Andrzej Wołosewicz

 

Zazdrość i poezja. O tomiku Uwięź” Pawła Kubiaka

 

Józef Chełmoński

Józef Chełmoński

 

Przede mną kolejny tomik poetycki Pawła Kubiaka. Nie będę przybliżał jego sylwetki, łatwo znaleźć informacje o poecie (internet, facebook, katalog Biblioteki Narodowej, antologie itd.) i o jego działalności w literaturze. Zajmę się Uwięzią”. Chyba to się odmienia, nie jestem pewien, jak przy wszelkich dość oryginalnych nazwach własnych. Czego dotyczy? A to już odsyłam ciekawskich do tomiku.

Zacznę od wiersza

 

 

oczekiwanie na magię

 

jadę pociągiem Gałczyński

zaczarowany elektrowóz

trwoży skrzydła ptaków

poranne słońce ziewa

na pąkach dziewanny

 

kołyszę się w dorożce

z pejzażu

ze zmyśleń

rąk oczekiwanych

chłodniejących ramion

 

przyspieszony s kretesem

na obwodzie sensu

 

Tak, Kubiak jest poetą drogi, teraz to sobie uświadomiłem, chociaż znam go i jego poezję od lat i kilka razy o niej pisałem. Ale nigdy nie naszło mnie to skojarzenie: poeta drogi. A teraz widzę je coraz jaśniej – Kubiak wciąż w drodze. Może to być droga w Bieszczadach (raczej szlak) i to dość regularnie, droga do poetów, którym wciąż organizuje spotkania w Piastowie czy droga do serc osób, które go zajmują. Widać w tym wierszu jakąś wyrazistość przekazaną delikatną kreską (żeby odwołać się do malarstwa). Warto tu od razu powiedzieć, że tomik zdobią rysunki Joanny Szczuki, właśnie takie, delikatne acz intensywne, ulotne acz treściwe, jak słowo poetyckie Kubiaka: , jędrne ale nie nachalne, ich przekaz mocny i delikatny jednocześnie. Nie wiem, jak Paweł to robi, ale odbieram jego „Uwięź” jakby rzucał we mnie solidną metaliczną kulą (słowa, oczywiście), bo to słychać w uszach i uczuciowo-intelektualnym odbiorze, ta solidność i moc, i metaliczna twardość, zdecydowane, to to, że w poezji Kubiaka nie ma miejsca na kompromisy – a gdy to wszystko do mnie dociera (owa twarda kula słowa), to łapię owe słowa, ową poezję jako miękkość, puszystość, jako coś przyjaznego czytelnikowi. Takie zderzenie daje w efekcie poezję wymagającą, poezję wymagającego przekazu, w której nie ma miejsca na czytelnika pobieżnego, nie skupionego, ale przecież poezja to przejrzysta, klarowna i  w tym sensie sprzyjająca czytelnikowi. To wciąga i nie pozostawia obojętnym, wciąga w orbitę naszych ludzkich istotności (śmierć, miłość, życie) w sposób dany tylko klasycznej poezji, w której słowo ma moc i nie pozwala zdominować się zbędnym konfabulacjom poetyckich konstrukcji przypominających wieżę Babel. I w tym sensie Kubiak jest klasykiem, bo jeżeli w nas samych wieże Babel są możliwe, a są cokolwiek o sobie myślimy, to Paweł Kubiak pozwala mi je oglądać w sposób jasny i czytelny, pozwala zobaczyć co  w nas rozmazane i zapętlone jako ważne i konieczne do autoanalizy, do namysłu. I możliwe do owego zautoanalizowania dzięki wierszom takim jak:

 

droga

i znów mnie życie

przeczołgało po aksamicie

szczerych rojeń

 

pogasły gwiazdy

bo świeciły tylko do wewnątrz

moich oczu

 

zostało szare

światło zmierzchu rozpromienione

rdzawą zorzą

 

została droga

pusta jeszcze lecz na jej końcu

wieje nicość

 

 

zakurzone naczynie

 

czas nie jest zły

ani dobry

jego emanacje ociekają

palcami lat zasiedlają

obrazki dzieciństwa

kolorowe zmarszczki

 

jego stalaktyty

odrywają mnie

od rzeczywistości

stalagmity uciskają we śnie

 

materia mojego czasu

doczekała się rozbrykanych

stóp wnuka

wzniosła się

ponad ponad ponad

 

czas przyszły

nie wychyla nosa

z książek do gramatyki

 

Zobaczmy, że to są językowo stosunkowo proste konstrukcje, bez zbędnej jarmarczności słowa. Poezja Kubiaka działa na mnie jak ożywcze źródło spłukując prześladujący mnie od niepamiętnych czasów obraz: współcześni poeci siedzący z diabelskim uśmiechem nad każdym wersem i upychający weń – ku swemu zadowoleni a ku rozpaczy czytelnika - co rusz nową zaskakującą konstrukcję. Nie przeczę, czasami te konstrukcje są zaskakująco piękne, ale w ich nagromadzeniu, spiętrzeniu umyka sens całości a czasami podejrzewam, że przykrywa jego brak. U Kubiaka inaczej: żadne słowo nie zasłania całości wiersza, lecz ją uwydatnia! Tymczasem w dominującym zgiełku współczesnej poetyckiej bitwy o czytelnika nie dostrzegam sensu i często – mój starzejący się wzrok winien jest temu niedowidzeniu. Ale jeśli nawet tak jest, to właśnie poezja Pawła Kubiaka przemywa moje oczy źródlanym krystalicznym słowem przypominając klasyczną zasadę, że w poezji powaga może iść pod rękę ze spolegliwością słowa.

Kubiak pisze w sposób skondensowany. Zwróćmy uwagę, że jego wiersze są stosunkowo krótkie, operujące krótką (a więc szybką) frazą. A takie pisanie niejako wymusza precyzję. Wydaje mi się, z moich czytelniczych doświadczeń, że rozwlekłość, przegadanie najczęściej pokrywają naszą autorską słabość, niejasność, jakbyśmy sami do końca nie widzieli, co i jak chcemy powiedzieć, zagadujemy więc sytuację biegunką słów. U Kubiaka soczystość słów powoduje, że nie musi ich być dużo. Przypomina mi się w tym miejscu uwagą Czechowa, że umiejętność pisania to umiejętność skracania. Krótkie wiersze są swoistym sygnałem dla czytelnika, są autorskim potrąceniem strun czytelniczej duszy, aby poruszone i sprowokowane odnalazły własne brzmienie tego, co wypowiedział poeta. A do tego nie potrzeba wspomnianej gadaniny. Poza tym krótsze wiersze stanowią dla autora niepomiernie większe wyzwanie, bo nie ma w nich miejsca na „naprawienie błędów” jak w każdej dłuższej frazie, gdzie możemy coś dodać, poetycko ujaśnić. Zawsze u Pawła podziwiam tę jego lakoniczność, tym bardziej, że mimo niej – wbrew możliwym obawom – zachowuje on poetycką moc różnorodności, tak jakbyśmy obracali w dłoni niewielkich rozmiarów szlachetny kamień skrzący się barwą świateł, odblasków. To poetyckie iskrzenie daje mi dużą czytelniczą satysfakcję. Zdaje się, że też dodatkowo inspiruje do odbiorczej aktywności, do współpracy z tekstem, a to coś zupełnie innego niż pasywny odbiór. Spójrzmy na kilka wierszy.

 

 

przed majestatem

                               Staszkowi Miszczakowi – kandydatowi

                                               na bieszczadzkiego pustelnika

 

stoję przed majestatem przyrody

skarpa Jeziora Solińskiego

rzuca na kolana

 

obok

Juliusz Pierwszy

król świata włóczęgów

koronowany szachinszach

żebraków włóczących się jeszcze

król Bieszczadu

aż po rozległe kresy

obojga narodów

 

przestwór nieba

zanurzonego w wodzie

chroni przed

nadmiarem majestatu

przywraca porządek

 

pustelnia

króla Juliusza

jest najzwyczajniejszym

cudem świata

 

wytworny koniak pokornie

leżakuje w cieniu gumofilców

surowość bukowych bali

starcza za purpurę

 

po co tu jestem

i dlaczego on

dlaczego ziemia się kręci

a w kątach drży serce

 

i szuka dobra piękna

choćby krzyny sensu

 

(doznane w Horodku opodal Polańczyka

w czerwcu 2012 r.)

 

 

goniąc

 

biegnę

gonię ważne

a znajduję tylko miejsce

 

klękam

by pojąc niepojęte

ciało i myśl

ciążą

wciągają w koleiny

 

muśnięcie Golgoty

wiarą

 

trud

 

 

wysoko wysoko

 

sala jest wysoka

jakieś cztery i pół metra

ludzie muszą tu

dobrze oddychać

w klatkach piersiowych

mają czegoś za mało

albo za dużo

 

leżymy we trzech

jest wczesna ciepła zima

dorodne sosny za oknem

zupełnie nie wiedzą

co począć

 

wieszamy na nich wzrok

z nadzieją na odnalezienie

pod niebieską choinką

żywicznego aromatu

 

(Otwock, styczeń 2018)

 

Uwięź” składa się z czterech części. Pierwsza jest najobszerniejsza ale nie wyróżniona osobnym tytułem. Drugą stanowi cykl miniatur „czerwień w błękicie”. Trzecia to cykl zatytułowany Na tej ZIEMI”, będący poetycką relacją z podróży do Ziemi Świętej a czwartą jest cykl „osośnione pawilony” opisujący Pawłowy pobyt w szpitalu w Otwocku. Wyżej przytoczone wiersze pochodzą kolejno z części pierwszej, trzeciej i czwartej. Pokazują one dobitnie to z czego ulepione są wiersze Pawła. Z życia. Nie ma tu krztyny nieautentyczności, słownych wynalazków, w których czytelnik wyraźnie nie jest w stanie zamieszkać, odnaleźć się. A przecież to jest w poezji najciekawsze: przekład życia na wiersz. Przekład życia składającego się z w końcu znanych nam ingrediencji: uczuć, zachowań, sytuacji, spojrzeń, dotyku, zatrzymań i zamyśleń, rozmów i westchnień, słów i milczenia, obrazów, wędrówki i drogi. Przecież to wszystko jest w nas  i w tym sensie żaden poeta nie wymyśla nowego alfabetu, a jednak Paweł Kubiak należy do tych, którzy potrafią mnie zauroczyć. Stąd ta tytułowa zazdrość.

 

_________________

 

Paweł Kubiak, Uwięź, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2018

 

Pin It