Zbigniew Milewski - wiersze

 

 

Władysław Podkowiński


Poezje i suplementy

 

 

Idę nad stawy

Złapać nowe frazy – inne od milczenia.

Zaskakuje cisza przy czerwieni zachodu,

w błocie skrzek - żadnej żaby! Kto połknął melodie

zza betonowych płotów nieprzyjaznych świerszczom?

Nic tu nie gra, szeleszczę trzciną by, choć zaświerszczył

koncert konika polnego. Chmury jak wagnerowskie

w ciszy przed burzą i ciepło wody rozebrały

do kąpieli, w której jak żaba leżę na tafli,

 

a spod lilii wysuwają łby zaskrońce

 

 

Nie stać nas na Egipt!

 

(Miasto to miasteczko, ma pośrodku rynek

znany z targu zwierząt, kilka kamieniczek

żydowskich, trzy sklepy, w tym księgarnia z zabawkami.

Jest remiza, jeden kościół, dwie podstawówki, liceum,

poczta z Internetem - dwa dezele  kompy.)


Mam świadectwo i o dziwo jestem najlepszy
nie tylko w piciu piwa. Jeszcze czas, by pójść

na dyskotekę. Chociaż niektórzy chcą wracać

do domu. Robimy zakup w hurtowni piwa. Idziemy

popływać za miasto. Kupuję do palenia Camele.

Za miasteczkiem na stawach straszny upał i parno.
Tak wyobrażam sobie Egipt, ciut może gorętszy

od piwa chłodzonego właśnie w tataraku.
Jak ci gorąco to ci zgolę kudły- śmieje się

Bartosz. Zawsze nosi brzytwę i nożyce

fryzjerskie od ojca, któremu czasem pomaga w strzyżeniu.
Bartosz nie chce więcej w życiu jak zostać fryzjerem.

Po trzecim piwie i kąpieli zgadzam się na ścięcie,
tak na kapłana, do zera. Myślę Egipt i mówię

jak w Egipcie. A Jolka śmieje się i podpuszcza,

że mogę mieć też oczy zrobione cieniami zamiast

okularów, tak jak w Egipcie wzrok chronili

przed słońcem. Jaskrawe barwy na powiekach i brwi

pogrubione, zagęszczone czernią. Mam zrobione

oczy. Z tataraku zakładam plecioną sukienkę.

Czas na dyskotekę wstaję by iść, a oni

jak zaklęci. Wstydzą się iść z pomazańcem


 

Wg autora apokalipsy - na jutro

Radio: tli się w tle
miasto. Skrzyżowanie

na górze: wymierzony w zmierzch
woal kropli. Łagodzisz
ten dzień
ze znakiem ryb. Gaśnie

pustynny
chrzęst ulic: wietrzę
wietrzność z piaskiem. Zasypia czas
zaprzeszły: pod ciężarem
opadł i chłód
pełzł

między żółte i żółty
zygzak

 

 

      Na przykład Rimbaud

Galernik z knajpy po sezonie słów łypie okiem, gdzie echo
kąpie narcyzy - całe naręcza, w stawie długie łodyżki.
Paw nostalgicznie zawrzeszczał w sitowiu. Z mgieł wschody ogona.
Iluminacje w piasku obrasta róża skarłowaciała

 

 

 

 

Pstrykanie

Nigdy nie wiadomo, kiedy zahaczy cię chwila
uniesienia, która zostawia znak i smaki.

Zahaczasz i oblepiasz na spacerze jak śnieguliczek.
A śnieguliczki są paskudne, plamią ubrania

i ręce. Ale strzelanie z nich, naturalnie jeszcze

przed przymrozkami, to frajda dla młodzieży, dzieciaków.

Podobno już zadomowiła się w większych miastach odmiana

o różowych owocach. Żałuję, że jej jeszcze

nie widziałem.  Takie różowe wytryski, kiedy

jeszcze są jędrne, a nie pomarszczone jak zimą

 

 

 

 

 

Odwilż

Tyle co wlazła,
ślini i szepcze:
ty nic nie robisz

złego, (a sopel
liże po twarzy,
taki cieknący).

Ciągnie nad stawy,

razem pod ramię,
lody przełamać

(idę plamiony)

 

 

 

 

 

 

* * *

 

 

Pachnie się groszkiem

kwiat pachnie. Pracuje
na pszczoły.
Bzyczą

 

 

 

 

Powrót do sadu jak smutek.

Niosę po śniegu z płatków jabłoni
zimne wspomnienie na rękach
w futrze zbyt gęstym na wiosnę,

Obok wybitej w pospółce jamy
pełnokwiatowy rododendron,
fiolet rozsadza różowe pąki.

Żegnam czekania przy bramie
mamę przekwitły sad kolejny kamień
węgielny wzmocnioną straż cieni

 

 

 

Skowronek

 

Odchodzą z grabiami

Wieczorem, na łąkę pod krzyżem.

 

gdzie uwiędłe łańcuchy

koniczyn, w traw pokos.

Tam, gdzie stary bocian

od lat odlicza pokolenia

żab, myszy i chłopów.

 

Zadzwonił skowronek

przerasta ich traw

 

 

 W mitenkach

Nie lubię tego miasteczka!
Tu ludzie udają, że są.
Na stacji pociągi stoją dłużej,
czekają na podróżnych i miejscowych, by zdążyli.

Tu ludzie udają że są!
Dziewczyny znikają w pobliskich domkach,
czekają na podróżnych i miejscowych, by zdążyli
z nimi - jak Róża Pe. z lokalnej legendy.

Dziewczyny znikają w pobliskich domkach,
niewidocznych jak one. Zostawiają ślady w pamięci,
z nimi jak Róża Pe. z lokalnej legendy,
jestem dla przyjezdnych,

niewidocznych jak one. Zostawiają ślady w pamięci!
Nie lubię tego miasteczka!
Jestem dla przyjezdnych,
gdzie na stacji pociągi stoją dłużej


 

Znad tapczanu zniknął obraz

 

Przykryłem prześcieradłem

Twarz

wyniesioną na strych

 

 

Przy torach

To nie jest samobójca. Płynie z niego krew,
nie woda. Ma przypisaną liczbę słońca 5,

a tacy są pod opieką nieba. Kuba od dziecka

lubił pociągi. Nad przepaściami projektował

i budował mosty dla ciągnących wagony,

coraz dłuższe. W głowie słyszał ich śpiewy.

Para z komina lokomotyw łączyła się z chmurami.

Dziś jest motorniczym. W nocy miał widzenie.

Był wielkim parowozem z wagonami pełnymi

skrzydlatych pasażerów. Zanim wjechał w tunel
Bóg wykoleił mu tory i ułożył wygodnie

 

przy szynach. -Jeszcze nie czas Kuba na Twoją drabinę.
Ty sobie odpocznij na prawym boku, by nie przeciążyć

serca. Niedługo na sygnale przyjadę po Ciebie

 

 

 

 

W butach z Arkadii

 

Rano wstaję, to chyba nic dziwnego
chociaż dzisiaj modnie jest mówić:
Rano kładę się spać. Na ulicy gwar
jak w biblijnych opisach pierwszych
miast i rodzin. Nie mam na imię Adam,

chociaż chodzę z Ewą. Spotykamy się,
nawet często, w galerii butów Arkadii, 
gdzie mierzy chyba kolorowe imitacje
trzewików, koniecznie z wężowej skórki.
Pierwsza żona Adama, pomijana Lilith 

była wężem. W kabale nazywa się Białą
Boginią lub Damą. Ci co kładą się spać
nad ranem nie wiedzą, że w dzień należę
do Ewy, a nocą spaceruję po wężowych
mostach. Kwitnę plamiąc prześcieradła

 

Haiku częstochowskie

Czernieje bez
Czarnej
Z łez

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po słowie

 

Na początku był cytat, więc bez posądzenia
o świętokradztwo mówił jej słowo i stała się
historia miłosna ( ochrona danych osobowych )
w mailach, wierszach niczym w "zapisz zmiany".

Przyszły mąż, ( daj Boże), artysta - prawie cygan
uczył się od niej języka i myślenia od całowania
do jak być albo nie być cyganem, który nie kopie
studni, lecz wodę ze źródeł pije,  jak okradać,

być wyżej, nawet gdy ona nad nim kołysze się
nago. To jest jak kamień węgielny do małżeńskiej
pętli, gdzie wspólne zasupłanie. On lirycznie zaklina,
że będzie podmiotem ich wiersza. Ona po słowie

ograniczyła wszystko do znaku brzucha. I słowa
rozpisały się w zagrabkach – cygański romans

 

 

 

 

 

policzono

chłopiec wie lepiej, zwłaszcza odrzucany, kroi
jabłko, zjada wypluwając białe pestki
na kremowe mokasyny starszego pana.
złapany za ucho czyści je na bóstwo. uśmiech

i zarobił piątaka. tutaj na przedmieściu
rzadka to okazja. chłopiec chciał podpalić
miasto, spotkać przyjaciela o imieniu
na przykład Jehuda, a przez jabłko policzono
mu więcej, bo Pan zaprowadził go do biura

w złotym wieżowcu. zawiązał na szyi krawat



 

Joanna i sny

za oknem Joanna podgląda sny
i kręci ognisty film, bo wybrana
na reżysera bożego scenariusza
- arcysztuki dla zbawienia Francji

i świata. święta nie chciała tego.
parzyły zewsząd języki od ludzi
zwierząt i aniołów. uwięziona jak
ptak w katedralnej klatce. złapana

dostąpiła cudu wyniesienia ponad
widzów. a po pokazie nawet diabły
fruwają jak aniołowie, bo Joanna
jest filmem snów. jest płomieniem

 

 

 

 

jasnowłosy- sonet włoski

patrzę w dół z wieżowca. trudno mi uwierzyć
w Jahwe, który jest, był, jak obiecał w ogniu
Mojżeszowi, że będzie chronił potomków od ciosów.

jasnowłosy należy do antycznej Grecji.

z nudów czyta Manna Czarodziejską Górę,
niepodobny do mnie, Kanaan co uskrzydla się
pod spojrzeniem bossa z iskrzącym się zegarkiem

w oczekiwaniu więcej niż ojcowskie uczucie.

chłopiec - czy podobny będzie do dyptamu,
gdy jednakowo waży słowo, Bóg, moneta ?
czy bardziej do wiecznego krzewu na Synaju?

dziś zasypiają we mnie pożyczone twarze.
liczę w świetle cienie. w mężczyźnie kobieta
chce karmienia na jutro, które się ukaże

 

 

 

Odwrócenie

                                   dla Marka

 

 

 

takie Narodzenie nie może się powtarzać
zwłaszcza dla śmierci. rozchodzimy się, odwracasz

głowę, jakby Narodzenie było karą

 

dla nas. Znaki Słowa nie dają się zniszczyć, zaprawdę

powiadam te powtarzane, święte się nie dają,
pojedyncze- to nie jest problem. ale tu o tym,
co łączy we wspólnotę choć mnie trudno, mnie bliżej

rozproszenia. wyjąć ćwieki, zabijane
w stygmaty Słowa, i celowane w Jego miejsce
by zabić na finał: oto ty, z uśmiechem i drwiną,

choć było w płaczu, tam na wierzchu z radością, w śpiewie
kolędy - zapowiedź żałoby. Znak powtarzać się musi

 

 

 

***

 

wysoki obcas i nadstawia swój policzek

na łopatkach wytatuowane skrzydła
przełykam pocałunek jak żółć na wątrobie

jeszcze jeden taniec i schodzimy. szansa
wgryźć się w szminki tam czekają na nas cudze
nasze ręce na samotnych hologramach

 

przepocone czaszki na koszulkach kleją się,
marszczą na żebrach.
nie dla mnie jest szczęście

 

i pisanie wierszy równie ważnych jak Szczęście

 

 

 

Nie pamiętam jej twarzy

Jak do tego doszło nie wiem. Było kilka
butelek, które po kolei toczyły się pod nogi
na spacerze w Łazienkach. Coraz więcej
wiewiórek kradło z ręki łuskane migdały. W oczach

mnożyły się, podobnie jak krążące nad nimi
czarne krukowate. Przyfrunęły w tym roku wcześniej,
rozkopywały zakopane spiżarnie bez lęku
przed spacerującymi w alejkach. Za zakrętem dopadła
mnie pomimo źrenic pełnych wspomnień młodość

nieznajoma. Takiej się nie odmawia, chociaż
powinno, gdy w sercu pamięć o żonie. Jesień
zasypywała nas złotem i czerwienią liści,

zwilgotniała jak mgły na pniu tulipanowca

 

 

 

 

Vilanella dla Karola

 

 

piekłem jest historia?  bardziej jej zmyślanie,

by zapomnieć bliznę, chociaż to malina

odciśnięta czule. piszę na kolanie,

 

zrobił dziurę w kartce, spodniach, zbyt brutalnie,

w plam czerwieni zapis, jeszcze w równych liniach

„piekłem jest historia? bardziej jej zmyślanie

 

późno na przedwiośnie, które już nie dla mnie

z przyjemnością chłopca. nie przeminie zima

odciśnięta czule. piszę na kolanie

 

list na dowidzenia.”  głupi zasmarkaniec

uciekł, nie zadzwoni, nawet już go nie ma

piekłem jest historia? bardziej jej zmyślanie

 

wśród znajomych, rodzin. w sercu na dnie

został ślad miłosny, inna wiersz przeczyta

odciśnięta czule. piszę na kolanie

 

różne dedykacje Magdalenie, Annie

puste jak w orzeszek szeptana modlitwa

piekłem jest historia? bardziej jej zmyślnie!

odciśnięta czule. piszę na kolanie.

 

 

i znowu w dół

spać a nie dosypiać nad kawą. mogłem
się sparzyć. lepiej dzień przespać z taką 
monotonią. od dołu w górę, znowu w dół. 
tylko to. niby dla takiego losu tu być

po dzisiaj. jutro wcale nie jest odkrywcze.
nie będzie. nikt nie wie, co jest naprawdę.
smutno jak na cmentarzu aniołom kiedy

ktoś chce je posunąć gdy chce się położyć

obok. już kopią doły i w górze też doły

 

 

 

 

 

pelargonie i kawki

"został skrócony odpis"
               Bartosz Raś 

w porze jasełek nie kwitną
pelargonie. wyczerpana karta
z debetu czerni niczym kawki.

za kotarami z pustą kartą dwaj
śpiewacy w porze jasełek liczą
na koszyk pelargonii. dziobanie 
aktu spod latarni. zagubiony odpis 
urodzenia w mieście. na balkonie
kapią pelargonie i arie.

w porze jasełek w mieście całują
się pod jemiołą. dzień pustej karty.
czarne kawki z działek dziobią
na balkonie. odpis w pelargonii

 

Zbigniew Milewski (ur. 1969 roku w Sosnowcu) – poeta, krytyk literacki . Prezes Stowarzyszenia Promocji Polskiej Twórczości, związany ze Staromiejskim Domem Kultury w Warszawie, członek Związku Literatów Polskich, obecnie sekretarz Zarządu Głównego ZLP, współzałożyciel warszawskiej grupy poetyckiej - Konfederacja Poetów Niezdecydowanych.  Autor arkuszy poetyckich: „Biedronka nad Biedronkami - spektakl poetycki” (Warszawa 1990), „Pająki dla Gosi” (Warszawa 1991) oraz tomików „Jednego mniej” (Warszawa 1992), „Zły Erotyk” (Warszawa 1997), „Fajerwerki” (Warszawa 2005), "Kiedy bogowie mają weekend" (Łódź 2009), "Złote i czerwone" wydanie polsko-chińskie, przekład Ju Shan i Zhao Gang (Łódź 2010), "Zagrabki" (Warszawa 2012) oraz wyboru wierszy w Bułgarii "завръщане в градината" (Sofia 2013),  redaktor antologii poetów warszawskich "Miasto Nowego Milenium. Debiuty po 1988 roku". Jego wiersze znajdują się w antologiach polskich i zagranicznych. Laureat głównych nagród w ogólnopolskich konkursach i turniejach poetyckich, m.in. "Nadchodzące Pokolenia", "Łódzka Wiosna Poetów", Warszawska Jesień Poezji, Liścia Konwalii im. Zbigniewa Herberta w Toruniu, im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, juror w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Z wykształcenia prawnik. Mieszka w Warszawie.

Pin It