Wacław Holewiński


Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe



Innej Rosji nie będzie…? Zapomnij…

 

jadro-dziwnosciOd czasów „Listów z Rosji” markiza  de Custine’a, znakomitego studium despotycznej Rosji za panowania Mikołaja I, tysiące jego następców pisarzy, sowietologów, kremlinologów, ekspertów, politologów – próbuje dociec, zdiagnozować, odczytać ten kraj, zrozumieć, znaleźć przyczynę, dla której ani trochę nie przypomina on reszty świata.
 

Peter Pomerantsev też podjął tę próbę. Miał łatwiej od innych – wyjechał z Rosji wraz z rodzicami, emigrantami politycznymi, w latach siedemdziesiątych. Rosyjski to jego pierwszy język, jego znajomość kultury, obyczajów, mentalności, były nieporównanie większe od tych, którzy poznawali Rosję z pozycji cudzoziemców. Ale przecież Pomerantsev, mimo rosyjskiej żony, teściów, jest też obcokrajowcem. Jest Anglikiem wychowanym w brytyjskim poszanowaniu prawa, w uładzonej przez wieki demokracji, w uczciwym biznesie.
 

Wrócił do Rosji na początku XX wieku. Wrócił jako filmowiec. Podjął pracę w prywatnej telewizji TNT, wydaje się, ze najbliższej programowo naszemu TVN-owi. Nie rozstawał się z kamerą, kręcił filmy, spotykał ludzi, wsiąkał w system, poznawał kraj od podszewki, od trzewi. Poznawał nędzę, korupcję, ale przede wszystkim odkrywał mechanizmy władzy.
 

Kim są bohaterowie „Jądra dziwności”? Obcokrajowcy, konsultanci, którzy znaleźli swój świat w programach pomocowych dla Rosji, gangster, który uznał, że proste zabijanie mu nie wystarcza, z dnia na dzień został reżyserem i producentem filmowym, sekty pogrążające nawet odpornych, mocnych ludzi, rosyjski kanał Russia Today, który za gigantyczne pieniądze przedstawia światu „rosyjski punkt widzenia”, nic nie znaczący obrońca moskiewskich zabytków, modelki, bizneswoman z branży chemicznej, która z dnia na dzień staje się dilerem narkotykowym, „Nocne wilki”. Ale najciekawszy w tym wszystkim jest „demiurg Kremla”, Władisław Surkow, człowiek, który jako jeden z pierwszych dostał zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych po zajęciu Krymu przez Rosjan. Mało kto wie, że ten człowiek wykreował obraz Putina – tego którego kochają Rosjanie, tego który „przywrócił godność” ich ojczyźnie, tego, który stał się wzorcem do naśladowania. To on tworzy na potrzeby Kremla partie polityczne, „niezależne” organizacje społeczne, fora obywatelskie i pozarządowe organizacje praw człowieka. „Z takim samym rozmachem, z jakim sponsoruje wielkie festiwale sztuki promujące prowokacyjnych współczesnych moskiewskich artystów, daje też wsparcie ortodoksyjnym fundamentalistom, którzy ubierają się na czarno, dzierżą w rękach krzyże i którzy te same festiwale i wystawy sztuki atakują. Kreml chce mieć kontrolę nad wszystkimi formami politycznego dyskursu: nie pozwolić na to, aby jakikolwiek – choćby najmniejszy – ruch czy prąd zrodził się i rozwijał poza jego murami. Moskwa Surkowa rano jest oligarchią, po południu demokracją, na kolację sprawuje monarchię, a do łóżka kładzie się z totalitaryzmem.” Surkow tworzy światy alternatywne, które początkowo budzą obrzydzenie albo śmiech, potem nabierają kształtów, pęcznieją, ktoś nieśmiało przebąkuje, że warto się temu przytrzeć, ktoś inny powtarza, że to jednak możliwe. Po miesiącu ta wersja wbija się do głów, nie ma innej. A czasami wszyscy mrużą oczy i powtarzają, że tak, że mamy do czynienia z kreacją, że inna rzeczywistość obowiązuje w pracy, inna na ulicy, inna jeszcze w domowym zaciszu. Nie trzeba słów aby ją rozumieć. To kwestia głowy.
 

Skorumpowany świat, w którym dziś, wolą Kremla, możesz być wyniesiony na szczyt, a jutro wylądować w więzieniu z wieloletnim wyrokiem tylko dlatego że FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) prowadzi swoją rozgrywkę z Urzędem do spraw narkotyków. Ot, po prostu – wpadłeś między żarna. Poddaj się, pochyl głowę, zaakceptuj.
 

– Dokumenty – warczy policjant w zaułku. Wiesz, ze to jak wezwanie do łapówki. „Czy mogę panu okazać szacunek”? Śmiech? Tak, tutaj, z oddali. A tam? Rzeczywistość. Ponura. Lepiej nie zadzierać.
 

Pomerantsev ma szansę na karierę. Może „pójść” do Ostankino. To wyżyny w rosyjskiej telewizji. Publicznej, z nieograniczonym budżetem, możliwościami, z szansami jakie na Zachodzie ma się – i to tylko nieliczni – po kilkudziesięciu latach. Napluj sobie w twarz, zrób to, co ci każą, przekonaj, że Rosja to kraj, który niczym nie różni się od innych, że chroni wiarę, moralność, że musi się bronić przed agresją, że wciąż jest otoczona wrogami. Nie daje rady, ucieka do swojego Londynu. Ale przecież tam jest też Rosja. Całe dzielnice wykupione przez tych, dla których milion, pięć milionów, sto milionów funtów to nie są żadne pieniądze. To ich dzieci  – obywatele świata – wykształceni w najlepszych, purytańskich szkołach, mówiące w kilku językach, a obok zwykli bandyci, dla których „sprzątnięcie” przeciwnika, zgarnięcie jego biznesu to chleb codzienny. Potrzebujemy ich pieniędzy, jak mantrę powtarzają rządzący. I ustępują krok po kroku.
 

Pomerantsev jest lepszym analitykiem niż tysiące politologów zatrudnianych w instytutach badawczych. Patrzy na Rosję trzeźwo, uważnie, wyciąga wnioski. „Kreml zmienia swoje komunikaty niemal na życzenie i dokładnie wedle zapotrzebowań: europejskich prawicowych nacjonalistów uwodzi atakami na Unię, skrajną lewice mami walką z amerykańską hegemonią, a amerykańskich konserwatystów religijnych przekonuje rosyjską walką z homoseksualizmem. Produkuje się tu szeroki wachlarz opinii, z których do woli może wybierać globalna publiczność, patrząc na Rosję z różnych miejsc świata i pod różnymi kątami. Tak tworzy się chór wielu głosów wspierających Kreml, którzy za pośrednictwem telewizji Russia Today wysyła to przesłanie na cały świat”.
 

A na koniec, mam wrażenie, tęskni. Bo to wciąż, na przekór wszystkiemu, jego Rosja.

 

Peter Pomerantsev – Jądro dziwności. Nowa Rosja, przekład Iga Noszczyk, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, str. 296.


Pin It