Dariusz Tomasz Lebioda – W OBLICZU BARBARZYŃCÓW

0
45

Dariusz Tomasz Lebioda

W OBLICZU BARBARZYŃCÓW

Czekając na barbarzyńców, to pierwsza z powieści J. M. Coetzee’ego, która przyniosła mu sławę i uznanie na całym świecie. Polski wydawca określa ją jako alegoryczna opowieść o władzy i wolności. Autor opisuje tutaj życie na skraju bliżej nieokreślonego Imperium i jego nieustające zagrożenie ze strony barbarzyńców. Jest to wartka narracja starego Sędziego, który posiadł zdumiewającą życiową mądrość.

Gdy czytała się kolejne rozdziały tego dzieła, ma się nieodparte wrażenie, że główna postać ma coś wspólnego z bohaterem wiersza Zbigniewa Herberta Powrót prokonsula. Wiemy z lektury tomu esejów Coetzee’go, że zna on twórczość polskiego poety i mógł zwrócić uwagę na jeden z najpiękniejszych jego liryków. Narrator powieści w taki sposób opowiada, jakby posiadł wiedzę o dialektyce tyranii i ostatecznym przeciwstawieniu się jej. Tylko realia są inne, u Herberta jest to imperium rzymskie, w czasach Nerona, a w powieści mamy do czynienia z bliżej nieokreślonym krajem afrykańskim, w którego opisie łatwo wskażemy elementy z rzeczywistości Republiki Południowej Afryki. Laureata Nagrody Nobla z 2003 roku charakteryzuje niezwykła lekkość pióra i umiejętność kreowania takiego nastroju, takiej maestrii stylistycznej, że czytelnik ma wrażenie, że wnika swoją świadomością w wykreowane światy. Tutaj mamy do czynienia z placówką daleko wysuniętą w nietknięte eksploracją tereny, pośród której panuje psychoza zagrożenia ze strony demonizowanych barbarzyńców. Jak zwykle u tego twórcy, mamy tu drugie dno powieściowe, które czyni z tego utworu hiperboliczną opowieść o ludzkości, pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie. Zawsze człowiek staje w obliczu zagrożeń i zawsze spodziewa się jakiegoś ataku, jakiegoś ciosu ze strony ślepej, nieprzeczuwanej siły. Szczególnie osoby, które wychodzą naprzeciw wyzwaniom, jednostki twardo stojące na ziemi, kreatywne, narażone są na ataki ze strony zinstytucjonalizowanych oprawców, najczęściej tchórzliwych i nie mających pomysłu na życie, a swój ulotny prestiż utrzymujących poprzez zastraszanie i wymuszanie, przez jakieś ciemne interesy i układy w obrębie mniejszej, bądź większej koterii.

 

Powieść Coetzee’go tchnie też ogromnym erotyzmem i jest rodzajem prowokacji seksualnej – gdy Sedzia pozwala mieszkać w swoim pokoju młodej, niewidomej dziewczynie, namaszcza jej nagie ciało olejkami, jest to rodzaj perwersyjnego gwałtu. Z czasem opis tych zachowań przekształca się w studium psychologiczne i próbę odpowiedzi na pytanie, gdzie sięgają granice intymności. Kobieta staje się niewolnicą, a początkowo zastraszona i przyjmująca zabiegi starca z obojętnością, zaczyna uczestniczyć w jego fanaberiach. On nie chce zbliżenia i zimno kalkuluje swoje ruchy, obserwuje ją i samego siebie w tej sytuacji. Ona jednak budzi się do gry i zaczyna odczuwać przyjemność, chce też sama sterować ruchami mężczyzny. W końcu rodzi się między nimi coś na kształt uczucia, które prowadzi do zdumiewających rozstrzygnięć. Bohater, który w tym momencie jest dowódcą stanicy, podejmuje decyzję, że przygotuje wyprawę ku ziemiom barbarzyńców i zwróci kobietę plemieniu. Opisy mają tutaj swoją soczystość, a akcja nabiera niezwykłego tempa: Każdego ranka powietrze przepełnione jest łopotem skrzydeł powracających z południa ptaków, które długo krążą nad jeziorem, zanim usiądą wreszcie na wąskich pasmach skamieniałej soli na bagnach. Kiedy wiatr cichnie na chwilę, kakafonia ich pohukiwania, kwakania, świstów i gęgania dochodzi do nas jak odgłos rywalizującego z nami miasta na wodzie: miasta kaczek krzyżówek, różeńców, wędrownych gęsi, cyranek, świstunów i traczy. Przybycie pierwszej fali wędrownego ptactwa wodnego jest potwierdzeniem wcześniejszych zwiastunów, tchnień ciepłych powiewów wiatru i zmiany w przejrzystości tafli lodu na jeziorze, która stała się przezroczysta jak szkło. Od tego momentu powieść nabiera cech literatury podróżniczej i niczym nie różni się od dramatycznych opisów wypraw wielkich afrykańskich eksporatorów – Mungo Parka, Henry’ego Mortona Stanleya, Johna Speke’a, Richarda Burtona czy Davida Livingstone’a. Podróżni napotykają wiele problemów, brakuje im wody, odnoszą rany, nie ufają sobie i pałają do siebie nienawiścią, aż wreszcie zgnębieni i przybici, docierają do miejsca przeznaczenia. Utwór został tak skonstruowany, że stał się również katalogiem ludzkich absurdów i takich działań, które prowadzą do nich. Jakże bezsensownym zdarzeniem staje się spotkanie z barbarzyńcami i przekazanie im kalekiej dziewczyny. Godzą się oni na przyjęcie jej, ale za sowitą opłatą, która nie znajduje uznania w oczach żołnierzy.

Po powrocie do placówki sytuacja ulega radykalnej zmianie, są już nowe władze i nowy dowódca – Mendel, który nie rozumie zachowania swojego poprzednika. Wtrąca go zatem do więzienia, a potem przesłuchuje i gromadzi zeznania nieżyczliwych mu ludzi. Posuwa się nawet do tortur i próby zastraszenia go swingowaną egzekucją – tak świat Sędziego staje na głowie i nie wiadomo kto jest teraz barbarzyńcą. Bohater jest teraz pariasem Imperium i próbuje przetrwać w niesprzyjających okolicznościach. Coetzee pokazuje jak następuje rozpad takiej struktury, jak zaczyna ona murszeć od środka, aż w końcu staje się karykaturą samej siebie. Choć chciało ono stworzyć podwaliny nowego świata, to w konfrontacji z barbarzyńcami, poddało się prawom rozpadu i starzenia. Na końcu pojawiają się zdania które odnieść możemy do wielu systemów politycznych i do wielu rzeczywistości społecznych: Wszystkiemu winne Imperium! To Imperium wymyśliło historię. Imperium za podstawę swego istnienia uznało nie spokojnie toczący się czas według powracających pór roku, ale szarpiący bieg wzlotów i upadków, początku i końca, katastrofy. Imperium samo siebie skazuje na obracanie koła historii i jednocześnie knuje przeciwko niej. Tylko jedna myśl absorbuje ograniczony rozum Imperium: jak nie dopuścić do swojego końca, jak nie zginąć, jak przedłużyć okres swego panowania. Jest podstępne i bezlitosne, węszące krew psy rozsyła na cztery strony świata. Autorowi udało się połączyć w jednej narracji wizję wielkiego molocha historycznego, dzieje ludzi i osobistą opowieść Sędziego, który jest świadkiem i podmiotem zmian zachodzących w forcie i w całym Imperium. To jest droga od wyżyn władzy do totalnego upadku i znalezienia się na bruku. To szlak od eksperymentów seksualnych do rozpaczy z powodu przemijania, starzenia się i utraty sprawności erotycznej – to wreszcie obraz absurdu egzystencji, pośród której niczego nie można utrwalić, niczego zgromadzić i niczego zaplanować. To przenośnia naszych losów, które są wędrówką od nicości do nicości, od niebytu do niebytu i od nieistnienia do nieistnienia…

____________

J. M. Coetzee, Czekając na barbarzyńców, przeł. Anna Mysłowska, Znak, Kraków 2003, s. 239.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko