Krystyna Tylkowska



Poezja na kilkaset fal

czyli refleksje po lekturze antologii Morza polskich poetów w opracowaniu Zbigniewa Jankowskiego   (Gdańsk 2013)

 


  Wreszcie przeczytałam Morza polskich poetów. Ta książka bardzo długo, ponad pół roku leżała u mnie na półce. Kilka razy zdarzało mi się  do niej zajrzeć dokładnie tak, jak zazwyczaj zaglądam do antologii. W poszukiwaniu znanych mi, ulubionych wierszy, ewentualnie nieznanych wierszy moich ulubionych poetów. Dopiero wakacje i związany z nimi wyjazd nad morze skłonił mnie do uważnej lektury. Jechałam nad moje, właśnie tak, w pewien sposób moje morze, które zawsze wywołuje we mnie jakiś niedosyt, pragnienie więcej i więcej i nagle zapragnęłam, naprawdę zapragnęłam dowiedzieć się, jak to morze postrzegają inni ludzie, co w nim widzą, czym dla nich jest. Czyli można powiedzieć, że antologia ta cierpliwie czekała na chwilę, gdy jedna z czytelniczek odczuje potrzebę, by dogłębnie ją przestudiować. Doczekała się i przyznam szczerze,  była to dla mnie bardzo interesująca lektura.

 Już sam tytuł pokazuje jasno, że morze nie jest zjawiskiem, żywiołem do opisania, ujęcia w słowa. Każdy z poetów ma swoje własne morze, dla każdego jest ono czym innym, jednak wszystkie te słowa są potrzebne, aby stworzyć w miarę pełen, spójny obraz. Morze jest trochę tak samo nieprzewidywalne, jak poezja, tak samo ma wiele  twarzy, interpretacji. Jego związek z poezją jest na tyle istotny, iż trochę dziwi fakt, że tak niewiele powstało antologii dotyczących tego żywiołu. Morze jest tematem, pretekstem, a jednak dostajemy antologię różnych stylów, różnych postaw poetyckich.

  Antologia zawsze jest wyborem, zawsze w jakiś sposób pozostaje otwarta, niepełna,  dąży jedynie do owej pełni, często dotąd, aż eksploduje, zmusza do wydania. 

 Spodobało mi się w tej książce to, że nie tylko jest chronologicznym zestawieniem utworów różnych  poetów, którym zdarzyło się pisać w jakimś określonym czasie. Widać tu również duży wpływ, niemal współautorstwo Zbigniewa Jankowskiego (autora opracowania), który tworzy własną opowieść, całość, za pomocą swoich i nie swoich wierszy i wypowiedzi, ukazując własną filozofię. Rzadko twórca antologii jest aż tak widoczny, wyraźny, zwykle kryje się za wybranymi przez siebie wierszami i raczej nie szuka pomysłów, żeby je zaprezentować, wierząc, że utwory przemówią same za siebie.

 Co uderzyło mnie w Morzach polskich poetów to fakt, że antologia sprawia wrażenie jakiejś wypracowanej, nieprzypadkowej całości, tak, jak dobry tomik, w którym ma się wprawdzie swoje ulubione utwory, ale widać, iż nie tylko każdy wiersz jest odrębną całością, ale również całość tworzy tomik, że kolejność nie jest przypadkowa i zadaniem czytelnika jest odnalezienie klucza.

  Niby mamy tu, jak już pisałam, do czynienia z chronologicznym ułożeniem poetów- od Jarosława  Iwaszkiewicza do Tadeusza Dąbrowskiego. Właściwie nie jest to klucz, raczej pewien porządek, rzecz niemal bez znaczenia. Różne postawy wobec morza, ale też różne style pisania poezji wynikają bardziej z indywidualności autorów, niż z czasów, w których przyszło im tworzyć.

 Mottem całego zbioru jest utwór Stanisława Grochowiaka Morze – śnieg. Interesujące wprowadzenie. Wzajemne oswajanie się z  morzem od którego wszyscy uciekali. Wzajemne stwarzanie się- poeta stwarza morze, a morze poetę. Twórca pozostaje jednak obserwatorem. Obserwację mamy też w wierszu Dąbrowskiego zamykającym antologię. Lecz jakże inną nie łączącą się z wzajemnym stwarzaniem, ale z zespoleniem, utożsamieniem, ale też niepewnością „więc to ja byłem morzem?”

 Czy pozostałe postawy zawierają się gdzieś pomiędzy tymi dwiema? No i jest jeszcze coś, co zwraca uwagę. Te dwa wiersze krańcowe pokazują, że w tym wyborze bardzo ważny jest człowiek, poeta. Stoi on na równi z morzem, bez niego morze nie zaistniałoby, nie zostało stworzone. Chyba trochę inaczej, niż czytamy we wstępie „(...) zasadniczym założeniem tej morskiej antologii było stwierdzenie, że poeta nie pisze na temat morza, ale morzem na temat siebie i swojego indywidualnego świata.” Ale czy na pewno inaczej?

  Na antologię składają się nie tylko wiersze. Ważną jej częścią są też wypowiedzi poetów, dotyczące morza. Pomysł świetny i w większości przypadków fantastycznie się sprawdza.  Twórcy w swoich wypowiedziach wyznaczają granicę swoich światów poetyckich, czasem badają, czasem prezentują dobrze znany teren. Robią to różnie, każdy na swój sposób. Poprzez wspomnienia, poprzez dzielenie się swoją recepcją, swymi odczuciami, czy ważnymi, sprawczymi lekturami dotyczącymi morza. Trudno to zresztą usystematyzować i nie ma takiej potrzeby. Znów indywidualność poetów wymyka się wszelkim szufladkom. Kilka zaledwie wypowiedzi trochę mnie rozczarowało. Stanowiły bowiem komentarz do wierszy, narzucały ich interpretację, tłumaczyły się. I to wszystko jakoś tak zbyt wprost. Jak gdyby tych paru poetów nie ufało sile swej twórczości, albo może nie wierzyło we wrażliwość i inteligencję czytelnika.

  Nie znam pierwszej, mniej rozbudowanej wersji tej książki, czyli pozycji wydanej przed ponad trzydziestu laty, zatytułowanej Morze u poetów. Nie wiedziałam więc, czego oczekiwać, czego się spodziewać. I przyznam, że wielokrotnie byłam zaskoczona. Nie chodzi tylko o wybór wierszy, tym ciekawszy, że mocno nieoczywisty. Powiem szczerze, że spośród tych siedemdziesięciu kilku poetów stosunkowo niewielu jest takich, którzy kształtują lub kształtowali mój odbiór świata. Pojedynczych twórców zaprezentowanych w tej antologii czytuję, kilku czytywałam dawniej. Moje fascynacje poetyckie rzadko pokrywają się z utworami zaproponowanymi przez Jankowskiego. Również aby opowiedzieć o swoim własnym morzu poezją innych, wykorzystałabym nieznaczną tylko część wierszy z tej książki, szukałabym gdzie indziej. Jednak była to ważna, fascynująca i bardzo przyjemna lektura. Spojrzeć na ukochaną, oswojoną część świata z całkiem innej perspektywy (a raczej z wielu innych perspektyw), mnóstwem innych oczu, to zawsze bardzo ciekawe, wzbogacające doświadczenie. Morza polskich poetów to skarbnica pięknej poezji na kilkaset fal.


Pin It