Roman Soroczyński: Hrabia w Warszawie

0
53

Roman Soroczyński

Hrabia w Warszawie

 

W niedzielę, 13. marca 2011 r., zbudowana w socrealistycznym stylu Sala Kongresowa, po raz kolejny pokazała swoim gościom widowisko, które powstało na początku XX wieku – w 1909 roku. Była to operetka Franza Lehára „Hrabia Luxemburg” w wykonaniu Teatru Muzycznego z Lublina.

Wśród większości spośród nas największą popularność zyskało inne dzieło tego kompozytora – „Wesoła wdówka”.

Trudno to sobie wyobrazić, ale w Stanach Zjednoczonych w ciągu roku prezentowano tę operetkę    pięć tysięcy razy! Znana jest również „Miłość cygańska”. „Hrabia Luxemburg” bywa grany rzadko, a szkoda.

 

Polska premiera spektaklu nastąpiła w niecałe siedem miesięcy od wiedeńskiej prapremiery, ale obecnie operetka bardzo rzadko jest wystawiana na naszych scenach. Dwukrotnie prezentowano ją w Łodzi (w 1947 i w 1957 r.), a pod koniec XX wieku została przedstawiona w Szczecinie (1998 r.) i w Poznaniu (1999 r.). Tym bardziej cieszy, że Teatr Muzyczny w Lublinie, w którym prezentowano „Hrabiego” w 1974 r., ponownie sięgnął do tego tytułu.

Autorzy libretta, Alfred Maria Willner i Robert Bodanzky, sięgnęli do autentycznej historii księcia Aleksandra Baalsberga. Książę zakochał się w tancerce wiedeńskiego variétés Ronachera, Lizzi Gruber. Mimo, że obsypywał ją drogocennymi prezentami, tancerka nie uległa i postawiła warunek, którym miał być ślub. Jednak na przeszkodzie stanęła rodzina księcia, która stwierdziła, że jedynie arystokratka jest godna zaślubin. Wówczas książę wpadł na – wydawałoby się, że genialny! – pomysł; postanowił „ożenić” tancereczkę ze zbankrutowanym baronem Vaseri. Zapłacił okrągłą sumkę – 200 tysięcy guldenów – za fikcyjny ślub (jak widać, dzisiejsze pomysły na takie śluby z cudzoziemcami nie są nowością) i obietnicę rozwodu po … miesiącu. Jednak młode małżeństwo zapałało ku sobie wzajemną miłości i uciekło, oczywiście z pieniędzmi, do Ameryki Południowej, zaś książę został na lodzie.

Życie życiem, ale bohaterowie bajek są szlachetni. Zatem tytułowy hrabia Luxemburg – chociaż też zakochał się w swojej (nie)żonie – był człowiekiem honoru. Perypetie związane z tą historią przedstawili autorzy operetki. Reżyser spektaklu, Tomasz Janczak, w niemal niezauważalny sposób, dokonał ingerencji w tekście libretta: dopisał bohaterom kilka kwestii, zaś akcję spektaklu przeniósł do lat czterdziestych, kiedy Paryż znajdował się pod niemiecką okupacją.

 

Nie będę opisywał treści spektaklu, bo to należy obejrzeć. Poza pięknymi, wspaniale dobranymi, głosami zafascynowała mnie praca baletu. Duża w tym zasługa autorki choreografii, Iwony Runowskiej. Wydawałoby się, że taniec baletowy wymaga tylko zręczności. Ponieważ jednak siedziałem blisko, zauważyłem, jak ciężko pracują mięśnie rąk tancerek. Piszę to z pozycji laika, dlatego proszę nie dziwić się, że właśnie na to zwróciłem uwagę. Podobała mi się scenografia. Jej autorka, Małgorzata Słoniowska, zadbała o wiele szczegółów, dotyczących również kostiumów używanych przez bohaterów operetki.

Bardzo dobrym pomysłem organizatorki przedstawienia – właścicielki Biura Promocji Kultury i Reklamy PROMOTON, pani Barbary Kaczmarkiewicz – było zaproszenie do współpracy znakomitego Bogusława Kaczyńskiego. Słynny popularyzator muzyki, z właściwą sobie swadą, wprowadził widzów w atmosferę widowiska, podzielił się swoimi refleksjami oraz niepokojami związanymi z tą inscenizacją. Znacznie łatwiej wejść do świata operetki, kiedy drzwi do niego otworzy nam wybitny znawca.

Tym bardziej cieszę się, że pan Bogusław już zapowiedział, iż 10. grudnia 2011 r.  zostanie zaprezentowany w Warszawie „Skrzypek na dachu” w wykonaniu Teatru Muzycznego z Łodzi.

Zatem … do zobaczenia podczas następnych spektakli!

 

Roman Soroczyński

15.03.2011 r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko