Rainer M. Rilke

 

rilke

 

Wiersze wczesne, średnie i późne

Przełożył Andrzej Lam



NiIE PRAGNĘ ROZGŁOŚNEGO ŻYCIA...

 

Nie pragnę rozgłośnego życia wcale

i nie chcę pytać o dni nieznajome:

Czuję, że noszę w sobie kwiaty białe,

które kielichy rozchylają w chłodzie.


Z wiosennej ziemi tryskają obficie,

skąd ich korzenie piją tajne głębie,

by umierając nie musiały klęczeć

przed latem, które czyha na ich życie.


Mir zur Feier (Sobie na święto), Berlin 1899

 

 

NIE BÓJ SIĘ...

 

Nie bój się, choć starzeją się astry,

choć sztorm czesze więdnące lasy

w obojętność jeziora, –

piękno wyrasta z mizernej postaci;

dojrzewa, wątłą siłą rozwali

dawne skorupy dokoła.


Ono z drzew wynika

we mnie i w tobie,

lecz nie spoczywa;

lato mu się zdało zbyt odświętne.

Od owoców pełni stroni

i biedne, ze snów niezdarzonych

wnika w prace codzienne.

 

Powst. ok. 1900; Die frühen Gedichte (Wiersze wczesne), Lipsk 1909

 

 

DO ANIOŁA


Ty jesteś silny, cichy, postawiony z boku

świecznik: a górą noc się pełna staje.

My siebie samych trwonimy bezradnie

W zwlekaniu ciągłym u twego cokołu.


Nasza jest niewiedza, co się stanie potem,

jak znaleźć wyjście z obłędnego kręgu,

ty się objawiasz nam na stromym brzegu

i go rozświetlasz jak góry wysokie.


Twoje radości są nad naszym krajem,

ale nie dla nas ich zbawienny deszcz;

jak czysta równonoc wiosenna stajesz,

by granicę znaczyć między dniem i dniem.


Kto mógłby w ciebie przeniknąć bez szkody

z tej mieszaniny, co nas skrycie dręczy?

Ty masz wspaniałość nad wszystkie wielkości,

my zaś wprawiamy się w tym, co najmniejsze.


Kiedy płaczemy, wzruszamy jedynie,

kiedy patrzymy, to ledwie czuwamy;

kogo nasz uśmiech uwiedzie w głębinę?

jeśli samego siebie, któż podąży za nim?


Aniele nieznajomy, ja podnoszę skargi?

Lecz jaką skargą ma wybrzmieć mój głos?

Ach, krzyczę, krzyczę, biję dwoma drewienkami,

lecz uwierzyć nie mogę, że mnie słyszy ktoś.


Choć krzyczę, nie jest głośniej koło ciebie,

skoro ty nie czujesz, kim ja jestem.

Oświeć mnie, oświeć! Uczyń widoczniejszym

tam pośród gwiazd. Bo tutaj ginę nędznie.



14 stycznia 1913, Ronda. Wtedy Rilke napisał elegię szóstą. Nie do niej wszakże prolegomena stanowi ten wiersz, lecz do elegii pierwszej, która powstała rok wcześniej na zamku w Duino, do jej słynnego początku: „Któż, gdybym krzyczał, usłyszałby mnie z anielskich zastępów?”

 

 

 

KRZAK DZIKIEJ RÓŻY


Jakże on tam stoi w mroku gęstym

deszczowego wieczoru, czysty, młody;

pędami wokół hojnie rozciągnięty,

a przecież w swym różanym bycie pogrążony;


te płaskie kwiaty, tu i tam rozkwitłe,

inne jakby niechciane, zarzucone:

tak wywyższony sam z siebie niezwykle

i niewymownie samym sobą podniecony,


woła do wędrowca, co w wieczornym

zamyśleniu kroczy obok drogą:

O patrz, jak stoję, patrz, jestem spokojny

i mam, co mi potrzebne, bez nikogo.


1 czerwca 1924, Muzot


Pin It