Piotr Goszczycki

 

Dwa różne poranki

 

   W tomie poetyckim Jerzego Granowskiego „Wstaniemy o świcie” znajdziemy dwa różne poranki. Każdy z tych poranków będzie innym światem. Krajobrazy te, z całą pewnością można rozróżnić na doskonały i zagubiony. Na przestrzeni Nieba - świata doskonałego - znajduje się poprawny Bóg z całą litanią dobrych rad, które Granowskiemu przydają się do zastanowienia się nad kolejnym drogowskazem dnia. Natomiast w drugim, zagubionym świecie roi się od kurtyzan i pijaczków: „zaczęło się o świcie gdy niektórzy / spali jeszcze snem sprawiedliwych / zabawiając się wesoło w domach smutku” (Delirium), umierających na własne życzenie (Sobie o sobie) czy wierszy o tzw. ulicy: „lecz ktoś z tłumu / zazdrośnie wykrzyknął / ten kurwa to ma zawsze szczęście” (*** upadła). Tak, z całą pewnością mieszanka wierszy o filozofii rannego rynsztoku z wierszami pisanymi ku dobremu spowoduje zachwianie emocji: „idźcie i rozmnażajcie się / zwierzęta czynią to samo lecz / nigdy nie pozwalajcie / pod żadnym pozorem / szarpać za uszy swoje pociechy” (Dobre rady Stwórcy).Zasadniczą cechą wierszy tzw. „religijnych” u Granowskiego jest ich „nie-modlitewność” i żale, którymi obszyty jest nasz świat poprzez ludzi bijących w mordę (Dobre rady Stwórcy), czy „Anioła-Matkę Ojca-Stróża”(*** zamilkli), ale właśnie refleksji, którą autor chcę się podzielić. Głośne pytania w przypadku autora „Wstaniemy o świcie” nie są kierowane do Stwórcy, lecz biograficznie starają się wywrzeć na czytelniku jedną nutę zastanowienia się nad własnym torem życia: „Jezus Chryste / jak to strasznie boli być ciągle / ulepszanym” (*** jako pierworodne dziecko miłości).


   Wydawać się może, że Granowskiemu w swoich dwóch różnych porankach chodzi o wywarcie wrażenia, że otaczający bohatera świat jest dobry albo zły. Rozległy albo ściśnięty do rozmiarów wyciskanego pomidora. Niniejszy tom „Wstaniemy o świcie” dzieli się mianowicie na jeszcze dwie odrębne kategorie. Dotychczas rozpatrywałem kategorię jednoosobową, egzystencjonalną. Jednakże już na początku Autor dedykuje zbiór wierszy małżonce Zofii: wstaniemy o świcie / jeszcze przed obudzeniem zegarów / i zaśniemy / nie mając ochoty do żartów” (*** wstaniemy o świcie). Jednoznacznie świadczy to o dojrzałości emocjonalnej Autora, który jednocześnie jest mężem, ojcem, a także już młodocianym dziadkiem. Dlatego też, w wierszach tych czytelnik nie znajdzie zabaw słowem, tylko dojrzałe czereśnie świadczące o tym, co może przechodzić miłość w wieku średnim. To nie erotyczność sprawia, że pierwsza myśl po przeczytaniu tytułu jest niejednoznaczna. Wstając o świcie można równie dobrze iść do pracy, do obowiązków, na piwo, albo do… pociągu. Tak, kolej jest drugim tematem jaki przychodzi Granowskiemu na myśl zaraz po domu, po bieli szpitala: „otrzymałem / miejsce i bilet na ekspres / jakże mi zazdrościli” (*** otrzymałem). Co to oznacza? Sądzę, że Granowskiego za wszelką cenę ciągną przejazdy pociągami. Jakby na przekór losowi chciał wsiąść do wagonu byle jakiego i wydostać się z krainy chaosu i dobrych rad Nieba. Jakby chciał wziąć ze sobą bagaż żony (nie dbając o swój) i odjechać dalej niż sięga pamięć szpitalnego łoża. Dlaczego? Podejrzewam, że to naleciałość po lekturach, jakie Granowski wziął sobie do serca. Domniemywam, że w kanonie klasyków znalazł się Witkacy (wraz z Szaloną lokomotywą), Sted (zwłaszcza wiersze o charakterze wędrowniczym) oraz twórczość Franciszka Karpińskiego.


   To, jak w wielu miejscach są osobiste wyznania pozwalające stwierdzić, że jakikolwiek szpital był etapem przejściowym wyraża wiersz *** (to Ona): „po odzyskaniu przytomności dowiedziałem się / że często odwiedzała mnie w szpitalu / a te w białych czepkach / nic nie wiedząc śmiały się”. Oprócz dylematów moralnych Granowski postanawia udowodnić, że między wierszami istnieje więź pomiędzy Nim a Czytelnikiem. Nawet gdyby jedynym czytelnikiem była żona: „zacząłem Ciebie czytać gdy / zza firmamentu koronek ujrzałem / smukłość Twoich wierszy” (Żonie Zosi). Różnorodność tematyczną w wierszach Jerzego można by utożsamić z niewyczerpalnością studni słów. Mnóstwo w nich pospolitych metafor, które w interpretacji nie są obyte i stwarzają raj dla wyobrażeń świata, o którym mówi Granowski. Tych światów suma sumarum jest dużo więcej niżeli wcześniej wymieniłem, a krajobrazy mienią się kilka razy bardziej niż podstawowa paleta słów. Najważniejsze u mężczyzny jest wiersz albo zdanie, którym się kończy. Bardziej wyuzdanego zakończenia nie mógłbym przewidzieć, to też jest kolejny pretekst do tego, że Granowski, aby dojechać do celu nie myśli o samochodach tylko (p)o kolei, a jedynym obiektem Jego (nie tylko westchnień) jest żona.


   Co ciekawsze, późny debiut Granowskiego potwierdza tylko regułę, że pomysł niniejszej książki rodził się bardzo długo, i był dobrze wyważony. Nie jest bowiem sztuką napisać jeden czy dwa wiersze, ale stworzyć z nich księgę sensu i obrazów z własnego i tym bardziej obcego świata. To doznawanie euforii pierwszej książki nie może trwać w nieskończoność, ponieważ poeta powinien wrócić z powrotem na ziemię. Są tacy, którzy na ekspansji jednej książki poprzestają, jednakże sądzę, że powaga, intuicja, a przede wszystkim poetyka – pozwoli Granowskiemu swobodnie przejść do tworzenia nowych rzeczy. Niejednokrotnie czytając debiutanta, można od razu wychwycić, że człowiek nie dawno chwycił za pióro i stara się w jakiś sposób określić swój byt. U Granowskiego – „wstawanie o świcie” było tylko podsumowaniem i oczekiwaniem. Bardzo trudno jest poznać, że to dopiero pierwsza, dobra książka. Najważniejsze, że niniejszy tom jest lekturą, sprawiająca wrażenie łagodnej i rzetelnej lokomotywy, w której maszynista opowiada refleksyjne anegdoty, gdzie w oku kręci się łza spełnienia, a opisany świat nadaje sens wstawianiu o świcie. Tylko z taką książką najlepiej jest podróżować.


 

Piotr Goszczycki

 

Jerzy Granowski: „Wstaniemy o świcie”; Wyd.: Miniatura; Kraków 2011


Pin It