytelników, pokazuje też jak rodzi się legenda dzieła, jak funkcjonują mechanizmy jego kreacji. Być może dlatego poeta szuka w tym względzie innych określeń, szuka znaczeń idealnych. Księga stoi w ciągu semantycznym za blisko książki, a książka bywa tworem poronionym. W czasach Norwida ten problem był niezwykle wyrazisty, wszak każdy hrabia, każdy mający pieniądze arystokrata mógł wydać książkę. Nie liczyły się wtedy względy artystyczne, a zasobność portfela stawała się miernikiem wartości. Przy permanentnych brakach finansowych w szeregach polskiej emigracji łatwo można było znaleźć pochlebcę, łatwo też docierało się do drukarza, który drukował wszystko. Zapewne to ma na myśli Norwid, gdy kończy wiersz taka oto ironiczną pointą:


– Tak jest dziś tu i owdzie… lecz  u  n a s?… wychodzą
K s i ą ż k i?… za późno  –  c z y n y?… za wcześnie się rodzą,
Co jeśli potrwa?… Męże będą mieli  s i ł y
Nienarodzonych wnuków, a rozum? – mogiły!

.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .17


Arcydzieło

Księga i książka mają w sobie jakiś element przyziemności. I choć w tej pierwszej obecny jest sztafaż kulturowy, choć powstawała wraz z wielkimi cywilizacjami – ma ona w sobie coś utylitarnego, jakąś zbytnio się narzucającą konkretność. Są one bliższe przedmiotom niż ideom i choć bywają obietnicą bytowania w świecie idealnego piękna – wyobraźnia zawsze podąża ku nim zaczynając wędrówkę w manufakturze, drukarni i introligatorni. Czyż zatem można się dziwić, że w poezji Norwida ważniejsze od księgi jest arcydzieło? Jak pisze badaczka arcydzieł Eugenia Basara-Lipiec: Termin: „arcydzieło” zawiera w sobie człon „arcy” (z języka greckiego arche-: początek, zasada, i później łacińskiego archi-) oznaczający to co szczególne, nadzwyczajne, bardzo wybitne, a także wykazujący pierwszeństwo i nadrzędność względem czegoś innego w tej samej dziedzinie. Arcydzieło objawia się zatem dwoistą naturą. Jest dziełem doskonałym „w sobie”, pretendującym do funkcji nośnika wartości absolutnych, jakakolwiek zaś w nim zmiana byłaby wyłącznie obniżeniem uzyskanego poziomu. Jest też dziełem najwybitniejszym w porównywalnym zestawie wytworów.18 U Norwida arcydzieło jest nośnikiem piękna najczystszego i obietnicą nieskończoności. Według niego: Czyta się poetów (…) w coraz głębszych głębiach, tak że czytanie każdego arcydzieła jest nieskończone, aż przyjdzie dzień, w którym wszystkie konsekwencje jego aż do dna wyczerpią się, a wtedy gama wtóra treści powstaje.19 Arcydzieło romantyczne to takie dzieło, w którym odnajdziemy wieloznaczność mitu i głębię tekstu filozoficznego, piękno ulotnego liryka i hiperbolizację na skalę kosmiczną, to najczęściej tekst objawiony w trakcie tajemniczej wizji, w chwili zawieszenia nad bytem i nad ziemskim padołem, to wreszcie tajemnica języka i tajemnica nagłego istnienia, powołania na świat za sprawą autora, który ma coś ze Stwórcy:


Dziś autorowie są jak Bóg:
Dość jest, że tchną, wnet arcydzieło wstawa;
W skrzydlaty lot posuwa ciężki pług,
Trud jest jakoby zabawa!20


Ten trud jak zabawa jest udziałem tylko największych mistrzów słowa – dla nich tworzenie jest selekcjonowaniem form i odwzorowaniem natury. Gdzieś jednak pod powierzchnią słów Norwida drzemie ironia. Być może dlatego, że w każdej formie jest jakaś poza, jakiś obcy w stosunku do natury ton. Jak zauważa Johann Wolfgang Goethe: Każda forma, nawet ta najbardziej odczuta, ma w sobie coś nieprawdziwego, ale jest ona jednak raz na zawsze tym zwierciadłem, dzięki któremu skupiamy i kierujemy święte promienie całej natury jak spojrzenie ogniste ku sercu człowieka. Ale komu zwierciadło to nie jest dane, ten go nie zdobędzie; jest ono, jak tajemniczy kamień alchemika, naczyniem i materią, ogniem i zimną  kąpielą. Tak proste, że można je znaleźć przed każdym progiem, i tak cudowne, że właśnie ci ludzie, którzy je posiadają, zwykle nie potrafią z niego skorzystać.21 Norwid zna tę dialektykę formy, ale też ważny jest dla niego język. W nim wyraża się to, co nieskończone i to co najgłębsze – to dzięki niemu może twórca artykułować treści z podświadomości, może opisywać sny i marzenia. Według poety języki są arcydziełami22 i najpełniej mówią o czasie w jakim powstawały. Są niedościgłym tworem geniuszu ludzkiego, natomiast Powołaniem stanowczym arcydzieł jest być  n i e u s t a n n i e  p o – n a d g r a m a t y c z n y m i, i takimi przeto  b y ł y, s ą  i  b ę d ą  we wszystkich językach i we wszystkich całego świata literaturach.23


Arcydzieło jest u Norwida synonimem doskonałości najwyższej, jakby szczytowego punktu, do którego dochodzi geniusz ludzki. Napisać takie dzieło może tylko ktoś, kto bytuje na wyżynach myśli. Według poety wielu próbuje się tam dostać, wielu podejmuje wędrówkę na szczyt, ale też wielu nigdy się na nim nie znajdzie:


Na wysokościach myślenia jest sfera,
Skąd widok stromy –
Mąci się w głowie i na zawrót zbiera;
W chmurach – na gromy.
– Płakałbyś może, lecz łzę wiatr ociera
Pierw, nim błysnęła –
Po cóż się wdzierać, gdzie światy są zera,
Pył – arcydzieła?!…24


Arcydzieła są dla wybranych, dla największych twórców i najprawdziwszych artystów. Raz jeszcze daje tu o sobie znać błyskotliwa Norwidowska ironia. Jeszcze silniej natomiast objawia się ona przy okazji sądu o Panu Tadeuszu. W 1866 roku powiedział autor Czarnych kwiatów: Zapewne, że ukochany Ojczysty P o e m a t  N a r o d o w y „Pan Tadeusz” to jest poemat   n a r o d o w y, w którym j e d y n a   f i g u r a   s e r i o   jest  ŻYD… Zresztą: awanturniki, safanduły, facecjoniści, gawędziarze i kobiet narodowych dwie: 1. jedna – Telimena: m e t r e s a – m o s k i e w s k a, 2. druga – Zosia:  p e n s j o n a r k a. Zapewne, że poemat ów arcynarodowy, w którym  j e d z ą,  p i j ą,  g r z y b y   z b i e r a j ą     i     c z e k a j ą,   a ż  F r a n c u z i   p r z y j d ą        z r o b i ć   i m   O j c z y z n ę …  zapewne, że to jest arcydzieło: a mianowicie też przez sztukę i wyższe pejzaże od najczarowniejszych płócien Ruisdaela! Ależ po poezji pejzażów i fletów pasterskich może i biedny mój kierunek zasługuje lub zasłuży na nieco wziętości przez samą konieczność-sensu.25 Dla Norwida Arcydzieło ważniejsze jest od księgi, dlatego też stawia mu większe wymagania – z jednej strony widzi genialność „Pana Tadeusza” i niepowtarzalność jego strony widowiskowej, ale też nie może nie dworować sobie z tandetnej intrygi, mizernych postaci i żałosnych westchnień do Napoleona. Wszak artysta tak musi wyposażyć swoje dzieło w atrybuty doskonałości, by oparły się one każdej krytyce. Przypominać powinien w tym względzie rzemieślnika, który tak długo poleruje powierzchnię metalu aż uzyska odpowiedni połysk. Powinien on zdawać sobie sprawę, iż dłutem arcydzieło/ Wyciosać można z brył.26 Romantyczna tęsknota za nieskończonością i pełnią; dążenie ku doskonałości i ku bytowi idealnemu znalazły u Norwida najpełniejszy wyraz w sądach estetycznych i we fragmentach wierszy starających się wyrazić i zgłębić fenomen arcydzieła. Stało się ono dla poety jakby tworem z innego, lepszego i doskonalszego świata. Zdając sobie sprawę z ułomności człowieka i ułomności jego dzieł tęskni Norwid do arcydzieła, które ma w sobie element doskonałości pierwotnej – poblask boskiego geniuszu, a nade wszystko  j e d y n ą  i jakże trudną do osiągnięcia  h a r m o n i ę.


Przypisy:



1  Kapłan ów nazywał się ponoć Sinlikiunninni, Por. R. Stiller, Wstęp [w:] Gilgamesz. Epos starożytnego

dwurzecza, zrekonstr. i przeł. R. Stiller, Warszawa 1980, s. 12.

2 Gilgamesz, ibidem, s. 39.

3 Por. E. Mieletinski, Poetyka mitu, tłum. J. Dancygier, Warszawa 1981, s. 338.

4 Ferdousi, Księga królewska. Wybór, przeł. W. Dulęba, Warszawa 1981, s. 44.

5 Popol Vuh. Księga Rady Narodu Quiché, przeł. C. Marrodán Casas, Warszawa 1980, s. 39.

6 Cyprian Norwid o poezji, wyb. A. Zaleski [w:] „Poezja” 1983, nr 4/5 (206 – 207), § 48.

7 Wielkie słowa, cz. 3 i 4.

8 Cyprian Norwid o poezji, ibidem, § 69.

9 Ibidem, § 72.

10 Ibidem, § 71.

11 C. K. Norwid, [Pod przekładem z „Boskiej Komedii”]

12 C. K. Norwid, Do księgarza, w. 1 – 8.

13 C. K. Norwid, Przepis na powieść warszawską.

14 C. K. Norwid, Sława,  cz. I.

15 C. K. Norwid, Czas i Prawda, w. 1 – 6.

16 Ibidem, w. 15-20.

17 Ibidem, w. 21 – 24.

18 E. Basara-Lipiec, Arcydzieło. Teoria i rzeczywistość, Warszawa 1997, s. 13.

19 Cyprian Norwid o poezji, op. cit.,  § 38.

20 C. K. Norwid, Bogowie i człowiek, cz. 1.

21 J. W. Goethe, Z teki Goethego, przeł. E. Namowicz [w:] Wybór pism estetycznych,

Warszawa 1981, s. 94.

22 Por. C. K. Norwid, Jehowa, w. 204.

23 Cyprian Norwid o poezji, op. cit., § 54.

24 C. K. Norwid, Idee i prawda.

25 Cyprian Norwid o poezji, op. cit.,  § 56.

26 C. K. Norwid, W albumie Mariana Sokołowskiego, w. 1 – 2.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko