Józef Jacek Rojek o Leonardzie Turkowskim




Leonard Turkowski

23 IX 1914 – 19 I 1985 – 23 IX 2014

 

 

           STO  lat temu urodził się  w Poznaniu 23 września 1914 roku LEONARD TURKOWSKI – poeta, prozaik, publicysta i pedagog.

Był synem poznańskiego tramwajarza, a dzieciństwo upłynęło mu w dzielnicy Poznania zwanej Łazarzem, gdzie: „Świat moich pierwszych lat  – jak czytamy  w Księdze mojego domu – owa głęboka studnia podwórza – daleki był od literackich fanaberii (…) Także dom nasz zwracał się ku trosce o chleb powszechni niż ku dążeniu do pięknego podróżowania. Książkę spotykało się w nim o tyle, o ile służyła czemuś konkretnemu: nauce szkolnej, modlitwom, leczeniu chorób, różnym praktycznym celom, łącznie z wyjaśnieniami snów, od których tak wiele zależało w mniemaniu prostych ludzi”.

Już wyżej wspomniana  księga Leonarda Turkowskiego oraz następne:  Księga mojego miasta (1983) i Księga Warmii i Mazur (1983), które był napisał jako świadomy dziennikarz, prozaik i poeta – dają mu absolutną przepustkę do pozostania w naszej pamięci jako  literat o  niepoślednim, szczerym i wrażliwym opisie ówczesnej rzeczywistości, gdzie znajdziemy wszystkie jego przemyślenia o czasie w jakim przyszło mu żyć, postępować i działać  oraz takich a nie innych wyborach moralnych, społecznych i politycznych.

 To właśnie w  1934 roku, po licealnych  i życiowych perypetiach,  Leonard Turkowski oficjalnie rozpoczął pracę jako dziennikarz w redakcji „Nowego Kuriera”, ale  również współpracował z innymi czasopismami. W czasie wojny i okupacji kilkakrotnie był aresztowany, gdzie zamykano go  w Rawie Ruskiej, Opatowie i Poznaniu. Udziela się w tajnym nauczaniu. W 1941 roku bierze ślub z Kunegundą Molencką z Dęblina, a rodzina powiększa się na przestrzeni lat o synów:  Marka, Łukasza, Mateusza i  córkę Kamilę. Po wyzwoleniu zamieszkał w Poznańskiem. Ukończył w 1953 roku Wyższe Studia Pedagogiczne w Warszawie. A od 1954 roku zaczął pracować jako nauczyciel w Liceum Pedagogicznym Nr. 1 w Bartoszycach; w latach 1962–1969 był dziennikarzem „Głosu Olsztyńskiego”, a następnie dyrektorem Biblioteki Pedagogicznej w Olsztynie, gdzie zamieszkał w 1965 roku. Członek Związku Literatów Polskich od 1933 roku.

Debiutował wierszami jeszcze przed wojną, opublikował w Poznaniu trzy tomiki wierszy, następnie po wojnie dwa, z których wyboru dokonaliśmy razem z synem Leonarda, Markiem, i opublikowaliśmy pod tytułem Krzyż na rozdrożu (1997). O utworach tych przed wojną Jan Sztaudynger pisał, iż: „Wiersze są twarde i chropawe, jak on. Dosadne, trafne i zuchwałe, jak on.” A Feliks Fornalczyk notował: „Niejeden z drukowanych w tych zbiorach tekstów poetyckich można by dziś bez najmniejszej ujmy przedrukować ponownie, zwłaszcza z tych, które traktowały o osobliwościach Poznania i Wielkopolski i były utrzymane w tonacji szyderczych epigramatów lub buntowniczych elegii autosatyrycznych”. Przypomnijmy zatem wiersz:

 

WILSON

 

Rażą nas twoje brzydkie

nieprasowane spodnie.

Podnosi nas za to oblicze

Poważne a pogodne.

 

Lecz cóż brzydota spodni?

Cóż, że twarz nas bierze?

Chwała ci za tę Polskę,

Która pod tobą leży.

(Poznań, 1933)

 

Leonarda Turkowskiego oczywiście znałem od 1957 roku, kiedy przyszło mi uczęszczać do Liceum Pedagogicznego Nr. 1 w Bartoszycach, od klasy trzeciej był moim wychowawcą; klasy, której ponoć nikt z nauczycieli nie chciał – taka był nieokiełzana... No, może nie tyle nieokiełzana, co przerośnięta w latach (jeden z kolegów był już po wojsku), stąd utrzymywanie „drylu uczniowskiego” było rzeczywiście ponad siły niektórych wychowawców, zwłaszcza „pań profesorek” – jak się mawiało do każdej z nauczycielek...

Tę „moją klasę”, gdzie byłem przez trzy lata przewodniczącym, nim odszedłem ze szkoły, nie ukończywszy jej – jak i inne zawirowania losowe – opisał Turkowski w swojej książce pamiętnikarskiej pt. Księga Warmii i Mazur (1983), więc nic tu po mnie.

Tyle że – powtarzam raz jeszcze –  ta i następne: Księga mojego domu (1979) oraz Księga mojego miasta (1983) stanowią jego znakomity tryptyk pamiętnikarski: pamiętnik życia i działania od lat przedwojennych w Poznaniu, po powojenne zawirowania losowe, bytowe, pisarskie, światopoglądowe, zaś walorem dodatkowym tych książek są liczne zdjęcia i ilustracje, w jakie je opatrzono.

Jak się rzekło: Turkowski zaczynał od poezji; pisał jednak powieści i opowiadania, nie mówiąc już o dziennikarstwie, reportażu, krytyce literackiej i felietonach o książkach. To zaś, jak i jego życie i twórczość,  została doskonale udokumentowana w książce pod redakcją Zofii Smołuchowej pt. Leonard Turkowski (1914–1985). Życie i twórczość. Bibliografia (1977), opublikowaną przez Wojewódzką Bibliotekę Pedagogiczną,  gdzie odsyłam zainteresowanych (vide: foto). Jednakże nie mogę nie napisać, jako o moim koledze po piórze i wieloletnim prezesie olsztyńskiego oddziału ZLP w latach 1972-1980, że artystycznie spełnił się najbardziej w krótszych formach literackich: świetnych opowiadaniach o dzieciach, przede wszystkim w książeczce Do szkoły (1962) oraz następnych: Spotkania świąteczne (1968) i Narodziny generała. Wybór opowiadań (1984), w których autor jest szczególnie zainteresowany sprawami wagi moralnej: miłością i odpowiedzialnością za drugiego człowieka, a wszystko wzięte jakby z życia – z reporterskiego życia – co dodają im waloru autentyczności, i stąd ich wartość dodatkowa.

Leonard Turkowski napisał również kilka powieści, w tym o Mikołaju Koperniku: Ziemia i niebo. Powieść o życiu i pracy Mikołaja Kopernika (1968), jako literacki życiorys słynnego astronoma i w założeniu skierowany do młodego czytelnika, bowiem daje mu niezbędne minimum wiedzy o czasach, w których żył, no i jest łatwa w czytaniu i wolna od subiektywnych interpretacji, jakimi nieraz autorzy opatrują w swych opowieściach znane postacie. W innych, jak np. Niebo nad sadem (1964); Kajak (1966); Start (1976); Lipcowy miód (1980) czy Na początku było jezioro (1983), to książki mówiące o powojennych losach ludzkich na ziemiach odzyskanych, w tym Warmii i Mazur, nie osiągnęły większego kunsztu literackiego – co przyznaję nie bez przykrości, jako o swym byłym nauczycielu i późniejszym mentorze literackim…

Ich dydaktyzm, zapewne wynikły z autorskiej pasji pedagogicznej, oraz to, że: „za bardzo bowiem przypominały stereotypy socjologiczne i przekaźniki takich że stereotypowych tez, za mało okazywały natomiast umotywowań psychologicznych zachowań i odruchów. Powieść przypominała więc raczej jakiś dydaktyczno-poznawczy alert harcerski niż utwór artystyczny” – jak oceniał te powieści Feliks Fornalczyk. Stąd też  są już mniej poznawcze dla współczesnego czytelnika, chociaż swego czasu miały poważny rezonans czytelniczy i opiniotwórczy.

Leonard Turkowski zmarł w Olsztynie dn. 16 stycznia 1985 roku, i stając się na zawsze Olsztyniakiem w naszej pamięci.

Ale jest jednak jeszcze jedna powieść Leonarda, opublikowana po jego śmierci,  jakże nietypowa i dziwnie zatytułowana, to: Droga do Sestos (1989) – czyli opowieść o swym ukochanym i niezapomnianym nigdy Poznaniu, a więc książka przedstawiająca losy Wielkopolski w XIX wieku pod zaborem pruskim i problemy, jakie wówczas nurtowały jej społeczeństwo: utrzymania polskości drogą budowania potęgi ekonomicznej i kulturalnej przez liczne rody poznańskie. Jako że Sestos, to symboliczna, ale niebezpieczna droga do wolnej Polski, ale także droga – w szerszym ujęciu – do szczytnego celu!

Po tę powieść należy i powinno się sięgnąć, bowiem Leonard Turkowski, posługując się oryginalną przenośnią, uwidacznia w niej trud walki, która nie od razu przynosi zwycięstwo, a często prowadzi dla dramatycznych rozterek, napięć i konfliktów, nawet tragedii; nic z taniej dydaktyki czy ubogiego, psychologicznego „lustra” obserwacyjnego, stosowanego przez setki innych pisarzy jako  behawioryzm literacki.  A więc Droga do Sestos i opowiadania jakie napisał – są jego najlepszymi. Jako że jest to pierwsze pokolenie pisarskie, jakie w Olsztyńskiem podjęło się pisania opowiadań i powieści, i które dało tym gatunkom literackim szlify i przydało atut artystyczny…

A na koniec miła konstatacja: że nie tylko Leonard Turkowski nigdy Poznania nie zapomniał, ale i vice wersa, Poznań również o swych sławnych obywatelach nie zapomina, skoro w świetnej edytorskiej publikacji pt. Poznański przewodnik literacki  pod red.: Pawła Cieliczko i Joanny Roszak 2013, ukazał się biogram Leonarda Turkowskiego. Nota bene, to właśnie z Poznańskiego było najwięcej wolontariuszy w czasie plebiscytu w 1920 roku na Warmii i Mazurach, czyli w ówczesnych Prusach Wschodnich dawnego Cesarstwa Niemieckiego, jacy nań przybyli i namawiali Warmiaków i Mazurów za Polską, o czym mamy liczne ich wspomnienia i zapiski.  Zatem nie dziwi mnie, że o „swoich się pamięta”, jako że na tym polega siła wierności, pamięci i koleżeństwa, o czym też nie zapominam pisząc o „swoich” w swojej w publikacji Literaci @ literatura Warmii i Mazur. Przewodnik eseistyczny (2008), a której wydanie drugie,  poprawione i uzupełnione,  chciałbym opublikować w przyszłym roku; i stąd pochodzi niniejszy tekst o Leonardzie Turkowskim.

 

Józef Jacek Rojek

 

Pin It