Jan Tulik: Zieleń ta z szeptu, którego słucha uważna Maria

0
49

Jan Tulik

Zieleń ta z szeptu, którego słucha uważna Maria

 

 

„Spóźnione lato” Jana Stępnia *) jest ciepłą metaforą lata, które przychodzi może i nie w porę, bo kto wie, czy dla nas wszystkich nie jest tak, że owo ważne Coś przychodzi zwykle za wcześnie albo za późno; tak wcześnie, że jeszcze nie wiemy co z nim uczynić, za późno, bo wygasła w nas najwyższa iskra z ogniska nadziei. I pewnie stąd powyższy tytuł – niech ktoś jeszcze uważnie posłucha tych wierszy.

 

W tomie tym – o wielu tematycznych obliczach – wyróżniają się jakby dwa wątki; może są wiodącymi, może są istotą codziennej troski autora – troski o dobro wspólne. To motywy ciszy – w sensie wsłuchania się w swój głos wewnętrzny, lecz i ciszy w jakby „ekologicznym” znaczeniu, i – niczym pochodna tej ciszy – myśl o Naturze. Jakże rzadka już w dzisiejszej liryce myśl o świecie, z którego to gniazda dane nam było wyfrunąć.

Oto niemal inwokacyjna próba apelu: Mario / mów do mnie szeptem („Rozmowa z Marią”). A ona mówi szeptem; Maria pamięta słowa C. K. Norwida: „Cisza jest głosów zbieraniem”. Dlatego ona pojawia się wyciszona – jak w wielu innych wierszach, których jest bohaterką, adresatką. W których owa „Szalona Maria” jest mądra mądrością naturalną i mądrością dzięki nabytej olbrzymiej wiedzy – wszak wiedzie z piszącym o niej samej dyskurs filozoficzny. Przecież krążą w obszarze ich wspólnej aury pytania ontologiczne, pytania z kategorii tzw. ostatecznych; bo przecież praprzyczyna leży na uboczu, niewidoczna – ukryła się? ukryto ją? – aż w „Mlecznej Drodze”…

Nie dowiemy się więc, czy Bóg skazuje nas na śmierć, jak i każde ziemskie istnienie, czy skazuje na życie w swym, może i bezbrzeżnym, miłosierdziu. Oto kwestie do rozstrzygnięcia – a nie będzie tu żadnej dydaktyki, nie napotkamy nawet próby odpowiedzi. Istota rzeczy tkwi w zdumieniach – stosownie kładzionych na płaszczyźnie obrazu życia właśnie. Pytania poety to paleta z barwami, pigmentami, liniami światła na granicach mroku.

Piękną kartą tej poezji są subtelne zabiegi o ratunek dla Natury. Tej, która ginie, którą osacza zagrożenie z naszej – o paradoksie! – woli. Natury, której ceny współczesny człowiek nie za? Nie chce znać? Nie wie, że jest wobec niej głupcem? – drastyczne to określenie, lecz owo podcinanie, niemal dosłownej, gałęzi, na której siedzi i która go chroni i wykarmia, jest osobliwym rodzajem samobójstwa, samounicestwienia. Bo jakże być bez owej Natury, której jest się ponad wszelką wątpliwość jej cząstką? Którą ma „czynić sobie poddaną”? Zatem – do jakiego stopnia i jak poddaną? Czy biblijna fraza dociera do człowieka w swej nagiej dosłowności? Jeśli tak, napotykamy na widomy tragizm ludzkiej wyobraźni? Może jednocześnie na wszechwładny cynizm „decydentów”? Tak czy inaczej – tragizm.

Wszak Niedawno / jadły nam / z ręki (Ptaki). Człowiek już nie słyszy „umierającego liścia”. Zanikają motyle – barwne punkciki / na mapie / codzienności; nie zanikają same – one giną z naszej bezkarnej ręki. Jak i niejeden „Ptak” (tytuł wiersza) zamknięty w trójkącie / abstrakcji – obraz godny malarza, a autor jest rzeźbiarzem, grafikiem, stąd i w tym tomie odniesienia do malarstwa, choćby Miró – z jego niepowtarzalną, wysublimowaną barwą i kreska.

Poeta jakby mimochodem przypomina przy okazji, że do atrybutów Natury przynależy i miłość.

Miłość

jest jak spóźnione lato

Może przyjść

ale przeminie

(„Uczucia”)

Owo przemijanie miłości – jeśli ona w ogóle do nas dotrze jakąś świetlistą gwiazdą – to autorska uwaga na naszą ludzką temporalność? Że i ona przeminie, gdyż przemija wszystko? Lecz poeta wie także: omnia vicit amo – więc miłość może i czas przezwycięży…

Pewien rodzaj przewrotności w liryce Jan Stępnia łączy się z jej najwłaściwszym narzędziem – z językiem. Dlatego frazy jak ta:

Smak zwycięstwa

może być tak samo gorzki

jak smak porażki

Walcz!

(„Walcz”)

niekoniecznie należy czytać dosłownie. W wierszu „Sens” napotkamy i takie zdanie:

Sens

Jest częścią

bezsensu

jak noga

od kredensu

To paradoksy prawie z języka Białoszewskiego, z języka kabaretu Tuwima, ale one wcale nie są satyrą samą w sobie. Wszak coś się stało, i musiało to mieć jakiś sens – podpowiada wcześniej autor „Spowiedzi kaktusa”, licznych dramatów i powieści. I wie, co mówi!

Natura to także człowiek w jej czystej postaci, jednocześnie człowiek w jej cząstce, w jej przymiotach – w tym w „naturalnie” otaczającej nas ciszy (jeśli cisza zostaje zburzona – to także naturalnie, przez piorun lub kaskadę wody, łomot wichrów). Zatem już dziwi albo nie dziwi – stosownie do stopnia wrażliwości czytelnika – że Ludzie / boją się ciszy („Tchnienie”), że istotne jest właśnie milczenie, gdyż jakże często  słowa /prowadzą do/ do mrocznych zaułków („Milczenie”); bo tak naprawdę, tylko cisza / może nas porazić jeszcze („Słowa”). Jak wspomniany szept Marii.

Z pozoru naiwne pytanie o istotę łańcucha pokarmowego w wierszu „Chłopczyk” jawi się jako pytanie dramatyczne. Bo ów chłopczyk bezkarnie wyrywa skrzydełka pszczółce, miażdży ją znudzony zabawą, i w końcu zmęczony wraca do / kochanych rodziców / Idą do kościoła. Ważna w tym przypadku niby przewrotność każe nam zadać pytanie: kto dziecku powie o bólu zadanym wyrywaniem skrzydełek: „kochani rodzice”? Może usłyszy o tym w kościele? Nie – po raz nie wiem który – nie! Poeta dostrzega dramat owada, ale wie, że jedynie nieliczni go także dostrzegają, nieliczni wskażą dziecku właściwe postępowanie. Nie zawsze tak było…

Jan Stępień w swej poezji – ale przecież i rysunkach choćby – stosuje klucze, poruszające naszą uwagę i uważność, posługuje się poważnym tonem „memento” i metafizycznym żartem, żartem jako elementem mądrej wskazówki. Wszystko to po to, by inny bliźni pojął jego skurcze serca na widok krzywdzonego ptaka i ptasiej wolności w postaci powietrza – które winno być czyste, także dla nas.

Bo nie wolno człowiekowi przymykać oczy na rodzące czy rozpasające się zło, a jak stwierdza:

Zło

nieustannie

się przymila

Święty spokój”)

Nie, ten dawany sobie spokój nigdy nie będzie świętym – to nasz grzech zaniechania! Pewnie tak. Myślę nawet, że na pewno tak! I chyba autor podzieli moje zdanie dzielone z sugestią jego bohatera lirycznego.

 

 

*) Jan Stępień „Spóźnione lato”, Warszawa 2011, wyd. ANAGRAM. Redaktor tomu – Magdalena Koperska; projekt okładki i rysunki wewnątrz zbioru – Jan Stępień

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko