Wiersze - Iza Fietkiewicz - Paszek

 


wiersze z tomu "Portret niesymetryczny", GODDAM, Piaseczno 2010

 

 

dla S.

 

 

Białko podgrzane tchnieniem - z góry

niby wiadomo: musimy

w końcu. Jak wszyscy.

 

Dzień pierwszy: umyć, ubrać, wybrać

trumnę. Wieńce, urzędy. Ksiądz.

Krzyczała na sąsiadkę, co w łapciach

wyszła przed dom pytać. Więcej

nie pamięta. Jak i dnia ślubu.

 

Jego śmierć była od dawna

jak ta lwica leniwa – stała naprzeciw,

wytwornie czyhała na pożywny kotlet

z białka i kosmicznego pyłu*

 

Mówią, że lepiej, że wreszcie

nie boli. Tak mówią. Może

źle kocha – ale niechby wciąż.

Do wtorku, do następnej zimy

albo chociaż do jutra – niechby

bolało.

 

Na drogę dała mu słonia, z trąbą do góry.

Na szczęście. Będą gadać, będą

pamiętać dłużej niż kolor oczu. Co tam...

 

* Tadeusz Konwicki



Bierzmy się w końcu za tę ciszę

 

motyw z Anny Kowalskiej

 

cała ta upragniona wspólna wieczność,

o którą składałyśmy dłonie, kończy się dziś

jak zawsze: znużeniem, kłótnią, rytualną samotnością,

natręctwem powrotów. i tylko nagłe miłości

- jak swastyka na przydrożnej kapliczce czy sprytna

przerzutnia – zaskakujące, dają schronienie: cień

nadziei na zdrowy puls i na zdrowe pozory

zieleni. choć roztopy znów zdemaskują błoto, to

nasza prywatna wiosna jest przecież teraz

najważniejsza. niech będzie jak przenośne światło

w płynie: gdziekolwiek będziesz, przetnę nim mgłę,

rozpuszczę ciemność, ożywię martwe dekoracje,

wytłumię zgrzyt zwrotnic w drodze od ciebie

do ciebie. niech nigdy już żadna miłość zastępcza

nie przywłaszczy sobie naszych świtów. zamieszkamy

pod wspólnym zaimkiem, a resztę okroimy brzytwą

ockhama. zostanie wprawdzie nieznośny zapach

tataraku jak wspólne zdjęcia z czasów, których nigdy nie było.

 

*

kiedy spałaś, dotykałam twoich włosów, czekałam na koniec

nocy - nigdy nie wiem, co nam przyniesie, może jakąś nową

miłość. albo śmierć

 

 


Bierzmy się w końcu za tę ciszę

 

motyw z Marii Dąbrowskiej

 

szkoda, żeśmy się spotkały, mówisz, a ja wciąż

rozpisuję bliskość na strony. precyzyjnie nazywam miejsca

i gatunki samotności, jakie to piękne. i żadnego zbędnego słowa.

słowa. opuszczając je za każdym razem przyprawiam skrzydła

kamieniom. to z nich układa się ścieżka obok drogi.

 

a miejsca, w których umierałyśmy? mają się dobrze.

jak sny. dziś znów była w nich śmierć. miała twarz tej,

w której dokonało się. wtedy, w warszawie, w masadzie,

w dziecięcej wyliczance: raz-dwa-trzy: do kanału zejdziesz ty.

 

*

nie spałam, kiedy dotykałaś moich włosów. czekałam na koniec

nocy - nigdy nie wiem, która pierwsza wystąpi z brzegów:

miłość. albo śmierć

 

 


Kobieta niewątpliwa podejmuje próbę

(dopisek do historii choroby)

 

za długo mieszkała tu Buka? coś jakby hüzün
nie chce cię opuścić? dziewczynko, otwórz okna,
tlen nie kaleczy płuc, wpuść pejzaż – a ja go wypełnię
czym tylko zechcesz.

natrętnie szukam porządku
w burzy detali w twojej historii
– w chińskich znakach na ścianie.
powtarzalność sekwencji udaje mantrę.

między szarówką a pierwszym uśmiechem latarni,
gdy dzień chwieje się jeszcze, widać wyraźnie:

zmierzch zapada najpierw
w nas.

dreamcatcher przechwycił
zimne światło i obcy cień (zamkniemy go
w skrzyni, ja swój klucz wyrzucę. a ty? nie,
nie mieszajmy w to przeznaczenia).

