Krzysztof Lubczyński MORD POD TRASĄ ŁAZIENKOWSKĄ – recenzja

0
55

Krzysztof Lubczyński

MORD POD TRASĄ ŁAZIENKOWSKĄ czyli

nikt nie zabił Czytelnika…

 

Gatunek powieści kryminalnej niezmiennie trwa, choć zmieniają się literackie konwencje, mody, choć całe sfery tematyczne w literaturze przechodzą do lamusa i nie wracają. Kto zabił, dlaczego zabił, a także czy detektyw dopadnie mordercę? – te pytania niezmiennie intrygują ogromne rzesze czytelników na całym świecie od czasu narodzin kryminału.

 

Polska nie była ani ojczyzną powieści kryminalnej ani miejscem najwyższych dokonań w tej dziedzinie. Polscy czytelnicy preferowali tłumaczony kryminał anglosaski, brytyjski i amerykański, rzadziej francuski. Conan Doyle, Chandler, Hamett, Chase, Wallace, Agata Christie, a z francuskich nade wszystko Simenon  z jego nieśmiertelnym komisarzem Maigret, a to tylko kilka z najsłynniejszych nazwisk. W Polsce, trochę paradoksalnie, wysyp gatunku nastąpił nie w kapitalistycznej II Rzeczypospolitej, gdy był tak zwany  prawdziwy pieniądz, ale w socjalistycznej PRL, gdy złotówka było nieco lipna. A jednak masowo ukazywały się kryminały licznych autorów, dość często ukrywających się pod pseudonimami, jako że gatunek ten uważano za podrzędny, niegodny prawdziwego pisarza. Pamiętamy zatem takich między innymi  autorów jak Barbara Gordon, Jerzy Edigey, Zbigniew Safjan, Kazimierz Kwaśniewski, Joe Alex, Jerzy Głowacki i sporo innych. Kryminały te często były ekranizowane, jak na przykład  „Zbrodniarz który ukradł zbrodnię”, „Gdzie jest trzeci król?”, „Zbrodniarz i panna”. Po latach podkreśla się, że ich walorem była nie tylko wciągająca intryga, poczciwa zazwyczaj postać jakiegoś śledczego oficera milicji, na pozór trochę safandułowatego, który jednak na końcu dopadał mordercę, ale także obyczajowe tło, dziś może najcenniejsze i po trosze nawet dokumentalne.

 

Po 1989 roku kryminały nadal powstawały, ale gatunek trochę oniemiał wobec nowej rzeczywistości, która sama stała się intrygująca jak kryminał…  i długo nie ukazywało się nic interesującego. Przełom, w Polowie minionej dekady, przyniósł cykl powieści kryminalnych Marka Krajewskiego, mających za tło detalicznie i plastycznie ukazywany przedwojenny Wrocław (a raczej niemiecki Breslau)  z ciekawą postacią nieco szmatławego śledczego, komisarza Eberharda Mocka. A potem nadeszła fala naśladowców Krajewskiego, głównie w duchu kryminału miejskiego, to znaczy  mającego za tło obraz jakiegoś miasta.

 

Swoje cykle kryminalne mają już na przykład  Kraków, Lublin…  Nie we wszystkich udana jest zarówno konstrukcja intrygi, barwność postaci itd., ale także nie zawsze miasto jest ciekawie opisywane. Bywa, że jest ono zewnętrzną, sztucznie doczepioną dekoracją, katalogiem nazw ulic i obiektów, zamiast być organicznie związane z akcją i bohaterami. Rafy tej zdecydowanie uniknął Zygmunt Miłoszewski, autor warszawskiego kryminału „Uwikłanie”, którego scenerią jest stolica w czerwcu 2005 roku.  Śledztwo w sprawie tajemniczego, ponurego zabójstwa w ośrodku terapeutycznym usytuowanym w tak zwanym  „malborku” przy Trasie Łazienkowskiej prowadzi sfrustrowany życiowo i małżeńsko prokurator Teodor Szacki, a w tle sportretowane jest, mocno kwaśno, złośliwie nawet, ale soczyście, środowisko warszawskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

 

Rzecz jest skonstruowana precyzyjnie, bardzo wciągająca,  potoczysta, lekka, a przy tym bardzo dobra literacko, co przy tego rodzaju gatunku, pisanym często w pośpiechu, nie jest takie częste. Ciekawie od strony psychologicznej skonstruowane są też postacie powieści. Są prawdziwe, nie wydumane i nie schematyczne. Są to żywe osoby, a nie tylko znaki postaw. No i Warszawa w tle. Świetnie wkomponowana w intrygę, nie deklaratywna, nie ulukrowana, lecz organicznie związana z akcją i losem postaci.


„Uwikłani” są przy tym kryminałem na tyle pojemnym, że różni interpretatorzy mogą doszukiwać się w nich różnych znaczeń. O taką nieszablonową interpretację pokusił się Andrzej Horubała „Głos z innej planety”, („Uważam rze”, nr. 19/2001r.),  który w kryminale Miłoszowskiego dopatrzył się nawet powieści metapolitycznej, zawierającej w sobie konstrukt zaprzeszłej rzeczywistości ideowo-politycznej w Polsce. Czytajcie więc tę świetną powieść  (a radzi wam to bynajmniej nie namiętny miłośnik gatunku), odnajdujcie w niej co chcecie, ale i tak wam nie zdradzę, kto zabił…

————————————————————-

 

Zygmunt Miłoszewski: „Uwikłanie”, Wydawnictwo WAB; Warszawa 2011, wyd. II.

 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko