Krzysztof Lubczyński: Na Grobli czyli w Stawisku

0
70

Krzysztof Lubczyński

Na Grobli czyli w Stawisku

 

„Na Grobli” Eustachego Rylskiego jest raczej dużym opowiadaniem niż powieścią. Atrybucja ta jest tym bardziej może uzasadniona, że główny bohater, to w istocie nie nazwany z imienia i nazwiska Jarosław Iwaszkiewicz. Rylski nazwał go Aleksandrem Sewerynowiczem.
Rylskiego Iwaszkiewicz fascynuje od lat („Chłodna jesień”, właśnie owo opowiadanie z „Na Grobli”, napisane przed laty przez Rylskiego, a tu fikcyjnie przypisane Sewerynowiczowi czyli Iwaszkiewiczowi, ale jako opowiadanie zupełnie inne, zrealizowane w teatrze telewizji pod koniec lat osiemdziesiątych).

Iwaszkiewicz ukazany jest jako wielki pisarz i jako osobistość uwikłana w epokę – artystyczny olimpijczyk wprost z elit kultury, sztuki i życia towarzyskiego Międzywojnia rodem, wykwintny obywatel świata, hedonista, smakosz estetyki wszelakiej, arystokrata ducha, osoba o wzięciu iście pańskim, niemal hetmańskim, a jednocześnie mądry konformista, który przez 35 lat swojego powojennego życia nieustannie toczył grę z władzą, z definicji zdawało by się nieufną w stosunku do jego świata. Nieufną, aczkolwiek w stosunku do pisarzy zawsze pełną rewerencji i respektu;  dla niego szczególnie, dla niego, w którym widziała przedstawiciela „lepszości” cywilizacyjnej i na którego się snobowała (Iwaszkiewicz był jedynym człowiekiem z kręgu pozarodzinnego i spoza kręgu towarzyszy władzy, z którym Edward Gierek  był po imieniu).

„Na Grobli” Rylskiego wpisuje się w renesans zainteresowania Iwaszkiewiczem, związany pewnie po części z edycją jego dzienników, których dwa pierwsze tomy już się ukazały. Pierwszy tom wzbudził nawet niejakie poruszenie w związku z zawartą w  nim sceną odwiedzin celi w klasztorze Bazylianów w Wilnie przez młodego, ale już dojrzałego Iwaszkiewicza i bardzo młodziutkiego Czesława Miłosza (zapoznanie się z przebiegiem sceny zostawmy wszakże naprawdę dociekliwym czytelnikom). Do tego dochodzą dość liczne ostatnio wznowienia jego prozy i wajdowska ekranizacja „Tataraku”.

Rylski ze swoim opowiadaniem „Na Grobli” wpisuje się w to przypominanie  Iwaszkiewicza z właściwą sobie maestrią pisarza kameralisty, „speca” od skomplikowanych nastrojów, stworzonego do prozy kunsztownej, gęstej, właśnie jak gdyby iwaszkiewiczowskiej, budowanej raczej z materii mowy wewnętrznej niż w formie klasycznej, linearnej narracji zdarzeniowej. Opowiadanie Rylskiego toczy się w dwóch planach czasowych: teraźniejszym czyli w latach siedemdziesiątych, z nawrotami do lat sześćdziesiątych i wcześniejszych – przemieszanym z reminiscencjami z młodości pisarza i jej scenerii czyli stepów ukraińskich i nurtów Dniepru, Dniestru i Donu. Toczy się jednocześnie w licznych planach psychologicznych osób, poprzez które Sewerynowicz jest widziany.

Kunsztowna, wyrafinowana proza Rylskiego jest wartością samą w sobie. Czytelnik znający najnowszą historię kultury polskiej, taki który choćby i pośrednio otarł się o klimaty tamtego, iwaszkiewiczowskiego świata, odkryje w „Na Grobli” wiele cennych pereł. Skoro jednak nawet taki czytelnik może momentami pogubić się w kryptonimach personalnych tej powieści  z kluczem, w jej piętrowych, zawiłych asocjacjach i relacjach – choćby przypadek owego opowiadania „Chłodna jesień” – i erudycyjnych odniesieniach, to co mówić o czytelniku młodym, dla którego tamten świat jest krańcowo egzotyczny? Tak, wiem, Rylski jest człowiekiem arystokratycznym  z ducha, nieco jak Iwaszkiewicz olimpijskim i nie zniży się do objaśniania czytelniczej ciżbie sensów własnej prozy. Na to liczyć nie można.

Właśnie jednak dlatego recepcja tej książki przez najmłodszych odbiorców, którzy o tamte „klimaty” nawet pośrednio się nie otarli, to jedna z najciekawszych zagadek związanych z jej ukazaniem się. Przed lekturą „Na Grobli” dobrze jest też pojechać na wycieczkę do Podkowy Leśnej, do Stawiska, czyli do tytułowej „Grobli”. Będzie wtedy jeszcze lepiej smakowała i będzie bardziej zrozumiała. (KL)

 

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko