Jadwiga Śmigiera


Miłe miasto


Tak nazywał je Józef Piłsudski.


Ale miasto to ma też wiele innych nazw. Przybysze nazywają je „Florencją Północy”, „małą Pragą” lub „Jerozolimą Północy”. Kiedy Starówkę tego miasta, na której znajduje się ponad półtora tysiąca obiektów zabytkowych wpisano na listę światowego dziedzictwa Unesco, twierdzono, że należy ona do europejskich skarbów na równi z Wenecją czy Sankt-Petersburgiem. Wydaje mi się jednak, że te porównania nie są trafne. Nie dlatego, że przesadnie wynoszą to miasto, raczej dlatego, że jest ono jedyne w swoim rodzaju.


Profesor Uniwersytetu im .Stefana Batorego Juliusz Kłos w swoim przewodniku po tym mieście porównując Wilno do Krakowa, Warszawy i Lwowa, które łączył w kategorię miast „uduchowionych” tak napisał: „Pośród tych miast -… jak pośród komponowanego przez tysiąclecie całe wielkiego poematu o Królu –Duchu Polski, Wilno ma swój własny charakter i ton, jest pieśnią entuzjazmu, rozżarzonego do białości w wiekuistej „Odzie do młodości”, a sięgającego w ekstazie aż po krańce wszechświata w „Improwizacji” trzeciej części „Dziadów”. Entuzjazm ten wyraża i drugi wielki syn duchowy Wilna, Słowacki…”


Chciałabym napisać o Wilnie.


Nie wiem tylko jak mam pisać o mieście Mickiewicza i Słowackiego, filaretów i filomatów, Gałczyńskiego, Miłosza i Konwickiego. Mieście ks. Piotra Skargi, ks. Jakuba Wujka i Sarbiewskiego. I mieście Piłsudskiego. Mieście, w którym po raz pierwszy Stanisław Moniuszko wystawił „Halkę”, narodziła się polska botanika i polskie muzealnictwo. Wreszcie o mieście św. Faustyny i Ostrej Bramy.


Jak napisać o mieście, o którym właściwie już wszystko powiedziano i napisano? Istnieje przecież niesamowita ilość różnych historycznych, krajoznawczych, przewodnikowych i wspomnieniowych tekstów. Właściwie każdy Polak, który był w Wilnie chociaż parę godzin, zobaczył w oknie Matkę Boską Ostrobramską, chodził po dziedzińcach Uniwersytetu, po Placu Katedralnym, u Bernardynów czy Na Rossie czuje, że musi coś o tym mieście napisać. A przecież najwięcej mają do powiedzenia te osoby, dla których to miasto to „kraj lat dziecinnych”… I przy ich wspomnieniach mój tekst będzie bardzo ubogi.


Zupełnie nie wiem jak mam napisać o Wilnie.


Więc może po prostu zacznę od zauroczenia okolicami Wilna.


Wjeżdża się do niego przecinając pasmo otaczających je malowniczych wzgórz. Miasto leży w niecce i jest jakby zamknięte. Sprawia to bardzo miłe i zaskakujące wrażenie, bo po przecięciu tych wzgórz zanurzamy się prawie od razu w historycznym śródmieściu wypełnionym starymi kościołami, zaułkami i domami o dachach krytych dachówką.


Założenie Wilna było najprawdopodobniej dziełem Litwinów, a jego nazwa pochodzi od przepływającej rzeki Wilenki. Osada na Górze Zamkowej istniała już podobno w V wieku. Z czasem stała się obronną osadą handlową, potem grodem, o którym wspomniano w XII wieku. Rozwój Wilna zaczął się po przeniesieniu tu w 1323 r. stolicy państwa Giedymina z Trok. Korzystne położenie na skrzyżowaniu szlaków handlowych wiodących z Połocka, Rygi oraz wiodącego przez Kowno do Kłajpedy, Królewca i na Mazowsze spowodowało, że Wilno stało się największym w kraju ośrodkiem handlu tranzytowego między Rusią a miastami hanzeatyckimi.

W 1387 roku wielki książę litewski Witold i król Polski Władysław Jagiełło, w konsekwencji unii zawartej z Polską w Krewie w 1385 r. zorganizowali uroczysty chrzest Litwy, nadali Wilnu prawa i ustanowili katolicką diecezję wileńską.


Świetny okres w dziejach miasta nastąpił za panowania Zygmunta Starego, a jego prawdziwie złoty wiek za czasów Zygmunta Augusta. Wtedy to Wilno pełniło przez długie okresy funkcję faktycznej stolicy Rzeczypospolitej.


W 1654 roku miasto zostało zdobyte przez wojska carskie, które wymordowały 25 tysięcy ludzi, w 1702 roku wtargnęły tu wojska szwedzkie. W latach 1708-1710 miasto wyludniła straszliwa zaraza. W 1794 roku Wilno wzięło udział w insurekcji, w sierpniu zostało zdobyte przez Rosjan, a w 1795 roku wcielone do Rosji. W czerwcu 1812 zajęły je wojska napoleońskie, w grudniu wkroczyły wojska carskie. To tylko parę faktów z bogatej historii tego miasta.


Od początku XIX wieku było ośrodkiem kultury, miejscem rozwoju klasycyzmu post-stanisławowskiego i narodzin polskiego romantyzmu.


Lista zabytków Wilna jest niezwykle długa. Niewątpliwie na czele jest Plac Katedralny i Góra Zamkowa, które wyznaczają centrum miasta. Jest też na czele listy przepiękny kościół Św. Anny, dzieło architektury gotyku płomienistego. To on jest jednym z symboli Wilna. Według legendy to ten właśnie kościół Napoleon planował „przenieść na dłoni” do Paryża.


Całe miasto jest cennym zespołem zabytków architektury i sztuki od XIV do XX wieku, o charakterystycznych cechach przenikania się wielu kultur: polskiej, litewskiej, białoruskiej, żydowskiej i niemieckiej. Wartość miasta pomnaża to, że właściwie nigdy nie było poważnie zniszczone. Zachowała się więc tak zwana tkanka miejska, a więc wyboiste bruki, stare, nieotwierane przez dziesięciolecia okiennice, nieczytelne i pordzewiałe tabliczki z różnojęzycznymi napisami, zarysy dawnych budynków na starych murach…


W Wilnie nie trzeba szukać śladów polskości. One wychodzą nam naprzeciwko.


I to nie tylko wtedy gdy stoimy na dziedzińcu Klasztoru Bazylianów i patrzymy w okno jednej z cel zakonu. Nie tylko wtedy, gdy dowiadujemy się, że w tej celi był więziony Adam Mickiewicz i jego towarzysze. Bo jest to słynna Cela Konrada, w której miała miejsce jedna z najsłynniejszych scen w literaturze polskiej – przemiana Gustawa w Konrada.


Także wtedy, gdy stojąc na dziedzińcu Piotra Skargi przed słynnym wejściem na Uniwersytet im. Stefana Batorego, tym samym nad którym widnieje napis Alma Mater Vilnensis przewodnik przypomina nam, że przed wojną napis był polski.


I gdy stoimy tuż koło wysokiej dzwonnicy i uświadamiamy sobie, że piękna biała katedra, na którą patrzymy to świątynia pod wezwaniem św. Stanisława, który jest patronem Polski. A w Katedrze tej podczas prac renowacyjnych, które odbywały się w 1932 roku jednym z pierwszych odkopanych znalezisk była puszka z sercem Władysława IV.


W 1919 roku w Katedrze Wileńskiej miało miejsce uroczyste otwarcie Uniwersytetu Stefana Batorego.


A w dniu 2.VII.1927 na stopniach świątyni koronowano cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Na tę uroczystą ceremonię przybyli wtedy marszałek Józef Piłsudski i prezydent Ignacy Mościcki.


Stoimy w Zaułku Bernardyńskim przed domem o numerze 11, który był pierwszym wileńskim adresem Mickiewicza i który jest jego muzeum…

Potem idziemy do Zaułka Literatów pod numer 5, bo tam był ostatni adres Mickiewicza przed aresztowaniem i osadzeniem go u Bazylianów…

Następnie czytamy tablicę umieszczoną nad bramą na ulicy Wielkiej, na której jest napisane, że tą bramą wyprowadzano Mickiewicza na zesłanie, z którego już nigdy do Ojczyzny nie wrócił…


I jeszcze ulica Zamkowa. Jedno z podwórzy tej ulicy której zdobi popiersie Juliusza Słowackiego. Mieszkał on tu w latach młodzieńczych z matką i ojczymem.


A potem idziemy na Antokol do przepięknego, białego, barokowego kościoła św. Piotra i Pawła, który zaprojektował krakowski architekt Jan Zaor.


W dawnym baptysterium tego kościoła znajdują się dwa wielkie kotły /litaury/, zdobyte pod Chocimiem na Turkach. Przy nich stoi skrzynia, która podczas bitwy pełniła rolę kasy armijnej.


W Ostrej Bramie znajduje się niemalże narodowy symbol Polski – jedyny obraz o tak znaczącej wymowie. Jest on widoczny z ulicy i może go zobaczyć każdy. Biedny i bogaty, stary i młody. Musi tylko podnieść głowę do góry i spojrzeć w okno Kaplicy Ostrobramskiej.


Władysław Syrokomla tak pisał w „Hymnie do Najświętszej Panny w Ostrej Bramie”:


„Maryjo, Bogarodzico,

Matko cierpiących nędzarzy,

Co nad Jagiełłów stolicą

W bramie stanęłaś na straży!

Spojrzyj na tłumy skruszone,

Co klęczą u stóp tej bramy.

Matko pod Twoją obronę

Z pokorą się uciekamy.”


Lokalizacja sanktuarium nie jest przypadkowa; wywodzi się ze średniowiecznego przekonania, że umieszczanie świętych obrazów na bramach i murach wzmacnia ich obronne działanie, zabezpiecza przed kataklizmem, zwłaszcza przed zarazą.

O samym obrazie Matki Boskiej niewiele wiadomo. Pochodzi prawdopodobnie z początku XVII wieku. Jak wiadomo przedstawia Matkę Boską bez Dzieciątka, o pięknej twarzy z głową nieco pochyloną w prawo i dłońmi złożonymi do modlitwy. Srebrna, miejscami pozłacana, ręcznie kuta i cyzelowana, ozdobiona motywami kwiatowymi koszulka obrazu pochodzi z XVII wieku; jest kompilacją 17 srebrnych blach. Niestety, nic nie wiadomo także i o jej autorstwie i pochodzeniu.


Dookoła obrazu umieszczone są vota w języku polskim. Także to słynne „Dzięki Ci Matko za Wilno”, które umieścił Józef Piłsudski.


W wileńskim krajobrazie dominują trzy kolory – kolory litewskiej flagi, która po długich latach okupacji znowu powiewa na wieży zamku Giedymina; żółć tynków, zieleń parków i czerwień dachów pokrytych czerwienią. Te gamę dopełniają białe najczęściej kościoły, wznoszące się nad każdą niemal dzielnicą.


Chyba tylko w tym mieście każdy wąski i często krzywy zaułek kończy się jakimś kościołem albo klasztorem. Tylko tu staromiejskie ulice mają tyle zakrętów, tajemniczych podwórek z komórkami, z których wychodzi się na nieforemne placyki albo ślepe, łukowate mury jakichś klasztorów. I tylko tu jest tyle dachów nad którymi wznoszą się kopuły i wysmukłe wieże.


Miasto wygląda jakby było wyciągnięte ku niebu. Jest lekkie, przytulne, nie przytłacza. Czuje się w nim spokój i harmonię.


Wilno najlepiej podziwiać z Góry Trzykrzyskiej. Szczególnie wspaniale prezentuje się stąd stara część miasta. Jak podają znawcy najlepiej oglądać panoramę w pogodny letni dzień, a najpiękniejsze światło jest wcześnie rano lub tuż przed zachodem słońca.


Wycieczka na tę górę jest swoistym kontrapunktem do oglądanej zazwyczaj na początku panoramy miasta z Góry Zamkowej.

Na cmentarz na Rossie polskie wycieczki idą aby zobaczyć nagrobek Matki i Serca Syna. A także wiele innych, rzeźbionych w kamieniu śladów nieistniejącego już miasta.


I jeszcze urywek z przewodnika po Wilnie autorstwa Juliusza Kłosa: „Przeżywając wędrówkę po ulicach i zaułkach Wilna jako pielgrzymkę przez stulecia minione, zbliżamy się do przeszłości wielkiej i jasnej, by z niej czerpać naukę i otuchę na przyszłość, od naszych wysiłków zależną: na tym bodaj polega ten nieprzeparty czar jaki przeszłość na nas wywiera. I powoli, zwiedzając Wilno i poddając się urokowi jego legendy, przekonamy się, że poznać Wilno – to znaczy – pokochać je na zawsze”.


Miasto szesnastu królów polskich, a zarazem wielkich książąt litewskich.

Miasto słynne przez urodę położenia, przez Władysława Syrokomlę nazwane „pieszczotą pięknej natury”.

Miłe miasto.


--------------------------------------------------------------------

Tekst powyższy powstał pod wpływem moich wspomnień z dwukrotnego pobytu w Wilnie a także lektury następujących książek:

„Wilno po polsku” i „Podróż na Kresy”– Adam Dylewski

„Wilno” – album, tekst Thomas Venclova

„Kresy – najpiękniejsze miejsca i budowle” – Wyd . Imagine.

„Polska-Kresy Wschodnie” –album, tekst Roman Marciniak.

Pin It