Waldemar Michalski - wiersze

 

Biała Droga

W tym roku wcześniej pojawiły się sarny
i zając znalazł bezpieczny zagajnik
wody też przybyło aż pod płot drewniany

Lato – nowy znak pytania – kto wywróży
z listków koniczyny: niebo-piekło
może nawet śmierć

W starodrzewiu od świtu czas mierzą drwale
rysując na pniach wyroki – ciągle
z nadzieją na trzy grosze w kieszeni bez dna

Wychodzę rano na Białą Drogę –
może święci pańscy idą na spotkanie
wprost pod bramę leśnego chutoru

Boże który mieszkasz w drzewach
śpiewasz z ptakami i kolorami pieścisz kwiaty
oddal od nas węża o ludzkiej twarzy.



Sąsiedzi z Boru

Sołtysowa widziała ogromnego węża
chodzi więc latem w wysokich walonkach
(drzwi do lasu zastawiono szlabanem
nawet rowerom droga zakazana)

Między Niedźwiedzią Górą a Kozim Wierchem
cztery domy i chutor piąty
za wysokim płotem z kładką przy bramie
Andrzej wylicza na palcach - co gdzie i kiedy:

Sołtys Ożga był pierwszy zaraz po nim
Koczułap Teresa – potrafi wszystko
las jej nie nowina a i z ludźmi na co dzień
bo w sklepie od rana…

Rzeźbiarz Rudy wierzy w cuda

na Stanisława jak zwykle zaprasza  
zna ścieżki do źródeł które leczą
niedowiarków…

Bóg dał nam wolną wolę – mówi –

i dłuto bierze do ręki – w kawał drewna
tchnie nowe życie – jak co dzień
gdy diabeł za progiem a anioł w okno puka

Kosobudy Bór między niebem
a ziemią między orłem a wężem
w uścisku bratnim ziemi i puszczy
po horyzont w zielonej muszli.  


Gajówka Bezednie

Po wodę chodzimy do gajówki
Bezednie o poranku we mgle
tylko słońce na wierzchołkach drzew
i kukułka odlicza kolejne
naście lat…  

Umawiamy się na jutro
wcześniej niż kogut zapieje
będzie jeszcze rosa i po drodze maliny
pierwsze soczyste  
z ust do ust smakowane

Kruk pokiwa głową z wysokiego dębu:
„pewne tylko to, co w dziobie”
leśniczy jak Bóg wydaje wyroki
i wciąż wyznacza kolejne drzewa
na piłowanie

W starych pniach mieszkają dusze
i pszczoła krąży wokół dziupli
ku leśnej głuszy  płynie pieśń poranna -
ktoś zbłądził czy wybrał się z koszykiem
oj, będzie urodzaj w tym roku na grzyby!



Kosobudy Bór, czerwiec 2011 r.


 

Na zamku w Janowcu

Rozdajesz słowa i podniebne drogowskazy
kto jesteś pośród lip i macierzanki
wieczorem przemówiły białe skały
malowane żywym ogniem

Okrętem stanął zamek nad zielonym miastem
żagle wypełniły rytm i wołania od rzeki
rzucono słów ratunkowe liny
szukaliśmy miejsca i steru.

Bryllowanie w lipcowy przedwieczerz
i w takt ostrej muzyki wiersza  przesłanie
a chrabąszcze wciąż nad głowami
jak pociski rzucane zza bramy

Wokół toczył się księżyc

zadufany i jakby otwarty na głosów wołanie
ktoś mówił: życie to żaglowanie pod prąd  
z prądem płyną tylko śmieci

Znak bez kropki

Markowi Danielkiewiczowi


Wczesnym porankiem jadę
przez Lubartów – czysty zielony
na szybach samochodu deszczowy maj
a my ciągle wokół tematów  
jakby pisanych od nowa...

Pachną świeżym drukiem pożyczone księgi

czas pozostaje rzeźbionym kamieniem
tylko pamięć wymaga czuwania
idzie z dymem wprost do nieba

Przy końcu miasta kamienne schody
anioł prowadzi tam i z powrotem
macierzanka i lipa gorące dłonie
tak lekko było odpływać młodo.

Na gładkiej płycie odczytuję słowa
ciągle żywe dzwonią w uchu
niezmiennie pozostają otwartą raną
i znakiem bez kropki


 

Dylematy Kuncewiczówki


Czy literatura jest w opozycji do rzeczywistości –
pierwsze pytanie na wejście – kto da więcej?
Edward zbiega z wiaderkiem po schodach
dom musi lśnić jak panna w weselnym
orszaku – czy proza to tylko zapis
subiektywnych wizji świata? Kuncewiczówka
w porannej mgle – strumień światła
spływa ku dolinie – mamy już za sobą
trudne rozstania – wszystko na przemian
raz snem raz światem realnym – Jerzy pozuje
do zdjęcia Marii nie widać na progu –
wszystkie okna wypatrują swojej gołębicy
nad drewnianym dachem tęcza jak z bajki.

Choć jedną minutę ocalić jak kartkę papieru
drzewom zaufać – ludziom dać wiarę
uprosić Boga by to co dotykalne
znowu stało się słowem. I trwało.

 

 

Pies, kruk i prokurator


Stary kruk do okna stuka
o drogę pyta czy jedzenia szuka
wiatr kręci śniegiem
tonie dom - komputer czuwa.

Pogubione drogi rozmazane słowa
na pohybel hasła świeżo malowane
dokumenty (przez kogo pisane)
czyta w sejmie nowy admirator.

O poranku spacer z psem na poligonie
suche trawy i osty wokół białej brzozy
Gapa węszy dokoła zająca szuka
tylko patrzeć jak wpadnie w sidła zastawione.

Wysoki sądzie kruk krukowi oka nie wykole
pan prokurator gotowy iść o zakład
kto kogo pierwszy wyprowadzi w pole
- daję za wygraną wyłączam komputer.

 

 

Spotkanie z poetą

pamięci Wacława Iwaniuka

Nie napisałem wiersza o Toronto
a tak bardzo chciałem
gubiłem słowa nad brzegiem jeziora
całowałem ostatnie płatki śniegu
i śnił mi się poeta którego widziałem
za każdym rogiem ulicy.

Nie napisałem wiersza o Toronto
a przecież prawdziwie obiecywałem
stojąc na progu starego ratusza
słuchałem – milczały mury
i czas jak bajeczna rzeka
przepływał kaskadami wiecznego miasta.

Z wysokiego piętra odczytywałem znaki
daleko pulsowało światło
czerwień była jak na dłoni
wieża wbita w bochen miasta – niby krzyż
niby maszt – na kształt bocianiego gniazda
- otwierała drogi zamykała usta.

W kluczach dzikich gęsi a może łabędzi
w pląsach czarnych i szarych wiewiórek
rozpoznawałem umowne spojrzenia
poety co za wcześnie odszedł
za późno powrócił. Dotykałem żywej fali
jeziora -  milczałem – nie byłem sam.



Toronto, marzec – kwiecień 2003 r.

 


 

 

 

Waldemar Michalski, ur. 27 września 1938 r. we Włodzimierzu Wołyńskim. W 1956 r. ukończył w Chełmie Liceum Ogólnokształcące im S. Czarnieckiego i studia polonistyczne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (magisterium w 1963 r.).

W latach 1962 - 1985 r. był kustoszem Biblioteki Uniwersyteckiej KUL. W latach 1978 – 1988 lektorem w Szkole Kultury i Języka Polskiego KUL dla Obcokrajowców.

W 1957 r. debiutował na łamach prasy jako publicysta (m.in. cyklem reportaży z podróży do Lwowa i na Wołyń (“Tygodnik Społeczno-Kulturalny Katolików”, Lublin, 1957 ). W 1979 był współzałożycielem (razem z ks. Wacławem Oszajcą i Zbigniewem Strzałkowskim) grupy poetyckiej „Signum” oraz w 1994 (razem z Bogusławem Wróblewskim i Bohdanem Zadurą) Wschodniej Fundacji Kultury „Akcent”. Jest autorem następujących książek:

 

“Pejzaż rdzawy”. Poezje. Lublin 1973,

“Ogród”. Poezje. Lublin 1977,

“Głosy na wersety”. Poezje. Lublin 1979,

“Kazimierz Andrzej Jaworski 1897 – 1973”. Portret literacki. Lublin 1985,

„Pod Twoją obronę... Matka Boża w poezji polskiej” Wybór i opracowanie tekstów..., 1986

“Pod znakiem Wagi”. Poezje. Lublin1987,

“Będziesz jak piołun”. Poezje. Lublin 1991,

“Tradycje literackie Lubartowa i Ziemi Lubartowskiej 1543 -1993”. Esej. Lubartów 1994,

“Wierchom, halom, smrekom...Góry w twórczości poetów lubelskich”. Antologia. Wybór, wstęp i opracowanie..., Lublin 1995,

“Lekcja wspólnego języka”. Poezje. Lublin 1999,

“Pięć wieków poezji o Lublinie”. Wstęp, wybór i opracowanie..., Lublin 2002,

„Słowa i twarze. Szkice literackie”, Lublin 2004.

„Tryptyk z gwiazdą”, Lublin 2006,

„Klucze i słowa. Szkice literackie”, Lublin 2011.

 

Ponadto był współautorem i redaktorem pracy zbiorowej pt. “Lublin literacki 1932 – 1982. Szkice i wspomnienia”. Lublin 1984. Wiersze, opowiadania oraz szkice literackie ogłaszał również w licznych czasopismach polskich i obcych a także antologiach i księgach zbiorowych.

Opracował i zredagował ponad 40 tomików i almanachów wierszy różnych autorów (m.in. Marka Danielkiewicza, Krzysztofa Guzowskiego, Janusza Kozłowskiego, Stanisławy Burdy, Zofii Nowackiej-Wilczek, Ryszarda Kornackiego, Janusza Koniusza, Roberta Matejuka, Stanisława Popka).

Od 1 czerwca 1985 r. jest sekretarzem redakcji kwartalnika „Akcent”.

Wielokrotnie odznaczany za pracę literacką i społeczną (m.in. Srebrnym Wawrzynem Literackim 2007, dwukrotnie Złotym Krzyżem Zasługi 1990 i 1995), Nagrodą im. Witolda Hulewicza (2006), Nagrodą Specjalną Ministra Kultury (2008), medalem „Gloria Artis”(2009), oraz najwyższym odznaczeniem bibliofilów polskich „Orderem Białego Kruka ze Słonecznikiem”.

 

O poezji W. Michalskiego pisał przed kilku laty Bogusław Wróblewski: Z tradycją II Awangardy wiąże Michalskiego technika metaforyzowania i bliska katastrofizmowi tonacja niektórych wierszy, wynikająca z podobnego pojmowania relacji poeta – świat. Podobne jest także pojmowanie czasu i przestrzeni, która jak u Czechowicza czy Miłosza, bywa przestrzenią nabrzmiałą, dynamiczną wewnętrznie. Na tle tych związków z tradycją brzmi jednak u Michalskiego ton swoisty, który określić można jako grę łagodnych emocji. Jest to poezja stale przekraczająca swe własne horyzonty, nie atakuje drapieżnie czytelnika, lecz ujmuje mądrą zadumą.

Pin It