Dariusz Tomasz Lebioda – MIŁOŚĆ I SPEŁNIENIE

0
169

Dariusz Tomasz Lebioda

MIŁOŚĆ I SPEŁNIENIE

 

Młodzieńcza miłość jest rodzajem szaleństwa i zaprzedania się żarowi uczuć – absolutnego odsunięcia siebie na plan dalszy. To jest próba kosmicznego zjednoczenia się z drugą istotą i zgoda na jej fanaberie, życiową niedojrzałość i niemoc twórczą. Najczęściej takie związki kończą się niepowodzeniem, a zdarza się też, że taka budowana unia kończy się tragedią.

Moi koledzy i koleżanki z Osiedla Błonie odbierali sobie życie z miłości i na zawsze już pozostali w tamtej przestrzeni. Stałem przy ich trumnach i na pożegnanie dotykałem lodowatych dłoni. Patrzyłem na ciała, które z duchem tamtych czasów, prezentowano w kaplicach, przed złożeniem w ziemi na wieki. Ich groby na dwóch cmentarzach, na skraju osiedla, wtopiły się w anonimowy obszar nekropolii, czasem tylko ktoś się zatrzyma, spojrzy na fotografie, zauważy młody wiek zmarłych. Ale ich życia nieuchronnie odeszły w przeszłość, ciała już pewnie dawno się rozpadły, połączyły się z piaskiem, a rozpalone twarze i szybciej bijące serca utonęły pośród tysięcy innych ludzkich dramatów. Może tylko ich modelowe postawy, ich wybory i nieco z otoczki socjologicznej przetrwało w moich wierszach i opowiadaniach, w pisanej książce wspomnieniowej. Mieli swoje oczy i włosy, trzymali się za ręce, czuli ciepło swoich pocałunków i dotknięć, snuli jakieś plany lub walczyli ze sobą o narzucenie jednego schematu. To wszystko przypominało mi się, gdy czytałem kolejną powieść Paolo Coelho, Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam – tym razem o jakże trudnej miłości osób dojrzałych i o ich wyborach. Bohaterką jest kobieta imieniem Pilar, która zachowała niezwykłe wspomnienia z dzieciństwa. Wychowywała się w małej mieścinie Sorii i tam poznała chłopca, który głęboko zapadł jej w pamięć. Ale ów pierwszy obiekt westchnień wyjechał gdzieś w świat i ich kontakt prawie się urwał. Bohaterka udała się do Saragossy i tam zatrudniła się jako sprzedawczyni. W ten sposób mogła opłacać studia i przygotować się do egzaminu konkursowego na urzędnicze stanowisko. Jej plan życiowy był prosty: znaleźć dobrze płatną posadę, potem związać się z jakimś mężczyzną, urodzić dwójkę dzieci i spokojnie żyć, cieszyć się widokiem dorastających pociech. Ale nieoczekiwanie, coraz częściej zaczynają do niej trafiać listy od dawnego chłopaka, aż w końcu przychodzi też zaproszenie na jego wykład w Madrycie.

 

On jest teraz w seminarium duchownym i ma jakieś zdumiewające właściwości uzdrowicielskie. Ostatni raz widzieli się, gdy Pilar miała osiemnaście lat i teraz nic nie jest takie samo, a kontakt z nim powoduje, że w jej głowie pojawiają się sprzeczne myśli. Ostatecznie godzi się na podróż z nim do innych hiszpańskich miast i także do, słynącego z objawień maryjnych, Lourdes we Francji. Jej myśli orbitują wokół zdarzeń dzieciństwa i tego kim jej przyjaciel jest teraz – usilnie próbuje go zrozumieć, dotrzeć do głębi jego duszy. Dowiaduje się też, że on wciąż ją kocha i nie potrafi dłużej zmagać się z uczuciem – musi dokonać wyboru pomiędzy Bogiem a kobietą, pomiędzy czasem pierwszych uniesień, a próbą logicznego, przejrzystego konstruowania życia. Coelho – jak w wielu powieściach – wprowadza też tekst pisany kursywą, który może być rodzajem dziennika bohaterki lub zapisem jej myśli. Tutaj pojawia się tak zapisana prośba: Wysłuchajmy tego, co mówi nam dziecko ukryte w naszej duszy. Nie wstydźmy się go. Nie pozwólmy, aby się lękało, że jest samotne, bo nie dociera do nas jego głos. Bodaj raz dajmy mu szansę, aby pokierowało naszym losem. To dziecko wie dobrze, jak każdy dzień może się różnić od drugiego. Sprawmy, aby poczuło się znowu kochane. Sprawmy mu przyjemność, nawet jeśli wymagałoby to od nas postępowania, od którego odwykliśmy, które może uchodzić za śmieszne w oczach innych ludzi. Pamiętajcie, że mądrość ludzi jest szaleństwem w oczach Boga. Jeśli posłuchamy głosu dziecka, które mieszka w naszej duszy, oczy nasze znowu nabiorą blasku. A jeśli nie utracimy więzi z tym dzieckiem, to nigdy już nie utracimy więzi z życiem. Rzeczywiście warto czasem zastanowić się nad dzieckiem, które gdzieś zniknęło w nas. Byliśmy chłopcami, dziewczynkami, mieliśmy swoje marzenia, jakże żarliwe w tamtym czasie – chcieliśmy kochać i podróżować do obcych krajów, wcale nie myśleliśmy o posiadaniu dóbr, choć piękne samochody i motocykle, ładne stroje jakoś też nas „podniecały”. Gdy patrzy się na prawdziwe bestie ludzkie z naszego kręgu zdarzeń, gdy ma się do czynienia z oszustami i kłamcami, ze zbrodniarzami i gwałcicielami, zadajemy sobie pytanie, co się stało z ich dziecinnymi pomysłami i planami, w którym momencie wstąpili na niewłaściwą ścieżkę.

Coelho potrafi oddać zawiłości kobiecych myśli, próbuje je rekonstruować, momentami tworzyć z okruchów, aforyzmów, notatek, ale czy można zrozumieć kobietę? Czy można zbliżyć się lub dotrzeć do jej wnętrza, pojąć ostateczne wybory i decyzje? Czy można zgłębić fenomen jej intymności, oryginalnej natury i psychiki. Takie pytania najczęściej zadają sobie mężczyźni porzuceni i zwiedzeni, ale też i ci, pozostający z paniami w jakichś związkach i nie potrafiący znaleźć złotego środka, gubiący coś z bliskości, po trochu lub gwałtownie, tracący przyjaźń, zauroczenie i miłość. Bohaterka powieści wie o tym dobrze i mówi: Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej przez trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu – czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość. Zakochane kobiety stale szukają i nie umieją znaleźć sobie miejsca w świecie i łakną ciepła, potrzebują opieki, chcą być wielbione i doświadczyć spełnienia. Miłość jest tutaj ważnym tropem, ale ważniejsza od niej jest unia myśli i ciał, jedność w rozumieniu i doświadczaniu egzystencji. Ale ich pragnienia są jak płomień, który spala wszystko i wszystko zmienia w popiół. Szukając świetlistości i jaskrawości uczucia, takie kobiety jak Pilar wkraczają często tam, gdzie kończy się droga i zaczyna pustkowie. Porzucane i oszukiwane, gubiące cel i przekonanie, że ich uczucia są wyjątkowe, opowiadają o chwilach jasnych i mrocznych, o miłosnych uniesieniach i o upadkach. Tutaj jesteśmy świadkami rodzącego się na nowo uczucia, a zarazem pękania muru, jaki bohaterka ustawiła pomiędzy sobą a jej ukochanym. Ona czuje, że on jest tym, który poprowadzi ją przez życie, a zarazem wie, że toczy on w sobie batalię i nie potrafi zdecydować się czy wybrać stan kapłański, czy zostać z nią. To jest wybór pomiędzy Bogiem a kobietą, pomiędzy duchowością a cielesnością, pomiędzy kontemplacją a sexem. Każda próba uściślenia tego, co rozgrywa się między zakochanymi osobami może skończyć się niepowodzeniem, bo jaki sens ma rozprawianie o miłości, skoro miłość posiada swój własny głos i mówi sama za siebie. Ale może warto próbować i takim podjęciem wyzwania jest ta książka, w wielu miejscach stylizowana na intymny pamiętnik Pilar.

Wybór ukochanego tej kobiety jest w sumie pozorny, bo przecież – jak mówi przeor zakonu, do którego chce on wstąpić, jest wiele sposobów, by służyć Bogu. Jeśli rzeczywiście sądzisz, że takie jest twoje powołanie, ruszaj mu bez wahania na spotkanie. Bowiem jedynie człowiek szczęśliwy może promieniować szczęściem wokół. Jeśli ktoś wierzy w Boga, to zawsze wybór będzie decyzją pomiędzy Nim a Nim – mężczyzna może założyć sutannę lub habit, ale może też przywdziać równie uświęcający go „strój” męża i ojca. Zostawmy tutaj na razie na boku rozmyślania o tym, czy można być szczęśliwym w związku małżeńskim, są to wszakże rozważania teoretyczne. Także ksiądz lub zakonnik może być nieszczęśliwy w swoim stanie i kochając Boga, może „zdradzać” go z kolejnymi kobietami. Ale nie przekona się jaki jest wymiar jego wiary, jeśli nie wyjdzie naprzeciw wyzwaniom. To stały motyw powieści Coelho, który namawia by rzucić wszystko i zagłębić się w nurtach jakieś podążającej w dal rzeki, nawet tak lodowatej jak Piedra. Nie zmienimy życia i nie zrozumiemy swojej legendy, jeśli nie wyjdziemy z zamkniętej przestrzeni, jeśli nie zdecydujemy się na drastyczny krok. Wielu ludzi jest nieszczęśliwych i żyje w udawanych związkach, wielu też czuje, że mogłoby coś zrobić, coś osiągnąć, ale nie potrafi podjąć decyzji. Mówią oni jak Pilar: Tak długo czekałam na tę chwilę, a gdy w końcu nadeszła, zabrakło mi słów. Nic wszakże nie jest proste, a przejście z jednej sytuacji życiowej do innej, zawsze okupione jest czyimś cierpieniem. Płaczą matki i ojcowie, żony i mężowie, płaczą dzieci, które najbardziej odczuwają oderwanie od jednego rodzica. W imię utrzymania rodziny, w imię stałości związku, ludzie decydują się na uczuciową wegetację, zapominają o pragnieniach, godzą się na dominację jednego z partnerów, ale przecież wszystko ma swój kres. Bariery i mury, niewidzialne tafle chłodu są z czasem tak wysokie i grube, że nie daje się ich zburzyć czułością, pojednaniem, nowym pomysłem na życie. Gdzie się podziali ci kochankowie, którzy dawali sobie ciepło i tulili się do siebie i jaka jest gwarancja, że w nowym związku nie pojawi się chłód, a problemy codzienności nie zniszczą oryginalności i wyjątkowości spotkania. Pilar wie o tym wszystkim i rozważa w myślach różne scenariusze przyszłych dni. Po upojnej nocy, do której wreszcie dochodzi, po wspólnym kontemplowaniu sanktuarium w Lourdes, po wędrówkach szlakami Pirenejów i chłonięciu niczym nieskażonego piękna gór, kochankowie tracą się z oczu na chwilę, by w końcu wrócić do siebie i podjąć próbę. Nic w naszym świecie nie dzieje się bez powodu i tutaj też wszystkie rozterki i perypetie bohaterów spowodowały, że dotarli oni do punktu granicznego życia. To było wyraziste przebóstwienie, rodzaj przeniesienia uczuć religijnych na osoby ludzkie, a zarazem potwierdzenie, że można zrezygnować ze skrajnych postaw duchowych dla otwarcia nowych przestrzeni, dla zawiązania rodziny, stworzenia nowego życia i nowej wiary w siebie, w ocalającą moc, płynącą od Najwyższego. Coelho wiele medytował i długo szukał swojej drogi, trafiał nawet do szpitali psychiatrycznych i ocierał się o praktyki satanistyczne. Ale nigdy nie przestał szukać, nie zrezygnował z raz obranej drogi – uwierzył, że mamy jakąś misję do spełnienia. Jak u każdego autora, który pisze o kobietach i miłości, wiele jest tu zapewne przeżyć osobistych, jakichś doświadczeń z kręgu mistyki chrześcijańskiej, muzułmańskiej i buddyjskiej, wiele ludzkiej mądrości. Jedno wszakże jest pewne, po lekturze tej powieści miłość i kobieta nie przestają być tajemnicą, tak jak dla niej nie przestanie nią być wybrany mężczyzna. Warto jednak przeczytać tę powieść by zobaczyć w niej jakąś własną sytuację, jakieś doświadczenia, w których zgubiliśmy, albo znaleźliśmy cząstkę samych siebie.

_____________

Paolo Coelho, Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam…, przeł. Basia Stępień i Andrzej Kowalski, Warszawa 1997, s. 224.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko