PAMIĘTAĆ O MŁODYCH

 

Ze Stanisławem Grabowskim,

prezesem Zarządu Fundacji ARKONA im. J. Zielińskiego,

rozmawia Zbigniew Majewski

 

czychowski drzewa
Mieczysław Czychowski


Zbigniew Majewski: Piszesz wiersze i prezesujesz…

Stanisław Grabowski: …Także piszę opowiadania, monografie, recenzje, eseje, sztuki na scenę… Jestem ponadto sekretarzem Kapituły Nagrody Literackiej im. Jana Twardowskiego. Związany też jestem z kilkoma organizacjami społecznymi.

– Jak to wszystko ze sobą godzisz?

– Nie zastanawiam się nad tym, moje zajęcia mają charakter pracy społecznej, może jest to jakiś sposób, by na to wszystko znaleźć czas.

– Dość często spotykam się z inicjatywami waszej Fundacji.

– Zależy nam na kontaktach z czytelnikami, z autorami, z tymi wszystkimi, którzy lubią poezję, przyznają się do tego, że ją czytają, kupują tomiki wierszy. Ostatnio rzeczywiście przygotowaliśmy kilka imprez dla wszystkich chętnych. Na przykład w styczniu br. w Klubie Księgarza na Starym Mieście promowaliśmy polsko-albański tom wierszy Jarosława Zielińskiego zatytułowany Przerwana linia.Vizë e këputur. Bardzo ciekawie mówił o nich tłumacz i poeta Mazllum Saneja, a wiersze czytał wprost rewelacyjnie aktor Janusz Leśniewski.

– Jak długo działa Wasza Fundacja?

– Weszliśmy w trzeci rok działalności, której głównym celem jest popularyzacja poezji, zwłaszcza wśród młodych.

– Młodzi ludzie lubią poezję?

– Z poezją jest tak, jak napisała nasza noblistka Wisława Szymborska, że interesuje się nią kilku ludzi na tysiąc. I dobrze, i to są te proporcje, które nam wystarczają. Naszym celem jest dotrzeć do tych zainteresowanych, zauważyć ich, i mamy różne konkretne dowody ich „docenienia”. Nie kryję się z tym, że zależy nam, by byli to młodzi i wrażliwi ludzie zwłaszcza spoza Warszawy, z małych ośrodków miejskich czy wiejskich, którzy mimo dostępu do literatury, czyli szerzej kultury i sztuki choćby przez Internet, mają mniej okazji, by spotkać np. żyjącego literata, czy kogoś kto byłby poważnie zainteresowany ich udziałem w tworzeniu literatury, czyli można go nazwać mecenasem, jak w starożytności. Często brakuje im też czasu, brakuje środków pieniężnych, by kupić tom z wierszami lub bilet do teatru. Notabene, młodzież to dobra lokata.  

– I stąd pewnie pomysł, by tym zdolnym i wrażliwym, a dokładniej początkującym poetom, przyznawać całoroczne stypendia pieniężne? 

– No właśnie. W całym kraju stypendystów mamy tysiące. Otrzymują pieniądze z różnych źródeł i na różne zbożne cele, ale wydało nam się, że początkujących poetów mało kto zauważa, i dlatego wymyśliliśmy, by właśnie ich z a u w a ż a ć, doceniać i promować, żeby odnajdywali się w orbicie naszej Fundacji. Wiedzieli, że mogą zawsze na nas liczyć. To jest b. ważne. Pamiętać o tych, którzy nam zaufali.

– Czy taki dział literatury, jak poezja, wciąż zasługuje na adorację, na jakieś nadzwyczajne wsparcie w XXI wieku, kiedy tyle się zmieniło często na gorsze w naszej mentalności, w relacjach między ludźmi, w kulturze?

– Poezja to najstarsza część ludzkiej twórczości, pomijając skalne rysunki. Ma wielkie tradycje, ma mistrzów pióra, których nazywamy geniuszami lub wieszczami. Nazwisk chyba nie ma potrzeby wymieniać. Wśród laureatów ważnych nagród literackich, choćby Nobla, iluż to mamy poetów, dzięki lirycznemu słowu, przekraczających bez trudu granice między państwami i ludźmi. To bardzo stara forma porozumiewania się za pomocą symboli, metafor, które są wspólne dla wszystkich piszących. Tak. Kod poetycki jest właściwie jeden dla wszystkich poetów, choć piszą oni w różnych językach i w różnej stylistyce.

– Ciekawa uwaga. Na nasze spotkanie przyniosłeś kilka wydanych przez Fundację książek.

– Oprócz działalności typu spotkania z poezją, czy udział w imprezach poetyckich, prowadzimy, choć oczywiście na dość skromną skalę, działalność wydawniczą dzięki pomocy kilku zaprzyjaźnionych wydawców, tych, których nie odtrąca słowo „poezja”. Nie liczą na zysk, kiedy wydają tomik wierszy, co jest oczywiście bardzo szlachetne i coraz rzadsze, a jednak się zdarza! Staramy się co roku wydać 2–3 książki poświęcone poezji, jest w nich oczywiście wątek młodo zmarłego poety Jarosława Zielińskiego, patrona naszej Fundacji. Po prostu uważamy, że słowo zapisane na papierze, na dodatek estetycznie podane, może w dalszym ciągu zaciekawiać czytelnika, przynosić mu satysfakcję. Proponujemy też zainteresowanym serię poetycką pod nazwą „44 wiersze”.

– Młody człowiek, który lubi czytać, a sam znam takich, czyż przede wszystkim nie buszuje w Internecie, ma do czytania tablet, pobiera teksty w komórce…

– Nie zabraniamy nikomu dostępu do informatyki, do zdobyczy XXI wieku, które z pewnością zrewolucjonizowały komunikację między ludźmi, także obieg informacji czy literatury ambitniejszej niż harlekin. Uważamy jednak, że tradycyjnej książki żaden laptop nie zastąpi, tego kontaktu z papierem zaczernionym literami. Książka nie musi się bronić przed odejściem w niebyt, książka jest ciągle pożądana przez tysiące ludzi. Tylko trzeba do tych potencjalnych czytelników dotrzeć. Zaoferować im coś, co ich zaintryguje, co zechcą przeczytać, zachować na swojej półce.

– Z Internetu jednak nie zrezygnowaliście.

– To niemożliwe. Patron naszej Fundacji, poeta i pisarz SF, był informatykiem z powołania i talentu, twórcą wielu blogów, portali internetowych. Opublikował m.in. Podstawy informatyki oraz Marketing polityczny w Internecie. Na ogół zapisywał swoje teksty, w tym utwory poetyckie, w komputerze i ogłaszał je w Internecie, a dopiero później przygotowywał ich papierowe wersje, dlatego kontakt z tym medium jest dla nas bardzo ważny. Fundacja posiada własną stronę internetową. Ogłasza w Internecie, np. w pisarze.pl komunikaty o imprezach, recenzje z wydanych książek, także zdjęcia i filmy dokumentalne. 

– Właśnie. Rejestracja na taśmie filmowej spotkań czy imprez to kolejny dział Waszej działalności…

– Tak jest. Uważamy, że dokumentacja zarówno fotograficzna jak i filmowa, to kolejny sposób, by utrwalić naszą działalność, pokazać zaangażowanie i emocje naszych czytelników oraz sympatyków, oddać jak to się mówi, „prawdę czasu”. A że jednym z członków Rady Fundacji jest wybitny reżyser-dokumentalista i redaktor Andrzej Machnowski tym łatwiej nam o dokumentację naszej pracy, na dodatek na wysokim profesjonalnym poziomie. Kto się bliżej nami zainteresuje temu z pewnością wyślemy filmy jego autorstwa, no i zdjęcia, lub przynajmniej wskażemy, gdzie można je zobaczyć.

– Wasza najnowsza inicjatywa to wydawanie pisma dla młodzieży szkolnej: „Las Kabacki” z podtytułem Ekologia, Literatura…

– „Las Kabacki”, to jak na razie kwartalnik o niedużym nakładzie, przeznaczony właśnie dla tych wrażliwych, próbujących pisać, tworzyć, czyli jakby zastanawiać się nad sobą, nad swoim życiem. To pierwszy nasz pomost do młodzieży, do tych, do których chcemy przede wszystkim trafić. Sądzimy, że ekologia i literatura to tematy, które ich zainteresują. Pisaliśmy w pierwszym numerze: „Pragniemy, żeby młodzi twórcy nie tylko publikowali w naszym piśmie, ale i próbowali włączać się osobiście w ruch na rzecz kultury, i to kultury pod każdym względem. Fundacja ARKONA im. Jarosława Zielińskiego stoi otworem przed młodymi ludźmi. Liczy na ich obecność w naszych szeregach, na ich pomysły, podpowiedzi…”. Ale uwaga, nie liczymy na masowy oddźwięk, że każdy nasz czytelnik będzie jednocześnie naszym autorem. To niemożliwe. Chcemy po prostu ułatwić start literacki uczniom przede wszystkim gimnazjów, liceów i techników, dla których słowo pisane ciągle coś znaczy, pragną nim wyrazić czas, w którym żyją, choć nie chcę by zabrzmiało to zbyt patetycznie. Chcemy spotykać się z nimi także np. na seminariach literackich, warsztatach literackich, chcemy, by stali się widownią naszych spotkań i innych imprez. To wszystko zresztą wymaga czasu, wymaga konsekwencji.

– W najnowszym numerze „Lasu Kabackiego” redakcja poświęciła kolumnę pt. „Czas na debiut” Jakubowi P. Chruścielowi…

– To nasz stypendysta, uczeń liceum z Mińska Mazowieckiego. Naszym zdaniem, bardzo zdolny. Ma szansę, by zaistnieć w literaturze, ale to wymaga jego ogromnej pracy i wysiłku. Kibicujemy mu, zachęcamy do pisania, do lektur, ale co będzie w przyszłości robił zależy wyłącznie od niego. Na pewno towarzyszymy jego wierszom, jego twórczym ambicjom. Pragniemy, żeby ziściły się jego marzenia, by zagościł w nim na stałe literacki duch, albo może dokładniej to, co Miłosz nazywał dajmonionem. Jeszcze tylko dodam, że Kuba jest na dobrej drodze. Oby nie zapeszyć.

– Pytanie tradycyjne. Plany na ten rok?

– Nie chcemy popadać w rutynę, ale podobne jak w ubiegłym roku. Po wydaniu polsko-rumuńskiego i polsko-albańskiego zbioru wierszy Zielińskiego szukamy tłumacza języka francuskiego. Do promocji poezji naszego patrona pragnęlibyśmy też włączyć Instytut Francuski, francuską ambasadę i parę innych wpływowych instytucji. To wymaga wielu zabiegów. Po raz trzeci, dla poetów przed czterdziestym pierwszym rokiem życia,  ogłosiliśmy konkurs o nagrodę literacką Złota Róża. Poszukujemy stypendystów. Wydamy kolejne numery „Lasu Kabackiego”, a przede wszystkim chcemy zorganizować w czerwcu br. sesję literacką „Pióro i laptop” poświęconą poezji Jarosława Zielińskiego, jej wartościom i percepcji. Mamy pierwszych prelegentów, powstaje sekretariat sesji, marzymy o Komitecie Honorowym sesji. Jeszcze tylko mogę zdradzić, że zarówno prelegenci, jak i zaproszeni goście, głównie młodzież szkół średnich, spędzą ze sobą dzień w Pułtusku, w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora, a wszystko to dzięki życzliwości rektora uczelni profesora Adama Koseskiego. Będzie okazja do wysłuchania referatów, dyskusji, ale i czas na spacer po tym urokliwym mieście, odwiedzimy także przy okazji Dom Polonii. A literacki plon sesji wydamy w osobnej książce.

– Życzę zatem, by spełniły się wszystkie wasze plany, życzę też nowych i ekscytujących pomysłów dla… dobra poezji. Dziękuję za rozmowę.


Pin It