Katarzyna Wójcik
 

 

Hłasko dla zaawansowanych
 

 

najlepsze-lata-naszego-zyciaWydany w ubiegłym roku „Wilk” sprowokował dyskusje nad tym, czy należy wydawać teksty odnalezione po śmierci pisarza, na publikację których on sam się nie zdecydował, czy też nie. Jednoznaczne rozstrzygnięcie chyba nie jest możliwe. Być może jednak bezpieczniej byłoby, gdyby niektóre odkopane teksty (zwłaszcza juwenilia), zamiast udostępniać rzeszom czytelników – pozostały w kręgach zainteresowań badaczy literatury.

O ile „Wilk” charakteryzował się pewną ciągłością fabuły, jednością czasu i miejsca akcji oraz logicznym jej rozwojem, o tyle „Najlepsze lata naszego życia” to zbiór tekstów często nie mających ze sobą żadnego powiązania, niedokończonych, niekiedy urwanych jeszcze przed właściwym zawiązaniem akcji. Tom z odnalezionymi utworami Hłaski to w rzeczywistości szkicownik, zlepek pisarskich prób, niedoskonałych, porzuconych przez autora. Chyba dlatego po ich lekturze czuję się jakbym myszkowała autorowi „Ósmego dnia tygodnia” w szufladzie. 

Należy jednak oddać pisarzowi sprawiedliwość. To nie są teksty złe. Pisał je dwudziestoletni chłopak w latach 1951–1956, a więc okresie, kiedy chyba nikt nie potrafił ocenić w którym kierunku podąży podnosząca się z gruzów Polska. A z pewnością nie umiał tego ocenić młody Hłasko (zresztą – który współczesny młody człowiek podejmuje świadome wybory polityczne?). Poza tym utwory o charakterze socrealistycznym, produkcyjniaki, pisali starsi od niego, chociażby Tadeusz Konwicki czy Aleksander Ścibor-Rylski. Nic więc dziwnego że i Hłasko zwrócił się w tym kierunku. Linia propagandowa jest w jego najwcześniejszych tekstach bardzo widoczna (zwłaszcza w Burzliwej pogodzie i Najlepszych latach naszego życia). Wyłączając warstwę merytoryczną, ich forma świadczy o zmyśle literackim dwudziestoletniego Hłaski – dobrze skonstruowane dialogi i wciągająca czytelnika akcja. Jednak czytając je trzeba mieć nieustannie na uwadze fakt, że nie zostały poddane żadnej redakcji merytorycznej ani technicznej. Dlatego opisy są niekiedy przydługie i nudne, a imiona bohaterów gdzieniegdzie pomylone (Burzliwa pogoda), co wprowadza zamęt w lekturze.

Widać w tych juweniliach zalążki późniejszych utworów Hłaski. I tak w Burzliwej pogodzie oraz Najlepszych latach naszego życia (będących wariantem tego pierwszego) bohaterem jest młody szofer (jego historia częściowo pokrywa się z faktami z życia Hłaski), dla którego podjęcie pracy w bazie transportowej staje się odbiciem od wcześniejszego hulaszczego życia. Motyw ten ma wiele wspólnych cech z wydaną w 1954 roku „Bazą Sokołowską”. W tych dwóch wczesnych opowiadaniach akcja częściowo rozgrywa się we Wrocławiu, z którego Hłasko wyprowadził się wraz z rodziną w 1950 roku. Podobnie Całe niebo będzie dla mnie oraz dwa fragmenty „Wilka” są wariacjami na temat losów Ryśka Lewandowskiego, bohatera zarówno „Wilka”, jak i „Sonaty Marymonckiej”. W tych fragmentach niedoskonałość warsztatu pisarskiego młodego Hłaski rzuca się w oczy najwyraźniej – Rysiek, rozpaczliwie poszukujący prawdy i miłości w świecie nastawionym wyłącznie na zdobywanie jedzenia i wytężanie sił życiowych żeby przeżyć kolejny dzień, jest naiwny, a jego nerwowe, niezrozumiałe zachowania niekiedy wręcz drażniące. Równie wyraźnie zaznaczył pisarz sferę uczuciową w opowiadaniach socrealistycznych. Szofer (noszący w Burzliwej pogodzie imię Marek, w Najlepszych latach… Stefan), szukający podobnie jak Rysiek prawdziwej miłości, obdarza uczuciem dziewczynę staczającą się moralnie. Tutaj jednak motyw ten jest alternatywnym światem do pracy w bazie transportowej i nadaje równowagę fabule.

Kilka utworów jest dla mnie zaskoczeniem. To Warszawa, stolica radości – tekst mający postać listu wysłanego do nieokreślonej redakcji, zawierającego entuzjastyczny reportaż-sprawozdanie z osiągnięć robotników odbudowujących Warszawę, Ten, który nigdy nie odejdzie – panegiryk po śmierci stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego, pełen podniosłości i uroczystości – te dwa teksty mogły być pisane na zamówienie dla jakiegoś pisma – oraz zamieszczony w aneksie scenariusz filmu kryminalnego (o dziwo, pominięty zupełnie we wstępie wydania krytycznego, opatrzony jedynie krótką informacją w nocie edytorskiej) – zdecydowanie najlepszy z tekstów Hłaski zawartych w tym tomie i całkiem udany jako scenariusz filmowy.

Pewne zastrzeżenia budzi we mnie opracowanie krytyczne tych juwenilijnych utworów autora „Sowy, córki piekarza”. Radosław Młynarczyk właściwie zrobił to, co historyk literatury, opracowujący badane przez siebie dzieło, powinien był zrobić: rzetelną notę edytorską, zawierającą spis maszynopisów, informację wskazującą gdzie one się znajdują oraz kolacjonowanie maszynopisowych wariantów „Wilka” z maszynopisem powieści; poprzedził ją solidnym wstępem, nie narzucającym interpretacji utworu i uwzględniającym życiorys Hłaski w stopniu wymaganym do poprawnego odczytania tekstów zebranych w tomie. Wiele do życzenia pozostawia jednak kwestia przypisów – objaśnienia dotyczące nazw ulic są zupełnie niepotrzebne, a w każdym razie nie w takiej ilości. Ta ulewa przypisów dotyczy właściwie tylko pierwszego opowiadania – w kolejnych tekstach objaśnienia pojawiają się sporadycznie i dotyczą raczej kwestii społecznych, niż topograficznych – skąd taka niekonsekwencja? Brak im też precyzji – Starachowice, określone w jednym z przypisów jako „podwarszawskie” (str. 90), są tak samo podwarszawskie jak Łódź.

Najlepsze lata naszego życia” Marka Hłaski to nie jest książka dla każdego. Wymaga znajomości przynajmniej kilku późniejszych utworów pisarza – w przeciwnym razie jego ewolucja poglądowa i warsztatowa jest nie do uchwycenia. Wymaga też umiejętności spojrzenia na te utwory nie z punktu widzenia współczesności, a młodego człowieka, żyjącego w tużpowojennej Polsce, mającego za sobą doświadczenie wojny i niejasną przyszłość. Wreszcie – krytycznego spojrzenia na teksty, będące w istocie szkicami, mającymi wiele braków i niedociągnięć, ale zręcznie skomponowanymi przez zaledwie dwudziestoletniego szofera.

 

 

Marek Hłasko, „Najlepsze lata naszego życia”, Wyd. Iskry, Warszawa 2016.


Pin It