Krzysztof Lubczyński – Polityczne rymy Rymkiewicza

0
260

Krzysztof Lubczyński

Polityczne rymy Rymkiewicza

W posłowiu do swojego tomiku „Wierszy politycznych” Jarosław Marek Rymkiewicz uzasadnia, dlaczego go opublikował. A to mianowicie dlatego, że tomik jest przypomnieniem długiej już tradycji polskiej poezji politycznej. Rymkiewicz ubolewa, że przynajmniej część czytelników jego głośnego wiersza „Do Jarosława Kaczyńskiego” nie zrozumiała kontekstu tego utworu, nie zrozumiała tego, że wpisuje się on w  starą, omszałą tradycję czyli że nihil novi sub sole. Święte słowa.

Tradycja polskiej poezji politycznej zaczyna się mocno – od Jana Kochanowskiego, realizuje się dalej przez stulecia w utworach Wacława Potockiego, Jakuba Jasińskiego, Romantyków, Kornela Ujejskiego, Władysława Broniewskiego, Juliana Tuwima („Na śmierć prezydenta Narutowicza”, w którym skądinąd można się dopatrywać estetycznej inspiracji do wiersza o którym była mowa wyżej), aż po Czesława Miłosza, Ernesta Brylla czy Zbigniewa Herberta, nie mówiąc już o samym Rymkiewiczu. Ha! Po drodze  była też polityczna, i to krańcowo, poezja czasu socrealizmu, by wspomnieć tylko Woroszylskiego i Mandaliana z ich „Wiosna pięciolatki”. A i tak nie wymieniłem dziesiątków, jeśli nie stek nazwisk, bo nie sposób. Owa poezja polityczna była zatem bardzo zróżnicowanego ideowego autoramentu, w barwie od bieli i czerni do jaskrawej czerwieni. Nie ukrywam, że jako czytelnik lubię poezję polityczną, i jako dokument historyczny i niejednokrotnie z powodów estetycznych.

 

Nie ulega wątpliwości, że zarówno z powodu wspomnianego wiersza, który został w tym tomiku pomieszczony, jak i z innych powodów, także autorstwa Rymkiewicza, edycja ta nie zostanie przyjęta jako zdarzenie artystyczne, lecz jako akt polityczny. Jednak wybór dokonany przez Rymkiewicza pokazuje, że polityka i historia jako tworzywo poezji nie są mu obce od dziesięcioleci, o czym świadczy choćby otwierający wybór wiersz z 1955 roku „Na śmierć obywatela”. Do najlepszych wierszy tomiku należy „Mogiła Ordona” z 1979 roku, tytułem nawiązujący do Mickiewicza, ale stylem poetyckim raczej do XIX-wiecznej poezji tyrtejskiej przefiltrowanej cokolwiek i przez księdza Bakę i przez współczesny język poetycki, podobnie jak „Zbaraż 1979”.  I oczywiście kapitalny „Kiedy się obudziłem, Polski już nie było”.

Wiersze, zgodnie z konwencją, napisane zostały w tonie narodowej powagi, patosu, apoteozy śmierci i męczeństwa za ojczyznę, ale Rymkiewicz nie byłby sobą, czyli poetą wyrafinowanym, świadomym, a przy tym bardzo uczonym profesorem literatury,  by nie dodać do tego wszystkiego także innej ingrediencji – szczypty cieniutkiej jak obłok ironii, jakiegoś ledwo uchwytnego dystansu. Sprawiają one, że mimo wszystko, być może nawet wbrew intencjom samego autora, daje się czytać te wiersze także jako grę poetycką, jako akt estetyczny, jako rozkoszowanie się frazą, jako świadomą estetyzację takich kategorii jak bohaterstwo, miłość ojczyzny czy motywy thanatyczne. Dowód? Bardzo proszę. Oto fraza z wiersza „Warszawa Śródmieście – Milanówek, godzina 23.42”: „Na podłodze leżała zgwałcona dziewczyna/W gazecie było foto – we krwi trup Rywina” i dalej: „Niż ten płacz ja innego nie chce mieć pomnika/W gazecie było foto – we krwi trup Michnika”. Ironia i autoironia jak byk. Niech tylko Rymkiewicz, poeta kunsztowny i pełen dzikiego temperamentu uważa, na miłość boską, z tą krwią. Wariatów, także czytających jego wiersze, nie brakuje w tej naszej Rzeczypospolitej.

 

Jarosław Marek Rymkiewicz – „Wiersze polityczne”, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2010

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko