ks. Stefan Ewertowski: „ALE NAM SIĘ POROBIŁO…”

0
263

ks. Stefan Ewertowski

„ALE NAM SIĘ POROBIŁO…”

Bogumiła WrocławskaJana Pawła II nie można zapomnieć i zlekceważyć. Błogosławiony, czyli jest to dar wyjątkowego człowieka dany od Boga w celu budowania i prowadzenia Kościoła. Kim był dla świata? Należy on do najwybitniejszych i najbardziej wpływowych ludzi z przełomu stuleci. Tworzył on historię świata, Europy i Polski. W przypadku wszystkich wielkich ludzi, ich słowa oraz działanie sięgają dalej niż wzrok ogarnia i wyznacza chwila obecna.  Póki co, beatyfikacja jest tego świadectwem.

 

Mówiąc, „ale nam się porobiło” w istocie sam Jan Paweł II twierdzi, że to nie on jest reżyserem, to nie okoliczności i nie przypadek wyznacza bieg i sens wydarzeń, w których jesteśmy uczestnikami. Podobnie, nie on sam decydował, gdzie i w jakiej rodzinie się urodził. Przecież nie wybierał ani Wadowic, ani miejscowej szkoły, lecz zostało mu to dane z „góry”. Tworzył swoje życie na miarę możliwości, ale któż chciałby, aby osierociła go matka, aby umarł mu brat i ojciec? Cierpienie też zostało mu dane. Wprawdzie wybierał literackie pasje, ale powołania się nie wybiera, trzeba je otrzymać, trzeba być wezwanym. Choćby poprzez spotkanych ludzi, poprzez doświadczenie wspólnoty, poprzez łaskę modlitwy lub zderzenie się z ludzką niegodziwością, jaką uruchamiała wojna, a czego był świadkiem. Zło, jednak nie zwyciężyło w jego życiu, lecz  przebaczenie i otwarcie na miłosierną miłość Boga, ponieważ „jest On bogaty w miłosierdzie”. Przecież takich ludzi, jak Martin Luter King, Mahatma Gandhi, Matka Teresa z Kalkuty, czy jak Jan Paweł II nie daje i nie rodzi świat. Oni z mocy Ducha się narodzili, z mocy wiary. Oni przekroczyli ten świat, wznieśli się ponad polityków i menadżerów, ponad ideologów i doktrynerów. Benedykt XVI w uzasadnieniu beatyfikacji powiedział: „Swoim świadectwem wiary, miłości i odwagi apostolskiej, pełnym ludzkiej wrażliwości, ten znakomity syn narodu polskiego pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię. Jednym słowem: pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności”. Minie się z tym „prorokiem” trzeciego tysiąclecia ten, kto wydarzenie osoby, Kościoła, odczytuje tylko subiektywnie, na poziomie relacjonujących mediów, a zwłaszcza w zewnętrznych, pustych form, jedynie widowiskowych zjawisk. Natomiast jakakolwiek epifania spotkania człowieka z człowiekiem zakłada wydarzenie, które ukazuje bogactwo wzajemnych powiązań. Ono niesie otwarcie, dynamizm możliwości i treści, jest darem wtajemniczenia oraz przezwyciężania trudności, stanowi swoisty wektor transcendencji.

Czy moje odniesienie do Jana Pawła II jest wyjątkowe? Na pewno łączy wspólnota wiary, ale jest też inny powód. Święcenia kapłańskie przyjąłem w roku, gdy papieżem został Karol Wojtyła. Mogę więc siebie nazywać księdzem Jana Pawła II. To on wprowadzał mnie w wyjątkowy okres życia Kościoła w Polsce i na świecie. Podpowiadał, że obaj otrzymaliśmy coś, co nazwał „darem i tajemnicą”. Ile wziąłem z tej nieogarnionej teologicznej myśli, z tego wielkiego kapłana? Któż zgłębił jego wszystkie encykliki, adhortacje, listy, książki, kazania i przemówienia? Nie śmiem się mierzyć z nikim. Jak wielu chcących poznać papieskie nauczanie, korzystam z wypisów tematycznych, kompendiów, słowników społecznej i teologicznej nauki, z wielu analiz, jakie piszą specjaliści. Papież nie był łatwy gdy mówił, z wami, na drodze życia jestem jak wy chrześcijaninem, wobec was jestem papieżem, biskupem Rzymu, powierzono mi „pierścień rybaka”. Zawsze wymagał, by słuchać go ze skupieniem i refleksją. Wszystkich nas uczył rozumienia Kościoła, jego miejsca i zadań w świece. Był człowiekiem wiary i prawdziwym humanistą broniącym praw człowieka, patrzył na każdego poprzez pryzmat „miłości i odpowiedzialności”. Czy jest głębszy wymiar, bardziej osobowy?

