Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

 

Józef  Jacek  Rojek

 

 

 

PIĘĆ  CYTATÓW  z  Sonetów do Orfeusza Rainera Marii Rilkego

 

w tłumaczeniu Mieczysława Jastruna.

 

         

 

                       - pamięci Zbigniewa Rojka

 

 

 

 

Sonet I

 Wzbiło się drzewo. O, czyste wzniesienie!

Wzbiło się drzewo. O, czyste wzniesienie
Ramion ku niebu; pamięcią o Tobie
Mój Orfeuszu. Tak niespodziewanie,
Że pewno nigdy nie pojmę zmilczenia

Dziś, tu i teraz, jakie zostawiłeś!
Tylko zwierzęta – te czyste ostępy –
Mogą to p0pjąć, do których dotarłeś
Dziewczęcą lirą. Lecz wzbiło się drzewo

Ponad pagórek – płaczu i skomlenia,
Jakie zaległy w sercach nam na zawsze:
I wieczny ogień, zgliszcza i popioły
Zakryły dzisiaj te błękitne wzgórza

Pełne zieleni i słońca w rozkwicie.
Z chwila narodzin –  w czeluść bez pamięci.


Sonet II

        I prawie dzieweczką we mnie było…

I prawie dzieweczką we mnie było
Tamto widzenie: nieskalana lira
Drzewiej wśród nocy – gdy się poznaliśmy
Z racji nazwiska, z racji zwiewnej muzy

Jaka gościła w  śpiewie i muzyce
A tamto drzewko korzeniło w drzewo,
Nim je tartaczne piły zniewolenia
Pocięły w deski. Jeszcze ta dzieweczka

Była miłością; nie skrzepła w kostuchę!
I śniła ten świat w marzeniach o dziełach
Jakie przed Tobą niosły się do dzisiaj –
Do dnia spełnienia. Nim wszystko się ścięło

W jeden węzeł krwi, w jeden węzeł śmierci:
Z dzieweczki światła – w kostuchę ciemności. 



Sonet  III


        Bóg zdołał. Ale jakże, powiedź, wąska lira…

Bóg zdołał. Ale jakże, powiedź, wąska lira
Ma Ciebie ponieść poza światło – w ciemność,
Gdzie ni powrotu, ani dróg ku celom,
Ani skowytu, ani ciemne pieśni

Już tam nie dotrą. Wszystko z woli Boga,
Ale nie dla nas – powstający z prochu!
A głoszą przecież,  że  śpiew to istnienie
I8 że jesteśmy na obraz Mu zdani

Tutaj na zawsze? Nie! To tylko słowa,
Słowa biblijne jakich wiele z wielu.
Wiem, co tu piszę – bo słowem nie stworzę
Ciebie ponownie. Wszystko jest – przeszłością

Niepokonaną; bowiem wąska lira
I śpiew Twój umilkł – umilkł, Orfeuszu!



Sonet IV


        O, czuli, wchodźcie niekiedy śmielej…

O, czuli, wchodźcie niekiedy śmielej
W ten oddech życia; wszak usta spragnione
Są Twej miłości – na zawsze minionej –
Chociaż drżą wargi: hymnem przemijania


O chwale boskiej! Ale nie o ludzkiej,
Jakie by mogły wyśpiewać Ci, Panie,
Gdybyś te zechciał – ale nie zechciałeś;
I celne strzały pogrążyły wielu

W ciężar nieziemski! Wszak ciężkie są góry
 I ciężkie morza – nie do udźwignięcia,
Kiedy tak nagle, tu, wyrasta drzewo
Naszego krzyża! Drzewo już pocięte

Z tamtej młodości, i z tamtego śpiewu,
Gdy rosło z głosem; z głosem Twoim – w nicość!

Paweł Warchoł

Sonet  V


        Pomnika nie stawiajcie. Niech różana…

Pomnika nie stawiajcie. Niech różana
Kwitnie nam pamięć o Nim – do zarania.
Wszak sam Orfeusz nigdy  T a m  nie dotarł,
Tylko się błąkał po rozległym świecie

Własnej ułudy. Wszak gdy coś przychodzi,
Również odchodzi; i jak echo milknie
Niczym ta róża, co więdnie od zerwania,
Jak imię moje – imię mi nadane,

Bym tutaj śpiewał. Ale słowa śmierci
Są niczym kamień młyński nad przepaścią.
Więc na co pomnik, skoro mym pomnikiem
Są dźwięki liry – liry Orfeusza –

Jaka mi była dana raz na zawsze,
Bym śpiewał dla was – a teraz w Nicości!

Olsztyn, 1-2 sierpnia 2011.



POSTSCRIPTUM


Sonet  VI

        Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach…

Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach
Naszego lustra widzimy swe losy:
Ta pierwsza strona jest oddechem życia,
Ta druga strona jest jak napomnienie,

Mój Orfeuszu; wszak nawet twój oddech
Nie wznieci kropel. Milczenie jest wieczne:
Nienasycone, nie do ogarnięcia,
Gdzie nie ma prawej ani lewej strony,

Ani południa, ani też północy;
Czysta kraina naszej wyobraźni:
Gdzie się zagubią zgłoski jak i nuty
A wzrok zatraci też ziemskie kontury,

Jakie – być może – tuż pod powiekami
Zmysłami niosąc – w nicość się obrócą!



Sonet  VII


        Sławić!  tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie…

Sławić!  tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie
Z głazu milczenia – jakbym był Wybrańcem
Losu i tego kruszcu, co zwą rodem
Przed swą zagładą, boski Orfeuszu!

Zatem – refrenem – niech zabrzmi ma lira:
Nigdy, po trzykroć, nie zaparłem siebie
Ani swej nuty – od dnia narodzenia –
Aż do tej pory, kiedy ogień boski

Spopielił dziejbę mą ziemską na zawsze.
Nigdy, po trzykroć, nie zdradziłem Ciebie,
Mój Orfeuszu – odtąd twoją lirę
Podniosłem z ziemi i poniosłem ziemskim

Już moim szlakiem; i pozostałem
Dla innych – Panie; w skończonej pielgrzymce!



*      *      *

        Tylko w pieśni pochwalnej przestrzenie…


Sonet  VIII

Tylko w pieśni pochwalnej przestrzenie
Ci pozostały! Nadal słońce wschodzi,
Nadal zachodzi; taka jego rola.
I nic poza tym. Ot, brzoza za oknem

W podmuchu wiatru potrząsa listowiem
Wciąż w pełni lata. Więc jak, Orfeuszu?
Co z Twoją lirą, którąś mi zostawił,
Jakby dla pieśni pochwalnej w przestrzeni?

A gdzie są hymny? Wszak je nie zaśpiewam
Jak w przeszłych latach… A przecież  ta ziemia
Ani zatrzęsła, nie wspięło tsunami,
Ani niebiosa nie runęły nagle –

Jak  w tajemniczych,  ziemskich przepowiedniach!
Tylko Cię nie ma; i jakby nie było…


Olsztyn, 4-7 sierpnia 2011.

 

Sonet I

 

 Wzbiło się drzewo. O, czyste wzniesienie!

 

Wzbiło się drzewo. O, czyste wzniesienie

Ramion ku niebu; pamięcią o Tobie

Mój Orfeuszu. Tak niespodziewanie,

Że pewno nigdy nie pojmę zmilczenia

 

Dziś, tu i teraz, jakie zostawiłeś!

Tylko zwierzęta – te czyste ostępy –

Mogą to p0pjąć, do których dotarłeś

Dziewczęcą lirą. Lecz wzbiło się drzewo

 

Ponad pagórek – płaczu i skomlenia,

Jakie zaległy w sercach nam na zawsze:

I wieczny ogień, zgliszcza i popioły

Zakryły dzisiaj te błękitne wzgórza

 

Pełne zieleni i słońca w rozkwicie.

Z chwila narodzin –  w czeluść bez pamięci.

 

 

Sonet II

 

                        I prawie dzieweczką we mnie było…

 

I prawie dzieweczką we mnie było

Tamto widzenie: nieskalana lira

Drzewiej wśród nocy – gdy się poznaliśmy

Z racji nazwiska, z racji zwiewnej muzy

 

Jaka gościła w  śpiewie i muzyce

A tamto drzewko korzeniło w drzewo,

Nim je tartaczne piły zniewolenia

Pocięły w deski. Jeszcze ta dzieweczka

 

Była miłością; nie skrzepła w kostuchę!

I śniła ten świat w marzeniach o dziełach

Jakie przed Tobą niosły się do dzisiaj –

Do dnia spełnienia. Nim wszystko się ścięło

 

W jeden węzeł krwi, w jeden węzeł śmierci:

Z dzieweczki światła – w kostuchę ciemności. 

Sonet  III

 

 

                        Bóg zdołał. Ale jakże, powiedź, wąska lira…

 

Bóg zdołał. Ale jakże, powiedź, wąska lira

Ma Ciebie ponieść poza światło – w ciemność,

Gdzie ni powrotu, ani dróg ku celom,

Ani skowytu, ani ciemne pieśni

 

Już tam nie dotrą. Wszystko z woli Boga,

Ale nie dla nas – powstający z prochu!

A głoszą przecież,  że  śpiew to istnienie

I8 że jesteśmy na obraz Mu zdani

 

Tutaj na zawsze? Nie! To tylko słowa,

Słowa biblijne jakich wiele z wielu.

Wiem, co tu piszę – bo słowem nie stworzę

Ciebie ponownie. Wszystko jest – przeszłością

 

Niepokonaną; bowiem wąska lira

I śpiew Twój umilkł – umilkł, Orfeuszu!

 

 

 

Sonet IV

 

 

                        O, czuli, wchodźcie niekiedy śmielej…

 

O, czuli, wchodźcie niekiedy śmielej

W ten oddech życia; wszak usta spragnione

Są Twej miłości – na zawsze minionej –

Chociaż drżą wargi: hymnem przemijania

 

 

O chwale boskiej! Ale nie o ludzkiej,

Jakie by mogły wyśpiewać Ci, Panie,

Gdybyś te zechciał – ale nie zechciałeś;

I celne strzały pogrążyły wielu

 

W ciężar nieziemski! Wszak ciężkie są góry

 I ciężkie morza – nie do udźwignięcia,

Kiedy tak nagle, tu, wyrasta drzewo

Naszego krzyża! Drzewo już pocięte

 

Z tamtej młodości, i z tamtego śpiewu,

Gdy rosło z głosem; z głosem Twoim – w nicość!

 

 

Sonet  V

 

 

                        Pomnika nie stawiajcie. Niech różana…

 

Pomnika nie stawiajcie. Niech różana

Kwitnie nam pamięć o Nim – do zarania.

Wszak sam Orfeusz nigdy  T a m  nie dotarł,

Tylko się błąkał po rozległym świecie

 

Własnej ułudy. Wszak gdy coś przychodzi,

Również odchodzi; i jak echo milknie

Niczym ta róża, co więdnie od zerwania,

Jak imię moje – imię mi nadane,

 

Bym tutaj śpiewał. Ale słowa śmierci

Są niczym kamień młyński nad przepaścią.

Więc na co pomnik, skoro mym pomnikiem

Są dźwięki liry – liry Orfeusza –

 

Jaka mi była dana raz na zawsze,

Bym śpiewał dla was – a teraz w Nicości!

 

Olsztyn, 1-2 sierpnia 2011.

 

 

 

POSTSCRIPTUM

 

 

Sonet  VI

 

                        Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach…

 

Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach

Naszego lustra widzimy swe losy:

Ta pierwsza strona jest oddechem życia,

Ta druga strona jest jak napomnienie,

 

Mój Orfeuszu; wszak nawet twój oddech

Nie wznieci kropel. Milczenie jest wieczne:

Nienasycone, nie do ogarnięcia,

Gdzie nie ma prawej ani lewej strony,

 

Ani południa, ani też północy;

Czysta kraina naszej wyobraźni:

Gdzie się zagubią zgłoski jak i nuty

A wzrok zatraci też ziemskie kontury,

 

Jakie – być może – tuż pod powiekami

Zmysłami niosąc – w nicość się obrócą!

Sonet  VII

 

 

                        Sławić!  tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie…

 

Sławić!  tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie

Z głazu milczenia – jakbym był Wybrańcem

Losu i tego kruszcu, co zwą rodem

Przed swą zagładą, boski Orfeuszu!

 

Zatem – refrenem – niech zabrzmi ma lira:

Nigdy, po trzykroć, nie zaparłem siebie

Ani swej nuty – od dnia narodzenia –

Aż do tej pory, kiedy ogień boski

 

Spopielił dziejbę mą ziemską na zawsze.

Nigdy, po trzykroć, nie zdradziłem Ciebie,

Mój Orfeuszu – odtąd twoją lirę

Podniosłem z ziemi i poniosłem ziemskim

 

Już moim szlakiem; i pozostałem

Dla innych – Panie; w skończonej pielgrzymce!

 

 

 

*      *      *

 

                        Tylko w pieśni pochwalnej przestrzenie…

                                                                    Sonet  VIII

 

Tylko w pieśni pochwalnej przestrzenie

Ci pozostały! Nadal słońce wschodzi,

Nadal zachodzi; taka jego rola.

I nic poza tym. Ot, brzoza za oknem

 

W podmuchu wiatru potrząsa listowiem

Wciąż w pełni lata. Więc jak, Orfeuszu?

Co z Twoją lirą, którąś mi zostawił,

Jakby dla pieśni pochwalnej w przestrzeni?

 

A gdzie są hymny? Wszak je nie zaśpiewam

Jak w przeszłych latach… A przecież  ta ziemia

Ani zatrzęsła, nie wspięło tsunami,

Ani niebiosa nie runęły nagle –

 

Jak  w tajemniczych,  ziemskich przepowiedniach!

Tylko Cię nie ma; i jakby nie było…

 

 

Olsztyn, 4-7 sierpnia 2011.

 

Redakcja: 00-260 Warszawa ul. Mostowa 2/4 
oraz 82-110 Kąty Rybackie ul. Rybacka 185, tel. 606 888 764 

poczta - biuro@pisarze.pl

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 44/14 (221)
ISSN: 2084-6983


ARTYSCI W GALERII
ZBYSZKA KRESOWATEGO

więcej>>>
(szkice literackie i obrazy)


Nie wiem, co rządzi ludzką wyobraźnią: chęć dokuczenia komuś, atakowania bez pardonu, wytykania potknięć…? Pisze do mnie taki jeden z drugim, jakieś wierszyki, atakuje premiera, prezydenta, ministrów, nie chce dostrzec ich poświęcenia dla nas, wytężonej, ciężkiej pracy

 


poranne

Marek Jastrząb
Po-ranne noce
Szkice, felietony i opowiadania

LIST OTWARTY
DO POSŁÓW I SENATORÓW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
VII KADENCJI

KLIKNIJ TU ABY  ZŁOŻYĆ PODPIS


Strona oparta na Joomli