{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Izabela Fietkiewicz-Paszek


 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska














* * *

 

Wygląda na to, że nigdy cię nie opiszę

językiem Fridy. A tak chciałam rozkołysać

twoje imię w obcym brzmieniu, wynajętym

choćby na kilka dni.

 

Myślisz, że moje usta pełne od słów, których

– tak po prostu – wolno nam nie rozumieć,

mogą być piękne?

 

Ostatniej nocy znów mówiłam przez sen.

Brzmiało to ponoć mniej więcej tak:

Dos Desnudos en un Bosque[1].

 

Boję się, że słowa zostawiają ślady.

 

Zaczynam rozumieć:

rozpakujemy walizki,

przestawimy zegarki.

wynajmiemy pokój za miastem.

 

Nie ma żadnego Meksyku,

 

wygląda na to, że wszystko znajdziemy we wnętrzu

twojej dłoni.

 

VII 2010

 

 


Wiersz na przejście


zmieniło się wszystko
choć nie zmieniło się nic
nawet świat się nie skończył
mimo że uczeni kiwali głowami


ja też budowałam schrony

podejmowałam czynności
zamykałam sprawy
a przecież nie byłam gotowa


żeby stłuc nasze lustro 

w odłamki złapać światło
i pisać nim na murze
nowe wiersze


powinny wyglądać inaczej 

odkąd z taką czułością
przestałeś mnie dotykać
powinny w ogóle wyglądać


śmiało próbować cię kusić

a przecież nie jestem gotowa
zbieram więc ostrożnie
te odłamki to światło


zbieram w sobie ten żal

niewypisanych wierszy
nacinam głęboko skórę
żeby mniej bolało

XII 2012 – I 2013



z listu do dorothy hale

 

rzeczy trwają dłużej niż ludzie

/J. Borges Spotkanie/


trudno ustalić gdzie się kończymy i gdzie zaczynamy
myśleć o sobie w czasie przeszłym


trzeba podpatrywać kolekcjonować szczegóły
wnikać w strukturę kiedy jest czas
wypytać gdzie z kim i po co zachować ostrość


przeczuć kolejność pęknięć zanim zniknie całość
ciepło przejdzie w zimno


na razie faluje zasłonka
nic tego nie zmieni


IV 2012 – I 2013

                                                                                       

 


Inkarnacja

 

możesz być naprawdę Marią

Penelopą Małgorzatą własną matką

każdą kobietą z krwi i słowa nie robią ci krzywdy

poznajecie się po wierszach znakach dymnych

w drodze między ustami ostatecznie dojrzejesz

do prawdy że jedynie ta od której się zaczęło

przeżyjesz

 

IV 2012 – I 2013

 

                                                       

 

cała wstecz


znów się zaczęłaś od wiersza

słowo za słowem po śladach

pory roku godziny odbicia w twarzach

kwaśny oddech i wilgotne dłonie


trzeba zajrzeć pod każdy wstręt

niech studnie przestaną powtarzać

znikną inicjały z nadgarstka

a czyste niebo znów się przyklei do szyby


odzyskasz negatyw

aż do dnia kiedy się narodziłaś

po raz pierwszy


poznają cię tylko drzewa

będą szumieć pisz pisz pisz

aż się zapiszesz

 

IV 2012 – I 2013




Bianlian

 

Kelnerka podsuwa kieliszek i ciasteczko
z wróżbą. Czeka Cię sukces. Musisz wytrwać
na właściwej drodze.
Piję. W tym czasie

Tao Xiuhua sześciokrotnie zmienia maskę. Teraz
sprzedaje miniaturki swojego Buddy, przed sekundą
była nałożnicą, wcześniej – piękną przewodniczką
w drodze trudniejszej niż do nieba. Nie znam jej

Syczuanu ani sekretu nakładania barw.
Kilkadziesiąt lat ćwiczeń, cierpliwość mistrza – tak
ponoć można się nauczyć zmieniać w sekundę
histerię w śmiech. Wierzę

w jej osiemnaście twarzy. Wpatruję się bezmyślnie
w pognieciony strzępek mojej wróżby. Wdzięczna
za ten bankiet – urzędnikowi, który się odważył
zabić boga.

 

XII  2006




Głos w sprawie obrony żebractwa

(z cyklu: paryskie impresje)

 


widziałem na montmartre karła (1 m 30 cm)
obłąkaną w męskim kapeluszu i ojca po stracie
synów bohaterów[2]
widziałem pod notre dame

hamak z worka na śmieci między latarniami
pozostałość po kobiecie (chyba) i namioty
pełne nieszczęścia pod mostem sekwany


* * *


1417 najwyższej jakości cyfrowych zdjęć
z czego 5 śmierdzi
naprawdę panowie artyści

 

VII – VIII 2007 

 

 


Nasz Chateau Blanc albo


przy stoliku obok: ich dłonie, brwi, naskórki,

uda - wszystko włączone w taniec godowy.

feromony osiadłe na krzesłach, filiżankach,


na nas. patrzę znad zielonej herbaty, szukam

proroctwa we wzorze na serwetce, w drżeniu

świecy, w tym, jak tamci próbują się nieśmiało


pierwszy raz dotknąć; jak - mówiąc po cichu

- pięknie mrużysz oczy. przerywa nam telefon

od dawnej kochanki. krótko. a my? jesteśmy


gdzieś pomiędzy


gorączką i poprawnym dialogiem.

chciałbyś puentę. obawiam się, że była.


XI 2008 – III 2009

 



poczekajmy na jesień


to najlepsza pora
dla początkujących
w umieraniu


wtedy dopasujemy się jakoś
do chłodu
podzielimy sufit
przećwiczymy ewakuację

a teraz chcę się wikłać
w twoje palce wciąż chcę
przez tamten pocałunek zrozumieć
efekt motyla


*
wiersz? jest po twojej stronie
masz tu wszystko
czarno na białym:

jeśli są jakieś piekła
zabiorę cię w najlepsze z nich


VI – VII 2008

 

Zaduma nad [drzewem]

 

 

 

Koronnym

argumentem

na Jego Wysokość:

gościna kotom i wróblom

(czasem nawet czyjejś poezji).

Od niechcenia syci ze trzy

zmysły (a może cztery).

Wrasta dyskretnie

w zaokienność.

Ukorzone

przez

samą

naturę

dumnie

trzyma

pion:

beton-

owej

krainie

na

pohybel.

Silne korzenie

zachwycają trwaniem pomimo.

A gdzieś

na boku

           młodość pędem

 

III 2005



[2] Andrzej Bursa, „Obrona żebractwa"

Izabela Fietkiewicz-Paszek (ur. 1972) – autorka wierszy, tekstów piosenek, recenzji, felietonów, animatorka kultury, współorganizatorka imprez literackich (m.in. Ogólnopolskiego Festiwalu Poetyckiego im. Wandy Karczewskiej). Poezję i recenzje publikuje w czasopismach literackich. Redaktorka magazynu sZAFa i Gazety Literackiej Migotania, związana także z kwartalnikiem literackim EleWator. Pełni funkcję sekretarza w Stowarzyszeniu Promocji Sztuki Łyżka Mleka. Wydała książki poetyckie: „Portret niesymetryczny" [2010] i zbiór sonetów pt. „Próby wyjścia" [2011]; jej wiersze były tłumaczone i wydawane w Anglii, Francji i Czarnogórze. Współtworzy projekt Rozmark Café. Ostatnia publikacja książkowa: „Rozmowy z piórami" [2012] – wywiad udzielony Beacie P. Klary. Mieszka w Kaliszu.


Pin It