Krzysztofa Lubczyńskiego rekomendacje książkowe


Przeklęta aktualność rewolucji


Nikifor
Nikifor
Wielka Rewolucja Francuska niezmiennie nurtuje niektóre dociekliwe umysły. Bo choć minęło od niej już ponad dwieście lat, to ciągle aktualne jest przekonanie, że jak w retorcie chemicznej wytworzyło się w niej wiele z tego, co stanowi składnik naszej współczesności. Kategorie lewica-prawica, jednostka-zbiorowość, kategorie takie jak postęp, prawa, reguły rządzące społeczeństwem i ekonomią, emocje zbiorowe, relacje między ludem a elitami – w refleksji nad tym wszystkim warto ciągle sięgać do historii francuskiej rewolucji (1789-1815, jeśli włączyć w to, jak czynią niektórzy, okres napoleoński).

Szaleńcze zmiany cywilizacyjne jakich jesteśmy świadkami, czynią coraz więcej obszarów historii całkowicie zaprzeszłymi, mającymi wartość jedynie archiwalną. Bo jaką dziś żywą naukę możemy zaczerpnąć z tak kiedyś cenionej dziedziny historii, jak mediewistyka? Tymczasem analiza dziejów Rewolucji Francuskiej ciągle mówi coś o nas samych.

Do myślicieli, którzy potrafią owocnie myśleć o tym okresie dziejów ludzkości należy Bronisław Baczko, historyk filozofii i myśli politycznej, zamieszkały od 1969 roku w Paryżu. Jego obszerne, 500-stronicowe studium „Rewolucja. Władza, nadzieje, rozterki” jest rezultatem rozważań nad naturą – o ile to właściwe słowo – rewolucji. Zaczyna je od analizy właściwej rewolucji sprzeczności między demokratycznymi obietnicami, a rewolucyjnymi namiętnościami. Mówi też, o „przysięgach i krzywoprzysięstwach”, czyli o prawdzie i kłamstwie w rewolucji, a w konsekwencji w polityce w ogóle, o naturze terroru, o wizerunku tyrana na przykładzie postaci Robespierre’a, o Thermidorze jako o wzorcu wielkiego odwetu politycznego. Mówi też o relacjach między utopiami a realizmem politycznym, o stosunku rewolucji do tradycji i sposobach jej wykorzystywania na przykładzie rewolucyjno-napoleońskiego renesansu postaci wielkiego XVII-wiecznego wodza francuskiego, Tureniusza. Całość kończy – jakżeby inaczej – studium o Napoleonie I. Dlaczego „jakżeby inaczej”? Okazuje się bowiem, że postać ta i jej dzieje są niezmiennie tak wielkim i cennym rezerwuarem treści niezmiernie aktualnych, a dotyczących mechanizmów władzy, że jest to aż zdumiewające.

Nad całością unosi się generalne pytanie postawione przez autora – jak dokonuje się „wychodzenie z rewolucji”. Stawiali je zarówno rewolucjoniści jak i kontrrewolucjoniści. W odpowiedziach jakie dawali, kryje się ogromna wiedza o naturze polityki i rządzących nią prawach.

Dzieło Baczki jest lekturą kapitalną. Łączy walory dzieła w pełni naukowego, wyposażonego w klasyczny aparat metodologiczny z uroda potoczystego eseju, erudycyjnego, pełnego malowniczych paradoksów. Sądzę, że duża w tym zasługa tłumacza, Wiktora Dłuskiego. Swoją „Rewolucję” napisał bowiem Baczko po francusku, a czytelnicy polskich przekładów eseistyki francuskiej, czy to historycznej czy filozoficznej miewają problemy z absorbcją jej charakterystycznego stylu, dość słabo konweniującego z polszczyzną. Przełożony przez Dłuskiego na doskonałą, klarowną polszczyznę esej Baczki jawi się całej intelektualnej i estetycznej krasie. Dla tych, którzy lubią przygody intelektualne z „najwyższej półki”, lektura tej książki może się taką stać. I na koniec uwaga adresowana do czytelników nie wprowadzonych w materię będącą przedmiotem rozważań Baczki. Jego dzieło nie jest w najmniejszym stopniu apologią, pochwałą rewolucji. Zbyt wiele przeżyliśmy w związku z rewolucjami rozczarowań by epatować się nimi. Przez Baczkę przemawia wyzbyty złudzeń, chłodny sceptyk – obserwator, który bardzo wiele zobaczył.

Bronisław Baczko – „Rewolucja. Władza, nadzieje, rozterki”, Słowo-Obraz-Terytoria, Gdańsk 2010

 

O Kisielu, powieściopisarzu z tezą

W trakcie ubiegłorocznego - przepraszam za pleonazm - Roku Kisiela nie trudno było zauważyć, że najmniej mówiono o jego pisarstwie, o jego prozie. Przypominano Stefana Kisielewskiego jako enfant terrible PRL i opozycji, jako błyskotliwego felietonistę „Tygodnika Powszechnego”, jako facecjonistę i stańczyka, nawet jako kompozytora, a jako o prozaiku jedynie wzmiankowano. Nic dziwnego, o prozie powieściowej nie sposób rzeczowo mówić czy pisać bez możliwie gruntownej jej znajomości. A przecież Kisiel, to znakomita, tajemnicza, pełna oryginalnego klimatu, napisana za okupacji w Warszawie powieść „Sprzysiężenie”, o której słynny ksiądz Piwowarczyk powiedział, że „to kiepska pornografia” (cóż to były za kryteria przyzwoitości!). Tę dziwną psychomachię, gatunkowo mieszaninę powieści sensacyjnej, obyczajowej, miłosnej i politycznej Kazimierz Wyka nazwał powieścią antynomii, a Jerzy Adamski studium „jałowej udręki inteligenta”. Dorobek Kisiela to także cykl powieści politycznych usytuowanych w realiach PRL, głównie studiów władzy, takich jak „Widziane z góry”, zawoalowany portret Artura Starewicza oraz władzy gomułkowskiej, „Cienie pieczarze”, „Ludzie z akwarium”, „Śledztwo”, czy „Romans zimowy”. Na dobrą sprawę, proza Kisiela to jeden z nielicznych, prozatorskich obrazów życia politycznego w PRL po stronie opozycyjnej nie skażony nadmierną tendencyjnością spojrzenia, od którego nie uchronili się nawet całkiem nieźli pisarze. Zarzucano tej prozie niedostatki artystyczne. Gdy więc trochę rozpaczliwe szukałem czegoś jeszcze o prozie Kisiela niż to, co (znakomicie zresztą, ale wyrywkowo) napisali o niej wspomniani badacze, natrafiłem wydaną co prawda ładnych kilka lat temu, bo w 2003 roku, pracę Mirosława Ryszkiewicza, „Forma ideologii – ideologia formy. O powieściach Stefana Kisielewskiego”. Co prawda wstęp odautorski napisany został tak ciężkim, mętnym, hermetycznym językiem, że mógł sceptycznie usposobić do lektury całości nawet czytelnika wprawnego w czytaniu tego typu narracji, ale po jego przebrnięciu zyskujemy nagrodę – styl pracy zyskuje na potoczności i jasności. Punktem wyjścia dla autora jest przyjęcie założenia, że proza powieściowa Kisiela powinna być przede wszystkim rozpatrywana i analizowana nie jako proza artystyczna, lecz jako literatura z tezą. Nie wyklucza to istnienia walorów stricte artystycznych w tej prozie, ale przede wszystkim sytuuje ją w polu gatunkowym, tworzonym przez powieści perswazyjne, tendencyjne, społeczne, polityczne, dyskursywne, a także kryminalne. Sam Kisiel określał swoje powieści jako rezonerskie. Ryszkiewicz, który jest literaturoznawcą zakreśla najpierw szerokie tło metodologiczne dotyczące badań nad tego typu odmianami gatunkowymi powieści, a następnie „przepuszcza” przez ten aparat kolejne powieści Kisiela, starając się odnaleźć właściwy im status znaczeniowy. Rzecz jest typowo akademicka, niełatwa w lekturze, ale przebicie się przez nią sowicie się opłaca. Szkoda tylko, że zajmując się powieściami PRL-owskimi, wydawanymi przez Instytut Kultury w Paryżu, pod pseudonimem Tomasz Staliński, autor nie uczynił wyjątku i nie dokonał także analizy okupacyjnego „Sprzysiężenia”, najciekawszej z powieści Kisielewskiego. Jej struktura i tematyka nie wyłącza jej bynajmniej z pola interpretacyjnego pracy Ryszkiewicza Ta powieść czeka zatem na swoją odrębną egzegezę.

Mirosław Ryszkiewicz – Forma ideologii. Ideologia formy. O powieściach Stefana Kisielewskiego”, Wyd. Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, Lublin 2003.

 

 

Opowieść o „Baranach”

Kilka lat temu ukazała się albumowa monografia krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, autorstwa Joanny Olczak-Ronikier. Okazuje się jednak, że nawet to „kanoniczne dzieło”, jak sam nazywa tę pracę Janusz R. Kowalczyk, autor nowej publikacji o fenomenie „Piwnicy”, nie wyczerpuje bogactwa zjawiska. Dzieje „Baranów” to przecież historia migotliwa, wielobarwna i może mieć tyle wizerunków, ilu było uczestników i obserwatorów. Joanna Ronikier była dla „Piwnicy” osoba poniekąd z zewnątrz, choć „przybliżoną”. Kowalczyk to jeden z autorów „Piwnicy”, twórca tekstów i wykonawca, który działał w epicentrum wydarzeń. Stąd jego relacja nie ma charakteru zobiektywizowanego. Jest subiektywnym obrazem tego niezwykłego fenomenu, który de facto przeszedł już do historii kultury polskiej, mimo że formalnie „Piwnica pod Baranami” jeszcze działa. Gawędziarska książka Kowalczyka jest zbiorem barwnych portretów artystów „Piwnicy” – od Piotra Skrzyneckiego, poprzez Ewę Demarczyk, Marka Pacułę, Wiesława Dymnego, Leszka Wójtowicza, Andrzeja Warchała, Jana Nowickiego, Leszka Długosza, Haliny Wyrodek, Zygmunta Koniecznego, Marka Grechuty, Jana Kantego Pawluśkiewicza i innych. Wspomnieniową książkę Kowalczyka uzupełnia pakiet „piwnicznych” tekstów autorstwa tegoż. Co prawda bez akompaniamentu muzycznego i dymnych oparów piwnicy, ale jakiś okruch jej ducha i klimatu przypominają. Zajmująca lektura.

Janusz R. Kowalczyk – „Wracając do moich baranów”, Wyd. Trio, Warszawa 2012

 

Pin It