Europa, jej przyszłość, proces integracji, to była stała tematyka papieskich obserwacji a jednocześnie nauczania wskazującego podstawowe wymiary potrzebne by budować „wspólny dom”, Europę dla wszystkich ludzi, plemion i narodów. Podczas pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, w upalne popołudnie na placu Piłsudzkiego, jak wielu tam uczestniczących, usłyszałem to słynne przesłanie kierowane w pierwszym rzędzie do mieszkańców „niepokonanego miasta”, ale i do wszystkich, że Duch Boży zmienia oblicze ziemi. Wczesnym rankiem na Krakowskim Przedmieściu, usłyszałem też tę prawdę, że „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa (1979)”, ponieważ objawia On człowieka, właśnie człowiekowi! Wówczas to, w poczuciu odzyskanej jedności, nie przypuszczaliśmy, co się nam już wkrótce przydarzy. A Jan Paweł II mówił, to „wy” teraz wkraczacie na arenę dziejów. To od „was” zależy kształt przyszłości, uwierzcie w swoją wielkość. Działajcie mocą tej wielkości która jest w was. Stać was na wierność Chrystusowi i „wy” zwłaszcza młodzi, „musicie być mocni”, „musicie od siebie wymagać nawet, gdyby nikt od was nie wymagał”. Czy nie miał racji? Dodałbym, musicie być mocni zwłaszcza wobec tych, którzy nie doświadczyli „błogosławieństwa wiary”, którzy kontestują wszelką tradycję, dla których więzi rodzinne lub narodowe są tylko obciążeniem.

Nikt nigdy, tak jak Jan Paweł II nie pytał nas: cóż zrobiliśmy z darem wolności? Sam dorastał  w wolnej Polsce. Każdy kto poczuje smak wolności nigdy tego nie zapomni, ale też Jan Paweł II wiedział, że wolność to trudne zadanie. Można ją łatwo utracić lub zamienić w anarchię. Sprzeciwiał się komunizmowi, antyludzkiemu systemowi społecznemu. Krytykował też kapitalizm, za jego pazerność i ekonomizm, za instrumentalne traktowanie człowieka, system nieuwzględniający godności i niewymiernej wartości ludzkiej osoby. Jak mało kto, uczył nas solidarności. Zwłaszcza w 1987 na zaspie w Gdańsku, gdy już wielu pogodziło się z myślą o przegranej idei, w sytuacji, gdy w Kościele panowało przekonanie, że wspominanie o solidarności to polityczna walka, on głosił, „solidarność to nigdy jeden przeciw drugiemu – solidarność oznacza wspólne dźwiganie ciężarów, cokolwiek miałoby to oznaczać”. Wiele robiła partyjna propaganda, pamiętam jak wrogie były glosy wobec Kościoła, jednak wiedziałem, że z tym papieżem, z tym kapłanem jesteśmy w prawdzie życia    i potwierdzamy pierwsze prorockie zawołanie Jana Pawła II: „nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi, zarówno serc jak i swoich domów, urzędów i państw”(1978). Wiedziałem, że mówi w naszym, w moim imieniu. Dotychczas, każda władza państwowa była zawsze mi obca, nie moja. Po raz pierwszy w życiu identyfikowałem się z człowiekiem, który reprezentował władzę duchową, był pasterzem Kościoła, miał autorytet i był człowiekiem pozbawionym konformizmu. Ufałem mu. Nikt inny nie zrobił też dla Polski tak wiele. Nikt nie wypromował w świecie Polski w takiej skali. Z powodu naszych dziejów, jesteśmy niezwykle wyczuleni na uznanie, na akceptację i przyjęcie nas w świecie, jako ludzi równych i wolnych. Ten papież, jak go określano „z dalekiego kraju”, z kraju „Bogarodzicy”, Kopernika, Norwida, Chopina, dał nam powód do dumy i poczucia godności oraz przybliżył nas do świata. Sam Ojciec Święty cenił sobie to, że pochodzi z rodu Polan. Urząd pasterza Kościoła powszechnego, nie przysłaniał mocnej świadomości jedności z „pobratymcami”, jedności z narodami Europy Środkowo-Wschodniej i oczywiście z ludźmi całego świata. Ale też przy każdej okazji głosił   w tym świecie nienaruszalną godność człowieka, jego prawa, nieustannie przez różne reżimy  i systemy społeczne naruszane. Były robotnik z kamieniołomu w drewniakach, głosił wartość pracy, prawo wolności religijnej, bez czego nie można tworzyć kultury uniwersalnej, cywilizacji miłości! A pontyfikat, „posługa Piotra” naszych czasów, to większy wysiłek niż praca kamieniołomach. Mierzenie się z krzyżem, wymaga większej miłości, ufności, której źródłem może być tylko Bóg. Dalego krzyż nie tylko w wymiarze symbolicznym był papieżowi oparciem i widzieliśmy jak się do niego przytulał.

