Marek Wawrzkiewicz – Tołstoj pisze dzisiaj

0
109

Marek Wawrzkiewicz

Tołstoj pisze dzisiaj

W listopadzie bieżącego roku mija 100 rocznica śmierci Lwa Tołstoja

W kwietniu 1901 roku Lew Tołstoj opublikował tekst pt. Nie mogę milczeć. Artykuł? Esej? Zapewne to i to. Dziś taki tekst nazwalibyśmy listem otwartym. Do kogo? Do władz. Do wymiaru sprawiedliwości. Do ustawodawców. Ale przede wszystkim do rosyjskiego społeczeństwa. A może i do całej ludzkości.

Bezpośrednim impulsem, który spowodował napisanie tego tekstu było wykonanie w Chersonie  wyroku śmierci na  12 przestępcach. Skazani i straceni byli chłopi, którzy dopuścili się napadu i grabieży na posiadłość w tej okolicy.

Tołstoj jednak poruszony jest do żywego nie tylko tym wydarzeniem: jest ono jednym z wielu. Pisze on, że do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Rosja szczyciła się przed Europą, że nie wykonuje się w niej wyroków śmierci. Zaraz potem zjawisko to nasiliło się w ogromnym stopniu i zaczęto na mocy wyroków uśmiercać dziesiątki ludzi.

 

Tołstoj pisze, że przedtem w całej Rosji pracował jeden kat, który w razie konieczności odbywał służbowe podróże inkasując honoraria w wysokości 100 rubli od głowy. Z biegiem czasu coraz liczniej zaczęli się zgłaszać następni adepci tej profesji, którzy zadawalali się niższymi płacami. Normalne zjawisko rynkowe: popyt wymuszał podaż. Niektórzy stosowali szantaż: wykonując egzekucję kilku skazanych wieszali np. dwóch, a za trzech pozostałych domagali się dopłaty.

 

Nie sądzę, aby wielki, światowej sławy pisarz był kiedykolwiek świadkiem naocznym kaźni. Opisuje ją jednak niezwykle plastycznie i wyraziście, na każdym etapie i w każdym detalu. Jest to opis przejmujący. Nie ma w nim egzaltacji, uniesienia – po prostu sucha relacja, chwila po chwili, szczegół po szczególe. Można by rzec, że Tołstoj wyprzedził o dobre kilkadziesiąt lat protoplastów nowoczesnego reportażu literackiego: analogie tego pisarstwa z wczesnymi reportażami Hemingwaya nasuwają się same.

Jednak nie warstwa faktograficzna jest tu najważniejsza. Służy ona głównej i ponadczasowej, bo aktualnej i w dzisiejszych czasach refleksji, służy fundamentalnemu pytaniu: czy człowiek uzbrojony w ustawodawstwo, w ustawę, w stanowisko, chroniony przez aparat przemocy ma prawo zadać śmierć innemu człowiekowi? Czym różni się ten wszechmocny, w majestacie prawa zabijający człowiek od tego, który popełnił zbrodnię kierowany nędzą, głupotą, wybuchem wściekłości i zemsty, nienawiścią lub dojmującym poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości? Tołstoj nie osądza tych, którzy wyroki wydają i wykonują, zdaje się nawet sugerować, że to nie oni zabijają – robi to społeczeństwo, naród ubrany w uniform państwa. Robi to w imię porządku i prawa w asyście władz, służb porządkowych i duchownych, odprowadzających skazanych w ostatnią drogę. Ale czy właśnie porządkowi to służy? Śmierć dewaluuje się, staje się czymś powszednim, a zatem  tę zadaną w majestacie prawa i tę, która jest czymś uważanym za zbrodnię można potraktować tak samo – lżej. W obliczu tego zjawiska inaczej też traktuje się ludzi: skoro zabijają w imię prawa ludzie szanowani, wyniesieni na wysokie stanowiska i obdarzeni wielką władzą, to zabójcy są ludźmi czyniącymi coś zwyczajnego, oswojonego… A wobec tego wszystkiego zbrodnicze jest napisane przez ludzi prawo. Prawo usprawiedlające śmierć, prawo w imię którego można zabić człowieka.

Nie jestem pewien, czy wywód Tołstoja, który tu streściłem i uprościłem dałby się obronić – wtedy i tym bardziej dzisiaj. Ale może myślę tak dlatego, że przez większość swojego życia żyłem w świecie kary śmierci, wydawała mi się ona czymś wprawdzie okrutnym, ale jednak naturalnym i sprawiedliwym. Przecież wyroki śmierci wykonywano nie tylko u nas, ale i w innych, wysoko ucywilizowanych, nowoczesnych i kulturalnych krajach. Przecież to w Biblii czytaliśmy: oko za oko, ząb za ząb… I zastanawiając się nad własnym stanem ducha, pocieszając się, że przecież nie jestem w tej sprawie odosobniony, dostrzegam nagle, że tezy, wątpliwości i dylematy moralne Tołstoja nie straciły na aktualności. To, co napisał przed przeszło stu laty, jest wobec tego aktualne i dzisiaj. Nie ze względu na powszechność kary śmierci, a ze względu na nasz stosunek do tego problemu. Ze względu na naszą jawną czy skrywaną akceptację. Bo jeśli jest zbrodnia, to powinna być kara, adekwatna do zbrodni…

W ciągu stu lat przynajmniej dwa razy radykalnie zmieniły się porządki społeczne obowiązujące w wielu państwach. W obliczu tych zmian recepty Tołstoja na zmianę przerażającego stanu rzeczy nabrały cech naiwności i utopijności. Jego artykuł jest apelem. Odwołuje się do sfer wyższej moralności, do społecznego sumienia, do humanitaryzmu, który powinien tkwić w duszy każdego człowieka. Ale, jak uczy nas wielowiekowa praktyka, takie wzniosłe odwołania rzadko przynoszą konkretne skutki, choćby nawet zawierały w sobie mocne, racjonalne argumenty. Pozostają wprawdzie w chwalebnej historii ludzkiej myśli, ale blakną w powodzi nadciągających wydarzeń – wojen, przewrotów, rewolucji, w czasie których giną setki tysięcy i miliony ludzi, w epokach, kiedy śmierć staje się czymś powszednim, wpisanym w codzienność. Potem następuje czas leczenia ran, budowania nekropolii i  odsłaniania pomników. I dopiero, kiedy nastaje pora pokoju wraca problem kary śmierci – tak samo aktualny jak przed burzami. I dopiero wtedy przypominamy sobie, że jakiś nasz daleki przodek już o tym problemie mówił.

W czasach, kiedy Tołstoj uznał, że nie może milczeć, nasiliły się znacznie grabieże ziemiańskich siedzib, zabójstwa, gwałty, pożary. Sprawców tych przestępstw pisarz nazywa rewolucjonistami. Nie usprawiedliwia ani ich, ani ich czynów. Ale zdaje się uważać, że ich zbrodnie są niejako czystsze, bardziej szczere. A społeczeństwo, władza, prawodawcy odpłacają zbrodniarzom taką samą miarą, jednak spłata ta obciążona jest fałszem i hipokryzją. Sprawiedliwość jest w gruncie rzeczy uprawomocnioną przemocą. Prawo ustanowione przez ludzi piszących głupie i podłe ustawy usprawiedliwia zbrodnię. Zbrodnia staje się legalna, jest popełniana jakoby w imieniu wyższych racji, w imieniu społeczeństwa i narodu.

W tekście Lwa Tołstoja jest wspaniały, zapadający w pamięć fragment. Pewien jego znajomy malarz postanowił namalować obraz o egzekucji. Potrzebna mu była twarz kata. Malarz dowiedział się gdzie mieszka moskiewski kat, który w cywilu był stróżem. Nie zdradzając tematu obrazu usiłował namówić mężczyznę do pozowania, ale ten zdecydowanie mu odmówił. Wiedział, że robi złe rzeczy, za które ludzie go nienawidzą i nie chciał być uwieczniony na obrazie. A przecież wykonywał za pieniądze swoją podłą profesję, był tylko wykonawcą. I tu Tołstoj zauważa: przecież właściwi sprawcy zbrodni – przedstawiciele władzy, ministrowie, sędziowie – uważani są za ludzi szacownych i szanowanych, ich fotograficzne i malarskie portrety widnieją wszędzie… Stróż wykonujący zawód kata ukrywający swoja twarz jest więc człowiekiem o wyższej moralności niż jego mocodawcy …

W ciągu stu lat świat radykalnie się zmienił. Powiadają, że na lepsze. Ale czy zmieniła się mentalność jego mieszkańców? Co zmieniło się w naszym świecie, w którym jednym z głównych haseł są prawa człowieka?

W wielu stanach USA ciągle wykonywane są wyroki śmierci – metodami coraz bardziej humanitarnymi: stosuje się krzesła elektryczne, zastrzyki z trucizną.

Niektóre źródła podają, że w Chinach co roku karę śmierci przez rozstrzelanie wykonuje się na kilku tysiącach osób.

A Afryka, niektóre kraje arabskie, azjatyckie?

Mój kraj jest krajem katolickim, do wyznawców tej wiary przyznaje się podobno przeszło 90 % ludności. Niemal tyle samo uznaje, że największym autorytetem moralnym jest Jan Paweł II i jego nauczanie. Papież wielokrotnie występował przeciwko karze śmierci.

Jak wykazują badania opinii publicznej przeszło połowa katolickiego społeczeństwa jest za przywróceniem kary śmierci.

Tołstoj pisze dzisiaj.

 

Zapraszamy do komentowania artykułu

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko