Janusz Termer – Włodzimierza Kłaczyńskiego Zasiek polski

0
113

Janusz Termer


Włodzimierza Kłaczyńskiego Zasiek polski

Podobno autor Gry w klasy – Julio Cortazar, zapytany kiedyś przez dziennikarza o co chodzi w tym całym dzisiejszym postmodernistycznym pisarstwie, miał odpowiedzieć krótko: “Nothing matters, anything goes” (O nic nie chodzi, wszystko uchodzi). Toteż – wbrew proroctwom i teoriom owych postmodernistów czy innych dzisiejszych równie jałowych eksperymentatorów – zainteresowanie odbiorców literatury budzi przede wszystkim owa tak spostponowana i “wyklęta” przez współczesną postmodernistyczną krytykę powieść klasyczna: dobrze skrojona i wyważona w szczegółach, oparta na nowocześnie realistycznych środkach wyrazu i rzecz jasna na współczesnej psychologicznej wiedzy o człowieku.

Czyli szeroko panoramiczna opowieść o konkretnej epoce, jej nieuchronnych historycznych uwarunkowaniach i żyjących w niej ludziach; postaciach bohaterów poddawanych nieustającej presji wszelkich możliwych zewnętrznych nacisków oraz wewnętrznych przeżyć i doświadczeń, czyli wydawałoby dawno już wyklęta i niemodna opowieść o czynach, „przygodach” życiowych, nieustannych, „dużych i małych”, potyczkach z historią (czasem) i losem każdego z nas!

Taką właśnie prozę uprawia autor Zasieku polskiego. Już wcześniejsze utwory prozatorskie tegoż pisarza – Włodzimierza Kłaczyńskiego – jak filmowany dla potrzeb telewizyjnego wojenno i jednocześnie obyczajowo-społecznego serialu Popielec (1981 i 1988), jak poruszający dociekliwością psychologiczną i językową zbiór mikropowieści Wronie pióra (1987), przypominających Wertepy Leopolda Buczkowskiego, czy jak niekonwencjonalna i “niepoprawna politycznie” powieść o ludziach i czasach polskiej transformacji ustrojowej Anioł się roześmiał (1995) – zapowiadały pisarza wielkiej miary: znakomitego realistę, wrażliwego i wiarygodnego świadka swojej epoki, przenikliwego obserwatora polskiej XX-wiecznej rzeczywistości oraz ludzi uwikłanych w jej pułapki i meandry, bardzo przy tym oryginalnego architekta powieściowych fabuł.

W całej pełni potwierdziło to wydanie w 2005 roku obszernego, wielotomowego dzieła tego pisarza, o metaforycznie oraz semantycznie istotnym tytule Miejsce. Powieściowego cyklu złożonego z pięciu części, także znacząco zresztą zatytułowanych: Korso, Krawędź wieku, Ważenie bólu, Gon, Głowa Holofernesa. Utworu o wielowątkowej i czasowo rozległej akcji ulokowanej w owym tytułowym „miejscu” (domyślnie Mielec i okolice); miejscu symbolizującym, w najgłębszej swej warstwie znaczeniowej, ogólne, złożone i pogmatwane indywidualnie losy mieszkańców nie tylko tego podkarpackiego regionu, ale i pośrednio losy i dzieje całej zbiorowości polskiej, z całym jej ówczesnym zróżnicowaniem społecznych, narodowościowych i wewnętrznych konfliktów psychologicznych. Narastających z latami na rozległej przestrzeni, sięgającej po sam początek niedawno minionego wieku XX, poprzez arcyciekawy tutaj czas międzywojnia (zeromsko-przedwiośniowe” nadzieje niepodległościowe, nieśmiałe reformy społeczne, początki COP), a obejmującej czasy aż do końca lat drugiej wojny światowej. Dzieło to, czyli Miejsce, trudno określić inaczej niż mianem wielkiej i w swoim rodzaju wybitnej, prawdziwie „współczesnej epopei” (rzecz dziś z wielu powodów niezwykle rzadka), charakteryzującej się nadto dążeniem do maksymalnego obiektywizmu w literackim odzwierciedlaniu rzeczywistości. Toteż przyjęte zostało ono z całkowicie zasłużonym zaciekawieniem, i nawet niekiedy entuzjazmem, szczególnie przez czytelników, znudzonych jałowym eksperymentatorstwem w prozie, doceniających jego poznawcze walory, w tym i atrakcyjne w lekturze opisy nieprawdopodobnych, wydawałoby się nawet niekiedy, przygód, przeżyć i doświadczeń bohaterów…

Teraz oto ukazuje się swoisty ciąg dalszy tegoż dzieła Włodzimierza Kłaczyńskigo – dwuczęściowa powieść Zasiek polski (2008, t. 1, Idy lipcowe, t. 2 Biały koń). Jest to istotnie kontynuacja (miejmy nadzieję, że jeszcze nie definitywne zamknięcie cyklu) wielu wątków fabularnych tamtego wcześniejszego  utworu, zawierająca nowe elementy życia jego bohaterów, nowe niesione przez nowe czasy dramatycznie wydarzenia, dotyczące  ludzi różnych pokoleń, sfer społecznych, poglądów politycznych i mentalnych Polaków mających wyjątkowe „szczęście” urodzić się i żyć w tamtym, tak niebywale złożonym miejscu i czasie: obu wojen światowych, niesłychanego okrucieństwa wielkich systemów totalitarnych o różnych zabarwieniach, epoce gwałtownych przeobrażeń cywilizacyjnych i społecznych, entuzjazmu i nadziei zarówno międzywojennego dwudziestolecia, lat wojennych i okupacji niemieckiej, jak  i tuż powojennych latach. To główny tutaj temat narracji – ten okres niebywale ostrych przewartościowań i zawirowań geopolitycznych polskiej rzeczywistości, nowych konfliktów oraz wynikających stąd rozlicznych dramatów społecznych i indywidualnych. Spraw ukazywanych teraz (jak i przedtem) wprost, bez jakichkolwiek cenzuralnych, obyczajowych czy politycznych tabu, łagodzących ich wymowę osłonek.

Przywołać je, zrozumieć i wyrazić, czyli opisać bez łopatologicznej tendencyjności – to jest właśnie ów horyzont, motyw główny i wielkie pisarskie zadanie, jakie stawiał przed sobą Włodzimierz Kłaczyński już zresztą wcześniej, a teraz, w tym nowym swoim dziele z powodzeniem kontynuuje. Jako pisarz realista, zarazem często bezpośredni świadek (autor urodził się w 1933 roku) wielu przywoływanych tutaj własnych autentycznych lub znanych z wiarygodnych źródeł przekazu faktów i wydarzeń. Wydarzeń z tamtej, historycznej już dla wielu z nas epoki – odziedziczonej z całym dobrodziejstwem inwentarza – ale jakże często nadal ważnej dla nas, dziś żyjących. I jakże często, tak przedtem, jak i obecnie, oddawanej w pacht jednoznacznie prostych i płaskich schematów, stereotypów, politycznych gierek, spiskowych teorii, aktualiów propagandowych potrzeb. I jakże przez to zafałszowywanej czy w najlepszym razie niemiłosiernie upraszczanej i spłaszczanej jednowymiarowo – tak zawsze przecież złożonej rzeczywistości – przez nowych propagandystów (różnej zresztą kolorystycznie maści).

Autor nieprzypadkowo przecież przywołuje, jako motto jeszcze dla powieści Miejsce, wypowiedź wielkiego amerykańskiego pisarza noblisty Williama Faulknera, wychowanego – jak sam to wyznawał w  mowie wygłaszanej w Sztokholmie, przy odbiorze nagrody Nobla – na tej ważniej dla niego dyspozycji pisarskiej przesłaniu zaczerpniętym z prozy Henryka Sienkiewicza: „Przeszłość nie jest martwa. Ona nawet nie przeminęła”. Nie trzeba dodawać, że owe motto jest oczywiście nadal dla autora Zasieku polskiego ważne i aktualne

Polecam zatem uwadze czytelników Zasiek polski, tę fabularną i znaczeniową kontynuację poprzedniego utworu Włodzimierza Kłaczyńskiego. I to nie tylko tym, którzy już odkryli czysto literackie i poznawcze wartości, smaki i znaczenie tamtego jego dzieła. Poznali i docenili zwłaszcza jego atrakcyjność widoczną także i w warstwie ogromnej autorskiej inwencji, także językowej natury. Wartości dzieła pełnego przy tym również autentycznego poczucia humoru – nawet wówczas, gdy jest to tylko gorzki „chichot historii”. Jak wówczas, gdy po latach wracają do nas obecnie jak bumerang problemy wydawałoby się dawno już nieaktualne, zamknięte raz na zawsze po ponad grubo półwieczu w tamtych niezmiernie przecież ponad wszelką miarę konfliktogennych  realiach historycznych, politycznych i ustrojowych, po okresie sześcioletniej narodowej wojennej i okupacyjnej gehenny, po krótkotrwałych powojennych wielkich nadziejach wielu ocalonych z nieuchronnej perspektywy zagłady. I rychło też tracących owe utopijne złudzenia na nadejście lepszego, nowego, wspaniałego świata…

Ale także polecam Zasiek polski wszystkim tym, którzy zetkną się z pisarstwem Włodzimierza Kłaczyńskiego po raz pierwszy. Znajdą w nim bowiem nader wciągającą i pasjonującą lekturę, tworzoną przez splatające się w fabularnych pomysłowych konstrukcjach wątki o mało znanych realiach życia tamtej epoki w tamtej, mało w literaturze opisanej, części Polski oraz wiele ważnych obserwacji ogólniejszej natury prawd o rodzeniu się na nowych postawach zachowaniach, wyborach i czynach, jak też i dotyczących dalszych złożonych losów poszczególnych postaci z całego wcześniejszego cyklu. Jak  na przykład kapitalnie zarysowana postać i ewolucja poglądów życiowych niejakiego Władysława Kuny, byłego kłusownika, potem leśniczego w lasach hrabiowskich, a w latach wojny aktywnego uczestnika partyzanckiej podziemnej walki. Jak wiele innych, niewątpliwie autentycznych postaci (czuje się przez cały czas lektury, że jest to – musi być! – także powieść „z kluczem” personalnym), z całego tego obecnego, również obszernego, wręcz epickiego powieściowego cyklu. Pisarz ten świadomie i znakomicie konstruuje wielowątkową akcję – wpisując w nią wiele celnych i nierzadko bardzo krytycznych spostrzeżeń na temat tak zwanego bohatera zbiorowego naszej tej naszej narodowej przeszłości. Daje ciekawy obraz charakterystycznych cech, postaw czy bezrefleksyjnych zachowań rodaków, jak szlacheckiego jeszcze chowu sobiepaństwo, egoizm klasowy, powierzchowna religijność, swarliwość czy polityczna naiwność wielu wydawałoby się całkiem rozsądnych i zaradnych życiowo ludzi, dających się czasami tak łatwo nabierać na lep rozmaitej zresztą maści propagandystów (dawniejszych i obecnych). Które to postawy i zachowania, jak to doskonale obecnie widzimy, wcale nie należą do bezpowrotnie minionej i przezwyciężonej przeszłości. I których długie cienie nadal padają na naszą tak rzekomo gruntownie odmienioną teraźniejszość…

Na pewno warto wiedzieć, co ma nam o tym do powiedzenia Włodzimierz Kłaczyński – autor tego znakomitego dzieła o Polsce i Polakach z lat już niby tylko historycznych, bo tuż powojennych, a przecież tak nadal brzemiennych dla naszej teraźniejszości. A warto przy tym podkreślić mocno, że pisarz ten doskonale obchodzi się bez narzucania swoich poglądów politycznych czy sądów apriorycznie wartościujących ludzi czy wydarzenia. Wystarczają mu wyłącznie fakty, sama złożoność losów ludzkich, horyzont świadomości i swoista “zdradliwa” mowa bohaterów powieści. Mówi w niej ciekawie i oryginalnie o problemach sygnalizowanych symbolicznie, już choćby poprzez sam tytuł – Zasiek polski, pozwalający na szersze niż sam “czysty” tekst utworu uogólnienia i interpretacje (podobnie, jak nie przymierzając, Kompleks polski Tadeusza Konwickiego) oraz także same, również nacechowane uogólniająco znaczeniowowymi odwołaniami, podtytuły obu części tego utworu –  Idy lipcowe i Biały koń. Tego obszernego o epickim zakroju dzieła, budowanego niespiesznie, cierpliwie, acz w sumie z wielkim rozmachem, a i często przy użyciu takich środków wyrazu, jak sardoniczny i (lub) ironiczny uśmiech, odnoszący się zarówno do spraw konkretnych, niby tylko drobnych (np. heroikomiczny w swej wymowie opis produkcji bimbru dla żołnierzy radzieckich w starym pałacu, należącym kiedyś do rodziny Rejów, przez pewnego nie mającego o tym zielonego pojęcia polskiego inżyniera z innej branży!), jak i również do spraw ogólniejszych, mających jednak zawsze w tle swój niezmiernie realistyczny podkład i zakorzenienie…

Zasiek polski Włodzimierza Kłaczyńskiego jest utworem, którego autor udowadnia pośrednio (pośrednio, bo tak zwane zagadnienia autotematyczne w zasadzie go nie interesują), że chlebem powszednim współczesnej literatury, ściślej prozy powieściowej, nie tylko zresztą polskiej, bo jest to tendencja ogólnoświatowa, na rzecz której można by przytoczyć wiele przykładów, jest właśnie ta niby raz na zawsze “wyklęta” literatura realistyczno-opisowa o zakroju epickim.

 

2008

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko