Andrzej Walter

 

Tam, gdzie zamieszkało Niebo

 

pandemonium   Nasz świat, ten najbliższy, ten obok, ten na wyciągnięcie ręki, wydaje się tak zharmonizowany, ułożony, ustabilizowany i rozpoznany, że jest aż nadto zwyczajny. Jest taki oswojony oraz ... nie bójmy się tego słowa – taki współczesny, że ciężko nam sobie wyobrazić świat  inny, odmienny od naszego.

   Jeśli zechcecie poczuć kontrast, ulec pewnej chwilowej fascynacji światem innym, światem jakby wyciągniętym z otchłani przeszłości, światem, w którym skutecznie zatrzymał się czas namawiam do lektury znakomitej książki Kostasa Akrivosa – Pandemonium. To zadziwiająca historia – nomen omen – bardzo współczesna, której akcja toczy się w Grecji na Świętej Górze Athos. „W monasterze świątobliwe życia mnicha mogą prowadzić wyłącznie mężczyźni. Jednak pewnego dnia na terenie zakonu ktoś odnajduje ciało martwej kobiety. Czy to efekt działania nieczystej siły?

Małgorzata Kulisiewicz

 

Enormi Stationis „Centaurydy”. Dionizyjski świat poezji

 

enormi stationisCzy wiecie, że mamy w Polsce poetycki rekord świata, około dwóch milionów piszących? Tak konstatuje w swoim niezwykle ważnym eseju Andrzej Walter („Popcorn zabłąkanych słów…” , „Poezja dzisiaj” 124/125 2017). I wyobraźcie sobie, że w tej ilości, każdy z tych dwóch milionów gdzieś tam pisze wiersze o miłości. Jednakże tomik „Centaurydy” Bartosza Radomskiego jest pod wieloma względami niezwykły i nie może przejść niezauważony. Tak, Bartosza Radomskiego, gdyż Enormi Stationis to tylko stylizowany pseudonim literacki. Autor to filolog klasyczny, historyk idei, doktorant w Zakładzie Studiów nad Renesansem UW, tłumacz literatury rumuńskiej, a wszystko to ma wpływ na jego poezję, niezwykle erudycyjną i mimo pozornie prostej formy, wymagającą wnikliwego czytania.

Halina Goral-Rybkowska

 

Agape. O wierszach Tadeusza Karmazyna

 

agape    „Agape” to tytuł najnowszego tomiku wierszy Tadeusza Karmazyna. Czym jest  tajemniczy tytuł, poeta wyjaśnia w jednym ze swoich programowych utworów pod tym samym tytułem. Z języka greckiego nazwa Agape oznacza  „najczystszą formę miłości” - miłości do Boga, do ludzi, ale przede wszystkim miłość braterską i dobroczynność. 

Michał Piętniewicz

 

 

Czegoś brak... – recenzja z „Ostatniej wieczerzy” Pawła Huellego

 

ostatnia wieczerza         Po przeczytaniu najnowszej powieści Pawła Huelle pt. ” Ostatnia wieczerza” właśnie to sformułowanie będące jednocześnie tytułem tej recenzji nasunęło mi się z nieodpartą siłą. Bo w rzeczy samej, tej powieści czegoś brak… Niby wszystko jest w porządku. Plastyczny język, warsztatowa sprawność opisu, wyczucie frazy, uporządkowana fabuła, erudycyjny, a zarazem lekki styl, a jednak ostatnie dzieło Huellego pozostawiło we mnie odczucie niedosytu. Na spotkaniu z Pawłem Huelle, jedna z recenzentek, a zarazem uczestniczka dyskusji nad książką stwierdziła, że chciałoby się tą powieść czytać jeszcze, że urywa się ona w pewnym momencie nagle i gwałtownie, jakby autor poszedł drogą na skróty. Mam podobne odczucia.

Książki pod lupą - Lem
Życie nie z tej ziemi

lem zycie

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

Książki pod lupą - Yoro

yoro

Click to download in MP3 format (9.16MB)

WANDA NOWIK-PALA

UBARWIĆ RZECZYWISTOŚĆ

 

ubarwic2

 

            Świat jest ogromną paletą barw spoczywającą w rękach wszechwładnej Natury. Nie zawsze to doceniamy. Przyzwyczajamy się do otoczenia i na ogół traktujemy je jak coś oczywistego, a jednak zdarza się, że stajemy nagle oniemiali z zachwytu nad urodą jakiegoś zakątka, jakbyśmy go dopiero co ujrzeli. Wystarczy zmiana oświetlenia, pory roku czy dnia oraz odpowiedni nastrój, a wszystko wygląda inaczej. Obraz naszej codzienności według Marii Szyszkowskiej zależy bowiem „...od stopnia naszej wrażliwości i uczuciowości, od intensywności przeżywania, od naszej indywidualności, umysłowości, tęsknot, nadziei, fantazji, wyobraźni, upodobań i skali wartości”(„Twórcze niepokoje codzienności”). Każdy nosi w sobie gotowość odczuwania piękna, lecz istnieją ludzie, którzy urodzili się ze szczególnym darem, dzięki któremu odbierają i przeżywają wszystko w dwójnasób. I to oni właśnie najczęściej zostają artystami.   

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Żeromski bliższy prawdy

manipulacje i tajemniceStefan Żeromski żył niezbyt długo, ledwie sześćdziesiąt jeden lat. Za kilka dni, dwudziestego listopada będziemy obchodzili dziewięćdziesiątą drugą rocznicę śmierci autora „Ludzi bezdomnych”, „Popiołów”, „Syzyfowych prac”, „Przedwiośnia”, dziesiątków opowiadań i dramatów. Bez wątpienia w historii polskiej literatury zasługuje na miejsce w panteonie. Był pisarzem popularnym za życia, święcił triumfy przez wiele lat po śmierci. Jak jest dzisiaj? Pewnie trochę odchodzi w zapomnienie, to proces naturalny, niewielu twórców tworzy dzieła na tyle uniwersalne, że są czytani przez pokolenia. Anegdotycznie muszę, gwoli prawdy, dodać, że siedząc w roku 1984 w Areszcie Śledczym na Mokotowie zaparłem się, biblioteka więzienna była nieźle zaopatrzona, i przeczytałem przez kilka miesięcy całego Żeromskiego. Całego! Już wówczas część jego utworów, nawet dla mnie, który lubił jego najważniejsze powieści, była trudna do strawienia.

Zdzisław Antolski

 

CUDOWNE WAKACJE

 

domek nad    Bożena Helena Mazur Nowak, polska pisarka mieszkająca w Anglii, znana jest ze swojej twórczości poetyckiej, a także z mistrzowsko napisanych krótkich opowiadań pt. „Przerwane życie”, w których potrafiła oddać dramatyzm ludzkiego losu w zetknięciu ze śmiercią. Te mini prozy zostają na długo w pamięci i odciskają swój ślad w psychice czytelnika. Po ich przeczytaniu już nigdy świat nie będzie taki, jak przedtem.

    Drugą książką prozatorską pani Bożeny są wakacyjne przygody dwóch sióstr. Można domniemywać, że są to wspomnienie prawdziwe, bowiem Autorka zamieściła na wstępie książki piękny wiersz, coś w rodzaju poetyckiego motta:

 

Za każdym razem, kiedy nozdrza drażni zapach świeżego chleba,
wspomnienia powracają. Wielkie pajdy chleba babcia kroiła na piersi,
kreśląc znak krzyża, smarowała miodem
Kubek mleka zaczerpnięty z wiadra stojącego na kamiennej podłodze
w chłodnej sieni nowego domu.

 

Na dworze pełnia lata buszująca w brzemiennym sadzie. Babcia
w letniej kuchni szykująca zalewajkę.
Dziadek w polu za domem drepczący za pługiem z lejcami na karku.

 

Przed domem strumień szemrzący wesoło,
chłodzący nasze zmęczone całodziennym bieganiem nóżki (…)

 

    Tamte chwile, spędzone na wsi, powracają do dziś wspomnieniami pod wpływem zapachu chleba, zupełnie jak w powieści Marcela Prousta, którego bohater po zjedzeniu ciastka, magdalenki, przypomina sobie powoli całe swoje życie. Piękne strofy przypominają świat, który już nie istnieje. Zmieniła się diametralnie polska wieś i zamieszkujący ją ludzie. Nadszedł chyba ostatni moment, abyśmy my, którzy ją pamiętają, a mówię w liczbie mnogiej, bo sam mam dług wdzięczności, wobec tej tradycyjnej polskiej wsi, oddali jej obraz dla potomności w literaturze.

 

    Książka jest pamiętnikiem starszej z sióstr, Boni, która po wakacjach rozpocznie naukę w szkole podstawowej. Literacki chwyt z pamiętnikiem przypomina nam „Dzieci z Bullerbyn”, co nie jest zresztą żadnym zarzutem, bo powieść Astrid Lindgren to dzisiaj klasyka i pierwsza liga światowej literatury dla dzieci. A pamiętnik, to częsty rodzaj narracji w literaturze dla dzieci, przypomnijmy sobie choćby „Plastusiowy pamiętnik”, Kownackiej. Bonia i jej siostra Dzidka mieszkają z rodzicami w Opolu, a na wakacje jadą najpierw pociągiem do Jeleniej Góry, żeby później niebieskim autobusem PKS-u trafić do Maciejowej, a stamtąd, już furmanką dziadka, zakończyć wędrówkę we wsi Komarno, w „domku nad strumykiem”, jak oznajmiała autorka już w tytule książki. Nie tylko strumyk, ale łąka i las dostarczają dziewczynkom wielu wzruszeń, a do Jeleniej Góry będą jeszcze dojeżdżać na targ. Wieś oczaruje ich zapachami i zwierzętami, wśród których wyróżnia się Siwa, kobyła dziadka oraz źrebak, o imieniu Lalka. Dziadek jest też zdolnym majsterklepką i dla dziewczynek potrafi zrobić drewniane koniki, hulajnogi i łuki. Natomiast babcia ma pokój pełen skarbów i rodzinnych pamiątek.

 

    Rankiem dziewczynki budzi pianie koguta, jedzą smaczne wiejskie śniadanie z mlekiem prosto od krowy. i obserwują przyrodę: jaskółcze gniazda, malwy w ogródku, pszczoły z pasieki sąsiada. Na spacer wędrują do lasu, a tam spotykają jeża, zająca i łanię z małym jelonkiem, a w drodze powrotnej, kuropatwy. I oczywiście zbierają czarne jagody, rosnące pod lasem. Innym razem znajdują ślimaka, jaszczurkę i zaskrońca. Mimo tylu atrakcji Bonia zauważa swoją rówieśnicę z sąsiedztwa, Sabinę, która musi się opiekować licznym rodzeństwem, z powodu choroby matki. Pomaga koleżance, a na odpuście kupuje jej prezent – złote zapinki do pięknych rudych włosów. Tak rodzi się solidarność dziecięco-wioskowa.

 

    Warto tu wspomnieć, że główni bohaterowie powieści, to rodzina repatriantów zza Buga, która na tzw. Ziemiach Odzyskanych zapuściła korzenie, a pamięć o przeszłości wspomina oglądając, wspólnie z dziećmi, stare fotografie i pamiętniki. Zachowała się nawet w rodzinie stara już księga, powieść Tołstoja „Anna Karenina” w języku rosyjskim, artefakt dawnych czasów, w dodatku nadal czytana przez ciocię. Starsza dziewczynka, Bonia, chłonie te wiadomości, natomiast młodszą Dzidkę bardziej interesuje rodzinna biżuteria, którą oczywiście zaraz przymierza.

 

    Na wakacjach odwiedza ich ojciec, żeby pogadać z dziadkiem. Wspólnie zwożą siano i pieką ziemniaki w ognisku. Dowiadują się od dziadka o „cudzie nad Wisłą”, w rocznicę tego wydarzenia (wówczas w PRL-u święto zniesione i przemilczane w oficjalnej prasie i w radiu) i modlą się w przydrożnej kapliczce. A jakby tego było mało, gubią się w czasie burzy, a potem spotykają wędrownych Cyganów i zachwycają się ich śpiewem i tańcami. Zajadają się jabłkami, gruszkami i porzeczkami, korzystając z urodzaju. Oczywiście nie może zabraknąć peerelowskich przysmaków, jak oranżada w proszku, ale równoważą ją domowe racuszki z jabłkami i z rabarbarem, polane śmietaną, albo smażone ziemniaki ze skwarkami, a na deser babka drożdżowa. Wśród czasopism znajdziemy „Gościa Niedzielnego” i „Filipinkę”, zaś w telewizji obejrzymy obowiązkowo Jacka i Agatkę. Ale nie o te smaczki i klimaty społeczno-polityczne w tej książce chodzi, a o ukazanie, z niezwykłą prawdą psychologiczną, dziecięcego zachwytu nad odkrywanym światem przyrody. A także budzenie się uczuć rodzinnych i społecznych, kształtowanie się tożsamości psychicznej i historycznej.

 

    Książka napisana jest bardzo sprawnie i klarownie, pięknym i prostym językiem. Myślę, że z przyjemnością będą ją czytać zarówno dzieci, jak i dorośli, bo wbrew pozorom „literatury dziecięcej”, ma ona kilka pięter czytania i w tle przynosi sporo refleksji na temat historii naszego kraju, przemian obyczajowych i społecznych, a także politycznych, jakie się w ciągu ostatnich dekad dokonały.

 

    Mało ukazuje się na naszym rynku wydawniczym dobrych książek dla dzieci, a powieść Bożeny Heleny Mazur Nowak jest tu szlachetnym wyjątkiem. Warto przy tym zwrócić uwagę na piękne i staranne wydanie, co na pewno doceni zarówno dziecięcy, jak i dorosły czytelnik.

 

…………………………

Bożena Helena Mazur Nowak „Domek nad strumykiem”, Novae Res, Gdynia 2017 r., stron 200.

Zdzisław Antolski