świt nadaje morse’em przez hotelowe firanki,
hałas miasta rozcina nam sny.
całujesz mi plecy na dzień dobry.
nagle rozumiem, że chociaż między naszymi portami
nie ma jeszcze stałych połączeń, a miłość

pojawia się chyłkiem i tylko w didaskaliach,
to jeśli rysuję palcem krasnala na szybie – on jest
cenniejszy od rysunków z Alty czy Ermitażu.

dawno już miałem skończyć cię rozbierać
na wersy, ale teraz, gdy zmyślam nam historię,
wiem, że tylko wiersz to pomieści.

dziewczynko, złe rzeczy się zdarzają
tylko na jawie, złap mnie za rękę i biegnijmy

tam, gdzie niebo zrasta się z dnem.
w miejsce po naszym drzewie wpuśćmy szept
jak zwitek próśb.

ułóżmy ciała w gardę
przed jesienią.

 

 


Pomiędzy jest codziennie

 

1.

trudno przyłapać chwilę

kiedy zaczyna być łatwo

odejść szkoda następnego dnia

zakłada się kapcie

i zaczyna widzieć

obgryzione paznokcie

 

3.

twoje kocham brzmi jak trzeba

kotu wymienić wodę

i piasek

w klepsydrze zacina się:

kwestia czasu



wiersze z tomu "Próby wyjścia", Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin 2011

 

[Kołobrzeg ostatni raz: zanim]

Nakładam sekwencje. Powinnam to wiedzieć:

nie wraca się w miejsca oznaczone strachem,

nie wolno przeoczyć pulsujących świateł,

ignorować przeczuć, znaków czy ostrzeżeń,

 

choćby ich litera była rozmazana

jak tusz na policzkach, poruszone zdjęcie,

przegląd dziennych zdarzeń chwilę przed zaśnięciem

– trzeba na nie sprytnie zastawiać pytania,

 

co znaczą? Przetarcia na zagięciach mapy,

papilarne drogi jak runiczny zapis

podświetlają przyszłość. Trzeba się przyglądać

 

czujnie, tak by dotarł sygnał (nawet słaby):

nie wolno tu wracać. Wtedy się postawić

rozumowi, ufać – kapliczkom przy drogach.

 



[Kołobrzeg ostatni raz]

I znów to przewijam, i scena po scenie

jeszcze raz to samo, i znowu, i znowu,

aż się przetrze, pęknie, aż najtwardszy dowód

wydarzenia – pamięć – w końcu się zachwieje:

 

czy to było? Ten deszcz, drzewa na poboczu,

"ma pan parasole?" – "może w sklepie obok",

spojrzenie przez ramię: biegnie. Odruchowo

– za nim. [Gdzie Bóg?] Krzyczę, by jakoś odskoczył

 

na bok. Nagła pewność – uderzy! Uderzył.

Znów taśma do tyłu, do wrzasku, nadziei,

auta, parasola. Aż się uda sztuczka:

 

będzie tak, jak gdyby grali nas dublerzy –

inna ja, nie ten deszcz, nie on się rozpędzi.

 

Coś go boli. Jestem, siadam obok łóżka.

 

 


[Kołobrzeg ostatni raz: powrót]

 

Wracamy w pośpiechu, w środku lata, w gipsie,

w pełni przekonani: nie dla nas to miejsce.

Po tym, co się stało, pozostanie przester,

jakiś zgrzyt w myśleniu, nowy uskok w skrypcie:

 

drzewa w deszczu, Bałtyk, ulica Dworcowa

muszą doprowadzać wprost do tego sierpnia,

z którym nas na zawsze silna nić tajemna

powiąże. Można się układać, przyjmować

 

wygodniejsze pozy. Ale nić zostanie.

Będzie nas z początku oplatać koszmarem

w nocy, ściskać gardło, z czasem niewidocznie

 

muskać po policzku lub wracać detalem

nieczytelnym – końce może mieć splątane.

Ale będzie trzymać. Nas też zwiąże mocniej.

 


fragmenty poematu "Z kanału Babinka" [w przygotowaniu]

 

Saro, Icku, Rachelo

 

Saro, Icku, Rachelo, dziś już bez imienia,

miasto po was zarosło. Trzeba nasłuchiwać,

czy świat gdzieś czasem nie drży, gdzieś go nie rozrywa,

czy nie powstaje otwór, czy w tym miejscu ziemia

 

nie oddycha inaczej. Może to są ślady,

po których was odnajdę? Może tędy jeszcze

żywa się pamięć sączy i wystarczy szeptem

wypowiadać zaklęcia, by powrócił Cadyk

 

z nim kahał i Halacha? Muszą przecież istnieć

wymiary zapasowe, muszą być choć nikłe

widoki na spotkanie. U nas już bezpiecznie, 

 

możecie wyjść do światła, porzucić zawilgłe

piwnice, szafy, strychy, znów odnaleźć siłę

i drogę, już możecie – wrócić tu, na ziemię.

 

link do wiersza w wykonaniu Jurka Szukalskiego [KLIKNIJ]



Pętla

 

Annie Bikont

 

Mieć znowu dawne wyjścia, stanąć na rozdrożach,

które już za plecami. I zmienić biografię.

A jeśli się nie uda, starać się uparcie

rozrywać tkanki miasta, bez przerwy doglądać,

 

by nigdy nie zarosły, nie dać się zabliźnić

ziemi, ludziom, pamięci, niewidocznym śladom;

jeśli je pielęgnować, w końcu przeprowadzą

myśli poza granicę, za którą śmiertelni

 

potrafią dotknąć prawdy. Tam spotkać Dawida,

Esterę, Samuela, próbować dopisać

ich przerwane historie. Można tylko tyle;

 

iść drogą, której nie ma, czujnie nasłuchiwać,

czy świat gdzieś czasem nie drży, gdzieś go nie rozrywa.

I odnaleźć to miejsce, położyć się i krzyczeć.

 

 

 


LINK DO WIERSZY NA STRONIE PISARZE.PL

http://pisarze.pl/poezja/2429--wiersze-tygodnia-izabela-fietkiewicz-paszek.html



-----------



IZABELA FIETKIEWICZ-PASZEK (ur. 1972)

Paweł Madej
Paweł Madej

 

  • poetka, autorka tekstów piosenek, autorka felietonów, redaktor;
  • mieszka w Kaliszu;
  • poezję i recenzje publikuje czasopismach literackich
  • redaktor magazynu sZAFA i Gazety Literackiej Migotania (tu: także jako autorka stałej rubryki "Felietonnik");
  • strona autorska: http://www.alternet.webd.pl/;
  • strona z recenzjami: www.lesenfieber.manifo.com;
  • członek Stowarzyszenia Salon Literacki, członek-założyciel i sekretarz Zarządu Stowarzyszenia Promocji Sztuki Łyżka Mleka;
  • juror konkursów poetyckich;
  • wydała 2 książki:

"Portret niesymetryczny" [2010], za który otrzymała II nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim Złoty Środek Poezji na najlepszy poetycki debiut książkowy 2010) i zbiór sonetów pt. "Próby wyjścia" [2011];

  • jej wiersze ukazały się w dwujęzycznej antologii "Free over blood" [2011], były także wydane we Francji - "Voix d'encre" [2008] i Czarnogórze - "Quest" [2011], a artykuły krytyczne w pracach zbiorowych - "Dlaczego Suchanek? Spojrzenia i interpretacje" [2011] oraz "W kręgu literatury i języka. Analizy i interpretacje. Tom 2" [2011];
  • wyróżniona nagrodą Prezydenta Miasta Kalisza w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania kultury i ochrony dziedzictwa kulturowego [2011]

 

Pin It