Zdzisław Antolski


Żeromski – pisarz domowy

 

Zachęcał mnie pan Bohdan Wrocławski, żebym zabrał głos w sprawie ograniczania nauczania historii w polskich szkołach. Mój Boże, wielu ludzi pióra jest tymi zapowiedziami zaniepokojonych. Nie można zapomnieć o swojej Historii, nie można jej traktować jak jeszcze jeden przedmiot dydaktyczny i przykrawać do potrzeb szkolnictwa. Historia decyduje o naszej tożsamości, o naszym duchowym być lub nie być w tej części Europy. I pomyślałem: kim byłby Stefan Żeromski, gdyby nie jego zafascynowanie Historią i bycie w Historii?

I

Zawsze miałem wrażenie, że Żeromski był i jest kimś więcej niż tylko zwyczajnym pisarzem, opowiadaczem fabuł. Podobnie jak Mickiewicz i Słowacki byli nie tylko poetami, rymopisami, układaczami strof. Wyrażali ducha czasów, emanowali w słowach najlepsze pierwiastki swojego narodu. Żeromski był z rodu wieszczów zrodzonych w niewoli, którzy wyśnili niepodległość. On musiał jeszcze tę niepodległość sprawdzać, konfrontować marzenie z rzeczywistością.

Felietonista Adolf Nowaczyński, który lubił grę słów (nazywał Wyspiańskiego Wyspianderem), dla Żeromskiego wymyślił przezwisko – Żeremiasz. I w tej żartobliwej „ksywie” – jakbyśmy dziś powiedzieli - było wiele z prawdy, bowiem Żeromski był kimś w rodzaju proroka. Nazywano go także „sumieniem narodu”, był bowiem obrońcą bezdomnych, skrzywdzonych, upośledzonych przez los i historię, a także przez egoizm współrodaków, którzy nie widzieli w warstwach upokorzonych współobywateli.. Mówiono o nim także „serce nienasycone”, „pochodnia w mroku” i „ostatni wajdelota”. Był Żeromski natchnieniem polskiej międzywojennej inteligencji, przypominał jej o jej obowiązkach. W czasach, kiedy poeta „zrzucał z siebie płaszcz Konrada”, bowiem ojczyzna po wiekach niewoli „była wolna”, Żeromski pisał „Przedwiośnie”, które jest aktualne i dzisiaj.

Czy Żeromski jest nadal czytany? Co jakiś czas ogłasza się zmierzch popularności jego pisarstwo. Twierdzi się przesadnie, iż młodzież nie czyta go w ogóle. Zapewne jest w tym ziarno prawdy, część spuścizny Żeromskiego staje się nieczytelna, ale jego dzieła ulega w czasie destylacji i pozostają inne jego książki, jak „Puszcza Jodłowa”, czy „Snobizm i postęp”, które nabierają nowych treści.

II

W PRL-u Żeromski został okrojony i przykrojony do potrzeb ideologii i propagandy władzy. Jego płomienne poczucie niesprawiedliwości zostało wykorzystane do uzasadnienia i usprawiedliwienia kolejnych krzywd. Jego bogata twórczość została sprowadzona do kilku prymitywnych haseł o „szklanych domach” i powszechnym szczęściu, które rzekomo już nastąpiło. Na wszelki wypadek starano się zapomnieć o tych utworach, w których Żeromski głosił potrzebę niepodległości, potępiał zdrajców i pochwalał regionalizm.

Ideologia i propaganda PRL-u zasiała w naszym myśleniu o Polsce i o sprawiedliwości społecznej mnóstwo chaosu i fałszu. W miejsce poszanowania pracy pojawiły się postawy roszczeniowe w stylu „mnie się należy”. Obecnie państwo niepodległe nie jest obiektem szacunku i wspólnej troski, nie ma też oznak radości z jego odzyskania, i ciągłego myślenia o jego udoskonalaniu, ale jest przedmiotem manipulacji, często celem ataków i szyderstw. Postawa „kibica”, która zrodziła się w minionym ustroju, dziś razi nihilizmem. Wróciło, znane z międzywojnia, myślenie partyjne, republika kolesiów (określenie znane już w dwudziestoleciu międzywojennym, jako „Rzeczpospolita koleżków”). .

W dwudziestoleciu znacząca część inteligencji brała udział w rządzeniu państwem i jednocześnie była niezadowolona z istniejącego stanu rzeczy. Ta swoista schizofrenia inteligencji polskiej dobrze oddana jest w „Przedwiośniu”, kiedy porywczy, idealistyczny Baryka toczy dyskusję z pragmatycznym Gajowcem. I żąda dla Polski jakiejś idei porywającej, która by obudziła naród z apatii, małości, partyjnego myślenia o państwie.

Chciał Żeromski, aby to była idea rdzennie polska, nie zapożyczona z ościennych krajów. W liście otwartym W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym pisał: „Oświadczam krótko, iż nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji. (…) Zawsze, wciąż, dawniej i teraz mówię to samo, iż tutaj w Polsce musimy wypracować, stworzyć, wydźwignąć, wdrożyć w życie idee, które by przewyższyły moskiewskie, które by dały naprawdę i w sposób mądry ziemię i dom bezrolnym, które by wydźwignęły naszą świętą, wywalczoną ojczyznę na wyżynę świata, gdzie jest jej miejsce”.[1] Tu właśnie widać, jak wymagający był patriotyzm Żeromskiego, jak daleki od „radości z odzyskanego śmietnika”.

III

Podobno historia nie lubi się powtarzać, a jeśli już – to jaka farsa. Ale nawet sprawa nagrody Nobla przypomina niedawne spory, choć wszystko w niej jest na opak. „Przeżyciem dotkliwie dojmującym była też (dla Żeromskiego – przyp. Z. A.) zapewne przykra porażka, doznana w r. 1924 w związku ze sprawą Nagrody Nobla, przyznawanej corocznie przez Akademię Szwedzką uczonym i pisarzom całego świata za najwybitniejsze osiągnięcia w nauce i literaturze. Kandydatura Żeromskiego, wysunięta jeszcze w r. 1921, gorliwie zrazu popierana przez postępowe literackie i polityczne czynniki w kraju i dość dobrze przygotowana na gruncie szwedzkim, zaczęła napotykać w latach następnych trudności i przeszkody nieprzezwyciężalne. Orientacja polityczna neutralnej Szwecji w czasie niedawno zakończonej wojny światowej była najwyraźniej filoniemiecka. W tej sytuacji autor Wiatru od morza wydał się niektórym proniemiecko nastawionym, a dość wpływowym członkom akademii niemal polskim imperialistą i zaciekłym germanofobem. Podobnie i społeczne opinie arbitrów szwedzkich były na ogół konserwatywne, a Żeromski uchodził za pisarza lewicy. W istniejących okolicznościach szanse jego spadały nieuchronnie z każdym miesiącem. Ostatecznie nagrodę otrzymał Władysław Reymont za swoją powieść Chłopi. Wielkie dzieło Reymonta na to zaszczytne wyróżnienie z całą pewnością zasłużyło, niemniej dla Żeromskiego smak porażki musiał być gorzki”.[2]

Można się zadumać nad zmiennością Historii. Oto dla Akademii Szwedzkiej Zbigniew Herbert, w świetle krytyk jego oponentów, mógł się wydawać niemalże „faszystą”, przedstawicielem polskiego Ciemnogrodu. Nie umniejszam przy tym wcale wybitnej twórczości Wisławy Szymborskiej, jak nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie umniejszał wielkości Reymonta.

Czy aktualne są sądy Żeromskiego o literaturze polskiej? „Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki – otóż i cała literatura, której notabene dotychczasowa szlagoneria narodowa nie była warta i w setnej części nie zrozumiała”. A jego pogląd na snobizm z Nawracania Judasza?: „mania srok literackich, wydziobujących zewsząd na świecie kamyczki, guziczki, łebki gwoździków, haczyki, kółeczka, ząbki (…) znoszących to do kupy, ażeby olśnić ogromem błyskotek (…) siostry sroki..” A najważniejsze pytanie, które stawia ubogi prelegent oświatowy, pan Ryzio w noweli Z odczytem?: „Gdzie jest, jaki ma tytuł ta książka, którą bym ja jutro posłał Walczakowi? (…) Co dasz zbudzonemu ludowi swemu, literaturo polska?”. Ale czy jest jeszcze lud? Jaki on jest? Czy on chce czytać książki i jakie? Czy zainteresowany jest tylko sprawami materialnymi, własnymi interesami?

IV

Słyszy się dziś głosy, że pisarze nie powinni się zajmować polityką. Bardzo dużo artystów jest zagubionych w nowej rzeczywistości. Nie rozumieją ani mechanizmów wolnego rynku, ani demokracji. Nie mogą się też rozeznać w mnogości partii politycznych i w podziałach ideowych. Czują do hałaśliwej, jarmarcznej rzeczywistości wstręt, woleli powierzchowny spokój prowincjonalny socjalizmu realnego. Czują się zagubieni, utracili tożsamość i mają pretensje, właściwie nie wiadomo do kogo.

Można powiedzieć za Kazimierzem Wyką, że znów pojawia się żeromszczyzna: „Był Żeromski, a ponadto była żeromszczyzna. Ten bowiem typ sentymentalnego, cierpiętniczego przerostu uczuć społecznych, a niedorozwoju myśli i woli, bierze swój początek przede wszystkim w jego pisarstwie, chociaż jest nie tylko jego własnością. Żeromszczyzna była chorobą, którą przechodziła współczesna twórcy Ludzi bezdomnych inteligencja polska, przechodziła w dużej mierze za jego sprawą”.[3]

V

Bieda w dwudziestoleciu, odziedziczona po zaborach, była czymś powszechnym, dotknęła także inteligencję. Żeromski pisał: „Wojna w praktyce przekształciła stosunek wartości pracy umysłowej do pracy fizycznej na korzyść ostatniej”. Sytuacja ta pogłębiła się bardziej jeszcze po II wojnie światowej. Żeromski pisał: :inteligent zawzięcie wszystko nicuje. Przenicowałby melonik i buty, gdyby tylko dały się wywrócić na drugą stronę, aczkolwiek majsterek nicujący zdarłby z niego, w zamian za to ostatnie nicowanie, ostatnią już koszulę”. I wyobraźmy sobie, że Żeromski nie narzeka, nie lamentuje, zapomina o własnych niedostatkach.

To właśnie Żeromski w „Przedwiośniu” pokazywał jak można zajmować się sprawami ojczyzny wznosząc się ponad podziały partyjne, jak widzieć Ojczyznę jako wspólne dobro. Dla Żeromskiego Niepodległość nie stanowiła jakiejś specjalnej cezury, ponieważ zawsze myślał i pisał podobnie.

Tomasz Burek ogłosił kiedyś, ze wiek XX zaczął się w 1905 r. Myślę jednak, że Polska współczesna zaczęła się w 1863 roku. Żeromski to widział, dla niego powstanie styczniowe, żyjące w domowych klechdach i podaniach, było tym fundamentem myślenia o Polsce. Zresztą to samo powstanie ukształtowało przecież także Józefa Piłsudskiego. Tamta klęska stanowiła dla niego podnietę do późniejszego zwycięstwa. Podziały ideowe z tamtego okresu, dylematy polityczne, czy niepodległość, czy praca u podstaw, zaciążyły na późniejszych latach, aż do dnia dzisiejszego. Kiedy próbujemy oceniać PRL znów zastanawiamy się, co było właściwsze dla Polski, czy poszerzanie ograniczonej suwerenności, czy czyn zbrojny, sprzeciw, który często wydaje się bezsensowny? Ale jak oddzielić zdradę od taktyki wobec silniejszego sąsiada. To są ciągle obecne pytania, o margrabiego Wielopolskiego, generała Jaruzelskiego i pułkownika Kuklińskiego.

VI

Był też Żeromski rewelatorem przeżyć psychicznych człowieka związanych z umiłowaniem ziemi, wiele jego stron przypomina dokonania Marcela Prousta. Dziwię się, że nie zauważyli krytycy, iż był Żeromski prekursorem naszego tzw. nurtu wiejskiego w literaturze. Ot, choćby ten fragment: „Pamiętam, gdy raz, po śmierci ojca w dwa czy trzy lata, przyjechałem do Kielc i poszedłem piechotą dwie mile, aby odwiedzić swoje strony. Siedziałem na górze Radostowej, skąd widać było całe zapadłe kącisko niegdyś nasze. Nie mogłem pojąć, nie mogłem zrozumieć tego faktu, że w tym starym, opuszczonym, ze sczerniałym dachem dworze mieszka kto inny, że te drogi żółtawe, kręte, kamieniste – to nie moje drogi. Tamta wieś – to mojej duszy cząstka do tej chwili… Pierwsze lata dzieciństwa spędzone na wsi wciskają w człowieka na zawsze szczególne, niezmazane znamię: będzie kupcem, subiektem w aptece, redaktorem czy czymkolwiek – a jednak będzie zawsze członkiem, faktyczną, integralną, duchową częścią swej gminy i parafii, tych swoich Ciaciaków, Ciekot, Odpadków, Gawronek, Pod Górą, Za Drogą, tych części, łąk, pól, poręb i pastwisk swojego folwarku”.[4]

Wspaniałym, zapadającym w pamięć obrazem jest scena powrotu Marcinka Borowicza z matką do domu, w wigilię Zielonych Świąt. Kiedy mijają przydrożną kapliczkę, chłopiec łamie gałąź pełną kiści bzu i rzuca matce na kolana.

„Nie miała serca wymawiać mu, że obrabował biedną, starą kapliczkę.

Mokre kwiateczki odrywały się, spadały wraz z kroplami rosy i lgnęły do jej palców, a duszny zapach tak dziwnie ją upajał…”

To on użył określenia „góry domowe”, pokazując jak przyroda staje się oswojona, udomowiona przez stałych mieszkańców okolicy. Jak pejzaż ojczysty staje się pejzażem duszy: „W uszach moich trwa szum twój, lesie dzieciństwa i młodości – choć tyle już lat nie dano mi go słyszeć na jawie! Przebiegam w marzeniu wyniosłe góry – Łysicę, Łysiec, Strawczaną, Bukową, Klonową, Stróżnę – góry moje domowe – Radostową i Kamień – oraz wszystkie dalekie siostrzyce”. Góry Świętokrzyskie nie są moimi górami domowymi, ale kochać pejzaż Ponidzia i nasze wapienne góry, uczyłem się na Żeromskim. Był zwolennikiem regionalizmu, „małych ojczyzn”. Stefan Żeromski jest moim pisarzem domowym, bowiem gdybym miał mówić o mojej rodzinnej tradycji intelektualnej, to była nią właśnie fascynacja Żeromskim. Mój ojciec, wiejski nauczyciel był Żeromskim zafascynowany, tak nie tylko pisarstwem Żeromskiego ale nim samym, jego osobowością i życiem. Bliski jest mi witalizm młodego Żeromskiego, który rzuca książką Dostojewskiego, gdzieś w zboże, na znak protestu wobec azjatyckiego pesymizmu genialnego Rosjanina.

Na zawsze w uszach pozostanie mi owa modlitwa: „Ciebie jedną kocham, cudowna, rodzinna ziemio. Bądź błogosławiona, stworzona dla nas, abyś wspierała dusz naszych słabość, abyś powiększała uczuć małość, piękna, dobra, umiłowana karmicielko ziemio…”

Wiemy z wielu książek pamiętnikarskich, iż w wielu domach był Żeromski takim właśnie żywym obecnym, którego głos się liczył. Stał się on bowiem takim polskim pisarzem domowym i narodowym, którego może się nawet nie dostrzega, bo on zawsze jest.



[1] Za: Artur Hutnikiewicz Stefan Żeromski, Wiedza Powszechna, Warszawa, 1960, s. 200

[2] Artur Hutnikiewicz Stefan Żeromski, Wiedza Powszechna, Warszawa, 1960

[3] Nowele, opowiadania i fragmenty (wybór), wstępem i objaśnieniami opatrzył K. Wyka, Warszawa 1946, s. XI-XIII

[4] Za: H. Mortkowicz-Olczakowa O Stefanie Żeromskim, PIW, Warszawa 1965

Pin It