Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Mógł być… jest… gdyby mógł…

jan walcNiski, dosyć mocno zbudowany, brodaty. Gaduła. Sypiący anegdotami. Ciekawski. Kontrowersyjny. Jednoznaczny w antykomunizmie. Oczytany nieprawdopodobnie. Wchodzący w spory z łatwością. Intelektualny przeciwnik nie był dla niego wrogiem…

Jan Walc. Doktor Jan Walc. Janek. „Najlepsza palcówka w Polsce”. Opozycjonista. Intelektualista. Barwny ptak. Mógł być…

Umarł, nie mając nawet czterdziestu pięciu lat… Mógł być…

Był osobny, samoswój. Lewicowy, antyklerykał. W sporach trudny przeciwnik. Potrafił przejechać się po oponencie niczym walec po rozgrzanym asfalcie…

Znałem Janka od drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Któż go zresztą z ludzi KOR-u, opozycjonistów lat siedemdziesiątych, nie znał? Był ode mnie starszy, ukształtowany przez Marzec ’68, ale nigdy nie stwarzał dystansu.

Zdarzało mi się z nim coś drukować…

Pogrzeb Janka. Długa lista nieobecnych z Adamem Michnikiem na czele. Chciało mi się wrzeszczeć: dlaczego? Co wam takiego zrobił?

Jan Olaszek napisał biografię Janka. Mówi, że dlatego, bo to ważna i trochę zapomniana postać opozycji. Nie zgadzam się. Nikt z tych, którzy go znali, nie zapomniał. Wciąż go trochę w nas.

Pierwsze skojarzenie jakie mam z Walcem? Rozwens. Prokurator Rozwens. Ten, który po pijaku zastrzelił dziecko. Stara sprawa, tyle lat, a ja wciąż ją pamiętam. Zrobił z niego w swoim tekście w „Biuletynie Informacyjnym KOR” miazgę. Przypomniał zapalniczkę marki Ronson i alkohol. PRL-owski dygnitarz i chłopskie dziecko…

Nie wszyscy ten tekst akceptowali. Ba, wielu nie akceptowało, uważało, że Walc pozbawił go człowieczeństwa. Że za ostro, że każdy ma prawo do obrony. Dla mnie nie było za ostro. Było tak, jak należy.

Drugi tekst. „Ja tylko stałem w przedpokoju”. List do partyjnego przyjaciela Walca. Trudny czas, wykłady TKN-u atakowane przez SZSP-owskie bojówki z AWF-u. Pobicie Maćka Kuronia i Heńka Wujca. „Ja tylko stałem w przedpokoju”… Nie, nie… Ani nie bił, ani nawet nie był, gdy bili. Ale przecież nie zaprotestował, nie wypisał się z partii.

„Ja tylko stałem w przedpokoju” stało się słynną metaforą. Metaforą życia, obojętności, akceptowania zła.

Piękna opowieść o spotkaniu zmarłej przed miesiącem Zyty Oryszyn z Walcem. Wcześniej zjechał jej powieść, potem rozmowa na jakimś bankiecie. Nie znali się. Przedstawił ich sobie Andrzej Kaczyński. Janek złapał się za głowę. Nie, nie przepraszał, bo niby za co. Potrafili ze sobą rozmawiać, zaprzyjaźnić się, pracować razem w redakcji „Kultury Niezależnej”.

Jeździł po Polsce jako współpracownik Biura Interwencji KOR-u, współpracownik Romaszewskich. Opisywał zbrodnie, przecież nie tylko polityczne. Czasem redakcja bała się o jego życie…

Olaszek przenicował życie Janka. Wielu rzeczy nie wiedziałem. Że miał trudne relacje z rodzicami, że pomieszkiwali z żoną kątem po akademikach, że był aktywistą ZSM-owskim, że miał pomysł, aby zapisać się do partii… Nie wiedziałem, a może wyrzuciłem z pamięci, że zaczynał studia nie od polonistyki, a od pedagogiki. Bał się, że go na tę pierwszą nie przyjmą… Jak to dziś brzmi… Nie wiedziałem, że podpisał bezpiece „kwit” o współpracy – szczęśliwie, nigdy jej nie podjął…

Pewnie nie o wszystkim Janek chciał mówić. To zrozumiałe. Każdy z nas ma jakieś tajemnice, których się wstydzi. Mniejsze albo większe. Walc miał raczej te mniejsze.

Miał pewnie trochę kompleksów naukowych. Bo ten IBL niby go akceptował, ale jednak trochę szydził z tych jego prac. Bo Mickiewicz raz odczytany... Bo świętość… Bo za mały dorobek, aby się wymądrzać. Bo autorytety…

Szedł w poprzek, pewnie, gdyby nie umarł tak wcześnie, w 1993 roku, krytykowałby każdy następny rząd. Kolejni ludzie opozycji by się na niego obrażali – jak ci z „Gazety Wyborczej” za to, że uważał politykę Balcerowicza za błąd, że głosował na Bugaja. Ci związani z Kościołem pewnie by mu nie wybaczyli jego antyklerykalnych filipik (swoją drogą, przecież nie wykluczał współpracy, bo i ksiądz Kantorski, i „cud” z Janem Pawłem…).

Jan Olaszek przypomniał ważną postać. Widzę Janka na jakimś spotkaniu. Jest twardy w swoich poglądach. Cięcie. Widzę Janka wybrudzonego farbą drukarską. Cięcie. Widzę Janka rozsierdzonego przyzwoleniem na zbrodnie. Cięcie. Widzę go jako pedagoga, w sandałach, ale bez skarpetek. Cięcie. Widzę go w szerokim, takie były modne, krawacie.

Tyle lat minęło, tyle tekstów Janka nie powstało… Był…

 

Jan Olaszek – Jan Walc. Biografia opozycjonisty, Trzecia strona, Warszawa 2018, str. 439.

Pin It