Krzysztof Lubczyński – Skąd się wzięła nowoczesność

0
83

Krzysztof Lubczyński

Skąd się wzięła nowoczesność


Niektórzy powiadają, że wiek XX skończył się nie 31 grudnia 2000 roku, lecz już 4 czerwca 1989 roku,  w dniu zwycięskich dla „Solidarności” wyborów, które rozpoczęły proces demontażu realnego socjalizmu (tylko taki termin wydaje się być trafny w stosunku do tego co się wtedy stało, a nie używany bezmyślnie termin „obalenie komunizmu”, nikt tu bowiem nikogo nie obalał – odbył się zaplanowany demontaż ustroju w wyniku politycznego porozumienia). W tym samym roku miał też nastąpić, ogłoszony przez Marię Janion, ostateczny kres „paradygmatu romantycznego” w ostatnim romantycznym kraju świata, co dodatkowo zwiększa wagę tej daty. Tyle polonocentryści. Inni skłonni są przesuwać moment finału XX wieku o 12 lat później, na 11 września 2001 r., czyli  na moment terrorystycznego ataku Al-Kaidy na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Można spotkać jeszcze co najmniej tuzin takich dat.

Zdawało by się, że zwyczaj wskazywania momentu zakończenia stulecia nie zgodnie z prostym wskazaniem kalendarza, lecz w  oparciu o kryterium doniosłości jakiegoś przełomowego zdarzenia jest tworem panującego od kilkunastu lat klimatu postmodernistycznego. Zgodnie z nim, o następstwie historycznych okresów nie decydują tradycyjne, obiektywne, a przy tym tak banalne kryteria jak pospolite następstwo dni, tygodni czy lat, lecz realna czy symboliczna ranga jakiegoś zdarzenia. Także jednak i przed ponad stu laty, na przełomie wieków XIX i XX pojawiały się podobne spekulacje.

Profesor Ewa Paczoska, historyk literatury i kultury z Uniwersytetu Warszawskiego dokonała w eseju „Prawdziwy koniec XIX wieku. Śladami nowoczesności” rekonesansu po szlakach ważnych zjawisk artystycznych XIX wieku, chcąc wyśledzić w nich oznaki duchowe zbliżania się kolejnego, XX wieku, zbadać „dziewiętnastowieczność jako podglebie nowoczesności”. Niektórych zaskoczyć może punkt wyjścia rozważań Paczoskiej, gdy w szkicu wstępnym za „utwór założycielski dla doświadczenia nowoczesności w kulturze polskiej” uznaje „Latarnię czarnoksięską” Józefa Ignacego Kraszewskiego, pisarza zajmującego w polskiej literaturze pozycję drugorzędną jako artysta, a przy tym traktowanego niemal wyłącznie jako kronikarz i kustosz polskiej pamięci historycznej, a ściślej biorąc jej najbardziej tradycyjnego wymiaru. Tymczasem Paczoska w jego „Latarni”, jako  w utworze o mieście, dostrzegła próbę syntezy doświadczeń rzeczywistości i pierwsze w polskiej literaturze rozpoznanie miasta jako kuźni nowoczesności. Paczoska przesiewa przez swoje sito XIX-wieczne w swej zewnętrznej fakturze sypkie tworzywo i wyławia zarodniki nadchodzącego stulecia. Przeczucia XX wieku wydobywa z Norwida, Prusa, Świętochowskiego, Orzeszkowej. U Norwida są to przeczucia, którym towarzyszy jasna, przenikliwa, genialna, momentami prorocza świadomość. U Orzeszkowej te ewokacje pojawiają się jakby poza świadomością pisarki, mimowiednie, w konfiguracjach fabularnych, ruchach tła społecznego i relacjach między postaciami, ale efekt jest bardzo zbliżony – i tu i tam zarysowuje się, niczym w odwróconym palimpseście, obraz „nowego”, czającego się, a dla zwykłego oka zazwyczaj niezauważalnego w magmie teraźniejszości. Polskie przeczucia i antycypacje są jednak relatywnie blade w porównaniu z  gigantycznymi odsłonami przyszłości w dziełach dwóch wielkich zachodnich artystów XIX wieku – Emila Zoli i Richarda Wagnera. Za retortę XX wieku uznaje też Paczoska obraz Londynu, „stolicy świata zwyrodniałego”, w literaturze angielskiej, ale i polskiej (Przybyszewski, Reymont, Żeromski) początków XX wieku. Dwoma ważnymi probierzami przepoczwarzania się wieku XIX w wiek XX jest kwestia kobieca i proces dekompozycji tradycyjnej rodziny (widać ją od „Nad Niemnem” Orzeszkowej do „Sagi rodu Forsythe’ów”  Galswothy’ego). Jest też oczywiście analiza koncepcji Stanisława Brzozowskiego, myśliciela nowoczesnego, choć nieomal fizycznie przygniecionego  przez wiek XIX. Jeszcze bardziej frapujące niż kwestie rozpadu tradycyjnej rodziny i przemiany pozycji kobiet, które były już wielokrotnie poddawane przemyśleniom antropologicznym, filozoficznym, socjo-psychologicznym itd., a przy tym niewątpliwie odkrywcze interpretacyjnie jest ujęcie przez Paczoską fenomenu przemiany idei i zjawiska XIX-wiecznej podróży (mającej swój archetypiczny wzorzec choćby w powieściach Juliusza Verne), przemiany będącej ważnym epifenomenem nadchodzącej nowoczesności XX-wiecznej. W drugiej części swojego eseju Paczoska dokonuje zabiegu odwrotnego niż ten z części pierwszej. O ile tam śledziła w kulturze XIX wieku plemniki, zarodniki i embriony XX wieku, o tyle tu poszukuje w literaturze XX wieku spadku po wieku XIX, a co najmniej jego pozostałości i śladów, a także odpowiedzi na pytanie, jak twórcy (n.p. tak różni jak Berent, Gombrowicz czy J.M. Rymkiewicz) zmagają się z jego dziedzictwem. Swój esej kończy Paczoska rozdziałem „Wiek XIX – reaktywacja”, a zawiera on tak ciekawe puenty,  w tym zawarte w podrozdziale „Dodatek”, że byłoby faux pas odbieranie potencjalnym czytelnikom przyjemności dotarcia do nich.

Ewa Paczoska – „Prawdziwy koniec XIX wieku. Śladami nowoczesności”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2010

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko