Dariusz Tomasz Lebioda: POMIĘDZY DALEKIMI ŚWIATAMI

0
176

Dariusz Tomasz Lebioda

POMIĘDZY  DALEKIMI  ŚWIATAMI

 

 

Mirosława Wojszwiłło jest obywatelką świata, starającą się prawdziwie go poznawać i interaktywnie wnikać w kolejne, osłaniające się przed nią przestrzenie. Jej pisarski umysł szuka punktów zawieszenia, a potem tworzy plastyczne narracje, które mają odzwierciedlać głębie i rozległość krain, miast i miasteczek, wydobywać charakterystyczne elementy i cząstki wyróżniające się szczególnie. Autorka jest bardzo wrażliwą interpretatorką współczesności i nie poprzestaje na opisach, raczej próbuje tworzyć syntezę doznań, w której ma swoje miejsce i Opatrzność Boża, i ludzie napotykani na drodze, i niezwykła intymność zwierzeń.

Odbywa swoje wyprawy w poszukiwaniu piękna, czystości i prawdy o człowieku, odnajduje swoich dawnych znajomych i z nutką nostalgii wraca do dni, gdy była przewodniczką wycieczek w Intouriście. Zapewne z tamtych czasów wywodzić należy znakomitą umiejętność obserwowania i psychologicznej oceny ludzi oraz zjawisk, to tam zaczyna się długi szlak tej – jak sama się określa – filigranowej istoty. Podróżując po dawnym Związku Radzieckim, wychodząc naprzeciw wyzwaniom tamtego czasu i opiekując się wieloma grupami rodaków, nauczyła się szanować inne byty i cieszyć się z kontaktu z nimi. To immanentna cecha jej wizji i jej metody twórczej – to wychodzenie do drugiego istnienia z sercem na dłoni. Wielokrotnie pojawia się w tej książce radość z obcowania z kimś, kogo znała, kogo zapamiętała, kto wywarł na niej wielkie wrażenie – czy to będą siostry, czy inni krewni, czy doktor Józef Szostakowski lub dawny znajomy z Petersburga Tola, czy to będzie towarzyszka podróży na Karaiby, czy spotkany przygodnie na Florydzie Polak, za każdym razem autorka podkreślać będzie, że w istotny sposób została wzbogacona przez te spotkania i czuła się znakomicie w ludzkim towarzystwie. Mogłaby przecież narzekać, wskazywać jakieś ujemne cechy, mogłaby przenikliwie oceniać interlokutorów, ale byłoby to wbrew jej naturze i przemożnej chęci wnoszenia do świata wartości pozytywnych. Woli ich ubogacać dobrym słowem…

 

Jak we wcześniejszych tomach dawnej wilnianki, mieszkającej teraz w Michigan, proza została tutaj poprzetykana żywą, pulsującą znaczeniami poezją. Wojszwiłło jest poetką barwnej prozy i stosuje w liryce elementy opisowe, charakterystyczne dla dłuższych tekstów ciągłych. Dzięki temu granica gatunkowa się zamazuje i czytelnik ma wrażenie, że obcuje z jednym, niezwykle żywym przekazem. To opis świata od Wilna, poprzez Petersburg, do Michigan i dalej aż do Florydy i egzotycznej wyspy karaibskiej St. Thomas, to literacka rekreacja światów, które pojawiły się na drodze i stały się wyznacznikami podróży-życia. Nikt nie wie, co mu jest pisane i nikt nie może przeniknąć materii przyszłości, a autorka, dawna przewodniczka w ziemskich podróżach, rozumie tę dialektykę genialnie. Może dlatego tak cieszą ją kolejne wydarzenia, tak oczarowują ją poznawane krainy – czyż w czasach wileńskich, gdy prowadziła, trzymając za rękę małego chłopca, mogła przypuszczać, że za jego sprawą znajdzie się za oceanem i zacznie pisać nowe rozdziały swojej biografii. Syn, gdy dorósł, został wziętym lekarzem w Stanach Zjednoczonych i pociągnął za sobą matkę, która zaopiekowała się wnukami i niezwykle rozwinęła swój talent literacki, a potem osiągnęła znaczący sukces w kręgach polonijnych (relacje telewizyjne ze spotkań autorskich, publikacje prasowe i częste wieczory literackie) i także w Wilnie witana była z wielką życzliwością i uznaniem.  Znajdziemy w tym tomie opisy owych chwalebnych zdarzeń, ale też i pojawi się, podkreślana stale skromność, szacunek dla drugiego człowieka i chęć spotkania z nim w połowie drogi pomiędzy bardzo oddalonymi od siebie światami.

Po śmierci Miłosza, niewielu znajdziemy autorów, którzy tak konsekwentnie budują mosty pomiędzy Litwą, Polską a USA i resztą świata. Autorce tych wspomnień i wierszy udaje się zaciekawić czytelnika, a przy okazji wprowadzić go do bliskiego jej świata, ukazać siłę więzi rodzinnych, wartości dawnych przyjaźni, a nade wszystko to, jak ważne jest zakorzenienie w tradycji i miejscach serdecznych. Choć żyje w dalekim, w chłodnym stanie wielkiego zaoceanicznego kraju, choć uczestniczy w jego życiu, nie przestaje myśleć o Wilnie i miejscach, które odwiedzała w Polsce, na Białorusi, w Rosji, nie zapomina o przyjaźniach i wadze dawnych inicjacji. To wszystko jest elementem jej życia i losu wielu Polaków i mieszkańców kresów wschodnich, którzy swoje miejsce na ziemi znaleźli w Stanach Zjednoczonych. Tęsknota nie pozwala im odciąć się całkowicie od przeszłości, więc latają przez ocean do rodziny i cieszą się z kolejnych odwiedzin miasta nad Wilią i Wilenką, a kiedy są w Ameryce, z wielkim zapałem zapoznają się z rzeczywistością nowego kontynentu i stają się prawdziwymi Amerykanami. Książka ta ukazuje takie istnienie wielokrotne, a zarazem akcentuje ową chęć wracania do źródeł, odkrywania na nowo miejsc pamięci, pojawiania się w katedrze wileńskiej i wędrowania przy uniwersytecie, siadania przy stolikach kawiarni i rozprawiania z dawnymi przyjaciółmi o tym co niegdyś się wydarzyło. Najważniejsza jest wszakże warstwa dokumentacyjna i umiejętność utrwalania w słowie tego, co na zawsze przepada, co ginie pośród nicości nieistnienia. Tylko wrażliwa poetka i pisarka może zachować w słowach urodę chwili i przenieść ją do czasów następnych. Takie ocalanie i przekazywanie dalej wizji świata i ludzi staje się rodzajem humanistycznej misji i nadaje sens prawdziwemu życiu – czasem trudnemu, ale też pełnemu szczęśliwych chwil i stającemu się wielowymiarową opowieścią. Piękna proza i jakże piękne wnętrze żyjącego w naszych czasach człowieka…

 

 

______________

Mirosława Wojszwiłło, Między Litwą i Ameryką, Nacionaline Knyga, Wilno 2011, s. 104.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko