Zbigniew Chlewiński 

 

 

Sztuka z pigułką

 

sztuka z pig1


Otwarta w Państwowym Muzeum Etnograficznym wystawa Szara strefa sztuki. Polscy twórcy art brut prezentuje wybrane prace 31 twórców uznanych za najwybitniejszych polskich przedstawicieli tego osobliwego grona. Wzięto je z kilku muzeów polskich na czele z PME i od dwóch kolekcjonerów – Leszka Macaka (Kraków), potentata w tej materii w skali ponadkrajowej, i Andrzeja Kwasiborskiego (Płock), właściciela najnowszej produkcji polskich brutowców. Możemy mieć pewność, że przynajmniej niektórzy z artystów nie byli świadomi swojego statusu, np. Monsiel czy Heródek, jak i tego, że inni z nich uważali się za mistrzów równych Matejce czy Wyspiańskiemu, jeśli nie wyżej, jak Zagajewski czy Wnęk. Wymienionych już nie ma wśród nas, ci zaś młodsi i obecnie aktywni malują i rzeźbią, ciesząc się zainteresowaniem coraz większego środowiska miłośników sztuki niedyplomowanej. Art brut ma charakter samorodny i intuicyjny, a w konsekwencji indywidualny, nie jest włączony w rytm życia zorganizowanego, społecznego, stowarzyszeniowego itp., wywodzi się z aktywności o autotelicznej motywacji. Autorka wystawy, prof. Grażyna Borowik, podczas jej otwarcia nazwała ten nurt sztuki zjawiskiem naznaczonym problemami psychicznymi jego twórców. Można by jeszcze jakieś znamiona art brut podać, ale najważniejszym z nich jest metaartystyczna cecha wyrażona w spostrzeżeniu, że o dziełach sztuki spod znaku art brut nie można mówić bez znajomości życiowych przypadków autora, czyli w analizach tego rodzaju pożądany jest biografizm.

Art brut jest zjawiskiem różnorodnym i niejednolitym, dlatego niemal każda wypowiedź eksplikująca jakąkolwiek stronę sztuki surowej może być podważona. Na zakończenie wystawy odbędzie się seminarium (16 września) poświęcone tej trudnej do analizy twórczości. Żeby o niej mówić, trzeba wpierw mieć jej bezpośredni ogląd, dlatego zachęcam do obejrzenia ekspozycji w PME. Tymczasem spójrzmy na przebieg zainteresowania sztuką brut w Polsce.

 

 

Kategoria art brut od momentu jej ukucia w połowie lat 40. dwudziestego wieku jest w notorycznej dyskusji. Ujmuje się ją bardziej intuicją niż rozumem. Sam Jean Dubuffet, francuski twórca nazwy, malarz i rzeźbiarz, na dociekliwe pytania o tę sztukę odpowiadał zniecierpliwiony: To zrozumiałe i oczywiste. Dlaczego? ─ Dlatego, że tak! Czy przestaniecie w końcu pytać, dlaczego?.[1] Ta emocjonalna, daleka od racjonalnej postawa, miała wpływ na obecną sytuację, gdy nie ma definicji art brut ani kryterium przynależności „do zbioru”. Jak wobec tego o niej mówić? — Trafiając raz w sedno, raz w peryferie! I tak w Polsce używa się tego terminu i pojęcia, a zjawisko widzi znacznie szerzej niżby chciał sam Dubuffet, bo beztrosko do jednego worka wrzuca outsider, naiwny, ekspresję psychopatologiczną, art brut, singulier itd. Prawdę mówiąc, sam Umiłowany Pomysłodawca nie dysponował takimi subtelnymi dystynkcjami, jak je przykładowo powyżej podano. Rozgardiasz w tej materii trwa, bo nikt nie stworzył metodologii odpowiedniej do badanego przedmiotu i jeszcze długo będzie trwał taki grzeszny stan zaniechania.

Termin i pojęcie art brut przeniósł na polski teren Aleksander Jackowski. Swoją pracę zawodową rozpoczął od organizacji badań twórczości nieprofesjonalnej i sztuki ludowej oraz ich dokumentowania w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk, a momentem zwrotnym była wystawa Inni w Zachęcie w 1965 roku. Jackowski jeszcze wówczas nie znał idei Dubuffeta, ale dzisiaj innych bez wątpienia utożsamiamy z twórcami art brut. Poznał kolekcję Dubuffeta podczas stypendium w Paryżu w 1970 roku, uznał jej właściciela za najciekawszego i najinteligentniejszego artystę swoich czasów, przyjął jego koncepcję twórczości i sztuki. Rezultatem tych zainteresowań była wpierw wystawa Talent, pasja, intuicja w Okręgowym Muzeum w Radomiu – kontynuacja Innych po dwudziestu latach – której był współautorem, a następnie dwa artykuły z „art brut” w tytule: Art brut a sztuka współczesna [1987] i Mit sztuki poza kulturą. Art Brut [1994]. W 1995 roku ukazało się opus vitae Aleksandra Jackowskiego, album Sztuka zwana naiwną, w którym autor przedstawił 91 sylwetek polskich artystów, ich życie i twórczość, po kilka z każdej szuflady – naiwnych, brut, górników dołowych tęskniących za słońcem, zawodowców bez dyplomu, inteligentów udających prymitywów itp.

Jackowski pisze w stylu lekkich esejów, gdzie nie ma miejsca na precyzyjny język naukowy. Dlatego jego album miał nieporównywalną z jakimikolwiek pokrewnymi publikacjami liczbę recenzji i omówień w czasopismach popularnych i dziennikach. Ta książka faktycznie trafiła pod strzechy i została przyjęta przez szerokie rzesze czytelników i miłośników sztuki. Trudno powiedzieć to samo o równolegle publikujących (lub nieco wcześniej) profesorach akademickich, którzy w swoich książkach roztrząsali problematykę twórczości nieprofesjonalnej, różnie tę twórczość nazywając, lecz gdyby znali idee Dubuffeta, na pewno podjęliby jego terminologię, aby sprowadzić dyskusję do wspólnego mianownika i bieżących trendów. I tak historyk sztuki i etnolog prof. Ksawery Piwocki rozważał zjawisko „współczesnych prymitywów”, psycholog i poeta prof. Stefan Szuman w serii artykułów analizował sztukę samorodną i dyletancką, a największy estetyk filozoficzny XX wieku, fenomenolog, uczeń Husserla, prof. Roman Ingarden na seminariach krakowskich opisywał kategorię naiwności w utworach plastycznych amatorów. I jeszcze marksizujący krytyk sztuki Alfred Ligocki postulował kategorię artystów dnia siódmego. Uczeni profesorowie urabiali podatny grunt dla świadomości społecznej przyjmującej art brut i pokrewne zjawiska artystyczne, co kulminowało w działalności badawczej i popularyzatorskiej Aleksandra Jackowskiego.

Równoległym nurtem toczy się rzeczywistość artystyczna w galeriach sztuki. W 1963 roku w Krakowie odbyła się pierwsza głośna wystawa – rysunki Edmunda Monsiela w rok po odkryciu i śmierci artysty, powtórzona następnego roku w Krakowie. Dla autorów wystawy i recenzentów rysownik był oczywistym przykładem twórczości schizofrenicznej, co po latach próbowano nieśmiało zakwestionować, a przynajmniej uczynić problematycznym, w książce wydanej z okazji 100. urodzin artysty – Edmund Monsiel. Odsłona druga.

Dopiero w 1987 roku padł po raz pierwszy w tytule polskich wystaw termin „art brut”. Właśnie Art brut otwarto w Państwowej Galerii Sztuki w Legnicy, wspomniany wyżej artykuł Jackowskiego o usytuowaniu w sztuce współczesnej interesującej nas twórczości towarzyszył ekspozycji. Jeszcze dwukrotnie w Legnicy robiono wystawy Art brut – w 1991 i 1994 roku – na których prezentowano w pierwszym przypadku ceramikę wykonaną przez dzieci i młodzież z upośledzeniem umysłowym, w drugim zaś prace pacjentów szpitala psychiatrycznego.

W 1993 roku galeria w Płocku pokazała prace Monsiela, Sutora, Wnęk, Zagajewskiego, Koska i in. Pod nazwą „Przerażenie i ukojenie” kryła się sztuka innych, ekspresja psychopatologiczna i art brut, chociaż zakresowi tych pojęć brak jest ostrości. W tym czasie utworzono w Płocku stowarzyszenie Oto Ja, które dla mieszkańców okolicznych domów opieki społecznej organizowało plenery z wystawą na zakończenie, corocznym konkursem plastycznym dla tego środowiska, a potem ekspozycją w „profesjonalnej” otwartej galerii w mieście. Stowarzyszenie z czasem dorobiło się własnego lokalu i dumnej nazwy „Płockie Zagłębie Art Brut”. Ale przede wszystkim może się poszczycić odkryciem kilku talentów na miarę przynajmniej krajową: Adam Dembiński, Tadeusz Głowala, Roman Rutkowski, Krzysztof Wiśniewski, Włodzimierz Rosłon, Jan Czubak i in.

Na przełomie wieków powstało w kraju kilka małych galerii prywatnych albo przy stowarzyszeniach, specjalizujących się w prezentacji twórczości art brut. Kanalizowały ruch młodych zapaleńców poszukujących twórców samorodnych, nieskażonych rutyną i techniką: Promyk w Gdyni, Tak w Poznaniu, Pod Sukniami w Szczecinie, Art Naïf w Krakowie, w Bydgoszczy, we Wrocławiu i in. Mentorem środowiska skupionego wokół sieci galerii jest Aleksander Jackowski, a art brut stanowi naczelną ideę, wokół której wszystko ma się kręcić. W intencji, bo faktycznie galernicy częściej uprawiają flirt z wszelkiej maści twórczością nieprofesjonalną – sztuką zwaną naiwną. Ich doniosłe odkrycia i promocje to m.in. Tomasz Jeziorzański, Justyna Matysiak, Przemysław Kiebzak, Grzegorz Sienkiewicz, Genowefa Magiera, Władysław Grygny, Henryk Żarski. Co w jakimś stopniu znalazło potwierdzenie w obecnej wystawie warszawskiej.

Do tego przeglądu trzeba dodać muzea. Duży jest dorobek Muzeum Okręgowego im. J. Malczewskiego w Radomiu – organizatora m.in. wystaw Talent, pasja, intuicja – z bogatymi zbiorami Działu Sztuki Nieprofesjonalnej, m.in. rysunkami Monsiela, obrazami Sułowskiego, Świetlika i Rząba. Przez ostatnie lata Muzeum Śląskie w Katowicach dynamicznie powiększa kolekcję art brut, dla której ostatnio uzyskało stałą powierzchnię ekspozycyjną. Zgromadziło prace Monsiela, Wnęk, Świetlika i in. W nieodległym Zabrzu muzeum regularnie organizuje wystawy z nurtu ekspresji psychopatologicznej o zasięgu ogólnopolskim, a w kolekcji ma obrazy śląskich środowisk nieelitarnych, np. Teofila Ociepki. Muzeum Podhalańskie w Nowym Targu udostępnia około trzysta rzeźb Edwarda Sutora. Państwowe Muzeum Etnograficzne ma kilkadziesiąt rysunków Monsiela, ale nie stwarza specjalnych okazji, aby je pokazywać – wyjątkiem potwierdzającym regułę jest obecna wystawa. W 2013 roku Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku uczciło 50. rocznicę przybycia do tego miasta Stanisława Zagajewskiego wystawą gromadzącą prace uchodzące za art brut, poza niektórymi wyżej wymienionymi wyeksponowano m.in. Jana Nowaka, Władysława Wałęgę, Ryszarda Koska, Adama Nidzgorskiego, Władysława Surowiaka (większość z nich pokazano w PME). Muzeum to jako jedyne w kraju ma stałą ekspozycję poświęconą wybitnemu artyście art brut, otwartą za jego życia, gdzie pośród ponad stu wystawionych rzeźb odbywały się ostatnimi laty spotkania publiczności ze Stanisławem Zagajewskim.

sztuka z pig2Poprzednią wystawą o pokrewnej tematyce, lecz nieco mniejszej skali, była w ubiegłym roku (2015) jubileuszowa prezentacja sztuki osób z niepełnosprawnością intelektualną, podsumowująca 20-lecie gdyńskiej galerii Świętojańska, o zmiennej przez dwie dekady nazwie – „Promyk”, potem „Prom Art”. Z oczywistych względów nie mogła uzyskać rozgłosu, chociaż Teresa Pałejko, autorka jubileuszowego przedsięwzięcia, poświęciła mu cenny czas, energię i w rezultacie efektowną ekspozycję. A przecież wystąpili w niej artyści, których teraz pokazano w PME: Kosek, Żarski, Dembiński; również znani w kraju inni, którzy z powodzeniem mogliby być podziwiani na salonach warszawskich: Skiba, Sienkiewicz, Gieniusz, Domek, Rebelski, Szypulski.

W kolekcji Dubuffeta znajduje się wiele prac, których autorami są pacjenci psychiatryczni. Również Jackowski rozpoczyna i kończy swoją pierwszą rozprawę o tej sztuce wskazując na sytuację artystów psychicznie chorych i losy ich dzieł. Obaj słusznie uważają, że to właśnie chorych psychicznie najbardziej stać na zdystansowanie się wobec presji społecznych, ich wewnętrzna swoboda zupełnie nie musi się liczyć z ograniczeniami kulturowymi. Choroba alienuje ich ze wspólnoty normalnych, zwalniając z zachowania lojalności, co przejawia się odwagą przekraczania konwencji. Niejako z definicji sztuki surowej można zaliczyć do niej pewne dzieła będące owocem ekspresji psychopatologicznej. Dlatego w środowisku psychiatrów w zasadzie prace pacjentów wkłada się do szuflady art brut, co się głosi na corocznych krakowskich sesjach stowarzyszenia Psychiatria i Sztuka. Potwierdziła to podczas otwarcia warszawskiej wystawy prof. Grażyna Borowik, prezydent stowarzyszenia. Wspaniałe prace pacjentów można oglądać w szpitalach w Tworkach, Branicach (gigantyczne tkaniny Henela), Kobierzynie (obrazy Wałęgi, Bujak, Zająca, Olszaka i in.), Lublinie z własną galerią Pod Czwórką. Ostatnio bardzo dobra wystawa z kolekcji dr. Andrzeja Janickiego była w Muzeum Architektury we Wrocławiu – Dlaczego malują? – jej organizatorzy twórczość pacjentów szpitala psychiatrycznego w Stroniu Śląskim zaliczają do art brut. Równolegle w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie pokazano Palindrom, na ekspozycji znalazły się prace zdrowych i chorych artystów, ale zwiedzający nie mieli informacje, którzy są jacy – takie zagadki stawiane przed zwiedzającymi nie są odkryciem twórców wystawy, bo już w przeszłości zaskakiwały publiczność.

Można by jeszcze o kolekcji Leszka Macaka z Krakowa, którą reprezentują liczne prace na warszawskiej wystawie, o bydgoskim ogólnopolskim biennale im. Teofila Ociepki, które po raz 11. aktywuje się tego lata (otwarcie pokonkursowej wystawy w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy 20 sierpnia), o wystawach różnej rangi i publikacjach najczęściej o lokalnym zasięgu. Reasumując, w Polsce najczęściej art brut określa się jako sztukę surową, nieokrzesaną kulturowo, a jej autorów szuka wśród pacjentów psychiatrycznych i mieszkańców domów opieki. Faktycznie jednak miesza się ją z różnej maści ambitną sztuką uprawianą przez amatorów, bo do końca nie bardzo wiadomo, czym art brut jest. Środowisko zainteresowane tą twórczością jest małe i otwarte. Przy okazji wystaw, przeważnie drobnych i słabo nagłośnionych, ukazują się katalogi niewiele wzbogacające dotychczasowy stan wiedzy o interesującym zjawisku. Art brut zupełnie nie istnieje w refleksji naukowej ani nie stanowi przedmiotu analizy zdyscyplinowanej estetyki filozoficznej. Art brut po polsku to jeszcze ciągle przecieranie szlaków, sondowanie stopnia akceptacji przez potencjalną publiczność, próby jedynie przez grupki zapaleńców traktowane z determinacją. Przypadek płockiego stowarzyszenia Oto Ja i zgromadzonej kolekcji – kiedyś w awangardzie w skali kraju, dzisiaj w stanie śmierci klinicznej – nie napawa optymizmem i oby nie prognozował o losie innych ośrodków tego typu.

 

 

Przygotowywana jest obecnie wystawa prezentująca w 2017 roku polski art brut ze zbiorów Andrzeja Kwasiborskiego na obcym, wyrafinowanym pod tym względem terenie, bo w ojczyźnie Dubuffeta. Trudna z punktu widzenia artystycznego polska twórczość zostanie pokazana we francuskim La Fabuloserie musée l’art hors-les-normes[2], by ją skonfrontować ze zbiorami Alaina Bourbonnais’ego, założyciela muzeum. To będzie premiera cyklu Niesforni Kolekcjonerzy / Sztuka Bez Norm i Bez Granic (Collectionneurs turbulents / Art hors-les-normes sans frontières), w którym gospodarze z Fabuloserie zapraszają kolekcjonerów z całego świata do wspólnych prezentacji. Tutaj może się okazać, w jakim stopniu interesująca nas sztuka jest niezależna od rodzimej kultury. Jaką pokaże twarz – polską i francuską czy własną, jedynie zróżnicowaną indywidualnością artysty? Może się niestety okazać również, jak bardzo naiwne oczekiwania żywimy, spodziewając się tego typu rozstrzygnięć.

 

Zbigniew Chlewiński

 

Dokumentacja fotograficzna – Jacek Czuryło.



[1]     . J. Dubuffet, L’art brut, [w:] tenże, L’Homme du commun à l’ouvrage, Paryż 1973; cyt. za: tenże, Sztuka surowa, „Ogród” [Warszawa] 1992, nr 1/9, s. 242-244 [tłum. T. Wójcik].

[2]        2. www.fabuloserie.com.

Pin It