Jan Paweł II był i pozostał przewodnikiem duchowym. To on był inspiratorem nawróceń (znam takie zdarzenia), ale i organizowanych pielgrzymek, podejmowanych dzieł formacyjnych oraz intelektualnych. Zmieniało się oblicze ziemi oraz zmieniało się życie wielu ludzi wcześniej zagubionych, duchowo uśpionych, stojących z boku Kościoła. Cyniczni ideolodzy gardzili tradycją, zresztą i dziś ich nie brakuje. Religia z pielgrzymkami, różańcami, masowym udziałem we Mszy św. była ośmieszana i ukazywana, jako zacofanie oraz prowincjonalizm. Rzekomo w nowoczesności nie ma miejsca na katolicyzm, spowiedź i sakramenty. Spotkanie z papieżem było zawsze wielkim przeżyciem dla duchownych i świeckich, dla ludzi nauki i sztuki. Papież pomagał w odkryciu na nowo chrześcijaństwa. Zaskoczeniem dla wszystkich było spotkanie Jana Pawła II z młodymi świata  w Paryżu. Można w postrzeganiu Jana Pawła ograniczyć się tylko do wybranych obrazków oraz do stawianych mu z porywu serca pomników, ale rola papieża w życiu Polski i Kościoła jeszcze się nie skończyła. Po śmierci zaczął się inny etap, a po beatyfikacji będzie kolejny równie zaskakujący  i będziemy powtarzać, „ale się nam przydarzyło”. Bo i cóż czeka człowieka, zamkniętego w granicach własnego serca, pozbawionego transcendencji, który jest bez łaski nadziei wiecznego życia?

