Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

The history of the adventures of Agata Bielik-Robson

Opowieść Agaty Bielik-Robson o jej życiu co rusz budziła we mnie podczas lektury rozmaite literackie asocjacje. Stąd powyższe nawiązanie do stylistyki tytułów charakterystycznych dla angielskiej, XVIII-wiecznej powieści łotrzykowskiej, do Henry Fieldinga nade wszystko, do „Historii życia Toma Jonesa”, „Przygód Josepha Andrewsa” czy „Życia wielkiego Jonathana Wilda”. Ta niezwykle uczona i kreatywna filozof, pisarka filozoficzna (sama mówi sobie w męskoosobowej formie – pisarz filozoficzny) ma bowiem biografię nieomal łotrzykowską, z malowniczym dzieciństwem w podwarszawskim Aninie, z bogatym życiem romansowym i przesiedzeniem się w bułgarskim areszcie za przemyt włącznie. Jest też w usposobieniu, postępkach, stylu postaci i myśleniu Agaty Bielik-Robson coś z bujności kobiecych, ale też i po trosze męskich, postaci Szekspira, coś z ich witalizmu, inteligencji czy błazeństwa. Coś też - jedność w sprzecznościach - z bohaterek romantycznych i coś z postaci z wolterowskich powiastek filozoficznych. I może nawet jakiś okruch z przygód Markizy Angeliki. Po szczypcie każdego z tych składników i wielu innych jeszcze. Słowem, jest bohaterka tej książki postacią prawdziwie literacką i to nie tylko dlatego, że Marta Cohen z powieści Cezarego Michalskiego „Siła odpychania”, to postać zbudowana na motywach z życia Agaty Bielik-Robson. Żeby dopełnić asocjacji literackich, które – jako się rzekło – przy lekturze „Żyj i pozwól żyć” nasuwają się bardzo obficie, można by też określić tę książkę jako swoistą Agaty Bielik-Robson bildungsroman. Owa osobista, momentami nawet intymna historia jest z mojego punktu widzenia najwspanialszym źródłem atrakcyjności tej lektury. Niebanalność biografii bohaterki polega między innymi na tym, że wywodzi się ona ze środowiska odległego od kręgów uniwersyteckich - można by je określić jako epigońskie w warunkach PRL, ale bardzo żywotne, walczące z pauperyzacją mieszczaństwo i drobnomieszczaństwo (tego drugiego terminu używam z wyłączeniem przypisanej mu negatywnej konotacji). Zaowocowało to niejako „naturalnym”, „na podwórku”, wychowaniem i samouformowaniem się Agaty Bielik, wolnym od zachowań charakterystycznych dla osób wychowanych w sformatowanych rodzinach uniwersytecko-intelektualnych.

Wszakże równolegle z ową czysto osobistą, pełną zaczepnego wdzięku, zwierzeniową narracją, Agata Bielik-Robson opowiada swojemu sprawnemu rozmówcy, Michałowi Sutowskiemu swoją biografię polityczną i myślową, we wszystkich jej etapach, przemianach, zwrotach, od doświadczeń „wściekłej” nastolatki uczestniczącej w latach osiemdziesiątych w ulicznych demonstracjach przeciw stanowi wojennemu, poprzez czas rozczarowania i wielkiej smuty schyłku lat osiemdziesiątych, współpracę z „Res Publicą” Marcina Króla, paradoksalny, pełen sprzeczności oraz napięć czas związków ze środowiskiem konserwatywnych katolików spod znaku „pampersjady”, kilkuletni pobyt i małżeństwo w Anglii, aż po rozejście się z wspomnianym kręgiem i pójście własną drogą. Opowieść Agaty Bielik-Robson jest zatem także ważnym głosem wzbogacającym - z subiektywnego oczywiście punktu widzenia - wiedzę o historii politycznej Polski ostatnich trzydziestu lat, w tym w szczególności jej prawicowo-konserwatywno-katolickiego pasma, w jego idiosynkrazjach, meandrach i przemianach, do których należy choćby sławna konwersyjna wolta pisma „Brulion” z „nawróceniem” na fundamentalistyczny katolicyzm.

Agata Bielik-Robson nie oszczędza w swej narracji nikogo. Jej ironiczne, szydercze strzały kierowane są zarówno w stronę środowiska „Agory” i „Gazety Wyborczej”, z Adamem Michnikiem na czele jak i w stronę „harcerzyków” z katolicko-konserwatywnej prawicy. Barwnie też zobrazowała „swoją” część środowiska uniwersyteckiego, głównie filozoficznego, serwując wiele celnych i ciętych personalnych charakterystyk.

„Żyj i daj żyć” jest lekturą pasjonującą, od której trudno się oderwać. „To się czyta jak kryminał” – niech tam, użyję tej zbanalizowanej frazy, ale jedynie w funkcji konwencjonalnej, po to, by podkreślić atrakcyjność narracyjną i intelektualną tej opowieści. Jednocześnie jest to narracja bardzo kobieca i świadomie kobiecości się nie wyrzekająca. Narracja zjawiskowo inteligentnej kobiety właśnie. Agata Bielik-Robson pozostaje bowiem w stałym, mocno paradoksalnym sporze z feminizmem, co znajduje u niej ikonograficzne, może podświadome, odzwierciedlenie w nieco tradycyjnym, klasycznym stylu ubierania się w duchu nieco konserwatywnej, acz wesołej lady. Paradoksów i sprzeczności w biografii i ocenach Agaty Bielik-Robson jest zresztą wiele. W pewnym sensie jest ona złożona z malowniczych sprzeczności. Feministka – niefeministka, romantyczna kombatantka „Solidarności” i ostry jej krytyk, trzymająca równy dystans od „lewicy kawiorowej” i „pampersów”, stale w stanie przekory wobec zadekretowanych idoli.

Żeby jednak nie wprowadzić nikogo w błąd akcentując jedynie tę część „Żyj i pozwól żyć”, która stanowi swoistą vie romancee i jest lekka i łatwa w lekturze, wypada wspomnieć o rozdziale „Filozofia”. Stanowi on swobodny, eseistyczny, prowokowany kompetentnie przez Sutowskiego wykład „projektu” filozoficznego Agaty Bielik-Robson, obrazujący owoce jej przemyśleń, filozoficzne filiacje, fascynacje i idiosynkrazje. Dla czytelnika nie wprowadzonego (jak piszący te słowa) wystarczająco rozlegle i gruntownie w zagadnienia współczesnej filozofii, nie będzie to wykład łatwy. Jego lektura sowicie się jednak opłaci i po zwalczeniu trudności - między innymi - natury terminologicznej i wynikających z braku umiejętności swobodnego poruszania się po mapie myśli dzisiejszej, można wyjść z tego placu z uczuciem niejakiego rozjaśnienia w głowie.

Na koniec oddam głos edytorowi, który o Agacie Bielik-Robson tak m.in. napisał: „Filozofka, profesor katedry Studiów Żydowskich na Uniwersytecie z Nottingham, Instytutu Filozofii i Socjologii PAN oraz pracownik naukowy Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie. Autorka wielu książek, m.in. „Na drugim brzegu nihilizmu: filozofia współczesna w poszukiwaniu podmiotu” (1997), „Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości” (2000), „Na pustyni. Kryptoteologie później nowoczesności” (2008), „Erros. Mesjański witalizm i filozofia” (2012) (…) najważniejsza współczesna filozofka polityczna, wielbicielka romantycznego liberalizmu i heretyckiej myśli żydowskiej. Znana z profesorskiej charyzmy i ciętego języka”.

Bohaterka pysznej lektury.

Agata Bielik-Robson -„Żyj i pozwól żyć. Rozmawia Michał Sutowski”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012

 

Arcydzieło sztuki biograficznej

Wiedziony nałogowym warszawocentryzmem rozpocząłem lekturę pierwszego tomu biografii Jarosława Iwaszkiewicza od rozdziałów trzeciego, zatytułowanego „Warszawa” i jedenastego – „Pod Pikadorem”. Przeczytałem te kilkadziesiąt w sumie stron o pierwszym, dziecięcym, warszawskim okresie życia artysty oraz o jego warszawskiej inicjacji artystycznej i oniemiałem z zachwytu. Z podziwu dla autora tej biografii, Radosława Romaniuka. Dość już staremu czytelnikowi rzadko zdarza się stan określany zwyczajowo jako niemożność oderwania się od lektury, a to mi się w tym przypadku autentycznie przydarzyło. Pomijam w tym momencie erudycję biografisty – to przecież warunek podstawowy w przypadku takich prac. Zachwycił mnie kryształowy styl, język narracji, nieskazitelność polszczyzny, a jednocześnie jej obrazowość, plastyczność, gęstość. I jakaś uderzająca świeżość, oryginalność w spojrzeniu na postać i na epokę, która – zdawało by się – nieźle jest opisana w literaturze biografistycznej, historycznej, pamiętnikarskiej, a także w prozie. Jest przecież m.in. „Książka moich wspomnień” i niedawno wydane dzienniki samego Jarosława Iwaszkiewicza, są wspomnienia jego córki Marii, są setki książek i artykułów zawierających mniej czy bardziej rozbudowane przyczynki i dygresje do biografii twórcy „Sławy i chwały”. A jednak ten tom czyta się z uderzającym uczuciem świeżości i nowości. Niewątpliwie sprawił to w pierwszym rzędzie talent Radosława Romaniuka, ale być może miała na to pewien wpływ jego metryka. Nigdy dotąd nie czytałem tak dużej rzeczy nie tylko o tej postaci, ale też o tej epoce, napisanej w naszych czasach przez tak relatywnie młodego człowieka (rocznik 1973). Może to świeże spojrzenie, wolne od perspektyw i ujęć charakterystycznych dla autorów wywodzących się ze starszych generacji, począwszy od rówieśników Jarosława Iwaszkiewicza, dało ów zjawiskowy efekt. Romaniuk dokonał swoistej remasteryzacji czyli cyfrowego odświeżenia postaci Iwaszkiewicza, jego biografii i panoramy jego epoki. I tak jak specjaliści od odświeżania taśm filmowych, poprzez oczyszczenie ich z zamazań, pęknięć zanieczyszczeń, poprzez odsłonięcie detali i nadanie obrazowi głębi, stwarzają im zupełnie nowy, momentami nieoczekiwany kształt estetyczny i treściowy, tak Romaniuk oczyścił okno - przez które przez lata patrzyliśmy na Iwaszkiewicza i jego epokę – ze złogów brudu, kurzu i pajęczyn, nieuchronnie nagromadzonych przez dziesięciolecia. Spojrzał na Iwaszkiewicza nowocześnie. Czyni to „Inne życie. Biografię Jarosława Iwaszkiewicza” nie tylko arcydziełem sztuki biograficznej, ale porcją (jakże na szczęście obfitą) doskonałej, wręcz soczystej prozy. Chwała „Iskrom” i Wiesławowi Uchańskiemu. Teraz tylko wypada czekać na tom drugi, podobna ma się ukazać za dwa lata.

Radosław Romaniuk – Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicz”, Tom 1, Wyd. „Iskry”, Warszawa 2012

 

 

Pin It