Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki


Wiersze tygodnia – Łucja Dudzińska


Bogumiła Wrocławska




Game over

 

Odkładam tomik przeczytany jednym tchem – czyli

w 15 minut i to prawie 60stronicowy. Czuję niedosyt,

tylko nie wiem czego – czasu, czy poezji?  Może by tak 

czytać przez te 15 minut jeden wiersz, wracać do niego

 

znów i jeszcze. Zastanawiać się: co poeta miał na myśli,

(bo ja pewnie mam całkiem coś innego). Czytałam esej

Orlińskiego – było też o ośmielonej  wyobraźni. Mam

przed oczami miejsce, gdzie płonie powietrze, stygną

chmury, metalowa konstrukcja kopuły usiłuje przesunąć

 

czas. Ślizga się po poręczy. Nie widać słońca; odbija się

w spadających z nieba oczach. Twarz to przestrzeń,

która więcej zrozumie. Jest wszechobecna nad miastem

jak blaszany baner. Zastanawiasz się co jest pod powieką

         – czy tylko  mieszkańcy, domy, samochody, ulice?

 

                                                                       (sierpień 2012)

 

 

Refleksja

 

Zasycha w gardle. Gotuję więc wodę na herbatę.

Nie stoję nad nią i nie wołam za Świetlickim

gotuj się kurwa gotuj

tylko wracam do pokoju – bo właśnie tutaj piszę

ten wiersz. Na pewno znów przypalę czajnik.

 

Zaduch będzie pukał w okno. Nie będzie żadnego

pożytku ani z wody, (z sentymentu palcem narysuję

serce na szybie) ani z tego wiersza. Wiem już, bo

nie było pożytku z innych wierszy, dzięki którym

 

przypalił się rosół, ziemniaki, makaron, brukselka

– pozostał tylko swąd i prawie trzyletnie czekanie

na publikację.

 

                                                           (kwiecień 2012)

 

Wiersze propozycja na tomik „Tupanie. Ze sobą po drodze”

 

 

W drodze

Minuta ciszy trwa wieczność, która przecież

nie jest wiecznością, właśnie Anna patrzy na jej kres.

 

Bywa papierosem na brzegu kryształowej popielnicy,

wtedy umiera każdego dnia, zgniatana, na dnie.

 

Nie lubi kryształów – są pretensjonalne, nieprawdziwe.

Nakręca budzik, bombę z opóźnionym zapłonem.

 

Wybuchnie rano, rozsadzając w strzępy erotyczny sen.

Kochanek ucieknie w popłochu. Rozleją się majaki,

 

nie pomogą zawory bezpieczeństwa. Świt oświetli wstyd

i znów spóźni się na zajęcia. Jadąc autobusem grzeje

 

ręce tam, gdzie nie powinna. Wiosna, a za oknem śnieży,

gwiazdki kleją się do szyby. W bramie żule tupią nogami,

 

rozgrzewają ręce sikaniem na ścianę. Paruje, zostawia

samczy ślad. Nie widziała ich twarzy - bo nie istniały.

 

                                                           (październik 2008)

 

 

Przejścia

 

Anna kiedyś nauczyła się krzyczeć, ale knebel uwiera

więc myśli. Obserwuje żywoty według zasad religii, dążenia

 

do osiągnięcia nirwany. Podobno smak ascezy uszlachetnia –

to jak rąbanie drewna w ortalionie. Sadhu, święty człowiek

 

snuje się raz w górę rzeki, raz w dół. Nocami podąża za nim

z grymasem na twarzy, (na granicy chęci z niechęcią) byleby

 

na koniec świata. Po drodze pisze listy, zostawia na brudnych

dworcach. Omija wioski oraz płaczące wierzby. Przed fotelem

 

rozrzuca buty. Nie poddaje się – uczy się, które mosty przejść,

które palić. Nadal wędruje w sobie. Spotyka głosy i rozum.

 

                                                                       (maj 2005)

 

 

Historia

 

Opowiada dzieciom o dziadku, wędrował

od wschodu do zachodu (podobno) na odzyskane,

 

aby budować cegła w cegłę, pustak w pustak. Wszystko

zależało od stanu miejsca i zrozumienia chęci. Siedział

 

na ganku w białej koszuli, kiedy przyszli i rozkazali

rozmówić się z przeszłością. Bali się umarłych. Ona

 

wchodziła na kraty w czapce niewidce. Smak dzieciństwa

to potargane włosy, huśtawka na leszczynie, miód

 

na wargach, wykrzywiała twarz po plasterkach

cytryny – czasem leżały na dnie fusów, zawirowanych

 

aluminiową łyżką. Uczono rozumieć, że gryka się zieleni

tam, gdzie płaczą wierzby. Pamięta wysoko lepione

 

gniazda, niskie loty jaskółek – wiedziała, kiedy zbiera się

na deszcz. Teraz dzieciom przekazuje to, czego ją

 

nauczono, bo do innej, lepszej krainy wiodą kręte

socjodróżki. Nadal nie chwali dnia o wschodzie słońca.

(maj 2005)

 

Wiersze propozycja na tomik „z mandragory”

(jako pokłosie Nagrody TETIS 2012 przyznanej za obrazowanie w wierszach)

 

 

Sophie - moje słoneczko

 

Moja córka połknęła księżyc – później zmieni się

w słońce. Wzejdzie o zmierzchu, odwróci bieg czasu,

łapiąc promykami powietrze. To dziesięć palców,

wyciągniętych na znak przymierza na dobre i złe.

Zaciśnięte w piąstki dają siłę, by z krzykiem na ustach

już targować się ze światem, podporządkować go sobie.

Wystawia twarz do głosu, aby zobaczyć nie widząc,

aby powiedzieć nie mówiąc. Mówi.

Te obrazy utrwalają się mimowolnie, wnikają w kartkę.

Podpisuję łącząc treść kreską - staje się łańcuchem.

Przybijam kropką do siebie. To boli jak tęsknota.

 

                                               (lipiec 2012)

 

 

Skórka. Gdy jego nie ma

 

W plastikowych lalkach żyją wyłącznie oczy.

A źrenice w środku są puste.

Od chwili, gdy się o tym dowiedziała, płacze,

postanawia bawić się z misiem.

Wypchany po uszy trocinami, ma w sobie ciepło.

 

Kładzie głowę obok, na poduszce z pierza.

Obserwuje, a z brzuchów próżnych lal uciekają

sny o gęsiach bez gęsiej skóry, bo teraz ogarnia

jej ciało. Jest ciepło i zimno. Nie może zasnąć –

myśli o nim.

 

                                               (grudzień 2008)

 

 

Dno

 

Wiatr owiewa, chłodzi mokre. To był anons,

a w środku rozprzestrzenia się dno bez dna.

Wchłania, sięga trzewi, sięga niżej jak bagno

pod lasem. Porasta trzciną, gdzie kwilą ptaki.

 

Nie znajduję się wśród żywych, nie ma mnie

pośród umarłych. Tunele światła to wiązki

laserów, może prześwity zza grubej kotary.

Przeszczepy szczęścia, które się nie przyjęły,

odpadają od kości, razem z żywą tkanką.

 

                                      (czerwiec 1997)

 

 

Imitacja wiersza

 

Rozrzucone cząsteczki układają się same. Odsłaniają tło,

tworzą krąg z możliwości popełnienia błędu w sztuce.

Rozedrgane okruchy rtęci gubią się na nieczułej powierzchni,

zmieniają w odłamki, wciąż żyjące w martwym ciele. Trują,

wciąż trują. Jedynie łza albo milknący puls pod pergaminem

naskórka, to atut, to nerw dający czucie. Światło, dźwięk,

ogień, woda – w tym zanurza się portret, który łapie

przytwierdzoną do kręgosłupa duszę. Nieśmiertelnie

wciela się. Przepuszcza każdy oddech oraz dotyk – ich i nasz.

 

                                                                       (styczeń 2008)

 

 

Szósty zmysł

 

Znak zapytania zawsze zaczyna się i kończy za zakrętem.

Skręcam w lewo, w prawo. Zwiedzam, oglądam.

Zastanawiam się dokąd prowadzi, jaki kierunek widzę

 

w szybie? Wiatr marszczy drzewa utopione w kałuży.

Do czoła przyrasta czas. Milczę, boję się; głos wszystko

zepsuje, spłoszy. Nie ominie prawda, ani wzrok odbity

od słowa. Strzaskane lustro rozmnoży usta, powieli zdania

te ważne i mniej ważne.

 

                                                        (maj 2012)

Łucja Dudzińska – absolwentka Akademii Ekonomicznej i Studium Pedagogicznego. Animatorka działań kulturalnych, laureatka kilku nominacji na tom poetycki oraz licznych nagród i wyróżnień ogólnopolskich konkursów literackich, np. O laur Czerwonej Róży w Gdańsku 2009, 2011. Wygrała Slam Poetycki WARTAL 2010, VII OKP im. Michała Kajki 2011, VII Ogólnopolski Konkurs na Prozę Poetycką im. W. Sułkowskiego 2012. Otrzymała nagrodę Tetis na Konkursie im. K.K. Baczyńskiego za rok 2012. Publikowała w kilkudziesięciu antologiach, almanachach pokonkursowych oraz w periodykach literackich: „Akant”, „Arkadia”, „Autograf”, „Bliza”, „Fraza”, „Nestor”, „Notatnik Satyryczny”, „Odra”, „Okolica Poetów”, „Protokół Kulturalny”, „Topos”, „Wakat”, „Znaj” i w innych pismach lokalnych. Jej wiersz Na końcu świata albo xc zzjęzyka dał tytuł antologii wydanej na 40-lecie Klubu Literackiego „Dąbrówka”. Tłumaczona na język angielski (publikacja na londyńskiej stronie Off-Press) i grecki (publikacja PPG). Mieszka w Poznaniu, gdzie powierzono jej opiece Klub Młodego Literata przy ZLP (jest niezrzeszona). Założyła i prowadzi ogólnopolską Grupę Literyczną Na Krechę. Jest pomysłodawcą bibliotecznych cykli spotkań „Prezentacje” oraz „WierszYstawki”. Podjęła się reaktywowania pisma literacko-artystycznego „Okowykol”.


 

Komentowanie tego artykułu jest zamknięte

Redakcja: 00-260 Warszawa ul. Mostowa 2/4 
oraz 82-110 Kąty Rybackie ul. Rybacka 185, tel. 606 888 764 

poczta - biuro@pisarze.pl

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 43/14 (220)
ISSN: 2084-6983


ARTYSCI W GALERII
ZBYSZKA KRESOWATEGO

więcej>>>
(szkice literackie i obrazy)


Nie wiem, co rządzi ludzką wyobraźnią: chęć dokuczenia komuś, atakowania bez pardonu, wytykania potknięć…? Pisze do mnie taki jeden z drugim, jakieś wierszyki, atakuje premiera, prezydenta, ministrów, nie chce dostrzec ich poświęcenia dla nas, wytężonej, ciężkiej pracy

 

LIST OTWARTY
DO POSŁÓW I SENATORÓW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
VII KADENCJI

KLIKNIJ TU ABY  ZŁOŻYĆ PODPIS


Strona oparta na Joomli