Podziwiając papieża, wpatrując się w jego misję, słuchając jego słów, spróbujmy popatrzeć na cel jaki nam zawsze wskazywał. Można zaobserwować dziwne zjawisko. Polega ono na tym, że można przyjąć papieża w jego popularności, człowieka roku różnych gazet, rzecznika pewnych wykluczonych grup społecznych, współtwórcę europejskiej jedności a nawet, jako polityka jest przecież głową mini państwa watykańskiego, ale konsekwentnie odrzuca się go w roli głoszącego Ewangelię. Zamkniętym się jest na przesłanie i głoszenie Jezusa Chrystusa – Odkupiciela człowieka. Owszem, wewnątrz Kościoła przyjmowany był w jego apostolskiej i misyjnej posłudze. W drodze  do wiary, na przeszkodzie stoi ludzka słabość, ale chyba równie często zatwardziałość serca. I ten jakiś paniczny lęk przed większym wpływem na życie religii. Często zastanawiam się, jak rozmawiać z ludźmi ogarniętych samouwielbieniem, z ludźmi o mentalności antyspołecznej, antyrodzinnej, którzy Bogu odmawiają jakichkolwiek praw? Wraz z upadkiem ideologii komunistycznej walka o rząd dusza wcale się nie zakończyła. Różne były poziomy i nastawienia wobec tego, czego nauczał. A jakie były reakcje, gdy nie zgadzał się na wojnę i przestrzegał przed inwazją na Irak? Papieża świadectwo winno odbijać się w naszym. Mam nadzieję, że beatyfikacja tylko potwierdzi ten stan rzeczy.  W moim przekonaniu, usprawiedliwiona jest radykalna postawa i ocena. W mniemaniu pewnych ludzi albo jesteśmy szaleni wraz z tym papieżem, i niech mówią to szczerze, albo warto pomyśleć…  Jeśli poważnie traktuje się tylu myślicieli, filozofów, ludzi mediów, to dlaczego w dobrej woli, nie uwzględnić tej swoistej i jakże szerokiej propozycji Jana Pawła II? W gruncie rzeczy nie chodzi mi tylko o jego program dla Polski. Ani o to, co teraz by nam powiedział? Na obecnym etapie wydarzeń, bardziej istotne jest to, co my teraz moglibyśmy powiedzieć papieżowi? Tu trzeba przejść na poziom „wyobraźni miłosierdzia”, trzeba wrażliwości integralnej, wobec siebie oraz innych ludzi. Trzeba światła, przyjęcia papieża w całym świadectwie jego życia od Wadowic po Rzym. Dlaczego tak piszę, ponieważ pragnę za papieżem powtórzyć: „Nie ma dla człowieka innego źródła nadziei poza miłosierdziem Bożym”. Nieuczciwa jest banalizacja papieża nowego tysiąclecia chrześcijaństwa sprowadzana do podawania ilości spotkanych ludzi, odwiedzonych państw i kontynentów lub osiągniętych rekordów. Gdyby, ktoś powiedział mi, że nie mam dystansu z pewnością miałby rację. Chciałbym z osobowości  Karola Wojtyły jak najwięcej, ale nie mam. Nadzieją jest to, że czas wzrastania jeszcze się nie zakończył. Wielokrotnie będę się zastanawiał na tym, co mi podarował i co udało mi się przyjąć. Być może wpadam w niezdrowy kult jego osoby, ale myślę, że nie na tyle by uprawiać idolatrię. Nie zachwyca mnie okno, z którego przemawiał. Czasem sami przyczyniamy się do jakiegoś zeświecczenia wiary. Mogliśmy w Elblągu walczyć o zachowanie miejsca na wzgórzu,   z którego do nas mówił i gdzie z nami się modlił, ale nie mieliśmy takiej potrzeby.  Jesteśmy jednej wiary a jednak różni w polskim katolicyzmie. Przesłanie o kulcie serca Jezusa w moralnym wymiarze Dekalogu, ma znaczenie zasadnicze. Jest to ważniejsze niż tylko zewnętrzny, materialny znak.

Człowiek we wszystkich wymiarach życia, a więc również w religijnym dziedzictwie, to nowe oblicze Kościoła, które nam pokazywał. W centrum posługi papieża pochodzącego z za „żelaznej kurtyny”, z tzw. „milczącego Kościoła”, zawsze był człowiek. Wynikało to z łączenia przez papieża przesłania Ewangelii oraz jego humanistycznego wykształcenia. Bo też ten profesor filozofii, człowiek zawierzenia Bogu, czciciel Maryi, a im był słabszy, tym silniejszy, ponieważ przemawiał cierpieniem. Przemawiał do umysłu i do serca. Chyba było to konieczne wydarzenie, aby mógł stać się jeszcze bliższy ludziom cierpiącym, wykluczonym, niemym, chromym i „ubogim na duchu”. Aby bliski bardzo wielu ludziom. Na początku lat osiemdziesiątych, chodząc z kolędą, prawie w każdym domu widziałem jego zdjęcie, obrazek lub portret.

Jan Paweł II, głosił Jezusa Chrystusa, któremu się sprzeciwiano. Sam też spotkał się ze sprzeciwem i był głosem sprzeciwu wobec zła. Rzeczywisty był zamach na jego życie, którego po ludzku rzecz biorąc nie miał przeżyć. Z lęku, z obawy przed nim granicy nie otworzyła też Rosja. Lękano się jego otwartości wobec Żydów i muzułmanów, wobec innych wyznań chrześcijańskich  i niewierzących. Ale Pan mu nakazał „umacniaj braci w wierze”. Robił to całym sobą. Był tak oddany Jezusowi Chrystusowi, jak Maryja, dlatego za Matką Bożą powtarzał „Totus tuus”.

Podczas jednej z wielu podobnych konferencji, której tematem była posługa papieża, pytałem zebranych: jak to jest możliwe, że ten papież z jednej strony podziwiany i kochany, jednak tak nas zdystansował? Dlaczego my tworząc Kościoły lokalne za nim nie nadążamy? Do ludzi nauki zwracał się z prośbą o posługę krytycznego myślenia oraz wrażliwe sumienie. Apel ciągle aktualny, i w papieżu Janie Pawle II mamy taki wspaniały wzór, taki przykład gorliwości. Ten sam problem, aby nadążyć za papieżem mieli w Watykanie. Nie chodziło tylko o przygotowywanie kolejnej, zawsze trudnej politycznie, logistycznie i kościelnie pielgrzymki. Przekraczał granice kontynentów i państw ale też tysiącleci.  Zdobywał nowe granice myśli, rytuałów, szedł nieustannie dalej ku człowiekowi, szukał go wszędzie. Kładł swoje dłonie na głowy, „błogosławiony” – błogosławił i zachęcał: wytrwajcie nawet wbrew logice i okolicznościom, aby i wam się „przydarzyło”! Błogosławił pocałunkiem. Myślę i to jest moja interpretacja, że intencją papieża było pragnienie, by wszystko zaczynało się od wydarzenia. Jest faktem, że są one często niespodziewane i zaskakujące. Na taki jednak powiew winni być otwarci filozofowie i racjonalni teolodzy. Nie przystoi nowoczesnym ludziom dogmatyczne i etyczne zamknięcie. Papież nie lękał się myśli i ludzi. Wierny był Chrystusowi bez względu na opinię, bowiem „Chrystus jest bezwzględnie oryginalny, jest jedyny i niepowtarzalny. Gdyby był tylko >>mędrcem<< jak Sokrates, gdyby był >>prorokiem<< jak Mahomet, gdyby nawet był >>oświeconym<< jak Budda – nie byłby z pewnością tym, kim jest. Jest zaś jedynym Pośrednikiem pomiędzy Bogiem i ludźmi…”. Jan Paweł II, zdolny był do konfrontacji z różnymi interpretacjami oraz koncepcjami ujęć człowieka, stąd spotkania w Castel Gandolfo z intelektualistami różnych tradycji. Papież nie był „jednowymiarowy”, nie miał mentalności prawnika ani płytkiego moralizatora. Chciał razem z nami podejmować trud pracy nad sobą i nad światem. Najbardziej obce mu było instrumentalizowanie człowieka. Udźwignąć z nim to dziedzictwo, które nam zostawił, wypełnić je i rozwijać, to zadanie dla tych, którzy przyznają się do więzi duchowych, intelektualnych oraz dziejowych, którzy pragną być razem w tej życiowej przygodzie, być razem z papieżem w wierze w Chrystusa. Ks. Cz. S. Bartnik stwierdził: „otóż, gdy zapytamy o samą istotę ducha i religijności Jana Pawła II, to jest nią Jezus Chrystus. Bóg-Człowiek jako archetyp człowieka, jako klucz do świata i jego dziejów i jako sens człowieka i wszelkiego stworzenia. Jeszcze dokładniej: sens człowieka to pełne zjednoczenie osoby ludzkiej z osobą Chrystusa i w konsekwencji uchrystusowienie człowieka i całej rzeczywistości, której Jezus Chrystus jest Głową”. Życia nie możemy zatrzymać, możemy je przyjąć, pogłębiać, czynić pięknym współ ze Stwórcą, podążając szlakiem mistycznym – janowym oraz misyjnym – pawłowym, w takiej jedności, jaką realizował błogosławiony Jan Paweł II.

 

Tekst ks. Stefana Ewertowskiego ukaże się w kolejnym 62 numerze Tygla

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko