Krzysztof Lubczyński: Marai – artysta pokrzepiciel

0
94

Krzysztof Lubczyński


Marai – artysta pokrzepiciel

 

Od kilku lat odkrywamy w Polsce pisarstwo Sandora Marai’a, wybitnego pisarza węgierskiego, który w 1989 roku popełnił, jako niespełna 90-letni starzec, samobójstwo na emigracji na Zachodzie. I ten fakt – późne odkrycie go przez czytelnika polskiego – na pewno w jakimś stopniu zmienia perspektywę odbioru prozy Marai’a. Tym razem otrzymaliśmy „Pokrzepiciela”, osadzonego w realiach kościelnego Rzymu u schyłku XVI wieku.

Przed rokiem 89, czy tuż po nim, odbieralibyśmy ją podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej „Ciemności kryją ziemię” Jerzego Andrzejewskiego – jako ubrane  w kostium inkwizycyjnej Hiszpanii czasów Torquemady oskarżenie stalinowskiego totalitaryzmu. Mamy już jednak rok 2011 a za sobą doświadczenia tysięcznych kłopotów i rozczarowań demokracją parlamentarną i jej wynaturzeniami, a także z pomrukami nowych totalizmów, co sprawia, że wzburzenie moralne skierowane akurat ku totalizmowi na modłę radziecką, który przed dwudziestu dwu laty przeszedł do historii, było by zajęciem cokolwiek abstrakcyjnym i pięknoduchowskim. W tym kontekście fakt, że Marai, antykomunista i emigrant odebrał sobie życie akurat w przełomowym roku 1989, w momencie, gdy znienawidzony przez niego system także na Węgrzech odszedł w przeszłość, nabiera zresztą po latach szczególnie dobitnego, złowrogiego, a na pewno pesymistycznego sensu.

Pozostawiając atoli czytelnikom prawo do wyboru perspektywy lektury, osobiście postanowiłem oddalić nieco od siebie ową perspektywę polityczno-ideologiczną czy nawet moralną prozy Marai’a (choć oczywiście całkowicie nie da się na nią zamknąć oczu) i oddać się smakowaniu jej artystycznej klasy, jej gęstości, soczystości. Marai jako moralista na pewno nie krzepi, ale krzepi za to jako artysta. Historię młodego inkwizytora hiszpańskiego, który przybywa do Rzymu, aby nauczyć się metod policyjnych niezbędnych przy ściganiu heretyków czytać można jako finezyjną powieść psychologiczną. Proza Marai’a jest w najlepszym tego słowa znaczeniu tradycyjna, wolna od naleciałości awangardowych, nowinkarskich, znamiennych dla prozy XX wieku. Ten arbiter elegantiarum zdawał się z wyniosłym, niemal arystokratycznym lekceważeniem odnosić do tego wszystkiego, co w literaturze jest grą formy, przepracowywaniem języka, a nie istotną treścią. I dlatego właśnie Marai’a czyta się jak bezpośredniego następcę wielkich pisarzy realistycznych XIX wieku, choć jest ich aż późnym wnukiem.

Sandor Marai – „Pokrzepiciel”, Czytelnik, Warszawa 2011, przekład Irena Makarewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko