Krzysztof Lubczyński: Laski i Manuela

0
259

Krzysztof Lubczyński

 


Laski i Manuela


W oczekiwaniu na uwolnienie przez cenzurę sądową głośnej książki „Nocnik” Andrzeja Żuławskiego, możemy sobie przeczytać inną rzecz, w której pojawia się słynny reżyser i jego kobiety,  „Trans” Manueli Gretkowskiej. W pierwszym przypadku znana starletka Weronika Rosati wytoczyła Żuławskiemu sprawę o naruszenie jej dóbr osobistych poprzez opisanie jej niepochlebnie (choć nie pod nazwiskiem, lecz jako Esterkę), a sąd zakazał publikacji „Nocnika”. W drugim przypadku, inna związana z nim swego czasu pani, Gretkowska właśnie, opisała ich romans sprzed wielu lat. Laski (pod takim mianem występuje postać skrywająca osobę Żuławskiego) procesu Gretkowskiej nie wytoczy, więc można spokojnie iść do księgarni bez obawy odejścia z  tzw. kwitkiem.

 

Książka jest smakowita i warto polecić ją gorąco wszystkim, którzy interesują się życiem celebrytów, ich perypetiami, romansami, obsesjami, śmiesznościami. Gretkowska jest dobrą, sprawną pisarką, a przy tym efektowną,  znaną z tego, że nie cofa się przed tematami i sformułowaniami tzw. kontrowersyjnymi, drastycznymi z  punktu widzenia norm polskich , pełnymi ostrej, bardzo fizjologicznej erotyki i obrazoburstwa obyczajowego oraz światopoglądowego. O, paradoksie jednak, „Trans” jest pod tym względem powieścią nieco bardziej (choć tylko nieco) wstrzemięźliwą i stonowaną, tak jakby upływ czasu trochę ułagodził temperament pisarki. Może to i dobrze, bo zamiast epatowania tarotem, kabałą i wymyślonymi „podwójnymi łechtaczkami” mamy tu więcej prawdy realistycznej, obyczajowej, psychologicznej. Gretkowska napisała powieść psychologiczną o okolicznościach romansu między młodą kobietą mocno dojrzałym, znanym reżyserem. I tu – przy całej niewątpliwej atrakcyjności książki – pojawia się wątpliwość natury czytelniczej. Czy książka ta nie jest nazbyt środowiskowa? Czy czytelnik nie wprowadzony w podstawową wiedzę o biografii twórcy „Kobiety publicznej” i samej autorki, nie wprowadzony w tzw. kontekst biograficzny, w tło faktograficzne, będzie wiedział o czym czyta poza tym, że o odwiecznym zjawisku jakim jest romans między kobietą a mężczyzną?

 

Gretkowska nie jest zresztą pod tym względem wyjątkiem. To jeden z bardzo licznych przypadków prozy obyczajowej, którą w sposób względnie pełny mogą odebrać jedynie ludzie „ze środowiska” i ci spoza niego, którzy mają możliwość obserwowania go z większego czy mniejszego oddalenia. Jako krytyk martwię się trochę tym, że powieści z kluczem, z autentycznymi postaciami ukrytymi pod kryptonimami, będą za kilkanaście lat nieczytelne dla coraz większej liczby czytelników. Po PRL n.p. pozostało sporo prozy  kluczem, która dziś, bez odpowiednich objaśnień, jest czytelna jedynie dla nielicznych. Kto n.p. pamięta, że intrygujące opowiadanie „Na bezdomne psy” Romana Bratnego poświęcone jest głośnej postaci Jana Gerharda, pisarza, publicysty i posła na Sejm PRL zamordowanego z nie w pełni wyjaśnionych do dziś motywów w 1971 roku? Najmniej kłopotów sprawi dzisiejszemu czytelnikowi (ale też w możliwie nieźle obeznanemu w najnowszej historii) Stefan Kisielewski, który swoje polityczne powieści z kluczem opatrzył (jak n.p. „Śledztwo”) klarownymi, objaśniającymi dygresjami i czytelnymi kryptonimami.


Wydaje się, że byłoby lepiej, gdyby  trosce o przyszłych czytelników, nasi pisarze, jeśli już nie mogą czy nie chcą opisywać żyjących postaci wprost, bez osłony, starali się problematykę i sens swoich książek na tyle uniwersalizować, by mogły być rozumiane i za pół wieku. By nie stawały się w przyszłości nieodczytywanymi hieroglifami. By wraz z tzw. anegdotą i faktograficzną osnową nie wietrzała sama literatura. I nawet nie chodzi o to, by dorównać wielkiemu, monumentalnemu wzorowi Wyspiańskiego, którego „Wesele”, oparte na lokalnej, prowincjonalnej plotce krakowskiej z 1900 roku jest do dziś wielką literaturą, obejmującą, wbrew pozorom, nie tylko odwieczne polskie uniwersum.


Wydaje się, że Gretkowska uczyniła „Transem” krok  w tym kierunku, ale na bardziej epicką, bardziej zuniwersalizowaną prozę tej utalentowanej pisarki musimy ciągle czekać. Póki jednak wiemy kto to Żuławski i kto to Gretkowska, póki są obecni w mediach i na stronach kolorówek i tabloidów, możemy czytać „Trans” nie tylko  z satysfakcją, ale bez przesadnego łamania głowy.

—————————————————————-

Manuela Gretkowska – „Trans”, Świat Książki, Warszawa 2011

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko