Janusz Termer: Czytanie Brzozowskiego

0
98

Janusz Termer

Czytanie Brzozowskiego

 

Sto lat temu zmarł Stanisław Brzozowski. Jeden z najwybitniejszych umysłów swojej epoki. Startował pod znakiem modernizmu, jako rzecznik “bezwzględnego indywidualizmu”, by wkrótce odejść, pod wpływem filozofii Giovanni Battisty Vica, Emanuela Kanta, Johana Gottlieba Fichtego i Fryderyka Nietzschego, w stronę “filozofii czynu”. Kolejnym etapem jego światopoglądu stało się przejście do “filozofii pracy”, m. in. pod wpływem prób nowego odczytania dzieł Karola Marksa i poetyckiej, historiozoficznej myśli Cypriana Norwida: nie ma wolności poza pracą, ucieczka od niej to samounicestwienie się w historii. Idealizację i heroizację proletariatu łączył jednakże z przekonaniem o doniosłej roli narodu w dziejach, narodu jako podstawy bytu jednostki.

Dokonał krytycznej oceny kultury polskiej  analizując filozoficzne i socjologiczne podstawy ówczesnych dokonań artystycznych i literackich (m. in. Stanisław Wyspiański jako poeta, O Stefanie Żeromskim, Współczesna powieść polska, Współczesna krytyka literacka w Polsce, Legenda Młodej Polski, Kultura i życie, Idee). W ostatnich latach życia Brzozowskiego uległo dalszej ewolucji jego stanowisko filozoficzne; odszedł od marksizmu pod wpływem m. in. poglądów George’a Sorela, Benedetto Croce’ego i Henri Bergsona. Rozbudował pojęcie narodu jako “najgłębszej rzeczywistości”, źródło zbiorowej woli. Coraz dalej odchodził od filozofii pracy, w stronę myśli personalistycznej i chrześcijańskiej, m. in. pod wpływem Johna H. Newmana, którego Przeświadczenia wiary przełożył i opatrzył wstępem (wyd. pośmiertne 1915). We własnej twórczości powieściopisarskiej (najbardziej znane Płomienie. Z papierów po Michale Kaniowskim i Sam wśród ludzi), dramatopisarskiej (Mocarz) i wspomnieniowej (Pamiętnik), pokazał bogatą panoramę postaw i poglądów, dramatów ludzkich oraz ówczesnych nurtów rewolucyjnych, niepokojów społecznych w Polsce i w Rosji.

 

 

Oto, w wielkim encyklopedycznym, mocno rzecz jasna upraszczającym skrócie, zarysowane bogactwo literackiego dorobku Stanisława Brzozowskiego. Pisarza łączącego różne style i formy prozy, krytyki artystycznej oraz publicystyki w wielkim stylu z tonacją żarliwego, często bardzo osobistego wyznania, pełnych polemicznej pasji wystąpień (kilka kampanii publicystycznych, w tym “antysienkiewiczowska”), powoduje, że jego pisarski dorobek jest nadal ważnym źródłem inspiracji i swego rodzaju dźwignią intelektualną dla kilku już kolejnych pokoleń polskiej inteligencji oraz kolejnych generacji twórców z rozmaitych orientacji światopoglądowych i artystycznych, niekoniecznie przecież tylko lewicowych…

 

Nasuwa się tu nieuchronne przecież – i częstokroć stawiane – pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy, czyli ogromnego i niesłabnącego nadal zainteresowania Stanisławem Brzozowskim i jego dziełem. Dlaczego spośród licznego grona myślicieli, krytyków literackich i publicystów tamtej epoki z przełomu XIX i XX w., pozostaje on jednym z nielicznych czytywanych i żywo komentowanych nadal twórców przez kolejne pokolenia? Tym, którego teksty brzmią i dziś bardzo czytelniczo atrakcyjnie, potrafią poruszać – po upływie stulecia – swą niezaprzeczalną aktualnością problemową, energią i wigorem, a często i samą niezwykłą szatą językową także. Dlatego czytamy i odbieramy ciągle Stanisława Brzozowskiego jako myśliciela na wskroś współczesnego, i mającego tak wiele do powiedzenia nam, późnym jego “wnukom”.

Czytamy, choć przecież nie bezkrytyczne, bo dostrzegamy także sprzeczności i zmienność jego koncepcji literackich, filozoficznych i społecznych, pęknięcia i niekonsekwencje w poglądach myśliciela nieustannie poszukującego i zawsze otwartego na idee dawniejsze i nowe. Inspirującego się nimi, przetwarzającego je jednak na własną, tak zawsze oryginalną, myślowo i stylistycznie,  pisarską modłę. Pełną śmiałych i wspaniałych metafor, obrazowych porównań i odwołań tematycznych, wycieczek w niespodziewane obszary artystycznie i erudycyjne rejony, mało u nas  uczęszczane krainy. Pełną przy tym niespodziewanych i oryginalnych literackich peryfraz, wewnętrznego żaru, poczucia humoru, ciążącej w stronę aforystycznego uogólnienia głębokiej i subtelnej ironii; celnej, ciętej, czasami wręcz przesadnie i nawet dosadnie złośliwie przerysowanej kreski, ale nigdy znaczeniowo pustej, zawsze bardzo ważnej i niezastąpionej siły dla dobitnego wyrażenia własnego stanowiska. Jak na przykład przy omawianiu twórczości i doniosłości poetyckiego dzieła Jana Kasprowicza w Legendzie Młodej Polski, gdy pisał: “U nas jest Kasprowicz podziwianytym specyficznie polskim, niwelującym podziwem, który jest jedną z najskuteczniejszych postaci uchronienia swego życia wewnętrznego od bezpośredniego kontaktu z treścią podziwianych dzieł i twórców…. Podziw i uznanie wyłączają w Polsce rozumienie w wyższym chyba jeszcze stopniu niż nienawiść lub niechęć.”! Czy nie przypomina to nam wielu dzisiejszych sytuacji z wieloma “podziwianymi” postaciami najnowszych naszych dziejów?!

To znamienna próbka stylu pisarstwa krytycznego Stanisława Brzozowskiego, porywająca i godna podziwu (prawdziwego, nie niwelującego), niosąca myśl nie tylko ważną, ale i – jak to tutaj najczęściej bywa – nadal aktualną, mimo iż w tej jego stylistycznej oryginalności dostrzec można też i pewne stałe maniery – nadekspresyjne hiperboliczne figury językowe, nadmiar emfazy – swym rodowodem zapewne sięgające tych trudnych dla dzisiejszej polszczyzny do przyjęcia wzorców tak zwanej stylowej sztampy młodopolskiej poetyki i jej tonacji frazeologicznej. Już Karol Irzykowski w Walce o treść mówił tu o “kaznodziejskim posmaku” występującym w pismach Brzozowskiego, a co jeszcze bardziej mu życzliwi, przedwojenni i powojenni zwłaszcza badacze określali bardziej elegancko i “pronominacyjnie” – jako “patetyczne napięcie”, nazywali “kategorycznością i ostatecznością tonu” itp. eufemizmami (np. Czesław Miłosz w Człowieku wśród skorpionów, 1962, i wielu innych autorów książek i opracowań poświęconych autorowi Kultury i życia, m. in. tacy badacze jak Bogdan Suchodolski, Mieczysław Sroka, J.Z. Maciejewski, Marian Stępień, Andrzej Walicki, Tomasz Burek czy Andrzej Mencwel (m. in. w pracy Stanisław Brzozowski kształtowanie myśli krytycznej, 1976 oraz w obszernym wstępie do Wczesnych prac krytycznych Stanisława Brzozowskiego PIW, 1988).

 

*

*      *

 

Skąd nam się wziął taki pisarz, taki “mocarz” s ł o w a  i zarazem twórca “filozofii czynu”, taka postać niezwyczajna, tak przenikliwy i wyprzedzający swoją epokę naoczny świadek polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej (nieubłagany tropiciel jej póz i mód, fałszów i autentycznych dramatów ludzkich), jak i jednocześnie mało pobłażliwy obserwator rzeczywistości artystycznej tego czasu oraz przenikliwy krytyk “kryzysu kultury europejskiej”, którego diagnozy są nadal tak prekursorskie wobec koncepcji dzisiejszych (na co już zwracał uwagę Miłosz w swej książce napisanej jeszcze na 50-lecie śmierci Stanisława Brzozowskiego – Człowiek wśród skorpionów), tak nadal budzące żywe emocje?

 

A przecież Stanisław Brzozowski – zmarły w 33 roku życia działał twórczo tak krótko. I w tak nieprawdopodobnie – jako potomek tych ówczesnych “wysadzanych z siodła” – trudnych warunkach życia codziennego, prowadzących do nieuleczalnej choroby. Ba, żył przecież w niewiarygodnie trudnej sytuacji psychologicznej i moralnej (znana i wałkowana “sprawa Brzozowskiego”, podejrzeń, insynuacji, wyniszczających procesów), na dodatek z całkiem realną groźbą wiszącą nad jego głową (horribile dictu) fizycznej likwidacji!

Czy jednak – kto wie, kto wie – to właśnie te wszystkie razem wzięte elementy jego biografii nie doprowadziły właśnie, nie wpłynęły decydująco na tę intensywność i niebywałą wręcz na naszym gruncie eruptywność życia i pracy autora Płomieni?

 

* * *

 

Parę charakterystycznych  i (jak by powiedział Benia Krzyk) “smacznych” cytatów – przykładów stylu i wektorów zainteresowań tematycznych Stanisława Brzozowskiego – tak często współbrzmiących z naszymi dzisiejszymi problemami. Na przykład fragment z artykułu Rachunek sumienia (“Głos” 1903): ‘Ta warstwa społeczeństwa naszego, płyciuteńka i nikła, zetknęła się w ostatnich dziesiątkach lat z całym szeregiem następujących po sobie prądów kulturalnych: pozytywizm, darwinizm, demokratyzm, materialistyczne pojmowanie dziejów, hiperestetyzm, neokatolicyzm, indywidualizm, mistycyzm, okultyzm – wszystko to przesunęło się przez umysły najczęściej nieprzygotowane z niesłychaną szybkością, niemal jednocześnie. Zetknięcie było nad wyraz powierzchowne i obejmowało bardzo drobną cząstkę naszego ogółu; pomimo to każdy ten prąd, każdy kierunek pozostawiał w umysłach pewien osad… Przede wszystkim zasadnicze znaczenia ma tutaj fakt, że pod tą nikła powierzchnią pozostały nietknięte całe nurty rodzimej, nieokrzesanej zupełnie, pierwotnej ciemnoty”. I trochę dalej: “Nie ma niedorzeczności, której nie można było ogółowi naszemu narzucić, przybrawszy ją tylko w odpowiednią formę. Przełkną, posmakują i chwalić będą głębokość”.

 

Albo ten zaskakujący fragment ze szkicu o Stanisławie Przybyszewskim (tak, tak, tym pisarzu uważanym za skrajnego indywidualistę, pisarza aspołecznego, zwolennika hasła „sztuka dla sztuki”), gdzie Stanisław Brzozowski napisał był słowa jakże przenikliwie, gorzkie i brzmiące po stu latach tak niezmiernie aktualnie: „Światopogląd naturalistyczny, którym tak chełpi się nowoczesna pseudonaukowa filozofia, jest w gruncie rzeczy odbiciem i wytworem współczesnego naszego społecznego ustroju. (…) faktu, że społeczeństwo jest dziełem ludzkim, jest czymś z człowiekiem, i jego współodpowiedzialnością współmiernym. Jeden dzień przeżyty świadomie w obecnym ustroju wystarcza do zrozumienia całej potworności tego, co się dziś życiem ludzkim nazywa. Wyjdźmy na miasto do robotniczej dzielnicy. Tysiące rodzin zostały pozbawione chleba, dlaczego? Czy chciał je skrzywdzić kto? Takie okrucieństwo byłoby czymś straszliwym, kazałoby przypuszczać jakąś szatańską złą wolę w swym sprawcy. Lecz kim jest tu sprawca? Drobniutka wiadomość wyczytana w gazecie giełdowej wstrzymuje maszyny w obiegu, wyrzuca na bruk setki, tysiące istot. Nie winien nikt: kryzys przemysłowy. Bezpośrednio byłoby niesprawiedliwą rzeczą obwiniać tego lub owego fabrykanta, tego lub owego bankiera, przedstawiciela rządu. To jest ponad nimi, poza nimi. Nikt nie winien z żywych pojedynczych ludzi… Coś bez twarzy, imienia, głosu, druzgocze, w błoto depce ludzkie życia i dusze (…) Codziennie i o każdej chwili spełnia się coś nieludzkiego nad milionami istnień ludzkich – i to jest społeczeństwo. Społeczeństwo nasze mitologizuje równie dobrze, jak każde inne, gdyż uznaje za b y t samoistny dzieło własne, myśl własną. Tylko bóstwa współczesnych społeczeństw są nieosobiste jak one same. W społeczeństwie nowoczesnym ucisk jest nieosobisty, nieludzki, pozaludzki. Wszystkim i wszystkimi rządzi c o ś, co jest poza ludźmi: prawa wytworzone przez człowieka, a jakby wiodące niezawisły od niego żywot. To jest atmosfera, z której wyszła twórczość Przybyszewskiego” (St. Brzozowski Współczesna powieść i krytyka literacka, Warszawa PIW 1974, s. 131, Biblioteka Krytyki Literackiej).

Jakże inaczej brzmią i rozumiane są głębiej, wyraziściej, te słowa dla nas dzisiejszych czytelników, niż te same słowa czytane przed paroma dziesiątkami lat, w innej i diametralnie odmiennej sytuacji społeczno-ekonomicznej w jakiej wtedy żyliśmy. Inaczej, bo nie jest tekst już tylko wyłącznie historyczny, jakim wydawał się nam w latach powiedzmy 70. czy 80. ubiegłego wieku, ale nadal aktualny także i w pełni zrozumiały jako opis oraz diagnoza sytuacji dzisiejszej, gdy z powrotem znaleźliśmy się w objęciach neoliberalnej gospodarki kapitalistycznej, tak zwanej wolnorynkowej i nie obcy jest nam jej język.

 

Dla mnie – jako członka Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC) – ważne w kulturowym, społecznym i politycznym trybie myślenia Stanisława Brzozowskiego są jego dość licznie rozsiane w jego dziele uwagi o sprawach europejskich, które czasem brzmią tak, jakby on już wtedy, przewidywał przyszłe dążenia do zjednoczenia kultur, społeczeństw i narodów europejskich. Oto, co pisał na ten temat w Legendzie Młodej Polski: “…my, którzy narodem się nie staniem, jeśli nie nauczymy się władać samym procesem życia, jeżeli w samych sobie nie wydźwigniemy dziejowej woli, nie uczynimy z niej prawa, jeżeli samych siebie nie przekujemy w członków swobodnego, tragicznego społeczeństwa polskiej pracy – my, którzy musimy poza fikcjami polityki wniknąć w sam żywioł, sam miąższ życia, budować, dźwigać dusze, sprzymierzyć je w tajnym sprzysiężeniu, nie w partii, nie w zakonie, lecz w samym codziennym mozole – powinniśmy zrozumieć i wyczuć, jak rosną nowe dusze narodów, zrozumieć Europę w jej głębokości i piękne. To byłby na dziś Mickiewiczowski czym europejski, i czyn ten musi być dokonany, musimy nauczyć się Europę szczerze i do głębi kochać, rozumieć to, czego ona sama w sobie nie rozumie, zrosnąć się z nią nierozerwalnie tą miłością i zrozumieniem. Tak bowiem będzie działać na nas w naszym duchowym życiu Europa, jak my ją pojąć zdołamy”. (s. 415-416).

I wracając na koniec swych rozważań na ten temat zawartych w Legendzie…, podkreśla wprost i z całą mocą: “Nie wiemy, w jakich intelektualnych, psychicznych formach wyrazi się prawda dla najbliższych pokoleń; to pewne, że droga do niej prowadzi dla nas przez potęgowanie życia i sił Polski wśród współczesnych narodów Europy” (s. 589)

Ale by w pełni zrozumieć i docenić dramatyzm i zarazem swego rodzaju heroiczny mimo wszystko optymizm tych słów, tych aktualnych i dzisiaj postulatów, apeli i przesłań, pamiętać trzeba o tym, jak sceptycznie i krytycznie zapatrywał się Stanisław Brzozowski na wkład i udział Polski przedrozbiorowej w europejskim “życiu nowoczesnym”, gdy we właściwym dla siebie hiperbolicznym stylu pisał w 1907 r. w jednym z prywatnych listów o tym naszym polskim udziale w “europejskiej historii”: “Renesans był zabawą zapustną. Reformacja iluzją samodzielności w szlachcie. Wiek XVII rozbija ucztę szlachty. Nie przeżywszy europejskiej rewolucji, Polska przebywa europejską reakcję” (Listy, t. 1, s. 336).

 

I na koniec cytat zamykający jeden z impresyjnych “felietonów” Stanisława  Brzozowskiego – A tyś się zląkł, szlachecki, syn! (“Głos”, 1904):

“W księdze życia przewracamy kartę. Tamta skończona, chociaż jeszcze piszą na niej”.

Tak, piszą. I pewnie długo jeszcze pisać będą – także i następne pokolenia jego czytelników.

 

 

*

*       *

 

 

Nota biograficzna oraz wybór literatury przedmiotowej i podmiotowej:

 

BRZOZOWSKI (Leopold) Stanisław (pseud. Adam  Czepiel) – ur. 28 VI 1878 we wsi Maziarnia (Chełmszczyzna), zm. 30 IV 1911 we Florencji (Włochy); krytyk literacki, filozof, publicysta,  powieściopisarz i tłumacz. Pochodził z podupadłej rodziny szlacheckiej. W 1896 rozpoczął studia na wydziale przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Jako jeden z organizatorów studenckiej antyrosyjskiej demonstracji został usunięty z uczelni po roku studiów. Posądzano go (konfident carski M. Bakaj) o denuncjowanie kolegów związanych z Towarzystwem Oświaty Ludowej, co dało początek  tzw. “sprawie Brzozowskiego”. Aresztowany i osadzony w Cytadeli warszawskiej, nabawił się gruźlicy płuc, chorował do końca życia. Pod koniec 1905 wyjechał na kurację do Zakopanego, a następnie do Szwajcarii, w 1906 osiadł we Florencji. W jego obronie występowało wielu pisarzy, m.in. Karol Irzykowski, Ostap Ortwin (Lemiesz i szpada przed sądem publicznym, 1908), Wacław Nałkowski, Zofia Nałkowska, Stefan Żeromski, Stanisław Przybyszewski, Władysław Orkan. Dwie sesje sądu obywatelskiego w Krakowie nie przyniosły rozstrzygnięcia. Spór trwa nadal. Debiutował 1890 w “Przeglądzie Filozoficznym”, współpracował z licznymi pismami: “Głosem”, “Przeglądem Społecznym”, “Krytyką”, “Naprzodem” oraz wieloma wydawnictwami, w tym Wydawnictwem Arcta Książki dla Wszystkich i lwowską Księgarnią Polską Bernarda  Połonieckiego. Wydał m.in. powieści: Pod ciężarem Boga, 1901, Wiry, 1904-1905, Płomienie, 1908, Sam wśród ludzi, 1911; utwór sceniczny Mocarz, 1903; prace krytyczne: Stanisław Wyspiański jako poeta, 1903 O Stefanie Żeromskim, 1905, Współczesna powieść polska, 1906, Współczesna krytyka literacka w Polsce, 1907, Fryderyk Nietzsche, 1907, Kultura i życie, 1907, Legenda Młodej Polski, 1909, Idee, 1910; pośmiertnie: Głosy wśród nocy, 1912, Stanisław Wyspiański, 1912, Pamiętnik, 1913 (wyd. nowe 1999), Widma moich współczesnych, 1914;   Dzieła wszystkie, red. A. Górski i S. Kołaczkowski, t. 4, 6, 8, 11, 1936-38, Współczesna powieść i krytyka, wstęp T. Burek, 1984, Wczesne prace krytyczne, wstęp A. Mencwel, 1988; Idee, oprac. S. Góra, M. Soroka, wstęp A. Walicki, 1990; Eseje i studia o literaturze, wybór oprac. i wstęp H. Markiewicz, Biblioteka Narodowa, 1990.

 

Obraz literatury polskiej XIX i XX w., seria V , t. 4, 1968; Andrzej Stawar O Brzozowskim, 1961; Czesław Miłosz Człowiek wśród skorpionów, Paryż 1962; Wokół myśli Stanisława Brzozowskiego,  zbior., 1974; Andrzej Werner Krytyk i powieściopisarz, w: “Teksty”, 1972, z. 2; J.Z. Maciejewski W kłębowisku przeciwieństw, 1974; Marian Stępień Spór o spuściznę po Brzozowskim, 1976; Andrzej Mencwel Stanisław Brzozowski. Kształtowanie myśli krytycznej, 1976; Andrzej Walicki Stanisław Brzozowski. Drogi myśli, 1977; K. Wyka Młoda Polska t. 2, 1978; M. Wyka Brzozowski i jego powieści, 1981; A. Chmielewski Teoria wiedzy Stanisława Brzozowskiego, 1984; M. Prussak Krytyka teatralna Stanisława Brzozowskiego, 1987; Eugeniusz Kabatc Ostatnie wzgórze Florencji. Opowieść o Stanisławie Brzozowskim. Apokryf, 2011.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko